"Ruszył na swych braci, pełen obaw i złości. Ci zostawili go by sczeznął w mogile pod górami. W cieniu i mroku, w deszczu i mgle splecione drżące dłonie wyciągały po wolność. Ta od wieków była mu obca i niepojęta, czas zatracił i zmysły jak i jego istnienie...
Wstał w końcu trącając po drodze nic nie znaczące pachołki by te padły w ogień. Mówiono o nim wiele ,wiele złego. Każdy z nich nie wiedział co mówi. Urodzili sie zbyt późno by go oceniać. Carladia nie jest...nie była ich domem. Zatracili swoje przeklęte szanse by spróbować przeciwdziałać swym "stwórcom zza morza " . Teraz gdy osiąga swe cele, pragnienia, krzyczą że to on zabiera im dom??Gdy to sie skończy, zrówna wszystko na powrót. Da podwaliny pod nowe królestwa które może tym razem nie będą przewodzone baranim głową.
Lękajcie się mnie wy którzy kradniecie moje ziemie i swe dziedzictwo...ale nade wszystko. Lękajcie się Wy...którzy aspirujecie na zbawców tej ziemi. Jesteście wygnańcami, nic więcej. Przekreśliliście swe żałosne i wątłe istnienia z chwilą gdy postawiliście tu stope. Zmiażdżę was , waszych potomków, waszych przodków. Ja,Nurvel opanuje na nowo ten świat. "
Nieznana karczma na pustkowiach Królestwa Vaegirów.
Ludzie zamilkli, nawet ogień w kominku który do tej pory wesoło trzaskał tak jakby zamilkł...Karczmarz, stary i chudy człowiek próbował przerwać niezręczną cisze głośno odstawiając kufle na półkach. Splunął w dal i rzekł do wędrowca który własnie skończył jakieś bajanie. Wystarczająco durne by inni z rozdziawionymi gębami nie zdołali wydobyć choćby słowa.
- Skończył pan już straszyć ludzi?
Wędrowiec ściągnął kaptur z siebie i szeroko sie uśmiechnął, obnażając liczne braki w uzębieniu. Poprawił uchwyt na plecaku i rozejrzał się po sali. Mamrotał pod nosem, kręcił drewnianym amuletem w dłoni. Spojrzał w końcu na karczmarza który odkładał kufle w ślimaczym tempie na półki.
- Tak, skończyłem. Ale załuję że nie pozwolisz mi tych ludzi ostrzec. Nie chcesz by znali prawde?
Karczmarz uderzył pięścią w blat rozlewając kilka piw siedzącym przy nich ludziom. Twarz nabrała barwy purpury , włosy zjeżyły sie nieznacznie a jedna ręka powędrowała pod blat.
- Powiedziałem...Nie strasz pan ludzi. Jeśli pan chce straszyć ludzi to zapraszam da Rivacheg. Tam lubia takie bajki, ostrzegam pana ze jeśli nie zaprzestanie pieprzyc tych bzdur to...
Przybysz usiadł ciężko na pośpiesznie opuszczonym krześle prze jakiegoś pijaka. Rozsiadł się i zaczął wpatrywać w oczy oberżysty .
- Wiesz ze tej nocy słudzy pana przyjdą i was wybiją?...
W sali zapadła cisza, gdzieś na zewnątrz słychać było dzikie i nieokiełznane wrzaski. Pochodnie, świece zaczęły jedna po drugiej gasnąć...Tylko jedna osoba wyszła na zewnątrz. Zarzuciła kaptur na głowę i spojrzała na tajemniczy amulet. Mrok zakrył wszystko, gdzieś daleko ,na południe , można było usłyszeć dźwięk trąb...ludzi zza morza oraz śmiech, tak mroczny jak nastająca wokoło noc...
*Tak tak to niejako zapowiedz kontynuacji opowiadania;)