Oczywiście że na to wpadli.
To proszę daj mi przykład takiej armii, ja się nie spotkałem.
Równie dobrze mogli wpaść na pomysł by dodać kusznikom halabardę, to już byłby idealny żołnierz :P.
Ciecie do targania stanowili mały odsetek oddziału. Większość targała i to i to.
Dałem ci cytat z Nowakowskiego (344 pawężników na 2288 żołnierzy) a ty dalej się upierasz.
W Polsce liczba pawężników była wyjątkowo mała, na przykład u Genueńczyków przypadał jeden
pavesarii na trzech kuszników.
Gdyby większość "targała i to i to", to"ciecie" nie byli by potrzebni.
Skoro Nowakowski jest niedobry, to proponuje tytuł "Piechota zaciężna w Królestwie Polskim w XV wieku", Grabarczyk Tadeusz, autor podaje ze w spisach znajdują się zaledwie trzy wątpliwe wzmianki o żołnierzach uzbrojonych jednocześnie w pawęż i kusze:
"Pierwsza pochodzi z rejestru roty Marka, w którym występuje żołnierz, wykreślony z rejestru. Zapis brzmi Jacobus pawasch scha( most) rai; RK 16, k. 105v. Pawasch może być tu przydomkiem. Innym wytłumaczeniem jest sporządzenie błędnego zapisu, co spowodowało wykreślenie owego żołnierza ze spisu. Należy zwrócić uwagę, że żołnierz ten nie został uwzględniony w rejestrze roty Marka opublikowanym przez Koń. Górskiego (Historia piechoty..., s. 209-230). Kolejna wzmianka o żołnierzu uzbrojonym w pawęż i kuszę występuje w rejestrze roty Karwata, gdzie znajdujemy adnotacje: Jacub Przedszeby cu(m) pa(węż) et ba(lista) habet in damno; RK 16, k. 137v., Mazur habet balista in damno et habet pa(weż) in paratu\ RK 16, k. 141 v. Jak widać, z zapisów tych nie wynika, że żołnierze byli jednocześnie uzbrojeni w pawęże i kusze. Pisarz opisujący uzbrojenie posługiwał się skrótami i nie sposób z całkowitą pewnością stwierdzić, że pod skrótem „pa" kryje się pawęż, a nie np. pawężką. Gdyby nawet tak było, to rejestry pokazują, że żołnierze ci w bliżej nieokreślonym czasie przed sporządzeniem spisu, walczyli, posługując się kuszą i tarczą lecz niekoniecznie obiema jednocześnie. Można przypuszczać, że utraciwszy np. pawęż i nie mogąc zastąpić jej kolejną, sięgali po kuszę i dalej służyli jako kusznicy. Straciwszy i tę broń stawali do popisu jak wspomniany Jakub, przy którym pisarz zanotował, że zarówno tarcza jak i kusza zostały utracone."
Rozstawienie pawęży to nie jest zbyt skomplikowana sprawa- na manewrach zajmowało to nam, współczesnym amatorom- około 2 sekund na pawęż.
Jeśli robiliście za"cieci do dźwigania" to jak najbardziej.
Co innego w pełnym ekwipunku, z kuszą w rękach, uwierzę w te 2 sekundy gdy zobaczę.
Zresztą to nawet nie jest kwestia fizyczna. Na upartego można by kusznikowi oprócz pawęzy dodać jeszcze zbroje kopijniczą i broń drzewcową (po co nam "cieć ze spisą"), masa takiego ekwipunku nie byłaby taka straszna, ludzie większe ciężary dźwigają.
Rzecz w tym ze w wojsku obowiązywała specjalizacja, w pierwszym szeregu walczyli kopijnicy i pawężnicy (w zamian otrzymywali podwójny żołd), w tylnych bezpieczniejszy szeregach walczyli strzelcy.
Pewnie można by te funkcje połączyć w jedno, ale byłoby to dalekie od optymalności, w armii liczyła się mobilność (ograniczenie zbędnego ekwipunku do minimum), organizacja (kusznik ma w tylnym rzędzie przygotowywać się do oddania strzału, nie może się jednocześnie pałętać z pawężem w pierwszym szeregu) i praktyczność (co zrobić z kuszą gdy na ziemi 10cm warstwa błota), oraz przede wszystkim ekonomia (większość oddziału stanowili strzelcy z minimalnym uzbrojeniem ochronnym).
Jeśli chodzi o skracanie dystansu, walkę z młotami itp. to jednak dużo zależy od walczących. Jeśli ktoś walczy ciężką bronią dwuręczną to może w odpowiednim momencie zrobić krok do tył i po skróceniu dystansu, czy to rapierem, czy pawężą, czy scyzorykiem. :) Na jedno wyjdzie, bo to skrócenie dystansu oznacza w tym momencie, że kładziesz głowę na kowadle. Pytanie czy ten krok zrobi, czyli rozstrzyga "timing", a nie broń. Podobnie w drugą stronę, jeśli walczę z tarczą przeciw komuś kto tłucze mnie młotem lucereńskim, np. taki łysy facet z Warhammera, to albo blokując tarczą wystawiam rękę na złamanie w trzynastu miejscach na raz, albo przesuwam ją w dół trzonu młota i w miejscu wygodnym dla mnie naciskając, wykorzystując naturalną dźwignię odchylam młot w dół. Na dwoje babka wróżyła. Osobiście stawiam jednak na broń dwuręczną, ale niekoniecznie w walce na polu bitwy, gdzie ścisk panuje straszliwy.
W ścisku na polu bitwy, gdy kolega obok tez uzbrojony jest w bron drzewcową (halabardę, szydło, młot lucereński itp), to przeciwnik raczej nie skróci dystansu bez nadziania się na broń kolegi, a ty uzbrojony w bron drzewcową nadal masz możliwość wykonania solidnego pchnięcia.
Jeśli dodatkowo za sobą masz następny rząd, również uzbrojony w broń drzewcową, to przeciwnik uzbrojony w broń jednoręczną jest zupełnie bez szans (przynajmniej w ataku na wprost).
Oczywiście formacje w rodzaju tercio czy falangi rozbijano, ale z reguły nie był to frontowy atak ( skrócenie dystansu), wykorzystywano raczej słabe strony tych formacji, wrażliwe boki i tyły, oraz wyrwy powstałe z powodu niekorzystnego ukształtowania terenu.
Nie zapominaj tez o pancerzu. Szybka lekka broń sprawdza się w pojedynku. W bitwie należało nie tylko trafić, ale również przebić pancerz, albo przynajmniej ogłuszyć/powalić przeciwnika.
W zwarciu spisywały się nawet toporne zabawki w stylu goedendag (połączenie maczugi i szpikulca na 150cm drzewcu).
Bitwa pod Courtrai (miecze i tarcze kontra widły, topory i goedendagi ;) ) :
