Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Ankieta

    Jak myślicie,mam dalej pisać?

    Jak najbardziej,pisz;)
    116 (62.7%)
    Możesz pisać
    19 (10.3%)
    Obojętne mi to...
    19 (10.3%)
    Zasatanów się czy warto...
    10 (5.4%)
    Nie
    4 (2.2%)
    Kategorycznie przestań
    17 (9.2%)

    Głosów w sumie: 184

    Autor Wątek: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.  (Przeczytany 43539 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline matigeo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1043
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #60 dnia: Stycznia 21, 2012, 17:04:11 »
    Cytuj
    ostatnia
    Ja myślałem ,że to początek, a to już koniec będzie? :(

    EDIT:
    Cytuj
    masz smykałkę do fabuły/intryg;)
    Troszkę książek się przeczytało...:)
    A na poważnie: jestem bibliofilem, to i pewne schematy/pomysły wychwycę, ale umiejętne ich dopasowanie do fabuły, to troszkę inna sprawa;)
    « Ostatnia zmiana: Stycznia 21, 2012, 18:49:06 wysłana przez matigeo »

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #61 dnia: Stycznia 21, 2012, 18:03:29 »
    No wiesz,tak mam w założeniu,zupełnie jak Z Wiliamem Kingiem. Napisał zabójce trolli i docelowo miała być to jego jedna część a popatrz ile ich jednak wyszło. Możliwe że 2 Księga nie będzie tą ostatnią.Zobaczymy jak dwójka Wam przypadnie do gustu,wszak tam już więcej będzie się działo;)
    Przyszły tydzień i zamieszczę 1 rozdział,wciąż go piszę.
    Bloomy:Czy ja wiem...mam w wyobraźni ich wygląd i to w końcu przeleje na karty opowiadania.Jedynie w grę wchodzi rysunek który bym narysował.(Coś tam potrafię;))
    Ale tak myślę ze wersja książkowa na okładce księgi 2 miałaby takowych jak na razie tajemniczych przeciwników.bo jak dotąd nie wiecie czy to materialni przeciwnicy czy tez nie.jak i fakt jak oni wyglądają.Wszystko to wiecie tylko ze szczątkowych informacji zawartych w opowiadaniu;)
    Matiego:Nie powiem czym,ale pewną podana propozycja nasunąłeś mi pewien motyw;)
    Więc panowie i panie,jak widać czasem ot taki pomysł może mi się przydać,nie powiem Matiego masz smykałkę do fabuły/intryg;)
    Na koniec dziękuje raz jeszcze moim czytelnikom,za wsparcie,za to że czytacie,za dobre słowo,wielkie DZIĘKUJĘ;)
    « Ostatnia zmiana: Stycznia 21, 2012, 18:12:36 wysłana przez Aldred »
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #62 dnia: Stycznia 26, 2012, 12:47:12 »
                                                                                              Księga .2.

        Rozdział 1
    ***Od teraz rozdziały będą dłuższe,więc jeden zajmie często kilka postów***


     
       Brudny, rozczochrany i zarośnięty mężczyzna w poplamionej chłopskiej tunice siedział na ławce. Wpatrywał się w grunt pod stopami, raz za czas podnosił nerwowo głowę gdy tylko usłyszał jakiś dźwięk. W dłoniach trzymał złoty mały pierścień, obracał go wolno w palcach, bez żadnych emocji.
       Z nieba znowu lunął deszcz, niebo momentalnie pociemniało. Człowiek głośno westchnął , wstał z brudnej ławki i wszedł do chaty obok, jakich pełno w tej bezimiennej wiosce. W środku czekała na niego otyła kobieta, wycierała ręce lepkie od tłuszczu w fartuch także niezbyt czysty.
       - Jesteś!-Ryknęła równie szybko nim mężczyzna zdążył zamknąć drzwi.-Był w lesie?! Upolował co?!
       Lord Plais westchnął i pokiwał przecząco głową. W myślach przeklinał po raz setny chyba wszystko to przez co znajdował się w obecnym położeniu. Jeszcze rok temu  nigdy by nawet nie dopuścił myśli że skończy jako uciekinier. Wielki baron swadii, dawniej dowódca teraz oprócz pochodzenia, nie różnił się od reszty mieszkańców tego sioła. Na nowo powtarzał sobie że jak tylko Rhodocy wrócą na swoje ziemie, on wyjdzie z ukrycia. Jednak los drwił z niego, ponad pół roku wielka niegdyś swadia był okupowana przez wroga. Krążyły wieści że połowa baronów była martwa, że ostało się tylko Suno, oraz dwa zamki. Że stary Charlaus jednak nigdy nie zdołał zebrać armii, że zatłukli go w lesie jego własni ludzie. Plotek było wiele, człowiek inteligentny nie powinien we wszystko wierzyć. Jednak sam już się przekonał że nie do końca w carladii szaleje tylko pożoga wojenna. To co zobaczył rok temu w zajeździe spędzało mu sen z powiek do tej pory.
       Przypomniał sobie jak sprawnie uciekł najemnikom, pamiętał że nieomal wpadł w zamarznięty staw. Potem zajazd, w środku scena masakry. Same trupy, wyglądało to na szaleństwo, karczmarz wisiał na wielkim żyrandolu. Plais w tedy zabrał chleb i uciekł.
       - Jak nic nie upolował to won na pole! Nie pracujesz, nie jesz!
       Gdyby ta stara baba wiedziała kogo ma przed sobą w mig stała by się przymilna. Jednak nie może wiedzieć, nikt nie może, mogli by go wydać tym psim synom. Niech dalej myślą że jest tylko uchodźcą. Ale kiedyś nadejdzie dzień w którym on na czele swojej nowej armii wpadnie tu, i spali wieś do jednej zakichanej deseczki. Ale do cholery, byle baba nie będzie tak się do niego zwracała!
       -Słuchaj ty głupia krowo...
       Nie dokończył gdy owa kobieta błyskawicznie sięgnęła po widły które trzymała w chałupie, lord musiał salwować się ucieczką . Gdy drąca się jak diabli baba przestała być w zasięgu wzroku, pojawił się kolejny problem, do wioski jechało dwoje jeźdźców. Szybko wszedł do pobliskiej wygódki i trzymając kurczowo drzwiczki patrzył przez szpary w deskach.
       Obaj konni zatrzymali się tuz obok jego kryjówki, zatrzymali chłopa, lord znał go, to był Idiota. Oczywiście Plais sam nazywał ich gdyż chamy nawet nie wiedzieli jak się nazywają.
       -Szukamy ludzi chętnych do wojaczki-odezwał się wyższy, na sobie miał zwyczajny szlachecki ubiór.
       Drugi nosił tylko kolczugę, na plecach miał kuszę, twarz w licznych miejscach znaczyły blizny, zapewne pozostałości po wielu potyczkach.
       -Byli niedawno, zabrali ludzi, nie mamy chen...chen...skorych do walki paniu...
       Ubrany na modłę szlachecką mężczyzna chwycił obdartusa i joł nim potrząsać tak energicznie że jeszcze moment i chłopina wyzionął by ducha.
       -Chamie, głupcze, idioto! Ja nie proszę, ja każę by się zgłosili ludzie! Potrzebuje ich jak najwięcej dla mojego pana. Pędź do sołtysa, strawę niech szykuje, przekaż mu że ma gości. Swadiańskich gości!!
       Plais nie mógł uwierzyć, ci dwaj to swadińscy żołnierze, z ich liberii ciężko było wywnioskować pod kim służą. Coś zaczęło go łaskotać po głowie, cholerne wszy, nerwowo zaczął się drapać. Tak zawzięcie że uderzył głową o niska framugę, drzwiczki się otworzyły a on runął jak długi tuż pod stopami nowo przybyłych,
       -Patrz Rob-zagaił głośno szlachcic- cham wprost ze sracza, ha ha ha.
       -Tak, a patrz jaki zarośnięty, wygląda jak baran, tylko Hektor...widziałeś kiedy rudego barana?
       Obaj ryknęli ze śmiechu, żaden nie chciał przestać, sporadycznie wskazywali palcem na niego jednak nie mogli wykrztusić nawet słowa. Baron wstał, strzepnął błoto z włosów, wyciągnął za pasa pierścień z jego pieczęcią, tuz przed ich twarzami.
       Tamci momentalnie zamilkli, popatrzyli po sobie.
       -Macie gnoje przekichane za takie słowa kierowane do wielkiego barona swadi, barona Plaisa!
       -Plais?-rzekł cicho szlachcic, ewidentnie był nieco zmieszany-On przecież zginął podczas bitwy kiedy to armia swadii została rozbita przez rhodoków. Jak śmiesz powoływać się na zmarłego??Myślisz że pierścień czyni cie od razu wielkim?
       Baron westchnął głośno, nie mógł znaleźć odpowiednich słów żeby dać do zrozumienia tym kmiotom ze mówi prawdę. Tamci patrzyli na niego z politowaniem, kusznik machnął ręką .
       - Nic to, jeśli jesteś tym za kogo się podajesz...nasz pan na pewno cie rozpozna. Pójdziesz więc z nami. Ale jeśli okaże się że cie nie zna...zawiśniesz.
       Baron schował spowrotem pierścień i podążył za dwójką ludzi. Niebo zaczęło wylewać coraz więcej zimnego deszczu. Brud i błoto zaległe we włosach spływał po twarzy, zalewał oczy. Oby ich pan-kimkolwiek jest-rozpoznał w nim barona. Sprawy przybiorą gorszy obrót jeśli to będzie ktoś całkiem obcy...
       Weszli do wielkiej sali biesiadnej sołtysa, tamten siedział na jednym z krzeseł przy stole i wychylał kufel piwa. Widać było że pije od rana, na ziemi pod nim zalegały rzygowiny, parszywy kundel wylizywał to. Plaisowi zebrało się na wymioty ale jeszcze się powstrzymał, jego przybrani koledzy zasiedli naprzeciw sołtysa. Nie odzywali się ani słowem tylko pospiesznie zaczęli jeść niezbyt apetycznie wyglądające potrawy. Plais postanowił że jakoś uniesie się dumą i nic nie tknie. Po chwili duma ustąpiła głodowi, chwycił kawałek mięsa i łapczywie zaczął jeść.
       Po dłuższym czasie szlachcic ku zaskoczeniu usypiającego gospodarza przemówił.
       - Starcze, ludzi nam trzeba, im więcej tym lepiej.
       Gospodarz podniósł mętny wzrok za kufla , otworzył usta by po chwili opaść na krzesło, w sali rozległo się głośne chrapanie.
       - Jasna cholera! - krzyknął Rob -Ten cham się upił , sami musimy zacząć werbunek, nie możemy sobie pozwolić na stratę czasu, pan czeka. A ty uzurpatorze idziesz z nami.
       Nic się nie odezwał, no cóż,  co z tego wyniknie to się dopiero okaże. Westchnął, ile by dał aby być na miejscu sołtysa i się upić, chociaż na tą jedną noc. Poczuł mocarny uścisk na ramieniu, Rob wyraźnie był zirytowany że się ociąga. Wyszli na zewnątrz, mrok już oblał wieś. Przybysze poprawili płaszcze i nałożyli kaptury, bacznie się rozglądali . Zaczęło być zimno ,chamski strój nie dawał nawet odrobiny ciepła, może ta flaszka grogu którą wziął ze sobą zapewni mu ciepło?
       Po chwili Hektor stanął jak wryty przed drzwiami jednej z chat, nerwowo przewracał oczami. Jego towarzysz przygotował kusze, wszyscy zastygli w bezruchu. Podpity Plais także poszedł za przykładem, szeptem zagaił.
       - Co jest? Coś jest nie tak?
       Rob uciszył go gestem ręki, w blasku księżyca jego twarz zdawała się być niemal biała, po skroni spływały mu kropelki potu. Wreszcie i Plais usłyszał gdzieś niedaleko cichy pomruk, podświadomość podpowiadała mu że to prawdopodobnie dziwne bestie które podobno atakują ostatnimi czasy w nocy.
       - Hektor, musimy spieprzać jak najprędzej do koni. Nic już nie zdziałamy a już na pewno nie we dwójkę.
       - Zwariowałeś? Pamiętasz co się stało miesiąc temu jak odjechaliśmy z wioski? Nazajutrz nikogo tam nie było, nie zostawię tych ludzi samych bez ochrony.
       - Niech szlag ,ty i twoje ideały! I na cóż one ci się zdadzą? Nie mamy po prostu możliwości zapewnić tym biedakom jakiejkolwiek ochrony, musisz to zrozumieć.
       Z tyłu sioła rozległ się krzyk przerażenia, zaraz potem kolejne, nie ulegało wątpliwości że wioska jest atakowana. Swadianie ku uldze Plaisa wreszcie zdecydowali się uciec. Wszyscy pędzili na złamanie karku w stronę przywiązanych do drzewa koni. Po drodze niemal nie zadeptali leżącego na ziemi chłopa, ten krzyczał i płakał na przemian.
       Gdy minęli stodołę za którą miały być konie ujrzeli scenę masakry. Oba wierzchowce leżały na ziemi martwe, każde miało przegryzione gardło, swadianie wydali z siebie cichy jęk rozpaczy. Przed nimi natomiast wyłonił się dziwny kształt. Ledwie można było dojrzeć w tej ciemności z czym mają do czynienia. Kształt się zbliżał do nich, w końcu wszyscy doskonale mogli się przyjrzeć.
       - To...to sołtys?-Jęknął cicho Rob.
       Faktycznie na to wyglądało, to był na pewno ten pijak. Tyle tylko że nie wyglądał na pijanego oraz coś w nim było dziwnego. Sposób w jaki na nich patrzył, sposób w jaki szedł. Jego oczy zdawały się być mgliste, nie wyrażały emocji, z ust ciekła mu ślina oraz piana coraz gęściej zbierała się w kącikach ust. Otworzył szeroko usta i wydał z siebie nieludzki ryk, jego zęby były całe we krwi, dopiero teraz Plais zauważył że całe jego ubranie było poplamione świeżą krwią. Jego ręce nerwowo i mimowolnie dygotały. Za nim pojawiło się tuzin podobnie wyglądających ludzi, jeden wręcz nie miał twarzy. Wszyscy mieli te same oczy, żądze mordu i krwi. Cała banda błyskawicznie rzuciła się w ich stronę.
       Rob szybko wystrzelił z kuszy w sołtysa, bełt wbił się głęboko w serce, mimo to ani na moment nie spowolniło to biegnącego szaleńca. Miast tego przyspieszył i zaryczał jeszcze głośniej .Hektor obrócił się na pięcie i zaczął uciekać, to samo i oni uczynili. Szaleńcy wydali z siebie dziki wrzask i zaczęli pościg.
       Plaisa zaczęły płuca boleć ale strach dodawał mu skutecznie woli i sił. Pytanie tylko czy w ogóle był sens uciekać?
       - Gdzie właściwie biegniemy??
       - Niedaleko  stąd jest prom, przeprawimy się na drugi brzeg, mam nadzieję że te dzikusy nie potrafią pływać.
       Mówiąc to szlachcic niemal się nie potknął o drewnianą lalkę leżącą w kałuży. Deszcz przybrał na sile, zacinał teraz wprost w ich stronę. No tak, przecież cały czas wszystko musi działać na niekorzyść Plaisa. Wrzaski wydawały się ciągle przybierać na sile, a to zapewne oznaczało że "łowcy" są coraz bliżej. Baron nie miał zamiaru wytracać prędkości i się oglądnąć. Przeczuwał że zapewne w tym momencie mógłby się potknąć. Szybko pokonali płot i z impetem wpadli w zarośla, do tego krzewy cierniste. Swadianie głośno przeklinali gdy spore ciernie wbijały się w ciało. Gdzieś po lewej słychać było trzask gałęzi, zupełnie jakby stado dzików przedzierało się przez krzaki.
        - Cholera jasna!-wysapał szlachcic- druga banda, sprytni są .
        Ciemność jaka panowała w lesie była dodatkowym wrogiem, co rusz któryś z uciekinierów obijał sobie głowę o nisko rosnące konary. Niejednokrotnie nogi wpadały na śliskie korzenie, ich prześladowcy zdawali się być w swoim żywiole, Sukcesywnie skracali odległość do nich, Plais czuł jak traci już siłę, niebawem choćby nie wiadomo co straci zupełnie możność wykonania choćby kroku. Czyżby w końcu nadeszła śmieć której przez tyle lat unikał? Po prawdzie nigdy nie był jej tak blisko, zawsze wykorzystywał okazje by ocalić skórę. Jednak nie teraz, jego życie zależało od niego samego, na samą myśl o tym wymusił w sobie jeszcze trochę sił. Do czasu gdy nie uderzył z impetem w nisko rosnącą gałąź i padł na ziemie. W głowie mu wirowało, szumiało mu niemiłosiernie. Jak za mgłą widział oddalających się swadian. Podniósł się z trudem na nogi i to był błąd, zawirowało mu w głowie i znowu upadł. Niech to szlag, jest zgubiony...
       
     

       
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline matigeo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1043
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #63 dnia: Stycznia 26, 2012, 15:46:43 »
    Zombi w Calradii?

    Offline matigeo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1043
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #64 dnia: Lutego 01, 2012, 13:16:17 »
    Kiedy nowy odcinek?

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #65 dnia: Lutego 01, 2012, 13:18:04 »
    Spokojnie,na dniach,przed weekendem się wyrobie.Mam nadzieję;)
    Edid:Coraz mniej szans żebym się wyrobił w ten weekend,brak weny po prostu,pomysł jest ale chęci brak...
    « Ostatnia zmiana: Lutego 03, 2012, 13:18:52 wysłana przez Aldred »
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #66 dnia: Lutego 08, 2012, 13:58:34 »
    Ciąg dalszy rozdziału 1...


       Vord potarł ręce, rozejrzał się po placu. Wszyscy zajęci byli przygotowywaniem do wyprawy. Spojrzał w niebo ciemne jak bezdenna dziura ziejąca z ziemi. Zapalił fajkę, i znowu uderzyły go wspomnienia.
       Przypomniał sobie jak wraz z Krisem i Ulive zostali odcięci w lochu...
       - Widzę tylko trójkę strażników, widać nie do końca wiedzą co jest grane -stwierdził beznamiętnie zabójca-to daje nam przewagę, uderzamy szybko ,bez wahania, może któryś z nich ma klucz.
       Błyskawicznie wszyscy wyskoczyli ze stróżówki, strażnicy za późno zorientowali się co jest grane, jeden dosłownie stracił głowę, dwóch kolejnych nie zdążyło wydać choćby dźwięku. Vord szybko obmacał denatów, znalazł, cóż za nieoczekiwany sukces, w końcu los choć na moment się uśmiechnął do niego .Kris szybkim ruchem wyrwał mu klucz z ręki i uważnie go oglądnął, wyraz jego twarzy mówił mu że to właśnie ten. Ulive także uśmiechnął się pod nosem.
       Wtedy główne drzwi do lochu otwarły się z głośnym hukiem. W przejściu pojawił się łysy mężczyzna naznaczony licznymi bliznami, za jego plecami stało ponad tuzin uzbrojonych po zęby strażników.
       - Mówiłem? Te bękarty chcą uciec! -wycharczał łysy -Zabić ich, pokażcie mi że dobrze zrobiłem płacąc wam tyle denarów!
       Ucieczka, westchnął Vord, to był istny chaos, godziny ucieczki, chowania się po kątach. Nagonka, Ulive zginął na długo przed tym nim uciekli w kanały. Przebity bełtem, cholera, właściwie tuzinem bełtów. W tedy gdyby nie zabójca...
       Odrzucił precz te myśli, w każdym razie gdziekolwiek sie nie pojawił ginęli jego ziomkowie. Szczęściem natknął się po paru dniach na Hretha i Livmera, szaleniec okazał w tedy jakim jest geniuszem. Nie dość że zwodził pościg to unikał patroli vaegirów. Po kolejnych długich i niespokojnych dniach dotarli do jednego z granicznych fortów swadii. Zastali tylko zgliszcza i ślady niedawnej walki, ani jednej żywej duszy. Padlinożerne ptaki wzbiły się w niebo gdy grupka uciekinierów weszła na plac. Wtedy doszło do słownej szarpaniny między Krisem i Hrethem. Dobrze że dyplomatyczny jak zawsze Livmer załagodził spór. Dni mijały, miesiące, z czasem niegdyś opuszczony fort zaczął tętnić życiem, grupy uchodźców masowo przechodziły za bramę, grupy żołnierzy i najemników. W tedy też wsparł ich odział pod dowództwem...Kerwina Salske. Tego samego kusznika który należał do rozbitej bandy najemnej. Wraz z nim przybyła Elissa, tego samego wieczora wyprawiono ucztę która trwała do rana. Nigdzie jednak nie było widać Burgi oraz Niksona. Wszyscy po cichu liczyli na to ze gdzieś żyją, chociaż z każdym kolejnym dniem ta pewność malała.
       Z rożnych stron Carladii dochodziły wieści mrożące krew w żyłach. Mówiono o tym że dziwne bestie lub też dzicy ludzie atakują w nocy. Że to nie jest normalne, te wieści były nawet gorsze od tego że Swadia nieuchronnie gięła się ku upadkowi. Najbardziej jednak przeraziła Vorda wiadomość że Halmar zamknięto, nie wpuszczano nikogo jak i nie wypuszczano. Ponoć w mieście szalała choroba, nieliczni mówili o masowych porwaniach ludzi. A przecież prawdopodobnie tam była Selena, wuj był mądrym człowiekiem, i oby to potwierdził chroniąc jego miłość.
       Rozważania przerwały odgłosy zbliżających sie kroków. To Hreth,przysiadł się przy nim na schodach, otwarł butelczynę i bezceremonialnie oznajmił.
       - Wiesz co, tak sobie myślę.Chciałeś uciec od problemów do Khanatu. Ale powiedz mi czy w ten sposób nie okazałbyś się samolubem? Wiesz do czego zmierzam młody?
       - Nie bardzo, dobrze wiesz że zależy mi na tym żeby odnaleźć Selenę. By w końcu zacząć żyć normalnie.
       - Nie będzie tak i dobrze to wiesz. Teraz nie tylko wojna zatruwa tę krainę, i nie mów że to zdziczałe wilki nocami mordują ludzi. Tu dzieje się coś gorszego, wręcz nie wytłumaczalnego. A te kamienie mają z tym jakiś związek. Nie bez powodu najpierw zmierzamy do opuszczonej fortecy obok Sargoth. Do byłej posiadłości twojego znajomego, lorda Alerica, jak Livmer porobi te...badania. Obiecuje że wszyscy ruszymy do Halmar.
       No tak, chodziło o obowiązek, ale w imię czego? Niby co im to da, cokolwiek się działo to ich jakikolwiek ruch jest kroplą. Vord unikał już tego tematu z Hrethem, wiedział że każdy z nich ma odmienne zdanie. On nie rozumiał że los Seleny nie jest mu obojętny. Czyż ruiny nie mogą poczekać? Miesiąc w te czy w tamte nic nie zmieni, poza tym zawsze istniała możliwość że nic tam nie znajdą. To była strata czasu, a dowódca najemników chyba chciał się wymigać od obietnicy. Może bał się stepów, może miał tam wroga z dawnych lat?
       -Nie zabronię ci jeśli zechcesz jechać do Halmar, weź sobie najszybszego konia. Nie myśl że nie wiem co to miłość...-na moment głos Hretha się zwiesił, powędrował oczami w dal ale w końcu jednak się otrząsnął -tak, to będzie dobre, jedź Vordzie, może masz racje że w życiu są pewne zasady.
       Młodzieniec był w niemałym szoku, unikał tej rozmowy tylko po to żeby się okazało że nikt go nie chce zatrzymywać. Tego się nie spodziewał, teraz gdy dano mu wolną rękę on miał wątpliwości. Gdyby tylko mieć pewność że Selena jest cała i zdrowa, że nie jest w potrzebie.
       - Hreth! - krzyknął z murów Kerwin - Vaegirowie opuścili bród, jadą w dal. Teraz mamy szanse w końcu ruszyć.
       Twarz starego najemnika rozpromieniła się, poklepał Vorda po ramieniu po czym energicznie wstał. Odwrócił się do niego.
       - Masz wybór młody wojowniku. Pomóż nam odkryć tajemnice, by potem wiedząc na czym stoimy ruszyć do Halmar. Albo jedź od razu do Khanatu, wiedz jednak że może kiedyś nocami nawiedzą cie wyrzuty sumienia. Bo nie działamy dla siebie, musimy być odtrutką na jad jaki trawi te niegdyś piękną krainę.
       - Nie jestem kimś szczególnym aby dać osąd czy to co zrobię ma sens...chciałbym w końcu mieć spokój.
       I być człowiekiem bez zmartwień, pomyślał ,w końcu odnaleźć zatracony czas który zgubił dawno temu. Czy to co się teraz dzieje ma dla niego sens?Po prawdzie widział że obecnie źle się dzieje, że muszą znaleźć się ludzie którzy podołają temu. Dlaczego to on dla jakiegoś dobra miałby się poświęcać. Szczególnie że jest szarym i zwykłym człowiekiem. Niech wielcy bohaterowie pomagają, niech walczą w imię tego dobra ale nie on, do cholery on chciał tylko żyć w spokoju. Co go obchodziły problemy tłuszy. .Było tylu ludzi w Carladiii którzy mogą coś zrobić i pomóc. Królowie, lordowie, każdy z tych ludzi który swoją charyzmą mógł podołać zadaniu. Ale nie on!
       Niebo pociemniało nagle i nie oczekiwanie, poleciały pierwsze krople deszczu zwiastując nadchodzącą ulewę. Ludzie zaczęli się uwijać jak w ukropie aby zabezpieczyć tabor. Nawet Elissa pomagała, kobieta...Vord wstał i pomógł kobiecie nałożyć pokrowiec na woź.
       - Nie potrzeba mi pomocy, dam sobie radę- rzekła -Jedź do swojej ukochanej a nam daj się przygotować.
       - Na prawdę wierzysz że jeśli udacie się do tamtego zamku to plotki okażą się prawdą? Myślisz że znajdziecie tam odpowiedź na pytania?
       Kobieta popatrzyła na niego z ukosa, wymamrotała coś pod nosem i energicznie przywiązując ostatni węzeł odwróciła się i odeszła. Obserwował ją aż w końcu zniknęła w jednym z budynków, a on stał sam w deszczu. Co miał robić? Albo inaczej, co jest  obecnie bardziej pożądane. Świadomość że znowu miałby odwlec spotkanie z Seleną przyprawiała go o złość. Co jeśli się okaże że przez zwłokę jej coś mogło się stać...Vord przeklął głośno, myśli czarne jak i to niebo nad nimi. Co chwilę pojawiały sie nowe komplikacje, a kto wie czy to jedyne.
       Niemal bezszelestnie pojawił się obok niego Kris, twarz miał ostatnio coraz bardziej wymizerowaną. Twierdził że to pogoda tak na niego wpływa, jednak w obozie szeptano że w jego żyłach jątrzył się jad zadany przez jego dawnego brata broni.
       - Co postanowiłeś?-cicho zagaił-Czuję się zobowiązany wam pomóc...muszę z nimi jechać. Nie masz pewności czy ona...jest cała i zdrowa, pamiętaj tez że w tym zamku do którego zmierzamy są ponoć medaliony. Kto wie, może i twój.
       - Mam gdzieś medaliony, to tylko rzeczy. I nie obchodzi mnie co się teraz dzieje ,ja chce do cholery odnaleźć Selenę! Czy tak trudno wam to pojąć?
       Chyba zbyt chamsko postąpił, zabójca nic nie powiedział. Podobnie jak Elissa odszedł i zniknął za zabudowaniami. Uderzył go nagły i przeszywający bul kolana, upadł w błoto. Zupełnie już zapomniał o tej dolegliwości, odwinął szybko nogawice. Kolano było niemal purpurowe i opuchnięte. Gdy dotknął je palcem przeraził się, mimo zimna , noga pulsowała dużym ciepłem. Spróbował się podnieść ale bezskutecznie, ale o nie, nie będzie wołał o pomoc. Powoli i systematycznie zaczął się czołgać do najbliższego budynku. Cholerna duma...


       - Przemęczasz nogę chłopcze, nasmarowałem kolano i owinąłem bandażem. Ale zapomnij o jeździe konno przez najbliższe parę dni.
       I to była w zasadzie jedyna diagnoza dla niego postawiona przez Livmera. W środku byłych koszar reszta szykowała sie do snu. Mieli z rana wyruszyć, a on?
    Nie dał rady o własnych siłach iść, podróż do Halmar mogła by go zabić. Przeklęte  kolano, oto i kolejna komplikacja.
       Obok niego Kerwin skończył repetować kuszę, smarknął na ziemie i szczelnie owijając się kocem położył się do snu.
       - Rozumie cie ,też kiedyś miałem kobietę, ale jednak nie dane mi było z nią być. Wybrała bogatszego adoratora, takie to cholerne życie. Jedź z nami, potem obiecuje ci że wbrew wszystkiemu pojadę z tobą do Halmar.
       - Dziękuję - poklepał się po kolanie -Jak widzisz i tak nie dałbym rady teraz sam się udać...no nic, czas pokaże.
       W ciągu szybko mijającej nocy Vord co chwilę budził się niemal z krzykiem, dręczony złymi przeczuciami oraz koszmarami...


       Dni mijały nad wyraz szybko, niewielka grupka ludzi wraz z taborem jechała na przekór szalejącej naturze. Od trzech dni jak wyruszyli z obozu deszcz padał ciągle, obecnie nawet utarte szlaki były w wielu miejscach podtopione. Coraz częściej wozy grzęzły w błocie znacznie spowalniając. Powstawało coraz więcej potoków, z dnia na dzień rosnących na sile, raz mijali niewielkie gospodarstwo w dolinie, domostwo wraz z przyległą stajnią było do połowy zalane, grupka parszywych psów terroryzowała niewielkie trakty. Ogólnie obraz jaki roztaczał się przed ich oczami był wielce niepokojący.
       Kerwin coraz częściej musiał używać nie tylko gróźb słownych rzucanych do swoich podwładnych,  swadianie głośno wyrażali swoje niezadowolenie. Bunt wisiał w powietrzu, ale jak na razie Hreth pomagał młodemu dowódcy w trzymaniu ludzi na postronku. Ale to nie był koniec problemów, Elissa cierpiała na jakąś chorobę, prawie nie jadła, piła tylko wodę. Livmer na każdym postoju uwijał się jak w ukropie aby nieść pomoc potrzebującym. Kris jechał na czele, czasem szybko podjeżdżał do reszty informując o jakimkolwiek zagrożeniu.
       W końcu zatrzymali się wieczorem u stóp gór Hussa. Z wyćwiczoną systematycznością i determinacją postawiono namioty, rozpalono ogniska pod rozciągniętymi plandekami. Deszcz dalej zacinał wprawiając w coraz większe przygnębienie każdego.
       - Szlag mnie w końcu trafi! - ryknął nagle Hret pomstując pięścią w niebo - Czy w końcu przestanie lać??
       - Wkrótce dojedziemy do zamku-dyplomatycznie i łagodnie odparł Livmer rozpakowując jednocześnie swoje unsylia aptekarskie - Nic nie poradzisz na to, bardziej martwił bym się o nastroje ludzi.
       No fakt, łatwo było zauważyć jak w cieniu, pokątnie grupki swadiańskich żołnierzy o czymś rozprawiają. Jednak gdy tylko ktoś z najemników zbliżył się dość blisko nich, rozmowa nagle cichła. Vord czuł się jakoś zobowiązany wreszcie przysłużyć się Hrethowi. Podszedł do kilku żołnierzy. Ci dość idiotycznie zaczęli rozmawiać o pogodzie. No tak, czyż taki temat nie był dobry, jak nie masz o czym rozmawiać to rozmawiaj o pogodzie.
       - O czym tak rozmawialiście panowie?
       Swadianie nagle zatracili języka w gębie, żaden nie chciał się odezwać. Na pewno coś ukrywali, to było czuć, i nie trzeba być mędrcem aby to wywnioskować.
       - No mówcie, przecież jesteśmy wszyscy w jednym zespole tak?
       - No więc...- Odparł zarośnięty żołnierz, drapał się przy tym wielkimi jak miechy kowalskie dłońmi - Zastanawiamy się czy jest sens tam jechać? Nie lepiej poszukać jednego z baronów i dołączyć do armii? Co nas obchodzą błyskotki i ruiny zamku, to nie pomoże swadii.
       Ah, czyżby odruch patriotyzmu nagle obudził się w tych ludziach? A co z wciąż nieprzytomnym baronem Devlainem? Jak by nie było to baron, a oni mają obowiązek trzymać nad nim piecze . Chyba że to swadiański sierżant Jaker stał za tym zarzewiem buntu. Ale patrioci jacy by nie byli mają słaby punkt.Wystarczy omamić takiego wizją możliwej przysługi dla kraju. Taką wizją po której mogą nawet w czeluści ziemi skoczyć.
       - A wiecie że jeśli odkryjemy w końcu sekret tego co się dzieje, król, Swadia hojnie was wynagrodzą. Każdego bez znaczenia na status i rangę. Pomyślcie o tym, wszak nie chcecie do końca życia być na każdy rozkaz, chm?
       - Tak...-odparł-Masz racje, wybacz za zwątpienie ale nigdy nie byliśmy w podobnej sytuacji. Obrona zamku przed rhodokami to co innego od szukania czegoś co nawet nie można określić i nazwać.
      

       Hreth śmiał się ciągle gdy tylko Vord po raz kolejny opowiadał o utrapieniu swadian. Najemnicy siedzieli przy jednym z ognisk, Kris siedział nieco na uboczu, co jak co ale dalej nie ufano mu zanadto. Naradzali się już którąś godzinę, od nowa poruszano przerabiane setki razy kwestie. Vord miał już wstać i się położyć gdy gdzieś w górach rozległ się mrożący krew w żyłach wrzask. Wszyscy poderwali się na równe nogi, nawet śpiąca do tej pory Elissa nerwowo zaczęła przewracać oczami.
       - Co to było?-cicho wystękał Kerwin.
       Nikt mu nie odpowiedział, za to strażnicy z rożnych części obozu zaczęli dawać znać że coś się porusza naokoło obozowiska.
       -Mam nadzieję że to nie...Xevirle...czymkolwiek to jest.
       Mówiąc to przywódca najemników pomacał palcem po żelaznej  głowni miecza. Kolejne z licznych zabobonów, co niby miało by to dać? Odłożył te myśli na bok gdy z rożnych części lasu naokoło obozu dochodziły podobne wrzaski. Niedaleko słychać już było Kerwina oraz Jakera wydających rozkazy. Zabójca też nagle zniknął z pola widzenia.
       Z lewej rozległy się okrzyki przerażenia i odgłosy walki, po chwili z prawej.
    Vord wyciągnął miecz i popędził w ciemność, wiedział że to błąd i że powinien walczyć w świetle ogniska  ale przecież nie zostawi walczących samych. W tedy z ciemności wyłonił się napastnik. Odziany w zbroje vaegirskiego lansjera człowiek, nie miał prawego oka, z ust kipiała mu piana, w dłoniach niechlujnie trzymał berdysz. Nim jednak wykonał śmiertelny zamach Vord przebił mu tchawice mieczem ,ale o zgrozo, człowiek dalej nacierał chociaż tryskał naokoło krwią. Wykonał ponownie zamach ,młodzieniec zrobił unik w prawo i przeciął mu prawa dłoń, podciął szaleńca i zanurzył ponownie miecz tym razem w twarz. Ten jednak dalej się szarpał, ale miecz wbił się głęboko w ziemie przyszpilając napastnika. W tedy wyłonił się szybko Kris ,podniósł berdysz i odciął mu głowę. Dopiero w tedy ...człowiek przestał się ruszać, nie licząc pośmiertnych drgawek.
       - Odcinaj im głowy, wyglądają na uzależnionych od jakichś ziół!
       Potem zabójca zniknął za jednym z wozów, wokół szalała brutalna walka. Młodzi swadianie krzycząc z przerażenia machali opętańczo mieczami. Hreth natomiast klnąc szpetnie siał spustoszenie  dwuręcznym toporem ,dzikusy jednak atakowali niepomni strat i tego że większość z nich nie miała żadnej broni. Vord podbiegł do jednego z szaleńców który siedział na młodym żołnierzu i próbował przegryźć mu gardło. Mocnym kopnięciem strącił go z chłopaka i szybkim cięciem pozbawił go głowy. Z mroku wyłaniało się coraz więcej wrogów, miast ubywać ich po rzezi jakiej dokonywali obrońcy to ciągle ich przybywało. Atakowali machinalnie i bez emocji, jakby zupełnie zatracili rozum. Część z nich przedstawiała sobą niemal na wpół zgniłe truchła, inni natomiast mieli na sobie szaty kupców, łachy chłopskie, kilku miało na sobie poszarpane kaftany łowców głów. Wszystkich łączyło jedno, bezmyślna chęć zabicia, żądza mordu w oczach i potępieńcze ryki. Niepodobna by człowiek mógł wydawać takie wrzaski. I ten fakt właśnie najbardziej przerażał obrońców. Niedaleko żołnierz stracił dłoń i upuścił broń na ziemie, uciekał w las, za nim niczym sfora wilków pobiegła pokaźna grupa otumanionych ludzi.
       Kerwin wraz z kilkoma kusznikami systematycznie ostrzeliwali napastników stojąc na wozach, na całe szczęście większość bełtów trafiała w głowę zabijając na miejscu cel. Vord w końcu dotarł do Hretha. Walczyli teraz ramię w ramię z napastnikiem, jednak mimo tego że z łatwością zabijali, szaleńcy atakowali z tą sama wrogością. w końcu vord wykonał o jeden sztych za wolno i został przygnieciony przez jakąś kobietę, upadli na ziemie. Kiedys może i był piękna, teraz nie miała zębów i rzadkie kosmyki włosów opadały na puste oczodoły. Ślina i piana kapała mu na twarz, nieprzyjemna i cuchnąca zgnilizną. Uderzył kolanem w krocze okropności, ale ku jego zdziwieniu atak nie odniósł żadnego pożądanego skutku. Próbował sięgnąć do lewego buta gdzie miał schowany sztylet. Bezskutecznie jednak, kobieta miała nad wyraz sporo sił, i chyba więcej od niego, za wszelką cenę starała się dostać do gardła. Młodzieniec z obrzydzeniem wbił palce w puste oczodoły i zrzucił ją z siebie. Podniusł miecz gdy nagle otrzymał solidny cios z nadlatującego pocisku którym okazał się...kawałek stopy obutej w żelazo. W tedy z okrzykiem bojowym wkroczył Hreth osłaniając go, jego ciosy już nie były ani szybkie ani mordercze. Ot, machał tylko aby odpędzić się od tłumu wroga. Vord szybko podniósł się i ciął przez gardło kolejnego, dziwnego wroga. Za słabo, przeklął w myślach i uderzył ponownie tym razem posyłając głowę w ciemność.
       Za nimi rozległ się krzyk sierżanta, szybki i urywany, panika była odczuwalna aż nad to w jego głosie.
       - Z gór! Schodzą z gór! Jeszcze więcej!
       Vord zaryzykował spojrzenie w tył, faktycznie po zboczu jak lawina naciągali kolejny wrogowie. Tylko że część z nich tym razem miała pochodnie, czyżby "oddział specjalny" zażartował. Hreth w końcu cisnął toporem i wyciągnął za pasa dwa miecze, na nowo uderzał ze zdwojoną siłą.  Skąd on miał tyle sił? Kolejny wróg próbował na niego skoczyć, otrzymał kopnięcie  w brzuch i na koniec wylądował na ziemi bez głowy...no w zasadzie bez czegoś co dawniej było głową.
       Swadianie wraz z najemnikami w końcu wycofali się na środek obozu, tworząc niewielki krąg, w środku leżeli ranni. Nie wszyscy zdążyli, wielu ludzi walczyło o życie przeciw masie wroga, część po prostu z krzykiem uciekała w las.
       - Nic to! -wycharczał Hreth-Nie dam tym sukinsynom tak łatwo mnie zabić, walczmy panowie. Dajmy im taki łomot że będą zbierać swoje kości wieki po całej Carladii.
       Rozległy się okrzyki pokrzepienia, ludzie z uśmiechem i z nową siłą zaczęli walczyć. Jednak trzeba było przyznac że coraz częściej jakiś żołnierz padał z pełnym bulu okrzykiem na ziemie. Nic nie zapowiadało sie na to aby mieli wyjść z tej potyczki zwycięsko .Dopiero teraz mogli przyglądnąć się schodzącym z gór nowym wrogom. O zgrozo, to już nie byli szaleńcy atakujacy bez broni, w podartych ubraniach i zbrojach, nawet nie krzyczeli. Cóz to znowu za cholerstwo?
       Po chwili nie tylko on zrozumiał, przyodziani w zbroje vaegirskie oraz nordyckie wojownicy natarli na tyły poczwar. Dziesiątkowali wroga z wyuczoną precyzją, nord z vaegirem...ramię w ramię. Z tyłu za nimi łopotały sztandary obu królestw. Natomiast z ciemności zamiast kolejnych bestii, wyłonili się jeźdźcy, po kilku minutach nie ostał się na własnych nogach żaden szaleniec.
       Przed nich wyszedł odziany w podniszczoną zbroję vaegirskiego lorda ,mocno zniszczony przez czas mężczyzna. Wykonał lekki ukłon i szorstkim głosem powiedział.
       - Lord Brulla, lord królestwa vaegirów, przywódca południowych odziałów broniących carladię. Nie możecie dalej iść, macie zawrócić na tereny Swadii .


       CDN...
    « Ostatnia zmiana: Lutego 08, 2012, 17:49:52 wysłana przez Aldred »
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline matigeo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1043
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #67 dnia: Lutego 11, 2012, 20:50:00 »
    Była kiedyś taka gra komputerowa o facecie rozwalającym zainfekowanych jakimś pasożytem ludzi na statku gdzieś na północnym Pacyfiku... pierwsze skojarzenie po przeczytaniu tego odcinka.

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #68 dnia: Lutego 13, 2012, 14:58:45 »
    Ciąg dalszy rozdziału 1...


       Dyskusja a właściwie wzajemne się przekrzykiwanie trwała już ponad godzinę. Lord Brulla oraz Hreth siedzieli naprzeciw siebie i jeden drugiemu chciał dać do zrozumienia że ma racje. Vord już dawno stracił nadzieję i tylko biernie się przyglądał temu teatrzykowi. Vaegir widać już dawno schował lordowskie tytuły do kieszeni bo co rusz klął jak kowal który spartolił robotę.
       - Słuchaj, byłem w dawnym zamku lorda Alerica. I zapewniam cie że nie ma tam nic co by mogło potwierdzić waszą teorię. Na własne życzenie zresztą sprawdziłem te ruiny, i moim obowiązkiem jest strzec tego rejonu.
       - Wiem, wiem, mówiłeś to już tyle razy że łeb mnie boli. Co wam zależy aby nas po prostu przepuścić? Myślisz że ta garstka ludzi będzie plądrowała wsie czy jak?
       - Oczywiście że nie, widzę przecież z jakim trudem odparliście małą hołotę otumanionych. I właśnie do tego zmierzam, na traktach i w puszczy kryją się pokaźne siły tego tałatajstwa. Nie macie szans dotrzeć do zamku, nawet jeśli to dotrze garstka z was. Z całego serca właśnie próbuję wam to uzmysłowić. Zawróćcie do Swadii, zbierajcie ludzi, trzeba się zbroić.
       I od nowa zaczęli słowne przepychanki, młodzian wstał i podszedł do Krisa który z dokładnością medyka czyścił broń.
       - Co, nie mogą znaleźć wspólnego języka?
       - Tak, coś mi się wydaje że będzie trzeba zawrócić, ten lord jest uparty jak osioł.
       Zabójca spojrzał na dwójkę kłócących się ludzi, uśmiechnął się pod nosem i wrócił do czyszczenia. Co go tak śmieszyło, naprawdę cieszył się na myśl o powrocie? Czyż nie twierdził że zależy mu na pomocy? Kris przerwał czyszczenie broni gdy podszedł do nich Kerwin.
       - Cholera, mitrężymy tu czas. Jak tak dalej pójdzie to zestarzejemy się u podnóża tych wszawych gór.
       Najemnik miał rację, takie nic nie robienie działało na ich niekorzyść. Może mieli tu siedzieć do rana tylko po to aby usłyszeć że jednak wracają? Swiadańscy żołnierze siedzieli zrezygnowani, jednak nie załamani. Oprócz nich była tu pokaźna liczba nordów i vaegirów. Vaegirów...z którymi ponad rok temu musieli się potykać.Teraz w obliczu całkiem innego niebezpieczeństwa pojawiła się w tych ludziach wzajemna miłość i chęć współpracy. Kto by pomyślał że narody które od lat biły się o skrawki ziemi kiedyś staną po jednej stronie barykady. Czy na prawdę trzeba było do tego poważnego problemu, na skalę całej krainy?
       Któż to mógł wiedzieć...Kris mocno trącił go łokciem i wskazał na stojącego niedaleko norda. Tamten widząc wzrok obu najemników przerwał gapienie się na nich.
        - Ten nord od dłuższej chwili  przygląda się tobie Vordzie. Możliwe że pamięta cię i planuje dokonać zemsty?
        - Zemsty? Teraz? Aleric chyba nie żyje, co by mu przyszło z tego.
        - Nie wiem, może sam go o to zapytaj?
       Tak, chociaż na moment będzie mieć zajęcie, poza tym co mógł mu tu zrobić? Wbije mu ot tak topór w głowę i stwierdzi że dokonał zemsty? To było głupie i wyglądało by na przedstawienie kuglarza. Na którego owy wojownik nie wyglądał. Cholera, był wysoki i potężnie zbudowany, taka masa mięśni musiała z łatwością łamać karki ludzi takich jak on. Lepiej będzie jednak jak będzie łamał karki dziwnym szaleńcom, a on taki nie był...prawda?
       - Coś cie zainteresowało wojowniku?
       Nord odwrócił się w jego stronę, na czole miał kilka szwów. Prawy policzek wyglądał jakby ktoś przyłożył nań rozgrzany pręt. W świetle ognisk wyglądał na okrutnie nieobliczalnego morderce.
       - Tak-odparł mocnym, gardłowym głosem-Tyś Vord , mój pan...wiele mówił o tobie. Za wszelką cenę chciał aby cie zabito za kradzież jego rzeczy i jego córki. I mógłbym w tym miejscu cie zbić, powiedziałbym że jesteś zwykłym złodziejem, ale w obecnej sytuacji...to nie miałoby sensu.
       Czyli to był były człowiek Alerica, dobrze że nie miał jak większość nordów porywczej natury, tylko po co w ogóle on mu to mówił?
       - Dlaczego nie jesteś ze swoim panem tylko tu?
       Nord skrzyżował ręce na piersi i powiedział.
       - Mój pan? Nie wiem co z nim. Ostatni raz widziałem go rok temu, parę mil od brzegu morza. Wpadliśmy w zasadzkę...dziwnie odzianych ludzi. Nikt chyba nie przeżył, mnie torturowano dwa miesiące ale uciekłem. Chcieli wiedzieć wszystko na temat tych ...badań Alerica. Pytali o nazwiska wszystkich zamieszanych w to, pytali o kamienie. Nie wiem co to za ludzie byli, ale przypuszczam że ma to związek z wielkim okrętem który przybił do brzegu...ta krypta zesłała na nas wiele złego i niewyjaśnionego.
       - Krypta? Czyli w ruinach zamku jest to miejsce o którym krążą słuchy?
       - Jest, z samego zamku zostały zgliszcza i spopielone ruiny. Szkielety ludzi i zwierząt. Brulla był tam, wejście było zawalone więc zostawił tam ludzi którzy mają...Zaraz zaraz, po cholerę ja ci mówię? Dość tego, wracam do obowiązków i zapomnij co powiedziałem, zmyślam okrutnie jak wypiję.
       Nord odwrócił się na pięcie i odszedł, a więc faktycznie coś tam było. Vaegir więc umyślnie kłamie mówiąc że nic tam nie ma. Hreth musi się o tym dowiedzieć i to jak najszybciej.
       Omal się nie przewracając na śpiącym człowieku dobiegł do obu rozmówców. Dyskusja przybierała coraz groźniejszy obrót. Lord był niemal purpurowy na twarzy, wątpliwe że od ciepła ogniska. Z kolei Hreth groźnie zaczął gestykulować pięścią, mówiąc o tchórzach i kłamcach.
       - Przepraszam że przerywam ta mądrą dyskusje...
       Oboje spojrzeli na niego, nie ukrywali przy tym złości że przerwano im dyskusje, właściwie kłótnie ale lepiej im tego nie wytykać.
       - Dowiedziałem się że jednak w ruinach zamku Alerica jest krypta, w której rzekomo miało być dokonane ciekawe odkrycie. Wiem też o potężnym statku który przybił do wybrzeży calradii. I proszę wybaczyć Lordzie Brullo, ale wiem że rozpocząłeś próby dostania się do podziemi...
       W pierwszym momencie wydawało się że vaegir wstanie i przebije go szablą którą teraz kurczowo trzymał. Zmielił jakieś przekleństwo w ustach, splunął w ogień , unikając patrzenia na Hretha cicho rzekł.
       - I co z tego że jest krypta? W każdym zamku są rodowe groby pod ziemią. Ja sprawdzam tylko czy nikt nie splądrował podziemi. A statek? Pewnie domorosły inżynier postanowił coś takiego wybudować. Nic odkrywczego nie wniosłeś...najemniku.
       - A jednak!-krzyknął starszy najemnik-Czułem że jakimś tam prawem chciałeś nas celowo odesłać. Celowo nie chciałeś nas przepuścić. I ja i ty dobrze wiemy że w tej krypcie jest rozwiązanie naszej zagadki. Aleric ponoć głupcem był ale na swój sposób, tak na prawdę musiał zdawać sobie sprawę z tego co tam jest. Nie możesz nam bronic tam iść, my też chcemy pomóc tej krainie. Pomoc odrzucasz?? Jakim prawem, kto dał ci prawo decydować o losach calradii?
       -Spokojnie, król mój i nordów. Ja wykonuję rozkaz, też dowodzisz swoimi ludźmi. Chyba wiesz co oznacza nie wykonanie rozkazu?
       - Trzymajcie mnie bo nie wytrzymam. Nie pitol mi o rozkazach! Królowie wiedzą tyle samo co chłop paprający się w gnoju. Teraz już nie te czasy że królestwa biją się o stertę kamieni. Obecny wróg jest inny, egoizm przez was przemawia! Niezwłocznie ruszam dalej ,jeśli trzeba będzie to mieczem utoruje sobie drogę do tych ruin!
       Zapadła cisza, dopiero teraz Vord zauważył kilku vaegirów trzymających w gotowości berdysze. Widać ,  kłótnie było słychać w całym obozie. Z kolei Brulla szukał w głowie kolejnej riposty. Zamilknął na długą chwilę, po czym gestem ręki kazał gwardzistom opuścić broń.
       - Dobrze, po części masz racje. Mądre słowa przez ciebie przemawiają. Chociaż wielu lordów już dawno kazało by cie powiesić. Widzisz, ja sam nie wiem co dokładnie mam już robić. Niby bijemy każdego agresora, strzeżemy traktów, fortów, ale czy to ma jakiś większy sens? Tego nie wiem, po prawdzie chyba nikt nie wie. Do czego zmierzam, chciałbym wreszcie w jakiś znaczący sposób przyczynić się dla dobra nie tylko mojego kraju ale i całej krainy. Dam wam wolną rękę, nie będę stawał wam na przeszkodzie.
       Hreth w końcu po tych słowach wyglądał na bardziej opanowanego. Pokiwał w uznaniu głową. Oboje wstali i uścisnęli sobie ręce, nim najemnicy odeszli od ogniska Brulla rzucił na odchodne.
       - Tylko uważajcie na liczne zgliszcza, po zmroku unikajcie ich jak ognia. To siedlisko szaleńców. Na miejscu przywita was mój odział, powołajcie się na mnie. Życzę powodzenia i mam nadzieję że przyjdzie nam ponownie się spotkać w lepszych okolicznościach.
       Rankiem mieli wyruszyć w dalszą drogę, teraz czekał ich niespokojny sen...
       


       Plais przykucnął, banda zdziczałych ludzi pobiegła dalej za dwójką swadian. Ah, czyli jednak bolesny upadek miał sens. Ruszył w prawo macając po drodze każdy konar by znowu nieoczekiwanie nie zarobić bolesnego ciosu w głowę. Nagle stracił grunt pod nogami i sturlał się po niewielkim urwisku. Przekoziołkował  parę razy i zatrzymał się...u stup żołnierza.
       - Patrzcie kogo nam natura zesłała!
       Niech to szlag, to akcent rhodoków, spojrzał w górę i zobaczył sporą grupę uzbrojonych żołnierzy Gravetha. Jak to mówią, jeśli dopadnie cie pech to odpuści dopiero po twojej śmierci.
       - Mówiłem-zagaił inny-To ten Pais co ukrywał się parę miesięcy, a tamci dwaj mieli go odprowadzić do swoich. Pięknie, nagroda nasza!
       Bezceremonialnie postawiono go na nogi i zawiązano ręce z tyłu. Lord modlił się aby tak teraz napadła ich zdziczała banda, nic takiego nie nastąpiło. Co więcej, nawet nie było już ich słychać. Rhodokowie szybko ruszyli przez gąszcz aż w końcu las się przerzedził i słychać było szum rzeki. Ich oczom ukazała się niewielka barka ,rozświetlona licznymi pochodniami. W cieniu przewijali się strażnicy. Czy to nie ta barka o której mówili ci dwaj swadianie?
       Żołnierz obok niego krzyknął w kierunku barki.
       - I jak? Macie tamtych dwóch?
       - Tak, nie sprawiali większych problemów, właźcie i płyniemy.
       Zapowiada się kolejny ciekawy dzień w gościnie rhodoków. Czasy gdy człowiek jechał na czele swojej armii wydawały się teraz dla barona bardzo mgliste i odległe. Teraz mógł tylko się biernie przyglądać na to co się działo. Nie miał jakiegokolwiek wpływu na to co z nim będzie. Powoli zaczynał żałować że urodził się baronem. Co by nie zrobił i co by nie powiedział zawsze kończyło się ni mniej ni więcej klapą.
       Gdy zamknięto go w małej kanciapie  zobaczył siedzących obok dobrze mu znanych dwóch swadian. Ci byli nieco poobijani, musieli chyba się trochę szarpać z rhodokami, i z jakim skutkiem?
       - Witam-cicho i ironicznie zagaił Hektor-Troszkę się rozdzieliliśmy podczas spaceru, prawda?
       -I z czego się cieszysz? Grozi nam szubienica.
       Obaj zaczęli się śmiać jak ten chłop który w końcu doczekał się końca suszy.
       - Myślisz że to rhodokowie?-ledwie powstrzymując się od śmiechu rzekł Rob-Oni już dawno wycofali się na pewne pozycje, ci tutaj to dezerterzy ,lub coś w tym rodzaju. Wiozą nas w charakterze niewolników, jeśli dopisze nam szczęście zrobią to w Uxhal, tam istnieje w podziemiach taki proceder. W tedy łatwo uciekniemy. Spokojnie, jako uzurpator najwyżej stracisz głowę...i to dosłownie.
       Banda głupców, myśleli że są tak dobrze poinformowani. Znając szczęście jakie do tej pory dotrzymuje baronowi kroku, płyną w mniej sprzyjające im miejsce. Ale jeśli nadarzy się tylko mała szansa ucieczki to nie zawaha się zaryzykować. Wszelkimi sposobami będzie dążył do tego aby w końcu jako baron odpocząć w zamku pod sztandarem swadii. O tak, i ta myśl niech mu towarzyszy cały czas, to motywuje do działania. Nie dbał co będą robić ci durnie, niech uciekają lub dadzą się zabić. Ich los był w tym momencie najmniej ważny, tu chodziło o jego skórę. Miał za dużo do stracenia, szczerze powiedziawszy wszystko już stracił. Ale tytuł pozostał tak? A wiec swoim pochodzeniem zapewni sobie przyszłość. Najpierw uciec do swaii, potem szybko mieć dobre zaplecze finansowe. Załatwić szybki werbunek i mieć pod sobą armie. A na koniec, na deser, ubiegać się o tron. O tak, Harlaus dawno był pożerany przez robaki, nie słyszał też aby ktokolwiek ubiegał się o tron. Lordów było mało...za mało aby przeszkodzić mu w misternym planie. Realizowanym dopiero w jakimś ciemnym i śmierdzącym magazynie pod kluczem. Ale miejsce nie było ważne, liczył się dobry i bystry umysł. Który podpowiadał mu że ma spore szanse. Ta pozostała przy życiu garstka baronów nie stanowi realnego zagrożenia dla pozyskania tronu. Miał wielu dłużników którzy w zamian za milczenie poprą jego kandydaturę, resztę przekupi lub czymś zaszantażuje. Oby Haringoth tak zechciał już nie żyć, ostatnio wyglądał jakby właśnie miał się położyć i nigdy nie wstać. Ze wszystkich to właśnie on mógł mu zaszkodzić, mógł bardzo skutecznie skomplikować wszystko. Ma sporo czasu aby to jakoś rozwiązać, mowa tu przecież była o umarlaku.
       Całe to zamieszanie w calradii było niczym więcej jak okazją to odniesienia sukcesu. Nigdy w całym swoim życiu nie był tak blisko i namacalnie tronu. W tedy król był, stary ale jednak był. Cały zastęp baronów i szlachciców, teraz wszyscy pozostali nadzy i sami. Bez kogoś kto z koroną na głowie powiedzie kraj ku zwycięstwie. Zaprowadzi nowe rządy i rozpocznie nową erę panowania. Miał już w głowie kilka nowych edyktów, numerem jeden będzie zniesienie głosowania przez baronów. Król, czyli on, musi mieć słowo ostateczne, zdanie innych nie będzie już nigdy więcej wpływało na losy królestwa. Ah, cóż za piękna perspektywa. Wykorzystać wojnę i całe to zamieszanie na swoją korzyść. Kto powiedział że nie ma plusów z wojny. One są, tylko potrzeba mądrego człowieka aby je dostrzec.
       - Rob, powiedz mi, ona już jest w Uxhal?-szepnął Hektor przeszkadzając Plaisowi w układaniu pięknego planu.
       - Posłano po nią, mieli ją szukać ale wydaje mi się że jest a czemu pytasz?
       -Trzeba szybko posadzić ją  ,że tak powiem, na tron. Bez władcy to anarchia tylko.
       Rob przytaknął głową i spojrzał na barona.
       - Twoje zdanie gówno znaczy ale spytam. Popierasz lady Isoldę co do tego aby  objęła tron?
       Plaisa momentalnie oblał zimny pot, był tak zszokowany tym czym właśnie usłyszał że nerwowo zaczął się wiercić. Co on bredził? Co powiedział?? Ta baba miała objąć tron swadii, niby jakim cholernym prawem? Słyszał plotki które mówiły że jakieś tam prawo ma, nawet większe od staruszka. Ale do cholery, to tylko pobożne życzenie chłopów którym maiła zagwarantować większe prawa. Niby ona miała cokolwiek zrobić dla królestwa? Niech zajmie się garami, pracą przy chłopie. Od tronu jej wara.
       - Coś taki? Słyszałeś o co pytałem-ponowił Rob.
       - Tak...słyszałem. Ale panowie, ona nie ma żadnego prawa do tronu .Trzeba wybrać z baronów jako każe zwyczaj. Z doświadczenia wiem że ba...kobiety nie mają głowy do rządzenia.
       Rob wzruszył ramionami i szybko odparł.
       - Chyba tylko ty tak sądzisz. Wszyscy ,prawie wszyscy-poprawił się-Będą popierać jej roszczenia, twoje zdanie że tak powiem nie ma znaczenia.
       Baron ledwie powstrzymał się aby nie rzucić się na tego idiotę i rozszarpać go na kawałki. Miast tego westchnął głośno .Nic nie da pokazywać że ma się odmienne zdanie. Baronowie zagłosują na nią bo nie mają wyboru, tak na pewno dlatego. Musiałby osobiście pojawić się w zamku i ogłosić swoją kandydaturę. W tedy układami zyskałby poparcie. A ta gówniara takiej możliwości nie miała. Jej pozostało przekonywanie pięknymi słowami. Fakt była piękna, nawet on chciałby ją za żonę...Zaraz zaraz...uderzył go genialny, niemal niemożliwy wcześniej do wymyślenia pomysł. Przecież rozwiązanie było jeszcze łatwiejsze. Musiał się szybko z nią ożenić. I razem z nią rządzić, teoretycznie oczywiście. Bo to on będzie trzymał rękę na pulsie. Ona będzie tylko tłem. W grę wchodził jeden szkopuł. Co jeśli ona się nie zgodzi na to? Trzeba by znaleźć na nią dobrego haka. Choćby nawet zmyślonego, a z tym nie będzie problemów.
       Oparł się wygodnie ,zamknął powieki i oczami wyobraźni widział siebie siedzącego na złotym tronie obok Isoldy...Sen przychodził szybko, nie pogniewałby się jakby przyśniła mu się noc poślubna na wielkim łożu,a na nim całkiem naga Isolda. On jako król a ona jako...jako...jego żona.

    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline matigeo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1043
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #69 dnia: Lutego 13, 2012, 16:08:51 »
    Widzę, że Plais znowu zaczyna marzyć... byłoby ciekawie, gdyby był jedynym ocalałym lordem :D.

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #70 dnia: Lutego 13, 2012, 16:23:13 »
    Heh,taki już ten nasz Plais,marzyciel.Ale on nie chce wszystkiego tak? Tron mu wystarczy,tylko nie wiadomo co z resztą lordów;)Jego wina ze co rusz wpada w kłopoty,ma chłopina pecha;)
    Kolejny rozdział powinien być  w tym tygodniu,ten chyba niezbyt długi;/
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Rapodegustator

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1334
    • Piwa: -38
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #71 dnia: Lutego 18, 2012, 11:54:00 »
    Po raz pierwszy przeczytałem "książkę" z miłą chęcią. Nie ma o czym mówić - jest świetna!
    Pisz dalej, jestem ciekaw co Plais znowu wymyśli. :)
    Zeby osiagnac rzeczy trudne potrzeba czasu. Zeby osiagnac rzeczy niemozliwe potrzeba go troche wiecej.

    Offline matigeo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1043
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #72 dnia: Lutego 18, 2012, 15:06:20 »
    Z 3 wątków zrobiły się dwa... Może jakiś nowy wątek i nowe postacie? Np Chanat zacznie coś robić?

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #73 dnia: Lutego 20, 2012, 16:45:29 »
    Witam, opowiadanie jest zawieszone na czas...chm...nieokreślony. Nie, i nie chodzi tu o najzwyczajniejszy na świecie brak czasu. Tego akurat mam sporo. Chodzi o zgoła co innego. Tak więc, jeśli wrócę do pisania dam znać. Pozdrawiam.
    Edid:Sesje postaram się jakoś ruszyć, ale nie obiecuje. Mam taką nadzieję.Ech...fakt taki,podjąłem się jej prowadzenia to i skończyć też muszę .O sesje się nie martwcie.
    « Ostatnia zmiana: Lutego 20, 2012, 16:59:37 wysłana przez Aldred »
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Bloomy

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1196
    • Piwa: 8
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #74 dnia: Lutego 20, 2012, 16:55:49 »
    Lekki offtop, a co z sesją?