No dobra, gladiatorzy to porażka. Termity jedzą dość szybko drewno, ale obawiam się, że ich kopiec wzbudziłby pewne podejrzenia - tego można jeszcze bronić, zwłaszcza przy szturmie na Biskupin, chociaż ja bym ta wolał strzelić podkop. Generalnie uważam, że walka pod ziemią jest cholernie efektywna - ale tak robiono więc to nie jest szokująca nowość.
Zwierzoki dają przewagę psychologiczną - to argument za a nie przeciw, weźcie to pod uwagę. A co z psami i misiami? Ja bym tam poszczuł tych pikinierów dobermanami, a co! Rzymianie używali psów, ale nie do atakowania, ale np. do pilnowania żywności w taborze. Przy walce małych grup, wydaje mi się to jednak mieć spory sens. "Bierz go Szarik!"
Po co użerać się z ze zwierzętami, kosztowne to i kłopotliwe. Są prostsze rozwiązania. W celu przełamania szyków/frontu od zawsze stosowano więźniów i karne oddziały . W epoce pikinierów popularni byli tzw Forlorn hope/ Les Enfants Perdus, odziały rekrutowane ze ochotników i skazańców, walczące w pierwszym szeregu. W czasach bardziej współczesnych stosowano róznego rodzaju karne kompanie.
No właśnie, broń chemiczna była niegodna więc jej nie rozwijano - a można było! Czemu Indianie nie dmuchnęli w twarz konkwistadorom tymi swoimi kurarrmi, czy kokainami? Tak poważnie to dmuchawka wydaję się całkiem fajnym rozwiązaniem, przecież chociaż konia można by tak powalić, zawsze można trafić w nieosłoniętą twarz. Wcale nie musisz strzelać strzałką, tylko dmuchnąć chmurką trucizny. Zresztą powiem otwarcie - nigdy nie zakumałem jakim cudem w ogóle podbito takich wariatów jak Aztecy. Dla mnie to nie powinno ich się ruszyć z karabinami maszynowymi. Jak to im się udało? Przecież konkwistadorzy powinni zniknąć rozerwani na strzępy, a zdołali zetrzeć z ziemi całe imperia toczące wojny od setek lat!
Hiszpanie nie walczyli sami, przeciwko Aztekom zjednoczono i poszczuto pomniejsze plemiona.
Ważny był tez efekt psychologiczny, broń palna mimo żałosnej skuteczności zapewniała olbrzymią przewagę psychologiczną.
Pamiętaj ze Aztecy nie byli dzikusami z dżungli, mieszkali w miastach i byli stosunkowo cywilizowani, więc ich umiejętności myśliwskie (łuk, dmuchawka) raczej nie były zbyt imponujące, natomiast Hiszpanie mieli spore doświadczenie z północno-afrykańskimi łucznikami i dość powszechnie używali lekkich tarcz.
Dmuchawka ma żałosny zasięg, celność nie jest najlepsza, a do powalenia żołnierza trucizną potrzeba dłuższej chwili, w otwartej bitwie jest zupełnie bezużyteczna.
Miotacze ognia były używane przez arabów na okrętach - nie mówcie, że to zły pomysł. Kapitalne!
Niekoniecznie, przy pierwszym użyciu (efekt zaskoczenia) zapewne mogły się sprawdzić, ale kiedy przeciwnik wie gdzie celować to użycie takiej broni na drewnianym okręcie to samobójstwo.
Sytuacja alogiczna do Japońskich torped w czasie IIWŚ, tzw "długie lance" początkowo były niezwykle skuteczne i zabójcze, prosta konstrukcja zapalnika sprawiała ze były stosunkowo niezawodne (szczególnie w porównaniu od odpowiedników w innych armiach), efektem ubocznym była duża wrażliwość torped (8 japońskich krążowników zatopionych przez wybuch własnych torped), w efekcie pod koniec wojny japońskie załogi wyrzucały torpedy za burtę na widok amerykańskiego samolotu.
Nadal zapewniam, że można by rzucić kłodą w pikinierów, nieść przed sobą stalową płytę w czasie szturmu pod ogniem kartaczy.
Pod warunkiem ze odział taszczy ze sobą kłody,a teren jest sprzyjający. Podejrzewam ze kilka pistoletów albo garść granatów to praktyczniejszy wybór niż kłoda.
Ogólnie pikinierzy mieli raczej tendencje do skracania pik i gubienia ekwipunku, niż do dźwigania dodatkowej broni.
Stalowa płyta brzmi ładnie, ale to technologia nie osiągalna w epoce pikinierów (problematyczna nawet na początku XX wieku), w najlepszym przypadku byłaby to drewniana tarcza (pawęż) obita płatami kutego żelaza, osłona dość ciężka i nieporęczna, skuteczna co najwyżej w przypadku oblężenia (odpowiednio dużo czasu do przygotowania) i bardzo nieprzyjemna (drewniane odłamki powodują najgorsze rany) w przypadku trafienia kulą armatnią.
W praktyce popularne były okrągłe drewniane tarcze obite blachą tzw. roundache, używane głownie przez oddziały szturmowe (tzw targeteers).
No dobra, nowe hasełko z mojej strony Ned Kelly - jeśli nie jesteście w temacie to w skrócie pan uszył sobie ubranko z pługa. Czemu nie wcielono od razu jego pomysłu do wojska. Tak macie rację, kiepsko się strzela w zbroi - no i????? Pierwsza lini zasuwa ubrana w to szykowne wdzianko, uzbrojona w garłacze i granaty - tak wiem, za dużo gram w gry komputerowe - ale co tu jest nielogicznego?
Z teoretycznego punktu widzenia nic, z praktycznego zadecydowały kwestie ekonomiczne i personelowe.
Wraz z wzrostem liczebności armii, bardzo istotny stał się koszt indywidualnego ekwipunku, z opancerzenia nigdy nie zrezygnowano całkowicie , ale z reguły rezerwowano je dla oddziałów elitarnych i/lub szturmowych.

Równocześnie zwiększania liczebności armii spowodowało pogorszenie się "materiału" ludzkiego, przy armiach liczonych w setki tysięcy żołnierzy, kondycja przeciętnego rekruta daleko odbiegała od elitarnego wojownika średniowiecza, ogólna tendencja raczej dążyła (i nadal dąży) do zmniejszenia wagi i uproszenia ekwipunku.
Przeciętny żołnierz dźwiga 20-30kg ekwipunku, zbroja ala Ned Kelly to dodatkowe 40kg, niełatwo o rekrutów zdolnych maszerować, a co dopiero walczyć z 70kg obciążeniem.
Wiem, że w czasie I wojny grenadierzy nosili zbroje, do ochrony w czasie walki wręcz. Zresztą w czasie I wojny żołnierze kombinowali jak przygotować sobie coś na modę średniowieczną do walki w okopach np. owijali pałki drutem kolczastym. Ale tego typu działania nie były odgórnie kierowane, czemu nie wpuścić pana w kuloodpornej zbroi uzbrojonego w dwuręczny miecz, do przedyskutowania różnic politycznych z panami uzbrojonymi w bagnety? Zresztą jak pisałem wystarczy, że pierwsza linia powstrzyma pociski i umożliwi podejście następnym liniom, ewentualnie zasłoni ich w czasie przeładowania broni. To takie rozwinięcie myśli kuloodporne "parawany". Zresztą póki co tej koncepcji nikt jednak nie obalił, nadal jest to pewna idea.
Problem w tym ze nie można jednoczesnego zapewnić żołnierzowi opancerzenia, siły ognia i mobilności.
Nie możliwe jest pogodzenie wagi pancerza, dużej siły ognia (z uwzględnieniem zapasowej amunicji) z możliwościami fizycznymi człowieka.
Ludzka fizjonomia wprowadza dodatkowe ograniczenia, odpowiednie wysoka energia kinetyczna pocisku niweluje każdy pancerz, przykładowo przy trafieniu w głowę pocisk 0.50cal łamie kręgosłup niezależnie od opancerzenia ochronnego.
Na początku 20wieku popularna była koncepcja zapewnienia każdemu żołnierzowi indywidualnej tankietki ( tani pojazd będący środkiem walki dla pojedynczego żołnierza), ale szybko przegrała z czołgiem.