Nie znalazłam żadnych sprawdzonych informacji dot. tych łuków.Dlatego właśnie sceptycznie podchodzę do info na temat osiągów tych łuków, tym bardziej że Chanat Astrachański został podbity w XVI wieku, a relacje o przebijaniu na wylot pochodzą od Paska (tak twierdzi mój znajomy), czyli XVII wiek.
"po co szarżować kawalerią, jak można puścić stado koni na piechotę wroga a ona i tak złamie szyk?"
Moim skromnym zdaniem więcej zdziała nawała strzał wypuszczanych przez konnych łuczników niż kilka z łuków astrachańskich. Nie wiem też czy taki łuk zadałby więcej strat niż np. balista... Wątpię w jego użyteczność.Bardziej myślałem o efekcie psychologicznym takiej broni. Wiesz, jesteś opancerzony, a więc czujesz się niejako "bezpieczniej", a tu nagle biegnący obok ciebie towarzysz zostaje przestrzelony na wylot.
Poszperałam wśród informacji branżowych. Jedyna wzmianka pochodzi z pamiętników Paska. A Pasek był typowym sarmackim szlachciurą i lubił pofantazjować.Czyli moje podejrzenia się potwierdziły, od początku wydawało mi się to podejrzane, szczególnie "przytrzymywanie" łuku nogą.
Nie pamiętam gdzie czytałem, ale była akcja że piraci atakowali miasto i władze miasta wypuścili na nie całe stado bydła, smierć na miejscu gdy tak Cię podepczą. Jednak krówki przestraszyły się wystrzałów broni piratów, zawróciły i startowały obrońców miasta (chyba jakos tak to było ;p)Lol, gdzie to było?
Także poleganie na zwierzętach to średni pomysł ;/
ok, zawodnicy sumo, czy gladiatorzy nie walczyli w bitwach - w sumie czemu? Obija mi się, że gladiatorzy jednak czasem walczyli - Spartakus. Ale te szkockie młoty, kule itp. wyglądają groźnie.
Zwierzaki to długi temat mówicie, żeby na stwory nie stawiać? A co z kawalerią? Jest taka w scena w 300 jak powalają nosorożca włócznią, mnie to nie przekonało, z tego co wiem to dzikie stwory najlepiej przepuścić, nie powinny zawrócić - bo nie są głupie.Ale w których 300? Tej wersji opartej na komiksie? Jak tak, to hmm... średnie źródło.
Fajnie wiedzieć że są ryciny je przedstawiające, nie słyszałem nigdy o nich, dzięki.Wiesz, w Azji (nie pomnę gdzie dokładnie) wykorzystywano skórę nosorożca do tarcz i rydwanów, może ktoś w Europie po tylu wiekach dodał 2+1 i mu 4 wyszło? Jak mówiłem, Durer to przełom średniowiecza i nowożytności, a nosorożce - starożytność, jak by nie patrzeć szmat czasu, łatwo coś przekrzywić.
Blacha - w mitach o Herkulesie było o wypuszczenia bydła na bandytów/miasto lub coś takiego. Chyba o to Ci chodziło. Podobną scenę widziałem w Westernie - przegoniano bydło przez miasto, by nikt nie wychodził z budynków.
W ogóle trenowania zwierząt do walki w bitwach IMO nie zwracało się jeśli weźmiemy pod uwagę ile czasu potrzeba na oswojenie zwierzęcia.Jeśli nie bierzemy pod uwagę koni to się zgadzam.
No i co z waszymi pomysłami, dajcie spokój - wystarczyłoby żeby w średniowieczu zaczęli się myć i już jest rewolucja, coś dałoby się ulepszyć.Ja nic ciekawego do przedyskutowania nie wymyśliłem, ale może ktoś jeszcze coś wysunie :) Przy okazji, w średniowieczu się myto ;)
Zresztą powiem otwarcie - nigdy nie zakumałem jakim cudem w ogóle podbito takich wariatów jak Aztecy. Dla mnie to nie powinno ich się ruszyć z karabinami maszynowymi. Jak to im się udało? Przecież konkwistadorzy powinni zniknąć rozerwani na strzępy, a zdołali zetrzeć z ziemi całe imperia toczące wojny od setek lat!Wiele było czynników, wiadomo taki najbardziej popularny to przewaga technologiczna, na Azteków ruszyli do walki zaprawieni w bojach żołnierze z arkebuzami, muszkietami, zbrojami i końmi. Druga sprawa to dyplomacja, konkwistadorzy tak potrafili namieszać że indianie się wyrzynali między sobą. W przypadku Azteków to akurat Cortes pchnął do walki wrogo do nich nastawione plemiona. Tych kilkuset Hiszpanów samych nie zmiażdżyło ogromnego imperium. Do tego np. wzięcie Cortesa za boga. Czynników jak napisałem było wiele.
Swoją drogą, chyba najlepszy sposób na przełamanie frontu znaleźli Niemcy. Pod koniec wojny zaprzestali ataków na szerokim odcinku a zaczęli formować specjalne sturmtruppen. To były małe oddziałki przeznaczone do ataku. Nie mieli broni długiej, nieprzydatnej w walce w okopach. Zamiast tego dostawal broń krótką, chlebak pełen granatów i broń do walki wręcz- pałkę obitą metalem, naostrzoną saperkę etc. Bagnety były mniej przydatne. Takie oddziały podchodziły ciachaczem do okopów wroga i czyściły go z obrońców. Dopiero po nich wchodziły do walki normalne oddziały. To okazało się niezwykle skuteczne. Podejrzewam, że gdyby nie wyczerpanie zasobów ludzkich i materiałów wojennych Niemcy były w stanie wygrać tę wojnę. Oni najszybciej uczyli się na błędach.Tak, to był jeden z najlepszych pomysłów okresu IWŚ, ale Niemcom też wychodziły dziwne potwory, np. Sturmpanzerwagen A7V. Niewystarczająco duży prześwit, za krótkie gąsienice, niewystarczająca prędkość - wlokły się za piechotą, zamiast ją wspierać jaki był zamysł projektantów, no i aż 18 ludzi gotujących się w środku w temperaturze 40 stopni Celsjusza. Nie zazdroszczę.
No dobra, gladiatorzy to porażka. Termity jedzą dość szybko drewno, ale obawiam się, że ich kopiec wzbudziłby pewne podejrzenia - tego można jeszcze bronić, zwłaszcza przy szturmie na Biskupin, chociaż ja bym ta wolał strzelić podkop. Generalnie uważam, że walka pod ziemią jest cholernie efektywna - ale tak robiono więc to nie jest szokująca nowość.Po co użerać się z ze zwierzętami, kosztowne to i kłopotliwe. Są prostsze rozwiązania. W celu przełamania szyków/frontu od zawsze stosowano więźniów i karne oddziały . W epoce pikinierów popularni byli tzw Forlorn hope/ Les Enfants Perdus, odziały rekrutowane ze ochotników i skazańców, walczące w pierwszym szeregu. W czasach bardziej współczesnych stosowano róznego rodzaju karne kompanie.
Zwierzoki dają przewagę psychologiczną - to argument za a nie przeciw, weźcie to pod uwagę. A co z psami i misiami? Ja bym tam poszczuł tych pikinierów dobermanami, a co! Rzymianie używali psów, ale nie do atakowania, ale np. do pilnowania żywności w taborze. Przy walce małych grup, wydaje mi się to jednak mieć spory sens. "Bierz go Szarik!"
No właśnie, broń chemiczna była niegodna więc jej nie rozwijano - a można było! Czemu Indianie nie dmuchnęli w twarz konkwistadorom tymi swoimi kurarrmi, czy kokainami? Tak poważnie to dmuchawka wydaję się całkiem fajnym rozwiązaniem, przecież chociaż konia można by tak powalić, zawsze można trafić w nieosłoniętą twarz. Wcale nie musisz strzelać strzałką, tylko dmuchnąć chmurką trucizny. Zresztą powiem otwarcie - nigdy nie zakumałem jakim cudem w ogóle podbito takich wariatów jak Aztecy. Dla mnie to nie powinno ich się ruszyć z karabinami maszynowymi. Jak to im się udało? Przecież konkwistadorzy powinni zniknąć rozerwani na strzępy, a zdołali zetrzeć z ziemi całe imperia toczące wojny od setek lat!Hiszpanie nie walczyli sami, przeciwko Aztekom zjednoczono i poszczuto pomniejsze plemiona.
Miotacze ognia były używane przez arabów na okrętach - nie mówcie, że to zły pomysł. Kapitalne!Niekoniecznie, przy pierwszym użyciu (efekt zaskoczenia) zapewne mogły się sprawdzić, ale kiedy przeciwnik wie gdzie celować to użycie takiej broni na drewnianym okręcie to samobójstwo.
Nadal zapewniam, że można by rzucić kłodą w pikinierów, nieść przed sobą stalową płytę w czasie szturmu pod ogniem kartaczy.Pod warunkiem ze odział taszczy ze sobą kłody,a teren jest sprzyjający. Podejrzewam ze kilka pistoletów albo garść granatów to praktyczniejszy wybór niż kłoda.
No dobra, nowe hasełko z mojej strony Ned Kelly - jeśli nie jesteście w temacie to w skrócie pan uszył sobie ubranko z pługa. Czemu nie wcielono od razu jego pomysłu do wojska. Tak macie rację, kiepsko się strzela w zbroi - no i????? Pierwsza lini zasuwa ubrana w to szykowne wdzianko, uzbrojona w garłacze i granaty - tak wiem, za dużo gram w gry komputerowe - ale co tu jest nielogicznego?Z teoretycznego punktu widzenia nic, z praktycznego zadecydowały kwestie ekonomiczne i personelowe.
Wiem, że w czasie I wojny grenadierzy nosili zbroje, do ochrony w czasie walki wręcz. Zresztą w czasie I wojny żołnierze kombinowali jak przygotować sobie coś na modę średniowieczną do walki w okopach np. owijali pałki drutem kolczastym. Ale tego typu działania nie były odgórnie kierowane, czemu nie wpuścić pana w kuloodpornej zbroi uzbrojonego w dwuręczny miecz, do przedyskutowania różnic politycznych z panami uzbrojonymi w bagnety? Zresztą jak pisałem wystarczy, że pierwsza linia powstrzyma pociski i umożliwi podejście następnym liniom, ewentualnie zasłoni ich w czasie przeładowania broni. To takie rozwinięcie myśli kuloodporne "parawany". Zresztą póki co tej koncepcji nikt jednak nie obalił, nadal jest to pewna idea.Problem w tym ze nie można jednoczesnego zapewnić żołnierzowi opancerzenia, siły ognia i mobilności.
Generalnie dziwi mnie, że te rozwiązania które stosowano w czasie atakowania twierdz, nie przenoszono na pole bitwy, wież bitewna obsadzona łucznikami, którzy mogą koncentrować ogień i z góry i z dołu, więc trudny do obronienia, nie brzmi źle. Takie same szanse na zniszczenie w bitwie jak i w oblężeniu.Teren musiał być idealnie równy, nierzadko atakujący równali teren przed twierdzą, nim "podjechali" taką wieżą. O ile nie robiłbyś zasadzki, nie miałbyś czasu wyrównać terenu do wieży oblężniczej.
A słyszeliście, że z tymi drzazgami to jest mit, jest taki odcinek z serii Mythbusters. W świnie drzazgi nie chciały się za bardzo wbijać - o!Program Mythbusters jest hmm... średni, czasami naginają rzeczywistość dla udowodnienia, że coś jest mitem, tak jak to było przy 1 i 3 podejściu do obaleniu mitu o podpalaniu statków za pomocą luster. Co do tego konkretnego odcinka o drzazgach... nie oglądałem go, możesz powiedzieć czym strzelili w co? Ogólnie szczegółowe dane, bo odłamki/drzazgi powinny wbić się w świnie, czy co tam ustawili.
nie czołgi, ale duże, niskie powoli sunące twierdze, za którymi nasi dzielni wojacy budują tunel,To przy kopaniu tunelu nie lepiej zabezpieczyć tylko wejścia? Jeszcze wróg by się zorientował i przypuścił szturm na miejsce prac. Poza tym jak już jesteśmy przy wojnie secesyjnej, to wówczas największe sukcesy przyniosła wojna manewrowa i wyniszczanie stanów przez W.T. Shermana, więc te hmm... coś, nie za bardzo by pomogły, gdyby Unioniści zaszli je od tyłu, skoro były opancerzone z przodu.
wojsku sprawdza się właśnie podejście zawodowe, a nie szara masa ćmoków. No na pewno jesteś na tyle zorientowany w temacie, że wiesz, że garstka specjalistów, którzy z sobą współpracują pokona dowolną ilość nawet wybitnych indywidualistówTylko na niewielką skalę.
No to jeszcze ja wbije gwóźdź do trumny koncepcji z kłodą, bo po pierwsze rola pikinierów sprowadza się raczej do odpierania konnicy niż piechoty - oni też mogą ci kropnąć z pistoletu, tyż mają kolegów z muszkietami i dwa nie stoją jak ćwoki i czekają na kamloty, ale dosłownie mogą biec do przodu tak jak szwajcarscy najemnicy i jak już tą kłodą rzucisz to nie starczy ci czasu na pierdnięcie, o wydobyciu miecza nie ma nawet rozmowy.Z tym odpieraniem konnicy to nie do końca prawda. W okresie gdy pikinierom towarzyszyli koledzy z muszkietami, pikinierzy dawno przestali służyć do odpierania konnicy. Poza pewnymi wyjątkami (Rzeczpospolita i do pewnego momentu Hiszpania) standardowa taktyką konnicy stał się karakol (atak dystansowy z użyciem pistoletów).
Jak zapewne wiecie w czasie wojny secesyjnej jedna i druga strona zbudowały ciężkie okręty całe z metalu, pierwowzory pancerników. wolno pływały, miały słabą siłę ognia, ale były niezniszczalne i się sprawdziły. Nie miały jednak odpowiedników na lądzie. Można było przecież zbudować takie ruchome fortece - nie czołgi, ale duże, niskie powoli sunące twierdze, za którymi nasi dzielni wojacy budują tunel, którym dostarczamy amunicję. Tak macie rację, można je zaopatrzyć w karabiny gatlinga! Czołgi z I wojny można było zniszczyć ogniem artylerii, mi chodzi o coś co odbijało by wszystkie pociski.Dla ścisłości okręty pancerne okresu wojny secesyjnej nie były całe z metalu, były to przebudowane klasyczne okręty z dodanym żelaznym(ironrclad) lub drewnianym (timberclad) pancerzem. Poza tym na pewno nie były niezniszczalne, wystarczy prześledzić historie tych okrętów.
Generalnie dziwi mnie, że te rozwiązania które stosowano w czasie atakowania twierdz, nie przenoszono na pole bitwy, wież bitewna obsadzona łucznikami, którzy mogą koncentrować ogień i z góry i z dołu, więc trudny do obronienia, nie brzmi źle. Takie same szanse na zniszczenie w bitwie jak i w oblężeniu.
Zresztą, każdą koncepcję można rozwijać, w zasadzie dziwne, że coś takiego jak łodzie podwodne, a nawet broń palna w ogóle się rozwijało - bo początki to nie były zachęcające, tak jak w przypadku czołgów.
A słyszeliście, że z tymi drzazgami to jest mit, jest taki odcinek z serii Mythbusters. W świnie drzazgi nie chciały się za bardzo wbijać - o!Pominę zupełnie kwestie realizmu tej serii.
Łe tam, zaraz zaszli - no przecież mówiłem o karabinach Gatlinga, łeeee tam.Proponuję prześledzić działania Stonewalla Jacksona i W.T. Shermana, najwybitniejszych generałów wojny secesyjnej, i zorientujesz się, jak bardzo w walce z nimi nieprzydatne byłyby "ruchome forty". Więcej nie napiszę, bo się do szkoły spóźnię :P
No właśnie wejścia zabezpieczasz jak jasna cholera - zapewniając stały dopływ amunicji. No z zasady wychodzisz z założenia, że będą ci przeszkadzać - brzydale jedne, więc walisz im z tego Gatlinga po tych pałających rządzą mordu ślipiach!
W Mythbusters strzelali do drewna, które stało koło świnika - drzazgi wcale nie robiły takiej strasznej szkody. Szukałem na necie i oczywiście nie mogę znaleźć. :(
ło kurde, no nie dziwię się, że ciągle nie potrafią nakręcić filmu, który by taką bitwę oddał... rysunki z tych serii Ospreya to bardzo zachowawcze są w porównaniu do tego(click to show/hide)
Nie mogę zgodzić się z twoją koncepcją Waldzios - pryszczate nastolatki rzeczywiście giną na wojnach, ale ostatecznie ktoś taki jak Walter Nowotny to nie jest tylko hasełko dla propagandy - jak zrównoważysz go żółtodziobami? Półki gwardyjskie ciągnęły cała armię czerwoną - jak by sobie mieli bez nich poradzić? Zresztą no co ty, 300 nie widziałeś? ;)Nie zrozumiałeś mojej koncepcji. Nie podważałem przydatności elitarnych jednostek, pisałem o wyposażeniu armii.
No właśnie tabor kozaków - czemu nie pociągnięto tej koncepcji - przecież im drzazgi straszne nie były. W wojsku Welingtona, czy Napoleona, a nawet Shermana znalazłoby się miejsce dla zaawansowanej wersji tego modelu. Można by to ładnie obić blaszką, zainstalować funkcjonalne dyszle, które pozwalałby na szybkie podczepianie. Piechota pchałaby to przed sobą, ostrzeliwując się z działek z kartaczami - pełna kultura.Ponieważ ta taktyka sprawdzała się głownie przeciwko kawalerii, porządna piechota sobie z takimi wozami radziła, nie wspominając o artylerii. Husyci walczyli przeciwko feudalnemu rycerstwu, kozacy przeciwko polskiej kawalerii, wiec sytuacja była sprzyjająca. Gdyby kozacy użyli tej taktyki przeciwko szwedom lub turkom, efekt byłby pewnie zupełnie inny.
no masz rację, wszystko prawda, myślałem o defensywie - tylko, że to też można wykorzystać w wojnie manewrowej.Jeśli coś porusza się wolniej od piechura to nie ma mowy o wojnie manewrowej.
Bolesław Wieniawa-Długoszewski, gdy był w szkole wojskowej, bronił w czasie nauki koncepcji wojny manewrowej, a potem na egzaminie napisał natchniona pracę na temat wojny defensywnej jako jedynej słusznej koncepcji. Zapytany dlaczego tak zrobił, wyjaśnił że takie było stanowisko profesorów, a jemu nie wypadało, podważać ich opinii. Zmierzam do tego, że dowolną koncepcję można bronić w sensie teoretycznym, inteligentna osoba zawsze znajdzie dowody na poparcie dowolnej doktryny. Uważam więc Waldzios, że twoja postawa wynika raczej z chęci wykorzystania swojej przewagi intelektualnej nad kimś słabszym, czyli mną, niż głębokiego przekonania, i że mógłbyś jednak znaleźć przykłady na to, że koncepcja defensywna, też ma swoje miejsce i to nawet w przypadku wojny manewrowej, zwłaszcza gdy wyjdziemy z założenia, że traktujemy pancerniaków jako jednostki specjalne, które współpracują z całą resztą.Tak, tyle, że te "mobilne twierdze" o ile dobrze pamiętam, proponowałeś do wojny secesyjnej. Poleciłem ci przestudiować dwóch - moim zdaniem - najlepszych dowódców tego konfliktu - Stonewalla Jacksona i Shermana. Otóż co oni by zrobili, gdyby wróg postawił na ich drodze takie mobilne twierdze? Posłaliby oddziały do najbliższego węzła kolejowego, i przejęliby go, albo zniszczyli gdzieś w drodze, skąd wojska wroga pobierały zaopatrzenie. I klapa. Bo wtedy nie było samolotów, więc właśnie w ten sposób Sherman złamał Południowców - zamiast atakować bezpośrednio, omijał ich armie, odcinał od zaopatrzenia i atakował nie frontalnie, a w miejscach najsłabiej chronionych, no i przede wszystkim umiał sprawić, że żołnierze Południowców dezerterowali żeby powrócić do swoich rodzin ^^
A HUtH, zwłaszcza jak na osobę, która nie interesuje się Afryką, to dużo na ten temat wiesz ciekawe rzeczy - mówisz Masaje tak robiliMaorysi. To zdecydowana różnica :P
A HUtH, zwłaszcza jak na osobę, która nie interesuje się Afryką, to dużo na ten temat wiesz ciekawe rzeczy - mówisz Masaje tak robili...., hmmmm.Maorysi, ci z Nowej Zelandii :P
Nowa koncepcja na pikinierów - rzucamy w nich kłodą, ale tę kłodę rzuca wojsko dokładnie wzorowane na rzymskich legionistach - duże tarcze, ciężkie pancerze, przed atakiem leci jedna kłoda i cała masa pilum, broń krótka do walki w zwarciu. Co wy na to?
Jak widzicie w takim razie manewry legionistów jako sposób na pikinierów.No nie wiem, nie wiem... moim zdaniem to by musiało wyglądać tak, że kilku żołnierzy musiałoby targać jakąś wielką tarczę czy jakieś urządzenie do jakby 'rozpierania'(i przy okazji cięcia) pik, bo sam człowiek z dużą tarczą i tak w końcu przez jakiś kolejny wystający z formacji grot zostanie dziabnięty/zepchnięty. generalnie oprócz porządnego ostrzału nic nie powstrzyma zwartej 'szykownej' ściany pik w dogodnym dla nich terenie(stąd ten pomysł na jakieś wielkie rozwalające szyk przeszkody, czyli też i twoje kłody). Trzeba zawsze 'dziabać' taką formację w czułe miejsca, co oczywiście znaczy też, żeby je jakoś u przeciwnika wywołać najpierw... Rzym podbił Macedonię, bo głupi Grecy przez własne błędy przegrali bitwę pod Pydną... oczywiście można to też widzieć tak, że jednak wojsko rzymskie było lepsze przeciwko pikinierom, bo bardziej uniwersalne... ale też wystarczyło, żeby Grecy użyli wspierających sił(bez których falanga/kolumna leży) i by było inaczej.
. Nie minęło 50 lat a żadne siły zbrojne nie mają prawa istnienia bez lotnictwa.O czym boleśnie przekonaliśmy się w czasie drugiej wojny światowej, i we wrześniu, i w powstaniu.
O czym boleśnie przekonaliśmy się w czasie drugiej wojny światowej, i we wrześniu, i w powstaniu.
A co powiecie na taki pomysł - bierzemy koncepcje Hugh Dowdinga - największego wizjonera w historii ludzkości, który nie tylko nawiązywał kontakt z swoim poprzednim wcieleniem, ale stworzył te słynne stoliki na których urocze panie przesuwały modele samolocików w bitwie o Anglię i wrzucamy ją np. w wojnę secesyjną - ja proponuje połączyć to z siatką obserwatorów i pociągami pancernymi. Niech teraz Wiliam Sherman spróbuje zająć dworzec - cwaniaczek jeden! HA!Błędy, błędy, błędy... rozłóżmy to na czynniki pierwsze.
A z tą wojną manewrową to trochę polecieliście. Sherman to raczej taktyka spalonej ziemi, a Tannenberg wygrano dzięki zwiadowi lotniczemu, mongołowie to też raczej kwestia łuków, nie tylko biegania w kółko.
A co się dzieje, gdy w przypadku wojny manewrowej trafia na siebie dwóch wybitnych dowódców? Efekt nie różni się za bardzo od wojny pozycyjnej. "Im bardziej wojna się zmienia, tym bardziej pozostaje taka sama." - nie wiem kto to powiedział, ale się z tym zgadzam.
ja proponuje połączyć to z siatką obserwatorów i pociągami pancernymi. Niech teraz Wiliam Sherman spróbuje zająć dworzec - cwaniaczek jeden! HA!Wówczas po prostu wysłałby oddział kawalerii do uszkodzenia w dowolnym miejscu torów... Po co zdobywać dworzec?
A z tą wojną manewrową to trochę polecieliście. Sherman to raczej taktyka spalonej ziemi.Indeed. Jak pisałem, to w ten sposób złamał morale żołnierzy secesjonistów. Ale manewry - jak najbardziej. Na przykład, pochód z Atlanty do Savannah jest tego dobrym przykładem.
mongołowie to też raczej kwestia łuków, nie tylko biegania w kółko.W tym wypadku chodziło mi o strategię, jaką przyjęli w wyprawie na Węgry, nie taktykę.
A co się dzieje, gdy w przypadku wojny manewrowej trafia na siebie dwóch wybitnych dowódców? Efekt nie różni się za bardzo od wojny pozycyjnej. "Im bardziej wojna się zmienia, tym bardziej pozostaje taka sama." - nie wiem kto to powiedział, ale się z tym zgadzam.A dowodem na pogrubioną przeze mnie część wypowiedzi jest...? Bezpośrednie starcie owszem, ale czemu zakładasz, że nie spróbują jakichś manewrów oskrzydlających, czy działań mających zmusić wroga do wycofania?
To jednak było głupie, podobnie olanie Belgii przy budowie linii Maginota - można to było przewidzieć, nie czarujmy się.Belgowie, sami umocnili swoją granicę z Niemcami. Zacznijmy jednak od tego, że atak na Belgię to była zasłona dymna. Niemcy, wiedzieli, że najlepsze siły wrogą się tam znajdą, bo właśnie do Belgii słano brytyjski korpus ekspedycyjny i świetne francuskie pułki.
Oczywiście, że możesz je ominąć. Ale wbrew temu co sugerujecie,Problem polega na tym, że skupiasz się wyłącznie na armiach. Tymczasem, ważne są ważne punkty. Przykład: Stonewall Jackson w dolinie Shenandoah.
zostawianie sobie wrogiej armii na dupsku nie jest aż tak genialnym posunięciem, jak sugerujecie, zresztą obleganie twierdz to jest piękna tradycja.
prototyp telefonu.
Illew, 0,5 km to przesada. Ciężko z łuku strzelić dalej niż na około 300 m. I to bez względu na siłę łuku. Po prostu opór powietrza nie pozwala na uzyskanie większej odległości.Podawałem maksymalną teoretyczną - ze Springfieldów wtedy odległość "skuteczna" też nie wynosiła kilometr, a trochę ponad 0,5km.
Dla miłośników broni pneumatycznej:Proszę tylko nie ci partacze.
https://www.youtube.com/watch?v=YKhLgPyymfU
Ja tylko pragnę przypomnieć, że praktycznie każdy karabin z nabojem scalonym można ładować na leżąco. Przy odrobinie wprawy można tak też załadować muszkiet.Rozmawialiśmy o wiatrówce Girandoni wynalezionej w 1779 .
Dlaczego te wiatrówki nie stały się powszechne?Cena, poziom skomplikowania. Konkurencyjny karabin skałkowy był o wiele tańszy i miał zdecydowanie prostszą konstrukcje.
Nie pasowały do koncepcji wojny, bitwy?
Czy chodziło o inne rzeczy?
Łatwiej uzyskać wyrzut w wyniku spalania prochu niż sprężonego powietrza. No i podejrzewam, że kula wystrzelona z bron palnej osiąga lepszą prędkość.Rzeczywiście:
Uważam, że pomysł jest genialny, ekhem, ekhem. (na miarę dział przymocowanych do słonia)Lancknechci używali połączenia drzewcowych morgensternów z 4-6 lufowym samopałem, nazywali to Kropidłem ("Holy water sprinkler"):
Salwa kilkudziesięciu kropideł mogła sprawdzić się całkiem nieźle, broń znalazła się wyposażeniu wielu ówczesnych armii wiec nie mogła by bardzo zła.dziwi mnie, że takie coś nie stało się jeszcze uber-cool bronią w grach komputerowych... no albo coś pominąłem.
Zapewne wytrzymała by jednorazowe użycie, ale już wtedy istniała alternatywa.No tak, ale jak widzisz, to ma metalową lufę(i krótką), a ja mówię a takiej, której część(zdecydowanie ponad metr, a w całości więcej) byłaby po prostu drewniana....
To co opisujesz jest zbliżone w działaniu do dragona, czyli pistoletowej wersji garłacza.
dziwi mnie, że takie coś nie stało się jeszcze uber-cool bronią w grach komputerowych... no albo coś pominąłem.Po prostu XVI wiek to temat niestety rzadko poruszany w grach i filmach.
No tak, ale jak widzisz, to ma metalową lufę(i krótką), a ja mówię a takiej, której część(zdecydowanie ponad metr, a w całości więcej) byłaby po prostu drewniana....Nie jestem pewien jakie zalety tej broni widzisz, długa lufa przy strzelaniu kartaczami jest zbędna, a drążone kopie były bardzo drogie, kopia husarska w 17wieku kosztowała 9zl, dla porównania muszkiet kosztował 4zl.
Wyjdę na głupka, ale co tam... bodajże kopie jeźdźców były wydrążone? No to wyobraźcie sobie, że z tyłu jest ten zbiornik, w środku napakowane kul albo innego śrutu(a jakby ktoś wpadł na saboty to dopiero by było), część trzymana przez jeźdźca wzmocniona(byłby to właściwie sam karabin niejako wewnątrz kopii, ale na końcu, więc nie ulegałby zniszczeniu) i taka steampunkowa kawaleria szarżowałaby sobie na wroga, przed samym zderzeniem odpalając 'strzelbę' powodując, co najmniej, spory zamęt i - prawdopodobnie - mogąc nadal użyć tychże kopii(o ile by ich nie rozsadziło na końcu, prawda...) konwencjonalnie. Uważam, że pomysł jest genialny, ekhem, ekhem. (na miarę dział przymocowanych do słonia)To chyba działo tak, że oprócz względów honorowych i chęci chwytania żywcem, spora część rycerzy miała doświadczenie w walce na kopie. Kościół z początku płakał, że turnieje są be, ale gdy tylko królowie zorientowali się, że rycerstwo z okolic turniejowych jest lepsze, to szybko uznali, że turnieje są ważne :-)
Nie jestem pewien jakie zalety tej broni widzisz, długa lufa przy strzelaniu kartaczami jest zbędna, a drążone kopie były bardzo drogie, kopia husarska w 17wieku kosztowała 9zl, dla porównania muszkiet kosztował 4zl.Zalety widzę takie, że w ataku ławą pierwsza linia wprowadza zamęt przy jednoczesnym zachowaniu pędu i możliwości uderzenia na wroga. Więc znów nie tak dużo by tego trzeba było.
No właśnie, czemu panowie w czasie tego pięknego wieku XIX wieku idąc za wezwaniem ojczyzny, nie zaopatrywali się sami w pistolety, żeby nie tłuc się jak głupki na bagnety, tylko jak cywilizowany człowiek wyrazić swoje poglądy przy pomocy 5, czy 6 strzałowca?Czy w XIX wieku każdy żołnierz sam kupował sobie broń, amunicje oraz mundur? Nie? A teraz pomyśl jaka jest cena wyprodukowania muszkietu, a jaka rewolweru. Do tego dolicz koszt amunicji, której rewolwer zużywałby znacznie więcej. Pomyśl też jakie szanse ma rewolwerowiec przeciwko bagnetowi. Do tego dochodzi celność i zasięg.
Ależ były rewolwery pod Gettysburgiem. Każdy oficer był w nie wyposażony. Ale rewolwer też musisz czymś nabić. Do walki na bagnety pod Gettysburgiem doszło w momencie w którym pułk z Maine zupełnie się wystrzelał.https://www.youtube.com/watch?v=qxQKF2gkMgo (https://www.youtube.com/watch?v=qxQKF2gkMgo)
Akurat w średniowieczu taka kopia raczej nie mogłaby powstać. Ciężko odpalić ładunek na kopii, pędząc jednocześnie konno. To by wymagało bardziej zaawansowanej techniki- zamka kołowego, wynalezionego dopiero na przełomie XV i XVI wieku.Ale mi chodziło o ten póxniejszy wynalazek pneumatyczny, w końcu wtedy jeszcze kawaleria z jakimiś kopiami/lancami była używana, a ponieważ oddychamy tu oparami hipotez, to gdyby przyjąć, że by go wynaleziono wcześniej, to jeszcze większe szanse wykorzystania go w ten sposób.
Lanco-muszkiet nie miał racji bytu, po skruszeniu kopi wystarczało dobyć pistolet, bandolet lub krótki garłacz i oddać strzał. Rozwiązanie prostsze i tańsze.Czuję się jak Oktawian, masakrujesz moją wizję husarzy, którzy przed samym wpadnięciem w przeciwnika robią jeszcze wielkie 'pierdnięcie' z kopii :P
Oczywiście i takich pomysłów próbowano:(click to show/hide)
coś takiego jak miał Clint Eastwood w "Niesamowity jeździec".<milczy>
Pojawił się Cilnt Eastwood HUtH - walisz, przygotowałem ci pole do popisu!
Wyjdę na głupka, ale co tam... bodajże kopie jeźdźców były wydrążone? No to wyobraźcie sobie, że z tyłu jest ten zbiornik, w środku napakowane kul albo innego śrutu(a jakby ktoś wpadł na saboty to dopiero by było), część trzymana przez jeźdźca wzmocniona(byłby to właściwie sam karabin niejako wewnątrz kopii, ale na końcu, więc nie ulegałby zniszczeniu) i taka steampunkowa kawaleria szarżowałaby sobie na wroga, przed samym zderzeniem odpalając 'strzelbę' powodując, co najmniej, spory zamęt i - prawdopodobnie - mogąc nadal użyć tychże kopii(o ile by ich nie rozsadziło na końcu, prawda...) konwencjonalnie. Uważam, że pomysł jest genialny, ekhem, ekhem. (na miarę dział przymocowanych do słonia)
Wszystko co tak naprawdę miało sens w epoce zostało już wynalezioneMoim zdaniem nie da się być pewnym w takiej kwestii, tzn. ja rozumiem, że przeszłość się zamknęła, ale nie da się powiedzieć czy nie mogła się zamknąć inaczej.
Przypomnij sobie jak skończył Ned Kelly...Akurat z jego historii płynie morał, żeby zbroja chroniła też nogi :P
40kg i rzucić kłodą to tyle co splunąć, jak się zdrowo odżywiasz i nie marnujesz czasu na siedzenie na forum, tylko np. pracujesz jako drwal.żeby taki pomysł przyszedł do głowy, trzeba na forum siedzieć.
Zresztą Francuz po prawej jest chodzącym przykładem nieskuteczności tego pancerza.Ale przecież na zdjęciu widać, że żyje i ma się dobrze...
85 tysięcy to nie jest dużo biorąc pod uwagę, że w trakcie wojny karty werbunkowe otrzymało ponad 12 milionów mężczyzn.Te 85 tysięcy to udokumentowane dane z sierpnia 42 roku, niewykluczone ze wyprodukowano ich więcej.
Orki to przykład tego jak wygląda zaledwie 10 tysięcy.
Magia wielkich liczb - 85 tysięcy to niedużo również w stosunku do tych wszystkich ludzi, którzy walczyli ogólnie w czasie II wojny.
Pamiętacie tą zapierającą dech w piersi scenę, gdy pod Helmowym Jarem ustawia się do szturmu 10 tysięcy orków? Epicki rozmach, deszcz spływa po pancerzach, bezkresna armia wyłania się za wzgórza, grzmot rozprasza kurtynę nocy i widzimy 10 tysięcy zakutych w pancerz Uruk-Hai.
Tyle tylko że broń palna była już na tyle skuteczna, że metalowe pancerze się nie sprawdzały w polu.Nie no za czasów wojen napoleońskich kirasjerzy odnosili duże sukcesy na polu walki jednak, ciężka kawaleria odegrała bardzo ważną rolę w wielu bitwach. Brytyjska gwardia konna też otrzymała kirysy w 1815 o ile pamiętam raczej nie dla parady... Chyba, że masz na myśli drugą połowę XIX wieku, wtedy owszem, broń palna sprawiła, że ciężka kawaleria w kirysach przestała być użyteczna.
Tak naprawdę pancerze nigdy nie stały się bezużyteczne, poziom ochrony rósł i spadał, ale zawsze minimalna ochrona jest lepsza niż żadna (choćby tylko przeciwko odłamkom i białej broni), poza tym nie można pominąć bardzo pozytywnego wpływu na morale.
Zanik stosowania pancerza wcale nie wnikał ze spadku jego skuteczności, ilość pancerzy w armiach była niska na długo przed pojawieniem gwintowanej broni i naboju scalonego.
Podstawowa przyczyną było pojawienie się olbrzymich armii złożonych w większości z "bpp"i z góry skazanych na straty.
Ważny był również czynnik ekonomiczny, planując kilkusettysięczną armie trzeba mocno ograniczać koszty.
Już w XVI wieku okrajano wyposażenie regularnego piechura, standardowe wyposażenie piechoty stanowiły tzw pancerze 'munition grade' (wykonane z kiepskiej jakości żelaza, z dziwnymi dodatkami), podczas gdy doborowe odziały kawalerii nadal używały stalowych pancerzy, bardzo często 'shot proof' (odpornych na strzał z muszkietu).
No i co tu dodać? Wszystko chłop wyjaśnił, można zadać pytanie jakby wyglądało wojsko skonstruowane na innych zasadach, właśnie stawiające na pancerze, dla mnie mogłoby być skuteczniejsze, a więc i paradoksalnie tańsze. Zdecydowanie XIX i XVIII wiek to przesada z wystawianiem się na ostrzał, przecież nawet te okopy, o których pisał Warder, to na prawdę nie jest fantastyka. Uważam, że właśnie to stawianie na masowość armii było błędem.To zależy od konkretnej sytuacji, jeśli podniesiesz skuteczność dwukrotnie przy podwójnym koszcie to wszystko w porządku.
Uruk Hai, to żadna rewelacja, bo sama Legia Cudzoziemska już podchodzi pod wykorzystanie innych ras w wojsku, w oczach kogoś z XIX wieku, przecież poglądy ludzi były kiedyś skrajnie rasistowskie. Uruk Hai to tyle co jednostki elitarne, można więc teraz podywagować nad ich użyciem na szerszą skalę. Jeśli chodzi o inżynierię biologiczną to chyba sam zakaz palenia tytoniu byłby szokiem w XIX wieku. :)Legia cudzoziemska nie była pierwsza, nie była nawet blisko. Ptolemeusze byli znani z używania czarnoskórej ludności z południa, Kartagina również używała między innymi czarnych najemników. Rzymianie też nie gardzili używaniem najemników jako auxiliari.
Całe szczęście, husaria nigdy nie była wyposażana na koszt państwa. To była rozrywka dla rodów tak obrzydliwie bogatych, że mogli sobie pozwolić na taki poczet. Do tego np. Radziwiłłowie w XVII wieku dysponowali też prywatną armią liczącą zazwyczaj ok. 6000 ludzi. Także jedno nie wyklucza drugiego.Oczywiście, husaria nigdy nie była wyposażana na koszt państwa, to jedna z podstaw jej fenomenu.
Husaria w przyłbicach? Herezję waść czynisz. To, co oni nosili to się szyszak nazywało.Przyłbica po staropolsku oznacza po prostu hełm.
Skąd te definicje?Słownik języka polskiego PWN
To wiele wyjaśnia. Jeżeli chodzi o uzbrojenie to warto raczej zaglądać do publikacji mniej ogólnych.W mniej ogólnych mamy z reguły dość długie wywody, mam w tym momencie otwartego Żygulskiego, temat hełmów husarskich to kilka stron, trudno to zawrzeć w krótkiej definicji. Szczególnie ze nie spieramy się o fakty tylko nazewnictwo.
Żygulskiego też radzę unikać :) to historyk sztuki, nie bronioznawca.Zgadzam się w pełni, szczególnie w kwestii Sikory.
Jeżeli chodzi o opracowania dot. średniowiecza to przede wszystkim Nadolski, Nowakowski (a raczej dwóch- Andrzej i Piotr Andrzej) i Głosek. A co do husarii to tylko Sikora.
Nie zgadzam się natomiast z twoimi wyliczeniami. Ile będzie kosztować utrzymanie pół milionowej armii, a ile 8 tysięcy ludzi nawet tylko w okresie kampanii? To właśnie wystawienie połowy kraju na pole bitwy jest nie ekonomiczne, to proszenie się o Pyrrusowe zwycięstwo. Wiesz jak twoje obliczenia podsumowałby Jan Karol Chodkiewicz? Masz to przecież wpisane pod obrazkiem pana husarza, więc nie jesteś w swojej tyradzie anty-husarskiej zbyt przekonujący. Mi chodzi oczywiście o bardziej zrównoważone podejście nawet może być i milion obdartusów, co z tego skoro przeciwstawiłbyś im ciekawie zorganizowaną armię, twoja wizja i tak brzmi trochę jak preludium do szarży Rohirrimów na polach Pelennnoru. :) Powiedzmy ja proponuje układ ciężka piechota plus artyleria, ale można się bawić na różne sposoby, kombinacja husarii i ciężkiej piechoty, np. szwajcarskich pikinierów też może być.Wyliczenia były OK, tylko jak sam przyznałem oderwane od rzeczywistości.
Ten artykuł o zbrojach na serio jest niezły. Skąd Waldzios masz takie fajne rzeczy? Ta strona to jest coś w stylu "wrzuta" dla naukowców?Po prostu wygrzebałem w internecie. Jeśli się dostatecznie głęboko szuka, można znaleźć całkiem interesujące rzeczy.
Mam jeszcze małą zagadkę bierzemy taką sytuację jak miała miejsce w czasie bitwy pod Waterloo, żołnierze atakowali małe zabudowania - Hougoumont. Obrońcy mieli doskonałe pole do ostrzału, nie podciągnięto artylerii. Uważacie, że w takich sytuacjach szturm z udziałem czegoś co pełniłoby rolę wsparcia piechoty, a więc opancerzony wóz, czy tarcze z metalu to zły pomysł? Nawet podciągnięcie armaty w takiej sytuacji nie dawałoby przewagi. Zanim ta armata ostrzelałby na tyle mocno obrońców, żeby zrobić na nich wrażenie byłoby po bitwie. Inspiracją dla mnie jest w tym przypadku pan Marvin Heemeyer -największy dowódca w dziejach, pisałem już o nim w dziale dowódcy. W każdym razie wpadł on na pomysł lekkiego i skutecznego pancerza, metalowe płyty zalał betonem. Analogicznie można by nasypać chociaż piasek pomiędzy płyty w wozie, który można by szybko podciągnąć właśnie w takie miejsce jak Hougoumont.Wszystko zależy od skali, jeśli w skali armii Napoleońskiej, stworzyłbyś wydzielony oddział złożony z wozów bojowych, powiedzmy w skali batalionu, to nie widzę problemu. Skoro landsknechci mogli, to tym bardziej wojska Napoleona. Wozów w armii Napoleońskiej na pewno nie brakowało.
No tak, co nie znaczy, że więźniowie nie powinni pracować.Proszę, ograniczmy ten watek do dywagacji militarnych.
No w tym sensie, przecież wojsko to nie tylko strzelanie, ktoś musi też umyć kibelki, wybudować obozy, dobijać lub leczyć rannych - zależnie od aktualnego trendu, wyciągać czołgi z błota, gotować grochóweczkę, itp.Stosowano w każdej armii.
Nie no, przecież pisałem, że piach! Piach sypany między te płyty przed szturmem!W żadnym razie :)
Waldzios nie było siatkobetonu w czasach napoleońskich, co ty jaja sobie robisz?
;)
Wartość bojowa dywizji SS Dirlewanger wynosiła dokładnie 0. Ponosili raz po raz straty rzędu 315% (sic!) stanu osobowego. Nadawali się tylko do łamania wszelkich zapisów konwencji genewskich, haskich i pozostałych- czyli do mordów, gwałtów, rabunków, podpaleń etc. Zresztą, władzom terenów na których aktualnie przebywali sprawiali o wiele więcej problemów niż ludziom, z którymi mieli walczyć.Wiem to. Nawet kiepsko uzbrojeni powstańcy mogli skutecznie ich odpierać. Ale to zawsze jakieś rozwiązanie, przeludnionych więzień prawda?
A jaki z tego sens? Niech testują samochody pułapki. Są miejsca gdzie żal posłać żołnierzy, patrz na plan USA aby zniszczenia państwa islamskiego dokonać czyimiś rękami.Wysłanie oddziału karnego to nie jest takie hop siup. Po raz kolejny muszę przypomnieć o ekonomii, polityce oraz logistyce.
A jaki z tego sens? Niech testują samochody pułapki. Są miejsca gdzie żal posłać żołnierzy, patrz na plan USA aby zniszczenia państwa islamskiego dokonać czyimiś rękami.Samochody pułapki się wykrywa i rozbraja, nie detonuje. To wymaga umiejętności. Czasem ocena sytuacji sprawia ze należy bombę pułapkę zdetonować, ale ta ocena również wymaga umiejętności, a detonacje bomby można wykonać na wiele bardziej ekonomicznych sposobów.
No tęgosz jest mi potrzebny do moich wozów, bez tego lipa, kuloodporność to podstawa w przypadku wozów bojowych!To już podpada pod uzależnienie od surowców strategicznych ;).
Z tego co widzę Rosjanie robili już wszystko: ludzi-myszy, pancerze kuloodporne, pa, ciekawe co jeszcze wyjdzie.No teraz stosują zielonych ludzików, wojnę hybrydową czy tam asymetryczną...
To już podpada pod uzależnienie od surowców strategicznych ;).Zrobi syntetyczny tęgosz :P
Policjanci też nie walą pałą każdy sobie, tylko w szyku.Mam skojarzenia.
Dlaczego duże tarcze tak szybko wyszły z użycia? Chodzi mi o to, że nie potrafię sobie wyobrazić, jak szermierka przy pomocy szpady, miałaby pokonać kogoś uzbrojonego w tarczę typu rzymskiego. Generalnie ewolucja tarczy leci od największej do najmniejszej, od tarczy rzymskiej, do puklerzy. Na polach bitew pojawiali się np. kosynierzy, ale już nie tarczownicy. Jak ktoś uzbrojony w szpadę miałby pokonać kogoś uzbrojonego tarczę rzymska i gladius - abstrahując od innych czynników.
Czy ja wiem, czy szybciej jest obrócić tarcze, czy wykonać skręt ciała? - To też może różnie wyglądać u różnych ludzi. Jakby nie było prawdziwym przyjacielem policjantów są plastikowe tarcze i to dają radę.Tarcza chroni przede wszystkim przed bronią dystansowa i pociskami. W przypadku policjantów kamienie, butelki itp.
Po pierwsze- konfrontację miecz+tarcza vs. broń dwuręczna możesz obejrzeć sobie chociażby w trakcie współczesnych walk. Tarcza idealnie się tam sprawuje pod jednym warunkiem- nie jest zbyt duża.Rozmowa dotyczyła dużych tarczy, w domyśle tarczy legionisty.
Zasięg broni dwuręcznej najlepiej zrównoważyć nie tarczą, ale skróceniem dystansu. Waga scutum wynosiła zazwyczaj ok 6-8 kg, do 10 dobijały rzadko.Ale dobijały (Fayum 10kg, Doncaster 9kg), a napisałem około :|.
No i do pawęży nie potrzeba było dwóch ludzi. Wystarczył jeden noszący pawęż na plecach.Na jakie licho komuś pawęz na plecach ;). Skoro można rozstawić i schować się, ewentualnie oprzeć broń.
Bo lepiej mieć dwóch kuszników z pawężami niż jednego kusznika i jednego ciecia do dźwigania.Szkoda ze nikt w epoce na to nie wpadł. Głupcy targali ze sobą wszędzie pawężników :P.
Oczywiście że na to wpadli.To proszę daj mi przykład takiej armii, ja się nie spotkałem.
Ciecie do targania stanowili mały odsetek oddziału. Większość targała i to i to.Dałem ci cytat z Nowakowskiego (344 pawężników na 2288 żołnierzy) a ty dalej się upierasz.
Rozstawienie pawęży to nie jest zbyt skomplikowana sprawa- na manewrach zajmowało to nam, współczesnym amatorom- około 2 sekund na pawęż.Jeśli robiliście za"cieci do dźwigania" to jak najbardziej.
Jeśli chodzi o skracanie dystansu, walkę z młotami itp. to jednak dużo zależy od walczących. Jeśli ktoś walczy ciężką bronią dwuręczną to może w odpowiednim momencie zrobić krok do tył i po skróceniu dystansu, czy to rapierem, czy pawężą, czy scyzorykiem. :) Na jedno wyjdzie, bo to skrócenie dystansu oznacza w tym momencie, że kładziesz głowę na kowadle. Pytanie czy ten krok zrobi, czyli rozstrzyga "timing", a nie broń. Podobnie w drugą stronę, jeśli walczę z tarczą przeciw komuś kto tłucze mnie młotem lucereńskim, np. taki łysy facet z Warhammera, to albo blokując tarczą wystawiam rękę na złamanie w trzynastu miejscach na raz, albo przesuwam ją w dół trzonu młota i w miejscu wygodnym dla mnie naciskając, wykorzystując naturalną dźwignię odchylam młot w dół. Na dwoje babka wróżyła. Osobiście stawiam jednak na broń dwuręczną, ale niekoniecznie w walce na polu bitwy, gdzie ścisk panuje straszliwy.W ścisku na polu bitwy, gdy kolega obok tez uzbrojony jest w bron drzewcową (halabardę, szydło, młot lucereński itp), to przeciwnik raczej nie skróci dystansu bez nadziania się na broń kolegi, a ty uzbrojony w bron drzewcową nadal masz możliwość wykonania solidnego pchnięcia.
Nie no masz rację, chociaż obawiam się, że armia Rzymu miała tak odmienne od średniowiecznych warunki nazwijmy to umownie "metalurgiczne", że nadal ta teza byłaby aktualna w epoce brązu, czy wczesnej żelaza. Broń w epoce brązu, a w średniowieczu jeździ na innych zasadach, nie ma mowy o czymś takim jak dwuręczny miecz z brązu, ale coś takiego jak kopesz oczywiście nie jest pozbawione sensu.Zapominasz o trackiej rhomphai (http://en.wikipedia.org/wiki/Rhomphaia) czy dackim dwuręcznym falxie (http://en.wikipedia.org/wiki/Falx).
Zapominasz o trackiej rhomphai (http://en.wikipedia.org/wiki/Rhomphaia) czy dackim dwuręcznym falxie (http://en.wikipedia.org/wiki/Falx).Nie nie zapomniałem, to niemożliwe abym zapomniał - bo nigdy wcześniej nie wiedziałem o czymś takim. Jestem w szoku, co jest standardową procedurą przy rozmowie z tobą Waldzios.
Tak na szybko o pawężach. Mam chwilowo trochę zawirowań więc na ikonografię przyjdzie wam poczekać. Ciecie rozstawiali pawęże typu "drzwi od zakrystii"- te największe, zakrywające wyprostowanego człowieka. Te trochę mniejsze niósł żołnierz na plecach i sam rozstawiał- vide zabytki chociażby z królewskich zbrojowni w Leeds. Te najmniejsze były tarczami kawaleryjskimi. Informacje te mam z zajęć z uzbrojenie prowadzonych min. przez P.A Nowakowskiego.Z ikonografią jest ten problem żeby czasem trudno ocenić co jest pawężą, co małą pawężą, a co pawężką. Szczególnie ze co kraj, to inna klasyfikacja.
Stabilność jest całkiem niezła, pod warunkiem że nie próbujesz ustawić jej całkowicie pionowo. Bełt z kuszy nie jest w stanie jej przewrócić, z prostej przyczyny. Kierunek w jakim działa siła bełtu sprawia, że rozpórka co najwyżej zagłębia się ziemię.Mam jednak wątpliwości, wektor siły może różnie się rozłożyć, podpórka może nie mieć w co się zagłębić (twarda powierzchnia), albo odwrotnie, nie mieć odpowiedniego punktu oparcia (błoto, nierówny teren, zbocze wzgórza etc).
Zawsze twierdziłam że zajęcia z filozofii powodują nieodwracalne zmiany w mózgu.Hmm... nie żeby zajęcia z jakiejś heraldyki nie powodowały...
O kurna, ale Wy jesteście starzy :P
O kurna, ale Wy jesteście starzy :P (sorki beanshee).Szczerze? Moim zdaniem jeśli masz iść do słabego liceum, w którym nie przygotują cię do matury (smutna prawda - obecnie liceum sprowadza się do szykowania na maturę) odpowiednio dobrze i powiedzmy wylądujesz na jakimś ZUT-cie albo Stargardinum (przykład z mojej okolicy), to poważnie lepiej idź do technikum i zdobądź zawód, zamiast później pracować w sklepie za jakieś marne pieniądze.
Ja się zastanawiam czy po gimnazjum iść do jakiegoś liceum czy do technikum leśnego.
A ja kończyłem politologię i tylko się śmieję z tego, ze ludzie mówią, że po studiach humanistycznych nie ma pracy.Nie sądziłem, że trzeba iśc na politologię, żeby jeździć wózkiem, być kasjerem i tatuażystą. Naprawdę uniwersalne te studia!
Śmiałem się jak jeździłem na wózkach widłowych i jak siedziałem na kasie w sklepie i teraz też się śmieję bo jestem na stażu jako tatuażysta. I co? Jest praca!
Ja sam kiedyś próbowałem zlikwidować pikinierów muszkieterami.Przepraszam, z kim rozmawiam?
No racja, ale zaraz a te wszystkie espadony i inne takie, to nie jest dyżurny sposób na złamanie szyku pikinierów?Fakt, była to broń przeznaczona do tego i rzeczywiście wykorzystywana. Tyle że w XVII wieku piechota rzadko się między sobą naparzała wręcz, głównie sprowadzało się do ostrzału muszkieterów, kawaleria też zazwyczaj podjeżdżała do szeregów piechoty wykonując karakol. Głównym przeznaczeniem pikinierów była ochrona muszkieterów przed kawalerią, by ta nie mogła wykonać szarży (stąd wymuszenie na niej taktyki karakolu). Czyli w tym okresie ta jednostka uchodziła bardziej za straszaka na kawalerię. Stąd nie było za bardzo sensu używać dwuręczniaków i szarżować z nimi na szyki pikinierów narażając się na straty, lepiej było wykorzystać połączenie ognia artylerii, muszkieterów i kawalerii.
Z 18 (prawie 19-sto) latkiem ze Śląska, interesującym się historią (zwłaszcza okres między 1453 a 1914). Zresztą - cóż to ma do rzeczy?W takim razie nie mogłeś zlikwidować pikinierów muszkieterami. Pewnie chciałeś powiedzieć, że w grach starałeś się odtworzyć taktykę którą poznałeś np. na forum. Zlikwidować pikinierów muszkieterami mógłby dla przykładu Karol X Gustaw, ale to że z Bożej łaski król Szwecji, Gotów i Wenedów, wielki książę Finlandii, książę Skanii, Estonii, Inflant, Karelii, Bremy, Verden, Szczecina, Pomorza, Kaszub i Wenden, książę Rugii, pan Ingrii, Wismaru, hrabia-palatyn Renu, książę Bawarii, Jülich, Kleve, Bergu miałby zalogować się na tym forum - przyznaje że od początku było to dla mnie podejrzane, stąd moje pytanie.
Jak sądzicie - jak należałoby przełamać impas IWŚ na froncie zachodnim? Tak z punktu widzenia Niemców, którzy w wyniku blokady alianckiej mieli poważne braki zaopatrzeniowe? Czy - pomijając Sturmtruppen - można by wprowadzić bardziej mobilną artylerię, która strzelała by poziomo, a nie jak haubice? O czołgach lekkich nie wspominam - bo to wynalazek późniejszy, "puszki" z I WK były mało mobilne. Jak sądzicie?adriankowaty - zgadzam się, że gra się dla swoich ulubionych jednostek a nie dla skuteczności. Można ustawić artylerię w taki sposób by przebić mury twierdzy w linii prostej i błyskawicznie zająć centrum i wygrać oblężenie, albo oglądać jak małe ludziki tłuką się na murach! ;)
Co do samego Total War, to [...]Na podstawkach tak(szczególnie właśnie Med2 czy Empire), w dobrych modach ze submodami jest trudniej. AI robi zbyt zbalansowane armie, trzyma linię, gra asekurancko i nawet sama próbuje okrążyć gracza. Brzmi niesamowicie, ale nie da się już tak łatwo robić z każdej bitwy czegoś w stylu bitwy pod Kannami.
Przeciętny herb.
Takie pytanie: jak sądzicie, czy gdyby nie rezygnowano z broni siecznej (pałasze, rapiery) po wprowadzeniu bagnetów, piechota miałaby większe możliwości walki wręcz?Tak.
Takie pytanie: jak sądzicie, czy gdyby nie rezygnowano z broni siecznej (pałasze, rapiery) po wprowadzeniu bagnetów, piechota miałaby większe możliwości walki wręcz?To na pewno. Ale unowocześnienie broni palnej miało też na celu min. nie dopuszczenie do walki wręcz :)
Wiem, ale wracamy tu do punktu wyjścia, pojedynek wygrywa lepszy fechmistrz. :)Nie podważyłem tego zwrotu, bo jak najbardziej umiejętności są bardzo ważnym czynnikiem w najróżniejszych aspektach życia. Używając metafory - to jak w, powiedzmy, którejś części FIFA, um. zawodników ma znaczenie, ale dobry gracz wygra i Legią Warszawa z Realem Madryt :D
Dużo walk w rekonstrukcjach kończy się na glebie - koronny argument!No, dosłownie kończy się, bo jak ktoś ląduje na glebie, to juz niby powalony...
William Wallace'a który gromi rycerstwoNo nieeee tylko nie ta szkocka... Nie ten Szkot. Bravehearta się ludzie naoglądali i myślą że paru chłopków rozgromiło rycerzy. Anglia! Anglia! Boże chroń króla! Za świętego Jerzego!
No i mamy też Czerwonego Barona i arystokratów na polach bitew w całej historii jak długa i szeroka. Ludzi doskonale wykształconych, którzy dosłownie z książką na kolanach - chociażby poradniczkiem Talhoffera przygotowują się intelektualnie, by wraz z kapłanami takimi jak Templariusze o zahartowanych emocjach stać się panami pola walki.Słuszne spostrzeżenie. :)
Nie chodzi o szybkość i siłę, tylko o źródło motywacje i pytanie o to czy intelekt przeszkadza, czy pomaga?A ja się z przekory nie zgodzę. Według mnie psychologia ma znacznie mniejsze znaczenie niż jej przypisujesz.
Mamy gladiatorów, cesarza Kommodusa, który odrzuca arystokrację, William Wallace'a który gromi rycerstwo, Spartan śpiących na śniegu, Celtów i Germanów którzy wręcz odrzucają cywilizację by zjednoczyć się z naturą, wojowników Zulusów, słowem silny duch w silnym ciele!A wszystkie te przykłady łączy jedno, nieważne co sobą reprezentowali, ostatecznie ulegli brutalnej sile...
No i mamy też Czerwonego Barona i arystokratów na polach bitew w całej historii jak długa i szeroka. Ludzi doskonale wykształconych, którzy dosłownie z książką na kolanach - chociażby poradniczkiem Talhoffera przygotowują się intelektualnie, by wraz z kapłanami takimi jak Templariusze o zahartowanych emocjach stać się panami pola walki.
No nieeee tylko nie ta szkocka... Nie ten Szkot. Bravehearta się ludzie naoglądali i myślą że paru chłopków rozgromiło rycerzy. Anglia! Anglia! Boże chroń króla! Za świętego Jerzego!No ok, to jest duży skrót myślowy, za duży jak na to forum. Mój błąd.
Obawiam się, że ktoś taki jak Musashi Miyamoto ma w sobie coś, czego się szybko nie podrobi.No nie wiem, bardziej trafiają do mnie np. Frank P. Witek (http://en.wikipedia.org/wiki/Frank_P._Witek) czy Edward J. Moskala (http://en.wikipedia.org/wiki/Edward_J._Moskala). Obaj otrzymali pośmiertnie amerykański medal honoru za wyczyny na Pacyfiku (odpowiednio na Guam i Okinawie). Musashi Miyamoto miał to szczęście ze urodził się dość wcześnie i nie trafił na Polaka :P.
Pytanie co bardziej rozwija to "coś" - doskonałe warunki zewnętrzne, wsparcie nauczycieli, doświadczenie poprzednich pokoleń, a może właśnie na odwrót - konieczność przełamywania barier która zahartuje, brak wzorców, które wymuszą kreatywność i liczenie na samego siebie.Może żadne z powyższych.
Czemu dzieci Musashi Miyamoto, lub innego czubka nie podbiły całego świata?Próbowały, ale nieustraszone szarże z bagnetami i katanami na amerykańskie karabiny maszynowe dowiodły tylko wyższości technologii nad psychologią...
Być może popełniasz elementarny błąd zakładając ze to "coś" w ogóle można rozwinąć...nie napisałeś "że" tylko "ze" - straszne!
nie napisałeś "że" tylko "ze" - straszne!(http://i.imgur.com/QudHd.gif)
No cóż - z jakiegoś powodu program szkolenia żołnierzy jest ustalany według pewnego systemu, ale z zadziwiającą regularnością spotyka się przypadki całkowicie zaskakujące. I tu możemy zadać pytanie czy można rozwinąć czy nie? Pewnych rzeczy na pewno nie.Pewne rzeczy na pewno nalezą do cech wrodzonych, stąd testy fizyczne i psychologiczne dla kandydatów do służb specjalnych. Ale testy pokazują "tylko" predyspozycje i wielokrotnie kandydat odpada w trakcie szkolenia.
W ogóle epicki z niego skurczybyk był, ci komandosi po ich szkoleniach, co niby innego mają robić, jak nie być maszynami do zabijania...No to nam zapętla rozmowę, bo słuszne uwagi Waldziosa jednak nie zamykają sprawy.
Z jakoś te szkolenia są jednak programowane. Co tam takiego się uwypukla, lub wkleja ludziom?Przypuszczam, że oprócz świetnej edukacji z całego przekroju militarnie przydatnych umiejętności, to jakieś totalnie wykańczające człowieka treningi, że przekracza swoje granice(bo musi być gotowy do podobnych akcji) + pranie mózgu, żeby taki ktoś nie zbzikował już na akcji, tylko lepiej wcześniej...
No w każdym razie Waldzios walnął ciekawostkę, nie ma co!No... :) W ogóle co jakiś czas pojawiają się te nowe technologie i wynalazki i nie wiem czy tylko ci, którzy się naczytali sci-fi mają takie wrażenie, ale jak widzę coraz bardziej zaawansowane AI, przeróżne maszyny i w ogóle inne takie jakby wyciągnięte z cyberpunku pomysły, to rośnie jakaś obawa, że rzeczywiście będziemy mieć kiedyś taki cyberpunkowy świat. Ja osobiście zawsze do tego podchodziłęm tak, że to są literacko przekoloryzowane mroczne wizje, ale jakoś zmienia mi się perspektywa :P
Szczerze wątpię. Taki robot wymaga kontroli, doszlifowania. To szybkość poruszania ma wysoką - nic nadzwyczajnego, plemiona stepowe też takową miały.Ulepszyć motorykę, obudować jakimś pancerzem biernym i aktywnym, zamontować niezależny system AI, który potrafiłby wykrywać uzbrojonego wroga i działać w koordynacja z innymi jednostkami, dodać broń i takie małe, bezosobowe coś wejdzie wszędzie tam, gdzie żołnierz ma zbyt duże ryzyko. Zawsze też możnaby tym sterować. Główny problem jaki widzę, to spory hałas jaki to wytwarza...
BTW, Waldzios - ty i Wald to ta sama osoba?Zdecydowanie nie.
(Ale sztukę walki zweihanderem landsknechtów to ty szanuj. Miecz łapało się do góry nogami i zadawało uderzenie na zasadzie dźwigni, jak toporem.(click to show/hide)
Nie żeby coś, ale ten typ z obrazka ma gołe dłonie. Jak mi się zdaje, kiedy walniesz z całej siły takim brzeszczotem, nie mając rękawic, dosyć poważnie poranisz sobie dłonie :PLepiej se pociachać ręce niż dostać od przeciwnika mieczem w bebechy.
Mongol - wiem, że rysunek z podręcznika Hansa Talchoffera przedstawia sposób walki z przeciwnikiem, który nosi zbroję.Spokojnie, sam pisałem tego posta z dużym dystansem.
Wykorzystanie miecza, jako broni obuchowej to trik szermierczy.
Wszystko racja, tyle że przedstawiłem to w dziale z memami, który z definicji w przewrotny sposób komentują różne rzeczy.
To nie ten dział!
Nie chodziło o szermierkę, tylko o zabawny komentarz - mniej lub bardziej zabawny, to nie istotne.
Budowa robotów bojowych w kształcie humanoidów, to jak dla mnie poroniony pomysł. Po co tworzyć np. głowę robotowi skoro i tak główne systemy będę schowane w miejscu najlepiej zabezpieczonym? Kamery, czy też czujniki też można umieścić w dużo lepszym miejscu, niż głowie... Także, moim zdaniem roboty tego typu nie mają żadnej przyszłości bojowej.W kształcie humanoidów nie oznacza od razu że ma mieć głowę, a nawet ręce. Chodzi przede wszystkim o maszyny poruszające się na dwóch nogach, i uważam że takie roboty mogą mieć potencjał bojowy. Czołg lub inny pojazd kiedy się przewróci na bok to już nie wstanie bez pomocy serwisu, robot wstanie.
Opcja trzecia to transformersy, specjalnie wyszkolone oddziały pikinierów na rozkaz wiążą piki w kłody, rzucają je na piki wroga i uderzają zaraz potem.
A sam Winkelried to tylko legenda i nie istnieją żadne źródła historyczne potwierdzające jej prawdziwość.Nie legenda, tylko metafora.
Możliwe, ale za to dzięki niej, rozważyliśmy setki różnych koncepcji... nawet ruchome twierdzoczołgi z gatlingami i to, jak Sherman by się wobec nich zachował gdyby powstały w czasie wojny secesyjnej.Południe nie miało prawie Gattlingów. Dzieki wysiłkowi Josiah Gorgasa Południe do końca miało dobrej jakosci bron i artylerie + amunicje, jednak C.S.A. nie było stać na eksperymenty czy skomplikowana maszynerie. Projekt opancerzonych statków szybko porzucili (szczególnie po upadku Vicksburgu), a po stracie Tennessee (i miedzi) nawet ich ulubione armaty typu Napoleon przestały być produkowane. Po kampanii Hood'a w Nashville i upadku Gate City, Południe nie miało szans obronić Georgii i Karolin, nie mieli wystarczająco ludzi (a Sherman miał ich od groma) i nie mieli takich fortyfikacji jak Bobby Lee miał w Virginii, a co najważniejsze, Sherman nie był Grantem i nie musiał się przejmować liniami zaopatrzenia, podczas gdy Konfederacja ledwo mogla przetrwać na swojej własnej ziemi.
Zakaz nie był dlatego, że była śmiercionośna tylko dlatego, że była niegodna. W sensie byle jaki chłop ze wsi po 2-3 tygodnikach treningu mógł jednym strzałem zabić doświadczonego wojaka.No dobra, ale to samo tyczy się broni palnej! A nawet w jej przypadku szkolenie jest jeszcze szybsze.
hakownica to taka rusznica, która ma hak. Dzięki niemu można taką broń oprzeć o mur/pawęż. Arkebuz to pierwsza (chyba) broń palna z zamkiem, więc nie używałbym tych nazw naprzemiennie.Arkebuzy też miały takie haki i na początku nie posiadały zamka, od rusznic różnił je początkowo głównie kształt. Hakownica znaczy to samo co "Arquebuse" (fr. arque - hak, łuk).
A z tego, co kojarzę, to rusznicę nazywano też piszczelem.
@KradusNo dobra, ale to samo tyczy się broni palnej! A nawet w jej przypadku szkolenie jest jeszcze szybsze.
Apropos klasyfikacji - co ciekawe, w polskim karabinem nazywamy broń palną długą, która nie wymaga użycia podpórki i ma zamek skałkowy lub późniejszy. W innych językach karabin to broń palna długa, która ma zamek skałkowy lub późniejszy i ma gwintowaną lufę, więc w innych językach na wojnach napoleońskich i secesyjnej dalej używano muszkietów :p Ciekawe, skąd wziął się w polskim inny podział.To ciekawe, nie słyszałem o tym. U nas karabinem nazywa się tak samo - broń długą z lufą gwintowaną. Muszkiet był gładkolufowy.
Ale gładkolufowa broń używana podczas wojen napoleońskich to po angielsku musket a po polski karabin, to samo z bronią wojny secesyjnej, springfieldami, enfieldami itp.Nieprawda, a przynajmniej nie słyszałem tak.
@Mongol zobacz na przykład tutaj (https://pl.wikipedia.org/wiki/Karabin_wz._1777)Tak jak pisałem, lufy gwintowane wynaleziono już pod koniec XV wieku.
Wspomniano też karabin wz. 1717, a więc karabinów używano już na początku 18. wieku.
Czemu wyparła kusze? Ciężko stwierdzić jednoznacznie.Kusze w pewnym momencie osiągnęły swój maksymalny potencjał i nie dało się ich bardziej udoskonalić, broń palna cały czas była udoskonalana i była modna, przez to coraz bardziej wydajniejsza i popularniejsza. Dochodził pewien czynnik społeczny, broń palna była też w pewien sposób "szpanem".
Tak jak pisałem, lufy gwintowane wynaleziono już pod koniec XV wieku.
| Broń gładkolufowa z zamkiem kołowym/lontowym bez forkietu: | arkebuz | arquebus |
| Broń gwintowana z zamkiem kołowym/lontowym bez forkietu: | arkebuz | arquebus |
| Broń gładkolufowa z zamkiem kołowym/lontowym z forkietem: | muszkiet | musket |
| Broń gwintowana z zamkiem kołowym/lontowym z forkietem: | muszkiet | musket |
| Broń gładkolufowa z zamkiem skałkowym/kapiszonowym: | karabin | musket |
| Broń gwintowana z zamkiem skałkowym/kapiszonowym: | karabin | rifle |
Problemem broni gwintowanej był długi czas nabijania. Pocisk minie był mniejszy od średnicy lufy i dopiero strzał powodował dopasowanie się do średnicy.Tego nie wiem, więc się nie wypowiem, ale wiem że strzelby, a więc broń gładkolufową również używano do polowań.