Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Ankieta

    Jak myślicie,mam dalej pisać?

    Jak najbardziej,pisz;)
    116 (62.7%)
    Możesz pisać
    19 (10.3%)
    Obojętne mi to...
    19 (10.3%)
    Zasatanów się czy warto...
    10 (5.4%)
    Nie
    4 (2.2%)
    Kategorycznie przestań
    17 (9.2%)

    Głosów w sumie: 184

    Autor Wątek: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.  (Przeczytany 43348 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #45 dnia: Grudnia 21, 2011, 14:51:02 »
                                                       Ciąg dalszy...  
     Przez dwa dni spędzone w celi Vord zdążył nieco poznać współtowarzyszy niedoli. Dwoje mężczyzn w sile wieku to kolejno rudzielec Heret oraz „złoto- zębny” Ulive, o ile tych dwoje było nawet w porządku o tyle trzeci był...typem wrednego sukinsyna. -Mervik- przestępca i zwyrodnialec od kilku lat siedział za liczne zabójstwa. Już na początku oznajmił nowo przybyłym ze to on tu rządzi, sepleniąc okrutnie wskazał każdemu prycze oraz wyjaśnił kilka reguł.
      Młodzieniec i tak dziękował w duchu że nie jest z nim sam w celi oraz że dostał prycze po drugiej stronie,zawsze to było jakieś pocieszenie, nieprawdaż? Straże przynosili na drewnianych misach raz dziennie jedzenie, do tej pory jedyne co dostawali to kasza ,kubek wody i parę kromek suchego chleba. To było by nawet do zniesienia gdyby Mervik nie zabierał każdemu połowy. Ulive pierwszego dnia protestował  i skończył źle, wybite dwa zęby i złamany nos, oni dla posłuchu także dostali łomot. Jakby mało się już nacierpiał, ciemność i monotonia powoli działały na nerwy. Możliwe że po paru tygodniach oszaleją ,nie wiadomo jak psychika zareaguje...
      Tego dnia od początku zapowiadało się na coś niedobrego, czuć było w powietrzu -oprócz smrodu niemytych ciał-ciężką atmosferę.
     -Młody...
      Tak, to było na pewno do niego, Mervik siedział na twardej pryczy mozolnie dłubiąc w nosie. Był dzisiaj nad wyraz spokojny , o ile on w ogóle mógł być taki. Nerwowo zerkał w stronę drzwi celi by zaraz szybko rozglądać się po pomieszczeniu.
     -O co chodzi? Jeśli o jedzenie to bez obaw, dostaniesz swoją część.
     -Nie, słyszałeś cokolwiek w nocy?
      Zapadła cisza, czy to kolejna z jego dziwnych gierek? Możliwe że nadmiar wolnego czasu uderza mu na rozum i wymyśla przedziwne metody dręczenia towarzyszy niedoli.
     -Oprócz wrzasku z sąsiedniej celi do późna, nic.
     Tamten spojrzał na resztę jakby chcąc usłyszeć ich zdanie, tak jak przypuszczał nie doczekał się odpowiedzi.
     -Niemożliwe, ja słyszałem, jakby za drzwiami głos...kogoś ochrypłego. W kółko powtarzał jakiś wierszyk o starcu, ognisku, łzach. Chyba ze to któryś z was robi sobie żarty, a ja żartów nie lubię.
     Vord czuł że jak tak dalej będzie przebiegać rozmowa to ktoś tu straci kolejne zęby. Heret rozłożył ręce w geście bezradności i powrócił do swojego ulubionego zajęcia, gapienia się w ścianę. Ulive chciał chyba przypodobać się "władcy celi" i  podszedł do drzwi i spojrzał za wizjer by sprawdzić czy aby na pewno nikogo tam nie ma. Po chwili zrezygnował i usiadł na pryczy. Mervik energicznie powstał i zaczął krążyć po celi , kopnął w miskę a ta odleciała w przeciwległy kąt. Po prawdzie tuz obok głowy Vorda. Wszyscy woleli się nie odzywać, w milczeniu obserwowali nieobliczalnego człowieka.
     -Tej nocy nikt nie uśnie dopóki nie pozwolę, zobaczymy który z was ze mnie drwi. A jak się dowiem to łeb urwę! Będziemy czuwać aż wszyscy to usłyszymy, zrozumiano?!


     -Oszukujesz!-ryknął zwalisty mięśniak Zarel, każdemu wypowiedzianemu przez niego słowu towarzyszyła istna fontanna śliny. Kris zachował jednak spokój, przetasował na nowo karty. Czas cholernie się dłużył,  dzięki pewnym układom udało mu się pozyskać talie kart, poczciwy Kastil starał się jak tylko mógł żeby zadośćuczynić za to jak pomógł mu uciec z wioski.
     - Naucz sie wreszcie że króla nie pobijesz jakąś piątką ,uczyłem was cały wczorajszy dzień, a to najłatwiejsza gra.
     - Nie mędrkuj mi tu i rozdawaj, patrze ci na ręce.
      Granie było dobre ale nie na długo, przecież nie spędzi całego swojego życia w celi grając w karty z idiotami. W tedy zabrzęczał przekręcany zamek w drzwiach, w przejściu pojawiło się troje strażników. Rozglądnęli się po celi, gdy ich wzrok zaczynał się na nim, Kris zrozumiał że czegoś od niego chcą.
      - Wstawaj, idziesz z nami.
      Wyprowadzono go z celi, szybko pokonali labirynt korytarzy i okute drzwi cel by wejść do obszernego pomieszczenia, ku uldze Krisa nie wyglądało ono jak katownia. Rozejrzał się uważnie, wyglądało to na jakiś pokój gdzie wieczorami możni panowie siadają przy lampce wina.
      - Masz szczęście, chyba ktoś się o ciebie upomniał.
      Straż na jakiś  niemy rozkaz szybko opuściła pokój i zamknięto drzwi. Zabójca został sam, niepewny co go za chwilę czeka, spojrzał na stół który uginał się pod ciężarem przeróżnych dań. Mimowolnie przełknął ślinę na samą myśl że mógłby zjeść cokolwiek z tych przysmaków. Nie zdążył spocząć na jednym z foteli gdy drzwi się otworzyły, nie od razu rozpoznał przybysza, skrywał swoje oblicze w kapturze. Jednak z chwilą gdy się odezwał Kris nie miał wątpliwości, to Ces "łowca", jeden z lepszych zabójców na usługach Glerna.
      - Jedno pytanie...co ty do cholery wyprawiasz kris?
      Przybysz ściągnął kaptur z głowy ukazując swoje oblicze, całkowicie łysy z licznymi bliznami na twarzy, wzrok jak u orła. Czujnie wpatrywał się w niego, jednocześnie zatrzaskując drzwi, gdy się upewnił ze nikt nagle nie wejdzie nie czekając na odpowiedz wyciągnął kawałek pergaminu i rzucił Krisowi.
      -Zleceniodawca żąda by jego zlecenie było w końcu wykonane, winą obarcza całą gildie a głównie ciebie, heh siepacza Glerna ,jak widzę nieco na wyrost nadano ci ten tytuł.
      A jednak w końcu i gildia zechciała o sobie przypomnieć, mógł się domyślić że tak będzie, za długo to trwało, jednak po ostatnich wydarzeniach to i tak nie miało znaczenia. Pytanie jak odpowiedzieć temu, zdaje się,porywczemu człowiekowi ze on zrywa z tym wszystkim. I tu przypomniał sobie kolejny punkt kodeksu. "Członek gildii dożywotnio zostaje wraz z braćmi, w razie gdy ktoś porzuca gildie zostaje naznaczony piętnem i musi umrzeć". Czyli wychodziło na to ze Glern musiał dać Cesowi jasno do zrozumienia że w razie czego musi go zabić, tak traktował ich kodeks. Najgorsze że wysłano tu jednego z lepszych morderców, mówiono w gildii ze "łowca" całe dnie i noce spędza na doskonaleniu kunsztu mordowania, oznaczało to nie lada problem.
      - Język ci odjęło? Robisz durni z nas i mistrza, przynosisz wstyd całej Gidli. Czułem że nie podołasz temu zadaniu, starałem się mistrzowi jakoś wyperswadować ten pomysł że pójdziesz sam .Bo ja, w przeciwieństwie do reszty wiem że jesteś słaby, wiem też stąd i owąd że masz w planach objąć władze. Twoje niedoczekanie, zmarnowałeś  swoją szanse.
      Ces oblizał wargi i sięgnął do pasa po swój sztylet, z namaszczeniem gładząc rękojeść jednocześnie patrząc na niego. Zrobił krok do przodu i rozłożył ręce.
      - Widzisz, tak to jest jak malutki człowieczek myśli że może wszystko. Ja nie jestem tobą i mam zamiar jak najszybciej wykonać zadanie. Chciałbym ci także zakomunikować że robię to z radością gdyż nigdy za tobą nie przepadałem. Wywyższałeś się, a zapominasz że pochodzisz z rodziny pijackiej, że jesteś jak ten robak którego trzeba zgnieść butem, o tak, jesteś robakiem.
      Kris zrobił krok do tyłu i szybko chciał znaleźć jakąś broń, niech to szlag trafi, zawsze gdy był w niebezpieczeństwie nie miał się czym bronić .Może przemówi mu do rozumu, może zrozumie ze on już ma tego dość. Tak na prawdę jego śmierć nic mu nie da, po prawdzie mógłby mu nawet dać namiary na amulet...
      - Ces, wiem gdzie jest amulet. Wysłuchaj mnie na moment...
      -Nie, widzę w twoich oczach strach który dodatkowo przez ciebie przemawia. Wielką radość sprawia mi ten widok, zawsze o tym marzyłem. A amulet- wyciągnął z kieszeni mały kamień na łańcuszku-już mam, Vord....niebawem zginie, już poczyniłem odpowiednie kroki w przeciwieństwie do ciebie. Więc jak widzisz jesteś całkowicie i nieodwołalnie zbędny.
      Ces z niesamowitą prędkością rzucił się w jego stronę, Kris szybko chwycił mosiężny świecznik i sparował pierwsze uderzenie. Chwycił za nadgarstek przeciwnika, tamten szybko się okręcił wyswobadzając się z uścisku. Wykonał kilka pchnięć jednak Kris za każdym razem uskakiwał w tył, do chwili gdy pole manewru się skończyło i znalazł się pod ścianą. Ces uderzył najpierw wolną ręką a potem szybko wbił sztylet w ramie Krisa.
      Niedobrze ,pomyślał, ten agresor jest lepszy niż mógł przypuszczać, szybki i silny, i chyba lepszy od niego. Próbował wyrwać sztylet z ręki ale przeciwnik napierał nań z całych sił, uderzył kolanem i Kris zwalił się jak długi na podłogę. Otrzymał kilka silnych kopnięć ,oczy zaszły mgłą, napastnik podniósł krzesło i z całych sił uderzył nim w leżącego. Ces szybko wyciągnął linę do tej pory przytwierdzoną do pasa o oplótł nią szyje Krisa. Szybko wskoczył na stół i przerzucił za belkę pod stropem, naparł na nią podnosząc go do góry. Ten nie mógł już nic zrobić , czuł jak powietrze drastycznie się kończy, płuca wołały o choćby jeden oddech, zaczął się szarpać chociaż wiedział że to tylko pogarsza sytuacje. Łowca z radosnym wyrazem twarzy dalej trzymał linę , widać było że  wkłada wszystkie siły by w końcu powiesić rywala. W tedy rozległy się alarmujące głosy za drzwi, potem głośne pukanie.
      Kris w końcu zrezygnował z prób oswobodzenia, ciemność stopniowo nadchodziła, obrazy z przeszłości mijały jeden za drugim, tak oto śmierć nachodziła. Po chwili poczuł piekący bul pleców, i stłumione krzyki i odgłosy walki. Nie na długo...Kris zapadł w ciemność....



      Było już późno, możliwe że nawet po północy, wszyscy siedzieli na pryczach z tępym wyrazem twarzy obserwując cele. Jakąś godzinę temu ucichły wrzaski z sąsiedniej celi, zresztą jak co noc. Potem sporadycznie słychać było przechodzącego strażnika, jego kroki odbijały się echem po korytarzu, to było prawie nie do zniesienia. Vord kilkakrotnie przyłapał sie na tym ze na moment mimowolnie zamykał powieki, reszta trzymała się nie lepiej. Z kolei Mervik usiadł opierając się o drzwi i bacznie obserwował wszystko w okuł. Jednak ten stan powoli działał  Vordowi na nerwy, głupiec wymyślił sobie coś i kazał reszcie nie spać, niby co mogli by usłyszeć, to było idiotyczne. Roześmiał się w myślach, zachowywali się jak dzieci które boją się ciemności. Nagle odurzającą cisze przerwał krzyk Mervika, wszyscy poderwali się na równe nogi i spojrzeli w kierunku w którym wskazywał szaleniec. Nic tam nie było, a jednak on wpatrywał się w jeden punkt coraz histeryczniej się zachowując, wstał i zaczął rąbać w drzwi wrzeszcząc jak zarzynane zwierze.
      -Straż, straż! Coś tu jest w celi, coś tu wlazło, słyszycie?! Otwierajcie!
      Gdzieś daleko ktoś kazał mu się uciszyć, ale reszta kompanów w celi przez dziwne zachowanie Mervika była już nieźle wystraszona. Nawet Vord poczuł ciarki na plecach, dziwnie to wyglądało, głupiec zachowywał się jakby naprawdę coś widział, ale do licha, nic tam przecież nie było!
      -Mervik-uspokajającym głosem odparł Ulive-nie strasz nas, wygrałeś, udało ci się a teraz przestań....
      Tamten spojrzał na ułamek sekundy na niego potem znowu w ten sam punkt, oczy rozszerzyły mu się niewyobrażalnie. Młodzian był pewien że jeszcze trochę a te wypadły by mu z oczodołów. Mervik przestał tłuc w drzwi, klęknął mamrocąc coś pod nosem, chyba nawet płakał. Czyżby do reszty oszalał? Zwyrodnialec nie byłby w stanie tak udawać, może był pijakiem i miał zwykłe halucynacje? Jego przypuszczenia były błędne. Z niesamowitą szybkością Mervik wykręcił głowę w prawo, stał się blady jak trup, po chwili nastąpiło nieprzyjemne chrupnięcie i szaleniec padł na twarz, martwy...
      W celi zapadła cisza, nikt nie chciał się odzywać, lub tez po prostu bał się cokolwiek powiedzieć. Ulive po minucie podszedł do denata i stwierdził zgon, Heret zaczął histerycznie wrzeszczeć i wołać straż. Vordowi przez niemal nieuchwytną chwilę wydawało się że widzi w kącie przygarbioną postać... ta szybko znikła. Cholera, teraz chyba i on zaczyna szaleć.
      Ku uldze wszystkich straż zjawiła się dość szybko, po godzinie przesłuchań stwierdzili samobójstwo. Ale co właściwie się tu stało? Człowiek nie może ot tak skręcić sobie karku, na ogół samobójstwo popełnia się z dala od świadków, w ciszy. A to co tu się wydarzyło...sprawiało że włos się jeżył na głowie .Czy głupiec jednak miał racje i słyszał ubiegłej nocy te głosy, może go ostrzegały? Ale przed czym lub przed kim? Może był tak chory umysłowo że sam sobie wmawiał pewne rzeczy, ale cholera, dalej nie rozwiązane pozostało jak on umarł. Straż poszła na łatwiznę i stwierdziła zgon, z początku tylko podejrzewając morderstwo.
      Gdy zostali już w celi sami, Ulive wyciągnął spod pryczy zmarłego mały notes.
      -Pisał coś co wieczór, ja prawie zawsze usypiałem dopiero gdy przestał pisać...Myślicie że możemy sprawdzić co pisał?
      -Nie chcę wiedzieć, chcę zapomnieć o tym co tu się wydarzyło, wam proponuje to samo. Vord ty tez idź spać, wyglądasz okropnie.
      Notatnik, z jednej strony przez szacunek dla zmarłego nie powinni go czytać, z drugiej zaś strony może powie im to jakim był człowiekiem Mervik?
      -Siadaj Ulive, parę stron nie zaszkodzi, a potem spróbujmy usnąć...
      Heret odsapnął coś pod nosem i zawijając się kocem próbował usnąć. Oni otworzyli pierwszą stronę i zaczęli czytać...
      "Droga Leino, naczelnik więzienia obiecał mi  wkrótce kolejną szanse na wyjście stąd. Nie wiem czy mogę mu wierzyć, ciągle mnie okłamywał. Od dawna nie pozwalają mi na zażywanie zioła Jeberena, przez to mam wrażenie jak co dzień uchodzi ze mnie jakaś cząstka mej świadomości. Wszyscy wokół mają chyba z tego ubaw gdyż myślą że ot tak szaleje. Ale nie, ja mam silną wole i jeśli kiedykolwiek miałbym stracić rozum...odbiorę sobie życie. Nie chcę abyś mnie opłakiwała, musisz zrozumieć że ja nie chce zamienić się w roślinę, w bezrozumne zwierze jakim chcieli by mnie widzieć strażnicy. Noce są tu długie, każdej nocy marzę by  w końcu mnie wypuścili."
      "Minęły dwa lata, mam nadzieje że listy do ciebie o ukochana dotarły. Coś jest nie tak, zaczynam czasem gadać do ścian, szczury wyglądają jak by mnie rozumiały. Głowa mnie boli coraz częściej, zupełnie jak przed chorobą, tylko że w tedy miałem lek. Naczelnik dalej mnie zbywa, podobno odnaleziono prawdziwego morderce, czyli jestem niewinny, dlaczego zwlekają aby mnie wypościć? Jak tam moje dzieci, Bula i Agalla, są zdrowi, szybko rosną? Słyszę głosy w mojej głowie, teraz prawie co noc, czasami nawet tuż za drzwiami ktoś gada, nie ma to żadnego sensu, sam nie wiem co robić. Wczoraj o mało nie pobiłem na śmierć towarzysza celi, przecież to do mnie nie podobne...nigdy nikogo nie skrzywdziłem, proszę Leino, odwiedź mnie jak najszybciej bo czuje że już niebawem źle ze mną będzie, błagam."
      Vord szybko zamknął pamiętnik, zdał sobie sprawę że ten człowiek był normalny jak każdy, to otoczenie i ludzie uczyniły  z niego potwora . Gdyby wcześniej wiedział...Po raz kolejny dotarło do niego że świat jest naprawdę wredny, a człowiek człowiekowi wilkiem. Ulive wzruszył ramionami i nic nie mówiąc położył się na pryczy, nie spał, wpatrywał się  w sufit. Na każdym ostatnie wydarzenie odcisnęło swoje piętno, Heret mamrotał przez sen wiercąc się okropnie. A on? Czy mógł zasnąć? Tak na prawdę ta historia Mervika nie różniła się od jego własnej. Świat tak samo brutalnie z nim postąpił, ciągle stawiając na jego drodze ludzi do cna wrednych i fałszywych. Rozdzielono go z ukochaną, nawet nie wiadomo co się teraz działo z Seleną. Czy była bezpieczna w Halmar, czy wuj dołożył wszelkich możliwych starań aby ją chronić?
      Starzy ludzie mówili że dawniej gdy człowiek tracił nadzieję zwracał się o pomoc do boga, czymkolwiek on był. Vord tak na prawdę nigdy nie miał okazji usłyszeć co mieli na myśli, co to słowo oznaczało ,czy był to jakiś władca obdarzony ogromnymi możliwościami, siedzący w górskiej fortecy, decydujący o losach całej krainy? Czy może był to jakiś krąg ludzi działających skrycie, i pomagali tylko upatrzonym sobie wcześniej ludziom? To było nie do odgadnięcia, więc nawet nie było sensu prosić kogoś o pomoc gdy nie było wiadomo kim ten ktoś jest. Bo niby jak? W zamkniętej celi, nagle pojawi się i uratuje go, sprowadzi Selenę do niego i przeniesie w bezpieczne miejsce? To było tak absurdalne że Vord omało się nie roześmiał, a to w obecnej sytuacji źle by wyglądało. Tak więc dawne wierzenia niech idą spać, on zrobi to samo, a rano może wymyśli coś bardziej namacalnego.

      Obudził się późno, miał całą noc koszmary które do teraz przewijały mu się w głowie. Nad nim stał Ulive, nieco zmieszany i roztrzęsiony.
      -Nie chciałem cie budzić Vord, mamy nowego w celi, chyba niedoszły samobójca, widziałem ślady na jego szyi, na pewno od pętli...
      Tego tylko brakowało, teraz przysłali im człowieka o skłonnościach samobójczych, teraz na pewno nie będzie mógł zasnąć. Świadomość że mógłby w nocy coś sobie zrobić...
      Wstał i podszedł do śpiącego nowego towarzysza celi. Omal nie krzyknął ze strachu, to był zabójca z obozu. Nie trudno było nie zgadnąć , jego twarz rozpoznał by wszędzie, wszak chciał go zabić.
      -Co jest Vord-wyszeptał Heret-wyglądasz jakbyś ducha zobaczył.
      Zaraz to on może być tylko duchem, pomyślał. Co on tu robił, czyżby jakimś sposobem dostał się tu udając więźnia? Nie zdążył sobie odpowiedzieć gdy zabójca otwarł nagle oczy i spojrzał mu prosto w oczy, jednak wbrew obawom nie rzucił mu się od razu do gardła tylko spokojnie powiedział masując się po szyi.
      -Nie martw się, nic ci nie zrobię, za to zrozumie jak mnie teraz zabijesz, masz szanse po temu...
      Vord teraz był zdumiony, czy wszystko wokół do reszty powariowało? Za każdym razem gdy już myślał że coś wie czy rozumie równie szybko okazywało się że jest w błędzie. W co on grał, jeszcze nie tak dawno pałał nienawiścią, chęcią odebrania mu amuletu oraz życia. A teraz jak gdyby nic mówi że już nie chce go zabić. Chyba że był naprawdę wykończony i wiedział ze nie ma sił aby cokolwiek zrobić, te ślady? Czyżby chciał się powiesić po tym jak nie udało mu się odebrać amuletu, jakiś swoisty rytuał zabójcy? Leżał teraz na pryczy przypominając konającego człowieka, blady na twarzy, prawe ramie zabandażowane, pierś owinięta przekrwionymi szmatami. Siwa szyja w licznych miejscach przekrwiona. Patrzył na niego oczami teraz już nie pełnymi nienawiści i mordu lecz oczami kogoś kto gotowy jest na śmierć. Przypominał mu teraz obraz kalekiego weterana który wieczorami pije sam ze sobą wpatrzony w kufel piwa, beznamiętnie spoglądający od czasu do czasu po otoczeniu. Nie, on nie mógł udawać, z drugiej zaś strony już raz pomylił się co do Mervika. Więc dlaczegóż by miał się  i teraz nie pomylić, to był zabójca, a oni wszyscy potrafili oprócz zabijania , świetnie kłamać. Więc może rozsądnie byłoby go zabic od razu dopóki ma ku temu okazje, miałby jeden problem z głowy, nie ryzykowałby że którejś nocy otrzyma śmiertelny cios. Ale czy to było ludzkie, zabić bezbronnego, ot tak go zamordować. Stałby się taką sama bestią bez serca, jak to mówią lezącego się nie kopie . Miast tego wyciąga się ku niemu rękę i daje szanse. Pytanie czy jego miłosierdzie wkrótce nie obróci się przeciw niemu, bo jeśli zabójca w końcu wydobrzeje czy nie postanowi na nowo zaatakować. Czy on posiada jakikolwiek honor i z wdzięczności za darowanie mu życia po prostu go zostawi. Z takimi nigdy nic nie wiadomo, czuł ze jakkolwiek nie wybierze to i tak będzie to zły wybór. Wolał jednak do końca wyjśc z tego z twarzą, a czy będzie potem żałować?  No cóż i tak wiele rzeczy do teraz żałuje, jedna więcej nie zrobi mu różnicy.
    CDN...(Limit znaków;/ )
      
    « Ostatnia zmiana: Grudnia 21, 2011, 19:54:45 wysłana przez Aldred »
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #46 dnia: Grudnia 21, 2011, 14:52:43 »
    Cdn...
       -Nie jestem tobą, nie tknę cie, ale mam nadzieję że dobrze robię, a jeśli zechcesz wbić mi nóż w plecy...zrób to szybko.
      Heret chyba teraz skojarzył że oto leżący przed nim mężczyzna jest mordercą lub kimś równie groźnym. Błyskawicznie wskoczył pod prycze i wyciągną miskę, podbiegł do leżącego i wykonał zamach.
      -Co ty robisz?-wykrzyczał Vord-zabijesz rannego?
      -To jakiś pieprzony zwyrodnialec, lepiej jak go teraz zabijmy. Uwierz wolę go zabic niz ryzykować że w nocy to on mnie ukatrupi. Nie baw się  w miłosiernego zakichanego rycerza!
      Między nich wepchnął się Ulive, spojrzał na zabójce potem na resztę.
      -Panowie, służyłem kiedyś u pewnego kapitana najemników, Jorgen Velmon się zwał. Był czasami nie do zniesienia ale miał, pewną piękną zasadę. Gdy pokonał wroga i wyłapał rannych to darował im życie, zawsze większość z pokonanych z wdzięczności zasilała jego szeregi. Po upływie miesiąca w ten sposób miał pod sobą setkę ludzi. Ja myślę że powinniśmy tak samo jak Jorgen darować mu życie, cokolwiek uczynił.
      -Ulive-niemal krzycząc odparł Heret-A czyż ten twój kapitan czasem nie zgiął w nocy zasztyletowany przez kilku...zbawionych??
      -Tak, racja ale to było coś więcej niż zwykła chęć zabicia go. Byłem tam i wiem co w tedy zaszło, nie tobie oceniać .
      Heret zamachnął się ponownie i w tedy Vord szybkim ciosem z pięści powalił go na podłogę. Tamten nic nie mówiąc powoli wstał, niepewny czy ma się spodziewać kolejnego ataku. Ostrożnie położył miske na podłodze i usiadł na pryczy, ukrył twarz w dłoniach i cicho załkał. Szklistymi oczami spojrzał na nich.
      -Przepraszam...macie racje, to byłoby zwykłe morderstwo.Ale zrozumcie, człowiek w takim miejscu stara się na ile to możliwe przeżyć. Nie wiem co we mnie wstąpiło, przepraszam.
      Zabujca usiadł z trudem i skinął głową na znak że rozumie lub zgadza się z ich nastawieniem.
      -Dziękuje wam, dajcie mi dzień...góra dwa i uciekamy stąd, mam plan.
      Tak, on ma plan, na pewno to jest proste na tyle że oni sami na to nie wpadli. Zapewne wystarczy zwabić strażnika, otworzyć kluczem zamek, zabić wszystkich po drodze i wolność. Niech go diabli! Przecież nie ma szans aby można było stąd uciec, nawet jeśli jakimś cudem wyjdą z lochów to jak uciekną z cytadeli? Vord darował sobie nawet zgryźliwą docinke na ten temat, wrócił do czytania notatnika Mervika . Heret dalej siedział cicho, jakby myślał że milcząc odkupi swoją chęć zamordowania zabójcy. Patrząc na niego robiło się na zmianie żal tego człowieka jak i rodziła się chęć uderzenia go żeby wreszcie wziął się w garść. Ulive był jego całkowitym odbiciem, zdaje się że coś w myślach układał. Był zamyślony, błądził palcem po podłodze, coś liczył. No cóż, każdy coś ma do roboty, Vord zaczął czytać od czasu do czasu przerywał by zerknąć na zabójce. Jak na razie leżał spokojnie, oby jak najdłużej...

    ******
    Nic mnie tak nie irytuje jak komunikat że przekroczyłem limit znaków w poście. Przepraszam więc za post pod postem.Inaczej się nie dało;/
    Ten rozdział a właściwie jego kontynuacja przyznam szczerze powstawała długo i w "bólach". Czasem mam dzień(lub kilka z rzędu) że nie potrafię nic napisać.Po prostu jakbym nagle stracił cały zarys fabuły i wenę. Motywacja także jakoś coraz częściej mnie opuszcza, nie będę pisał jakie to czynniki na to wpływają. Trzyma mnie tylko to że czytacie dalej,a jeśli długo nie wstawiam kolejnej części znaczy to nie mniej nie więcej że nie mam weny. Raz prawie  porzuciłem opowiadanie, no ale jakoś dalej piszę.
    Ciekawe kiedy doczekam się kogoś kto napisze lepsze opowiadanie(a wielu jest takich na forum) , da mi to trochę oddechu, no nic koniec nudzenia. Ale jako autor mam chyba święte prawo na narzekanie co nie?;)
    Co do kilku propozycji na pw...nie chcę nikogo z Was obciążać robotą. Przerazilibyście się jak to wygląda na "brudno".Ale dziękuje za chęć pomocy;)
    « Ostatnia zmiana: Grudnia 21, 2011, 19:51:15 wysłana przez Aldred »
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline jurdas

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 680
    • Piwa: 31
    • Płeć: Mężczyzna
    • PE_giermek_Jurdas
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #47 dnia: Grudnia 21, 2011, 19:20:10 »
    Aldred, można spróbować to zekranizować? :)

    Pytam poważnie^^
    [wycięte z banlisty]blackhawk (13.08.2012) - prowokacje- zakaz pisania do odwołania. //sir Luca

    Offline Shary

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 108
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    • ,,Ch*j wam w pięty dla zachęty'' Elrond, przeróbka
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #48 dnia: Grudnia 21, 2011, 20:18:53 »
    Świetnie ci to wychodzi, pisz dalej. Jak będziesz potrzebował oddechu, po prostu idź, odpocznij, lecz nie każ nam czekać dłużej :)
    Highway To Hell (AC/DC)http://www.youtube.com/watch?v=bNlNZ2T9EeY&ob=av2e

    ,,Łatwiej znaleźć ludzi gotowych na śmierć niż takich, którzy cierpliwie zniosą ból" -Juliusz Cezar

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #49 dnia: Stycznia 10, 2012, 15:45:23 »
    Rozdział 13.

      -Widziałem panie, wielki okręt, ale przez tą mgłę zupełnie teraz go nie widać.
      Lord Aleric opatulił się szczelniej grubym płaszczem, śnieg sypał od wczoraj i nic nie zapowiadało aby miał przestać. Pogoda pogorszyła się momentalnie i nad wyraz dziwnie. Jeszcze nie tak dawno było ciepło a tu taka niemiła niespodzianka. Został wezwany przez patrol morski, z początku wszyscy myśleli że to kolejny najazd morskich grabieżców, lub inaczej tu zwanych Jeskingów. Jednak to chyba nie oni, zwiadowcy klęli się że to nie spotykany wcześniej okręt płynął w stronę wybrzeża. Jak na razie nie widział go, dziwne że pojawił się wraz z tą mgłą, splunął i potarł po raz kolejny zmarznięte ręce.
      -Nic nie widzę, i nie wydaje mi się żebyśmy cokolwiek mieli teraz ujrzeć. Może to tylko jakiś nowy kupiecki statek, ostatnio swadianie ponoć wodowali nowy okręt, może mają próbny rejs.
      Schorowany i pryszczaty zwiadowca pokiwał przecząco głową.
      -To nie ich statek panie, zanim mgła spowiła wszystko widzieliśmy wielki statek bez bandery ,poza tym swadianie nie budują tak wielkich okrętów.
      -To może...-wtrącił się Vordemor, do tej pory niemal podskakiwał w miejscu i trząsł się przywodząc na myśl drzewo targane przez wichurę-...jakiś statek łupieżców? Wiem że zazwyczaj płyną tymi długimi...długimi...
      -Czukharmi-dokończył zwiadowca.
      -Tak, właśnie,może teraz postanowili wybudować coś większego, wyślijmy tu odział nadbrzeżny i wracajmy do pracy Alericu,  Turegor pewnie nas oczekuje...
      Aleric popatrzył na wszystkich i pokiwał twierdząco głową.
      -Dobry pomysł, nic nie uradzimy, przysłać tu nadbrzeżnych, my wracamy.


      Ognisko znowu przygasało, przeklęty śnieg gasił do cna każdy mały płomyk, z sosny nad ich głowami coraz częściej spadały grudy śniegu.
      -Zasrana zima, nigdy jak żyje nie widziałem żeby tak nagle pogoda się zepsuła, no panie baronie, co z tym ogniskiem?
      Niech go szlag, pomyślał Plais, wielki przywódca najemników a ciągle wymagał cudu, przecież nie ma szans aby wykrzesać teraz choćby iskrę, no ale przecież o to mu chodziło nieprawdaż? Każe mu zrobić coś niemożliwego tylko po to by go po chwili wyśmiać...i tak od kilku dni. Do Yalen zostało jakieś kilkanaście mil, więc nie lepiej byłoby iść cały czas?
      Gdyby tylko miał okazje w nocy uciec, gdyby tylko wymyslił jakikolwiek plan. Im bliżej byli miasta Rhodoków tym bardziej Plais zaczynał być coraz bardziej zdenerwowany. Jego marzenia co do spotkania swadian okazały się marzeniami nie do spełnienia. Do tej pory oprócz grupy saren nie spotkali ani jednej żywej duszy. Oboje najemnych stwierdziło ze mają ogromne szczęście że nikogo nie napotkali. No tak, bo wybrali jedną z gorszych dróg, przez las, jakimi idiotami są. Kto na taki czas, mroźny i nieprzyjemny wybiera drogę przez dzicz? Chyba tylko desperaci i głupcy ,a on, wielki baron został zmuszony by im towarzyszyć. Po cichu miał nadzieję że po prostu jego obecność dodaje im animuszu. W końcu to on z nich wszystkich coś znaczył w tym świecie.
      Spojrzał ukradkiem na starszego z nich dwóch, jak mu było? Lime? A, Livmer, widać było po nim jak ta wędrówka go pomału zabija. Siedział owinięty kocem , wpatrzony w niebo częściowo ukrytym przez korony drzew. Jeśli tylko udało by mu się jakoś przekabacić tego człowieka...może on także nie ma ochoty na ta akcje. Wszak młodzieniaszkiem nie jest, zapewne wolałby teraz siedzieć w cieple, mimo że to i tak łachudra jak i jego towarzysz.
      Gdy Hreth ruszył w las, w sobie znanym celu Plais przysiadł się obok Livmera. Ten spojrzał na niego czujnie ale nie odezwał się ani jednym słowem.
      -Ekhem...zimno jak diabli, ile bym dał za kufel ciepłego piwa i ciepłe łóżko, a ty?
      Chyba działa, pomyślał,tamten nieznacznie się uśmiechnął i przytaknął głową. Coraz częściej targały nim drgawki z zimna. O tak, jeśli tylko dobrze mu nagadać, a to będzie łatwe to wkrótce Hreth zostanie sam. Chyba że udało by im się go w nocy zabić? O ile starszy człowiek ma sam małe szanse na to o tyle z jego pomocą może się udać. Piękny i cudowny plan, z małym problemem, jak dotrą spowrotem obarczeni tą skrzynią złota? Karawany wątpliwe by na taką pogodę jeździły, a i jeśli by nawet to przecież trwa wojna, tylko desperaci zaryzykują swój majątek z nadzieją zarobku.
      -Mam trochę gorzałki, łyka ci nie poskąpię.
      Livmer wyciągnął flaszkę i podał ją baronowi, ten na moment się zastanowił. A co jeśli to trucizna? Nie to raczej niemożliwe, co by im z tego przyszło, a nawet jeśli ,to chociaż na moment będzie mu ciepło. Gdy palący płyn zaczął rozgrzewać barona za drzewa wyszedł Hreth, trzymał zawadiacko splamiony krwią miecz.
      -Vaegirski odział zwiadowczy się kręci w pobliżu, szczęściem ubiłem jednego który mnie zoczył. Livmer i paniulek, zbieramy się stąd, trzeba ich zgubić. Zanosi się na to że będzie sypać coraz mocniej, więc mamy szanse.
      Bez chwili zwłoki chwycili za skrzynię i ruszyli najszybciej jak sie dało w głąb lasu. Śnieg zacinał coraz mocniej, mimo tego że korony drzew nadal były porośnięte lisicami, zamieć niemal przysłaniała widok. Grube płaty śniegu wdzierały się do oczu, wpadały za kołnierz, obok jakaś gałąź niewytrzymała i ułamała się posyłając w dół masy puchu.
      Plais dyszał ciężko, tempo jakie obrali było na dobrą chwile ,wkrótce w takim tempie stracą siły. Przeklęty Hreth, czy on nie myśli?
      -Nie sądzisz ze powinniśmy nieco zwolnic??
      Najemnik tylko przyspieszył wspinając się pod niewielką górę, nie odwracając się odpowiedział.
      -Jeśli chcesz aby Vaegirowie nam mieczami za to podziękowali to jak najbardziej. Zamknij sie i przebieraj nogami szybciej.
      Livmer stracił nagle grunt pod stopami i runął w dół koziołkując kilkakrotnie. Hreth i Plais popatrzyli po sobie, ten pierwszy błyskawicznie zjechał w dół po towarzysza. W końcu! Teraz miał szanse uciec, zostawiając ich dwóch na pastwę wroga, oni opóźnią pościg a w tym czasie on będzie bezpieczny. A skrzynia? Niech ja szlag, znajdzie inny sposób na dorobienie się podobnej jeśli nie większej kwoty.
      Ruszył przed siebie ignorując groźby rzucane za jego plecami. To ich problem że dali się tak łatwo wymanewrować. Gdy przebiegł wystarczająco wiele by mieć pewność że jest poza ich zasięgiem, przystanął. Śnieg nadal sypał, sięgał po kostki i był bardzo zimny. Baron nie lubił takiej pogody, po prawdzie nigdy na taką nie wychodził z przytulnego zamku. Sypialnia z młodymi służkami była nader lepszą możliwością. Nagle za nim wyłapał jakieś poruszenie i kształt ledwie do określenia w taką wichurę. Cholera to pewnie najemnicy dalej uparcie kontynuowali pościg. Z wielkim oporem i bólem płuc ruszył biegiem dalej przed siebie. Z tego co się orientował, ten las nie był wielki, gdy go przetnie powinien znaleźć jakiś fort lub zajazd . Oby szybko bo nie czuł nosa, palców i do cholery...było mu zimno!


      -Dobra a teraz starajmy się nie marnować strzał, strzelajcie jak będziecie pewni że zabijecie.
      Wysoki mężczyzna z kruczoczarnymi włosami i podniszczonej zbroi wędrował między swadiańskimi żołnierzami. Obok niego szła kobieta w poplamionej krwią skórzanej zbroi, w lewej ręce trzymała łuk. Oboje ciężko dyszeli i nerwowo spoglądali poza prymitywne barykady. To wzgórze było świetnym punktem strategicznym a nade wszystko zapewniało obrońcą dobrą ochronę. Kilka mil dalej dostrzec można było zniszczony obóz armii Harlausa, teraz targane zawieruchą niegdyś dumne proporce dyndały na dawnych szańcach. Mimo szalejącego śniegu padlinożerne ptaki szybowały nad obozem jak wilki wokół sarny. Dla obrońców obecnego obozu ten widok sprawiał że morale mimo tego że niskie ciągle spadało.
      Naprędce zbudowano z okolicznych drzew ostrokół a w kilku miejscach przerwę w palisadzie zabarykadowano wozami. Po środku trzy namioty uginały się pod silnym wiatrem, ze środka dochodziły jęki rannych i umierających. Obok jednego namiotu wbito drewniany kołek do którego przywiązano kilka koni. Tylko jeden z nich nadawał się obecnie do walki , należał do rycerza Ferhima Von Garbandery. .Ten mimo tego że stracił nogę nikomu nie pozwalał go tknąć. Jak na razie nikt nie śmiał kwestionować woli rycerza. Gdy armia poszła w rozsypkę tylko mała grupa ludzi uciekła przez moczary, reszta kierowała się w stronę swadii, chociaż mówiono że król zbiera rozbitych ludzi pod jakąś wioską. Oni byli jednak w potrzasku, rhodokowie przeprowadzili parę ataków jak do tej pory nie skutecznych, szczęściem że główna armia wroga ruszyła za Harlausem a nie za marną garstką niedobitków. Wczorajszej nocy nastroje znacznie się pogorszyły, w sukurs bezradnych poddanym Gravetha przyszedł odział Vaegirów. Ich strzelcy mieli renomę najlepszych strzelców w carladii, co też kilku ludzi przekonało się za bardzo wychylając się za ostrokołu.
      -Kerwin!
      Barczysty sierżant z bandażem na głowie szedł szybko niosąc jakiś kuferek. Przystanął w połowie drogi opróżnił głośno nozdrza i ruszył szybciej , chyba na przekór wiatrowi który wiał mu prosto w twarz.
      -Baron Devlain otrzymał zbyt solidny cios w głowę, prawdopodobnie umrze dziś...lub jutro.W każdym razie, w tej skrzyni są wszelkie rozkazy oraz wytyczne.
      -I co z tego?
      -To że od tej pory pełnoprawnie dowodzisz nad regimentem, ja szczerze powiedziawszy nie potrafię dowodzić. Wiesz...bogata rodzina...Mamy trzydziestu ludzi, około dziesiątka potrafi strzelać. Rannych mamy raz tyle.
      Oboje najemnicy popatrzyli po sobie, kobieta usiadła ciężko na skrzyni, Kewrin rozejrzał się wokół. Cóż on mógł zdziałać, mieli za mało ludzi, prawie żadnych dobrych szermierzy. Wyglądało to na desperacką próbę zawierzenia życia jednemu najemnikowi. Chyba że swadianie w obliczu pewnej śmierci działali dość...nieradykalnie? Nim zdołał cokolwiek odpowiedzieć jeden z wartowników krzyknął.
      -Idą!!
      Bez słów obrońcy ruszyli obsadzić barykady, wiedzieli o co chodzi, każdy wiedział. Muszą znowu zabić dostatecznie wielu atakujących aby w końcu się wycofali. Wiedzieli też jedno, nie walczą za swadie czy króla, walczą o życie...


      Wszyscy siedzieli w milczeniu, w celi cicho brzmiał tylko jeden głos. Od czasu do czasu nagle się urywał gdy za drzwiami ktoś przechodził, sporadycznie grasujące szczury rozpraszały słuchaczy.
      - Myślę-kontynuował Kris-że każdy z was pojął o co mi chodzi i czego wymagam. Plan nie jest szczególnie trudny ale i nie jest łatwy. Więc niech każdy z was weźmie sobie do serca to co mówiłem.
      Vord siedział w milczeniu, do tej pory nie przerywał, ale miał wiele wątpliwości co do szans zrealizowania planu.
      - Załóżmy że jakimś cudem dostaniemy się do głównych drzwi, co z resztą straży, na pewno obok wyjścia maja stróżówkę.
      -Tak maja,gdy mnie prowadzili widziałem dwoje strazników,nad nimi wisi klucz do naszego sukcesu.
      Heret drapiąc się po głowie cicho narzekał i rzucał inwektywami. Ulive popatrzył na niego jak na szaleńca, swoją drogą widać było że rudzielec źle znosi pobyt w zamknięciu. Był z nich wszystkich najbardziej podłamany, co za tym szło także najmniej skory do czegokolwiek.
      -Co cie tak bawi?-zabójca bystrymi oczami spojrzał tamtemu prosto w oczy, z wyrazem twarzy mówiącej "nie sprzeciwiaj się".
      -Otworzymy niby drzwi tym kluczem, to jeszcze jest zrozumiałe i jasne-odsapnął Heret- ale zastanawia mnie jak masz zamiar uciec z cytadeli. Myślisz że nawet przebranie się za straż coś da? Na zewnątrz rhodoków jak mrówek.
      No tak, miał racje,nic im nie przyjdzie z wyjścia z lochów. Ich droga ucieczka kończyła się niemal w tym samym punkcie co zaczynała. Plan zabójcy jednak był bezsensu, tylko tyle mógł wymyślić? Lepiej jakby zupełnie zamknął się i nic nie mówił, taki plan skazałby ich wszystkich na śmierć .Lepiej jednak siedzieć dalej i mieć nadzieję że ktoś w końcu się po nich zgłosi, w między czasie może naprawdę znajdzie się inna droga ucieczki. Vord nie chciał ryzykować życiem w tak beznadziejnej sytuacji, za wiele miał do stracenia. Gdzieś nad nimi był jego medalion, nie chciał go ot tak zostawić, nie tą rzecz.
      Kris zaśmiał się cicho, popatrzył po wszystkich .Po chwili znowu wybuchł śmiechem, oczy zaszły mu łzami, w końcu- ku uldze reszty- przestał.
      -Na prawdę myślicie że jestem takim idiotą i umyślnie dam się zabić? Trochę więcej wiary, to klucz nie od głównych wrót, otwiera inne przejście. Zaufajcie mi i wpierw zdobądźmy go, zgoda?
      Nastąpiła cisza, czy to z czystego zaskoczenia nagłym zwrotem planu czy też po prostu wszystkim głupio sie zrobiło. Nie mniej jednak dalej było trochę niejasności, nadal ten plan nie był iście precyzyjny. Kris jakby potrafił czytać w myślach od razu nie czekając na odpowiedz rzekł.
      -Nie martwcie się, gdy tylko użyjemy klucza, droga ku wolności to tylko czysta formalność. Nie możemy tu gnić, zastanawiać się czy warto, czyż wolność nie jest warta każdego poświęcenia ? Nic nie mamy do stracenia, uwierzcie.
      Nagle za drzwiami celi rozległy się ciężkie kroki, słychać było przekręcany kluczem zamek, i znajomy głos.
      -Wszyscy pod ścianę, oprócz Vorda, i bez żadnych sztuczek bo posmakujecie bełtów!
      Tak, to był na pewno głos strażnika który obiecał mu kare zaraz po tym jak mocowali się w klatce. Przeklęty zawistny człowiek, jednak to nie były puste słowa, i on naprawdę chciał zemsty. Ale do licha niby za co? Że nie chciał po prostu aby zamordowano człowieka? Jakim on był człowiekiem że chował urazę za coś tak głupiego, najwidoczniej zdeterminowanym.
      Cały plan był teraz poważnie zagrożony, zapewne wezmą go na tortury. Zabójca z resztą może dalej spróbują uciec, zostawiając go na pewne katusze. Po raz kolejny uzmysłowił sobie jak świat mu nie sprzyja, ciągle nowe kłopoty. Te myśli szybko zastąpiły inne, uczucie bezradności i strachu. Pewność że niebawem jego ciało stanie się jednym wielkim kłębkiem bólu. Już oczyma wyobraźni widział rozgrzane pręty, liczne tasaki i inne narzędzia tortur ,buty Garsandy...Widział jak każdy kolejny dzień spędzi w bólu i samotności, jak z każdym dniem straci wolę życia. Wiedział że zacznie w końcu błagać o litość, oprawcy zapewne jej nie okażą. Będą czerpać z tego jeszcze większą przyjemność. Ile wytrzyma? Dzień, dwa, w ekstremalnym przypadku parę dni. Potem albo go w końcu zabiją lub sam umrze od zadanych ran. Albo jeszcze gorzej zostawią go w końcu, okaleczonego, z pęcherzami ropy, z połamanymi członkami. Będą napawać się tym widokiem, będzie jak skopany pies. Nie chciał takiej śmierci, bał się jej, kiedyś musi umrzeć ale nie w taki sposób. Nie chciał być poddany torturom, każdy człowiek nie chciałby .Dogadanie się z nimi nie miało sensu, chociaż zapewne i tak w przypływie paniki będzie próbował. Może kat okaże więcej współczucia i nie będzie dość bezwzględny i okaże mu litość nie czyniąc mu za wiele cierpienia. Albo zabije go na miejscu nie chcąc w ten sposób dręczyć drugiego człowieka. Ale to był kat, w ten sposób zarabiał, ktoś płacił a on torturował. Nie ważne kogo i jak, nie ważne za co. Ważne że dostawał za to denary, los skazanego obchodził go tyle co nic. Bo niby dlaczego miałby się przejmować kimś dzięki komu zarobi trochę sztuk złota.
      Do środka niemal wpadli strażnicy ,trójka hardo wyglądających żołdaków. Za nimi stał owy strażnik, z wyrazem zadowolenia na twarzy patrzył na niego. Z kpiną w głosie sapnął.
      - Dzień dobry Vordzie, chyba obiecałem ci kiedyś gościnę, nieprawdaż ? Brać go!
      Dwójka strażników podeszła w jego stronę, jeden dzierżył okutą żelazem pałkę, żaden nie ukrywał wyrazu zadowolenia . Napawali się widokiem przerażonego więźnia. Wtem jeden zwalił się na ziemię tracąc przy tym zęby, kolejny nie zdążył zareagować gdy ostry kawałek miski wbił mu się w gardło. Pozostała dwójka szybko rzuciła się na więźniów ,ostatni z nich miał gotową do wystrzelenia kusze, wystrzelił trafiając w pierś Hereta. Vord z furią podbiegł błyskawicznie do niego, wyrwał kusze z rąk strażnika i rąbnął nią w jego głowę, wkładając w cios jak najwięcej siły. Tamten przyklęknął niemal gdy otrzymał cios, Vord ciosem z kolana w twarz rozłożył rywala na posadce.
      Spojrzał za siebie, reszta strażników był martwa, zabójca bez słów wskazał na konającego Hereta, Był blady i oddychał płytko. Bełt trafił obok serca, lniana koszula przybrała purpurowy kolor. Gdy Ulive wraz z Krisem podeszli do drzwi by zobaczyć czy hałas nie zaciekawił straży, Vord przyklęknął przy umierającym. Nie mógł wykrztusić żadnego słowa, nie potrafił, nie miał teraz do powiedzenia czegokolwiek co pokrzepiło by Hereta. Ten chwycił go mocno z rękę, ledwie słyszalnie wyszeptał.
      - Heh, jednak plan się udał...cieszę się że jednak zrobiłem cokolwiek co się przysłuży wam...Zanim odejdę z tego świata, nie dajcie się złapać tym sukinkotom...
      Vord już miał mu odrzec gdy ten w spazmach śmierci rozszerzył oczy i wpatrywał się w jeden punkt na suficie.
      -Widzę go...to nie człowiek...idzie tu...mówi że po wszystkich przyjdzie...ma Vordzie twoją...twoją...
      Heret odchylił głowę i...umarł. Co chciał mu powiedzieć, co to znaczyło. Kto szedł po niego, co miał na myśli mówiąc coś o jego własności. Czyż nie chodziło mu o medalion?
      -Vord - syknął cicho Kris-czysto, musimy iść,już.
      Przymknął powieki zmarłego i ruszył cicho za resztą, po drodze mijali liczne cele, jak na razie nikt ich nie zauważył. Nie napotkali straży, szło więc dobrze. Do czasu gdy z jednej z cel rozległo się głośne wołanie.
      - Straż,straż!!! Uciekinierzy, uciekli z celi!
      Zabójca uderzył butem w drzwi, powalając stojącego za nimi krzyczącego więźnia i dodał.
      -Biegiem, szybko do stróżówki.
      Gdzieś za nimi rozległy się alarmujące głosy, straż chyba zaczęła się ciekawić tymi wrzaskami. Korytarz był długi, w końcu  dostrzec można było główne wrota do lochów prowadzące na zewnątrz, po prawej otwarte drzwi, zapewne stróżówka. Pierwszy wyszedł gruby wąsaty strażnik ,nie zdążył nic powiedzieć gdy oberwał rzuconą pałką w twarz. W biegu zabójca podniósł ją  i rozłożył drugiego, o dziwo chyba tylko go ogłuszył. Oboje strażników leżało bez przytomności, szybko, wręcz panicznie zaczęli szukać klucza. Ulive stał w wejściu i wypatrywał.
      -Cholernicy, nie ma klucza, niemożliwe!-z paniką w głosie odparł Kris.
      -No nie, mówiłeś że tu winien być, uratowałeś mnie przed katem tylko po to by niebawem znowu go przywitać?
      Nic nie odparł, przeszukali biurko, szafę,nic nie było, przynajmniej żadnego klucza. Z bezradnością zebrali wszystko co nadawało się do walki, obok na stojakach stały uniformy straży. Przyodziali je ,czas leciał, nie tylko on . Coraz głośniejsze stawały się okrzyki gwardzistów, byli coraz bliżej, niemal czuć było smród wypitego przez nich alkoholu...byli w pułapce...

    CDN...

      
    « Ostatnia zmiana: Stycznia 11, 2012, 11:12:02 wysłana przez Aldred »
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #50 dnia: Stycznia 11, 2012, 11:02:56 »

    CDN.Rozdziału 13.


      - Wypełzły nocą, wielkie ohydne bestie, ni to niedźwiedź, ni to mara, koszmar powiadam wam, słuchajcie mnie wy zapici głupcy!
      Siwiejący mężczyzna z niemałym zarostem i z bielmem na oku stał na jednym ze stołów w zajeździe. Wokół tłum ludzi wcale nie zwracał na niego uwagi, nikt nie chciał, woleli pić i grac w kości. Kilku od czasu do czasu przysłuchiwało się, inni rzucali docinki w stronę krzykacza. Tego wieczoru zajazd pękał w szwach, pełno w nim było podróżnych których zamieć powstrzymała od dalszej wędrówki. Przy kontuarze kilku zbrojnych z insygniami swadii popijało wino. Przy wielkim kominie grzała się grupa pielgrzymów i ich tragarzy. Mimo gwary rozmów, czasem wybuchu śmiechu, panowała przytłaczająca atmosfera, wręcz ciężka do zniesienia. Barman nalewał piwo omiatając sale mętnymi oczami, zarabiał na zamieci, mimo to wyglądał jakby chciał rzucić to wszystko precz. Przy wejściu dwoje ochroniarzy paliło fajki dębiny, dym leniwie unosił się do góry by ostatecznie zatrzymać się tuż pod sufitem. Nad salą ogromny świecznik okalał pomieszczenie łagodnym blaskiem świec, wosk oblepiał żeliwo, kapał na podłogę poniżej.
      - Nikt nie reaguje? Wolicie dalej to ciągnąc, udawać że nic się nie dzieje? To nie wojna zżera Carladie, nie królowie ziem, to coś gorszego!
      Barman skinął na ochroniarza, łysego i postawnego człowieka, ten podał fajkę koledze i joł się powoli przedzierać przez tłum, szło mu ciężko, gawiedź szczelnie wypełniała sale. Nikt nie miał ochoty ustępować miejsca, nikt nie miał zamiaru. Gdzieś rozległ się brzęk rozbitego kufla, potem krzyk i odgłosy bójki, drugi ochroniarz niemrawo poszedł w tamtym kierunku. Ze środka sali rozległy się głosy protestu, chciano by wreszcie się uciszyli. Nie chcieli by zakłócano ich pobyt w zajeździe. Pijak przy kontuarze upadł, nikt na to nie zwrócił uwagi. Zbrojni obok dalej pili, całkowicie ignorując leżącego obok człowieka.
      - Ludzie, musimy się zmienić, przestać walczyć ze sobą jako te wilki o sarnę. W pojedynkę nie mamy szans, razem możemy wiele, musimy zjednoczyć Carladie dopóki jest czas! Zaklinam was!
      Łysy ochroniarz wreszcie dopadł do krzykacza, bezceremonialnie wytargał go ze stołu, ignorując desperackie kopniaki, i ugryzienia. Siwiejący człowiek walczył o każdy metr, zapierał się o ludzi, chwytał za stoły, przewracał kufle biesiadników.
      Szamotanina  na końcu sali przerodziła się w większą bójkę, grupa traperów w geście solidarności do myśliwego zaczęła okładać kilku szlachciców, ci desperacko wzywali swą świtę. Ochroniarza już tam nie było widać, natomiast tłum gęstniał, pierwsze krzesła zaczęły latać trafiając do tej pory bezstronnych obserwatorów. Jednym z nich dostał w tył głowy zbrojny, osunął się na ziemię obok leżącego pijaka, jego koledzy nie byli już spokojni. Z krzykiem wdarli się  w tłum siekąc mieczami każdego, mała posługaczka która wycierała z podłogi rozlane piwo została przebita mieczem...
      Barman przerwał nalewanie piwa, uciekł do kantorka, zatrzaskując na głucho drzwi, ignorując błagalne wołania, krzyki...Gdzieś słyszał nawoływania do pokoju, to krzykacz znowu wrócił, głos jednak po chwili się urwał, zagłuszyły go krzyki, i odgłosy szamotaniny, wrzawa osiągnęła apogeum...


      -Panie, grupa jeźdźców ,jadą chyba w naszym kierunku.
      Aleric popatrzył w kierunku wskazywanym przez zwiadowce, faktycznie kilku konnych na szybkich koniach jechała na złamanie karku w ich stronę. Któż to mógł być, niech to szlag ,jeszcze chwila i dojechaliby spokojnie do zamku.
      -Jest ich kilku, nas dwudziestka-rzekł zawadiacko Vordemor-jeśli to wróg i zaatakuje, okaże się szaleńcem Alericu.
      Nordowie uśmiechnęli się, wyciągli spokojnie ciężkie miecze i topory, ściągnięto z do tej pory przypiętych do juk tarcze. Z ramion zwiadowców chyżo ześlizgiwały się długie łuki. Czekali spokojnie, zamieć momentalnie przybrała na sile. Aleric musiał jedną dłonią zasłaniać oczy, nic nie widział. Obok jeden z Huskarli głośno przeklął.
      - Nic nie widzę, gdzie oni?!
      Zaczął się wydzierać Vordemor, ledwie było go słychać chociaż stał tuz obok. Jeden ze zwiadowców wypuścił na ślepo strzałę, za nim z paniki kolejni.
      - Nie strzelać do cholery!-ryknął lord-nie widać ich, lepiej łapcie za miecze!
      Rozległ się świst tuz obok ucha lorda, gruba i długa strzała z czerwoną lotką wbiła się w gardło zwiadowcy, kilku nordów zaczęła głośno poddawać w wątpliwość słuszność walki, wołali o powrót. Przeklęci tchórze ,ktokolwiek ich zaatakował jest tak samo ślepy jak oni, jest ich mniej, a on walczył w niejednej bitwie, kilku zawszonych jeźdźców nie jest żadnym wyzwaniem.
      Wtem wzrok wyłapał, za późno, grupa jeźdźców jechała wprost na nich. Żaden nord nie miał szans na czas zareagować....


    *****
    Koniec Księgi 1.
    Księga 1, to z założenia wprowadzenie, ma na celu stopniowo ruszyć fabułę i akcje. Jest także swego rodzaju szansą na poznanie chociaż troszkę bohaterów opowieści. Zawiera wiele niedomówień, wiele rzeczy zostało trochę że tak się wyrażę "ruszonych" lecz nie są one jasne dla czytelnika.
    Każdy z bohaterów mniej lub lepiej został opisany, znamy ich niektóre cechy, marzenia, jest szczątkowy zarys charakteru oraz przeszłości. Kilka zdarzeń niejako wplatałem w rozdziały by nieco podkręcić fabułę, lub jak ktoś chce inaczej by wiedzieć więcej. W każdym takim opisie jest pewne przesłanie, nawiązanie, czy to do przeszłości krainy czy jej losów. Kilka bitew które dla prawie każdego nie mają sensu, jak chociażby miażdżąca porażka Harlausa. Ktoś powie jak władca królestwa dał się tak podejść?? Niektórych dziwi zapewne że nieco zmieniłem odległości miast, położenie, długości geograficzne. No cóż, już wspomniałem, grę traktuje tylko i wyłącznie jako tło. Ot przykład, pamiętacie NPc-a Artimenera? No właśnie, inżynier, gracz miał okazje go wcielić do bandy najemnej, u mnie ukazany jest, jak ktoś zauważył jako człowiek zysku. Co to znaczy? Wymyśla nowe typy broni, planów nikomu nie zdradza, sprzedaje za majątek każde "dzieło", sam obsługuje większość z nich, wszak wspomógł Gravetha prototypem balisty. A w grze jej nie ma prawda?

    Teraz jak zakończyłem 1 księgę,pomyślicie,"To 2 będzie ciekawsza, szybsza, więcej walki, itp". Nie żebym straszył, ale nie oczekujcie że teraz będzie akcja non stop rodem z jakiegoś oskryptowanego schotera(np.cod). Jeśli uważnie czytaliście całość to zauważycie także w jakim momencie zakończyłem zmagania każdego z bohaterów, jak wymownie pewne rzeczy zostały zaakcentowane. To chyba tyle,ah i teraz pytanie do Was czytelnicy.
    Trochę czasu upłynie nim rozpocznę Księgę 2, więc piszcie jakie są wasze uwagi, pomóżcie mi na przyszłość unikać pewnych potknięć. Może macie pewne wnioski, spostrzeżenia,a może coś wam nie gra i nie pasuje. Pewnie kilka zdarzeń dla was nie grało roli. Co was irytuje, a może na odwrót, czego chcecie więcej, co wam odpowiada. Piszcie śmiało, gdyż tak jak mówiłem.2 Księga jest jeszcze nie ruszona, nawet literka;)  Pozdrawiam.






    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Lord Reginald

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 508
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    • UMAD?
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #51 dnia: Stycznia 16, 2012, 21:53:01 »
    Tak z ciekawości ile dziennie pisałeś książkę?

    PROBLEM?

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #52 dnia: Stycznia 17, 2012, 09:58:00 »
    Nie piałem co dzień,jak już się chwyciłem pisania,na ogół rozdział powstawał od 2-4 godzin.Zależy od weny i motywacji.czasem parę dni pisałem 1 rozdział po parę zdań;/
    Dlaczego pytasz?Można to odczuć czytając czy jak?
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Lord Reginald

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 508
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    • UMAD?
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #53 dnia: Stycznia 17, 2012, 10:38:00 »
    Można, bo kawałki zamieszczane są spore.Pomiędzy niektórymi był nawet dzień przerwy , a były rozległe.Masz ją w formacie pdf ? Bo porozrzucanego tekstu mi się czytać nie chce :/

    PROBLEM?

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #54 dnia: Stycznia 17, 2012, 11:07:27 »
    Po tym jak komputer przeszedł gruntowne porządki nic się nie zachowało niestety.No cóż mogę rzec,tekst jest porozrzucany jak to ująłeś ale nie mam jakiejś tam systematyczności w pisaniu.I stąd takie "wędrówki" ;)
    Teraz na tawernie pojawiło się lepsze opowiadanie,jest krótsze więc prędzej tamto przeczytasz.Moje jak widać długie,i przeczyta tylko ten któremu naprawdę się podoba.Nie piszę aby zaspokoić czyjeś wizje walk w Carladii,piszę dla siebie i dla tych którym to się podoba.Sam często czytam poprzednie rozdziały,wyłapuje liczne potknięcia.Ale cholera...powiedzmy sobie szczerze,technicznie że tak to ujmę opowiadanie leży.Ktoś zarzuci mi niedbałość,ok,ale trzeba i warto się zastanowić ile trzeba nieraz się wysilić aby cokolwiek napisać.N
    ie zawsze są chęci,nie zawsze mam motywacje.Piszę to dla tych którzy jak mi na pw napisali("daruj sobie..."),jak już kiedyś wspomniałem.Pojawi się lepsze opowiadanie to moje w oczy was nie będzie  raziło.Nie byłem i nie jestem pisarzem,ba,robię błędy ciągle i te same.Zrozumcie ze mimo braku "wiedzy",chcę to nadrobić moją fantazją.I powtórzę także,to moja wizja świata carladiii,a taka wiadomo,albo się polubi albo znienawidzi.
    Pozdrawiam.Wieczorem "prolog" Księgi nr 2.
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #55 dnia: Stycznia 17, 2012, 17:38:20 »
                                   Księga .2.
    Prolog...
       "Czasy okrutnie się pogorszyły dla każdego kto żyw. Gdy opuszczałem rodzime stepy nigdy bym nie dopuszczał do siebie myśli że wszystko co znałem ,co wiedziałem to tylko mrzonka. Teraz wątpię nawet czy oto liść który trzymam w dłoni jest realny, czy to nie kolejna bujda. Racjonalnie myśleć już się nie da, to na czym opieraliśmy swą wiedzę zdaje się tak na prawdę nie istnieć.
       Minął długi rok odkąd opuściłem swój dom, tak przynajmniej mi się wydaje. Dzień teraz trwa parę godzin, słońce na ten jedyny moment gdy wschodzi ukrywa się pod chmurami, te jak płaszcz gruby nie pozwalają promieniom przebić się na dół. Pogoda jest teraz jak rozjuszony byk, raz wieje okrutnie, raz śnieg sypie tylko po to by nazajutrz rozpętała się ulewa.
       Tracę siłę i wole do czegokolwiek, moje członki są coraz słabsze. Sens odkrycia prawdy zgubił mnie, wszystko stało się tak szybko, tak nagle...Nie mam słów by to opisać, nikt nawet nie próbuje nazwać to co się teraz dzieje w całej Carladii. Cały świat oszalał, natura szydzi z nas zsyłając nędze, głód, choroby oraz ...Nie wiem nawet jak to ująć ,i nie próbuje.
       Nie wiem o wielki Chanie czy ten list dotrze do ciebie, ale muszę spróbować, jestem zmuszony przerwać pisanie. Zaczyna się ciemnieć, zbliża się warta.
    Keleber"



       "Reinter Falheim  .Góry Reyvadin.
       Oto raport dla króla. Dowódca Północnej kompanii Lansjerów Bojarskich.
       Nie mamy dość ludzi by bronic granic przed wrogiem. Pogoda także nie ułatwia przepływu karawan i zaopatrzenia. Znowu szósta karawana spóźnia się z zaopatrzeniem. Oprócz dzikich nordów nękają nas nocami "Xevirle", każdy wie co to znaczy odkąd uczeni oficjalnie to ogłosili. Walka z nimi...to szaleństwo, konie nie są w stanie walczyć, zrzucając jeźdźca na długo przed tym nim dosięgnie wroga. Są szybkie i diabelnie niebezpieczne. Co dzień i noc muszę karać kilku ludzi którzy przejawiają chęć ucieczki. Już nawet nasz sztandar Reyvadin nie wzbudza w ludziach takiej dumy i odwagi jak podczas wojny ze swadią.
      Proszę o następujące rzeczy jak i mam kilka ...sugestii.
      Proszę o nową dostawę strzał i pancerzy ,kilkanaście podjazdków by się zdało. Do tego trzeba nam więcej ludzi, szczególnie w rejon kotliny Seberra, tam właśnie często dochodzi do utarczek.
       Sugeruje aby podwoić patrol na trasie Reyvadin/Rivacheg, obecnie grasują tam bandy kanibali oraz zbójców. Kolejna rzecz, emisariusz wrócił w kawałkach do nas, należy posłać nowego do Sarranidów.
       Jeśli chodzi o moje zdanie. Radziłbym odpuścić te góry, zbyt wielu ludzi tu ginie, potrzeba nas do obrony miast i zamków,te rubieże z góry są stracone."


    "Ludu Halmar!
    Zachowajcie spokój, odrzućcie lęk i obawy, nie dajcie się ponieść strachowi. Wspomnijcie czasy gdy nasz lud odnosił zwycięstwa, kiedy razem jak jeden mąż odpychaliśmy wroga z naszych granic. Teraz nie jest inaczej, teraz także trzeba nam zebrać się na odwagę, wysłuchać głosu Wielkiego Chana. Plotki jakoby on nie żył nie są prawdziwe! Ktoś tylko pragnie zasiać w nas strach, nie wierzcie takim pogłoskom! Uprasza się aby po zmroku nie opuszczać swoich domów, baczcie na swe dzieci. Drzwi i okna szczelnie zamykajcie, w progu przed drzwiami postawcie jedną świeczkę i ją zapalcie. Jak każe nasza tradycja, od zawsze był to symbol nieugiętej wiary, teraz musimy o tym pamiętać!
       Nasz pan pragnie i prosi o ludu Halmar aby chętni i butni mężowie zgłaszali się do koszar w celu poboru. Zasilcie szeregi Khanatu! Stawcie odpór, uderzcie w tych którzy chcą odebrać nam wolność. Osiodłajcie swe konie, naostrzcie szable, przygotujcie  łuki!
       Nie lękajcie się Xevirli !Da się je zabić jak każdą istotę, pamiętajcie tylko by zachować opanowanie. Odwaga i chwała stepu niech będą z wami w tej godzinie rozpaczy!
    Fragment ogłoszenia na słupie w Halmar"


    "Dziennik pokładowy 'Czarnych korsarzy'.
       Dzień 36.
    Wyprawa ma się ku końcowi, niebawem przypłyniemy do kryjówki wraz z łupami. Jak do tej pory złupiliśmy trzy statki rybaków, jeden sarranidzki okręt kupiecki.
       Dzień 40.
    Wczoraj w nocy nastąpił chwilowy bunt, Srebrnoręki wpadł w szał i zabił czworo ludzi. Został powieszony na maszcie. Bunt zażegnałem ale widać że chłopcy chcieli by wrócić w końcu do domu.
       Dzień 45.
    Przez mgłę wpadliśmy nieomal na okręt swadian, mały okręt transportowy. Złupiony i zatopiony. Okupiliśmy to znaczną stratą w ludziach. W kilku miejscach statek przecieka. Morze nam nie sprzyja tego dnia, nie ma wiatru.
       Dzień 49.
    Od czterech dni wiatr sie nie pojawił, Hakke twierdzi że zapasy się skończą na długo przed tym nim dopłyniemy do domu. Szczęściem ze swadianie mieli kilka beczek piwa. Przydzielę każdemu dodatkowe racje piwa, wolę mieć tych bękartów na wodzy.
       Dzień 53.
    Ludzie wpadają w szał z powodu braku wody i jedzenia. Podobno Zeke Siwy usmażył rękę zmarłego na szkorbut Jevena. Dostrzegłem z północy dziwną...mgłę ,zrobiło sie chłodniej. Ale czuję jak wiatr powoli przybiera na mocy.
       Dzień 55.
    Zamknąłem się  w kajucie, chłopcy wszczęli bunt, słyszę jak biją się miedzy sobą. Nade mną słyszałem jakoby dostrzeżono wielki okręt płynący w naszym kierunku. Może to nasi?
       Dzie...
    Dostaliśmy czymś mocnym w kadłub, okręt przecieka. Zostało nas troje, wszyscy nie żyją, sam chyba wskoczę do morza. To szaleństwo! Śnieg sypie, wielki okręt obok, wiatr potępieńczo zawodzi! Podaje współrzędne gdybyśmy...abordaż??!

     
    "Raport pióra Lorda Brulli.
       Minął rok jak pogoda zaczęła się pogarszać. Spisuję naprędce sytuacje, wszystko co zasłyszałem oraz z odebranych raportów.
       Sarranidzi odcięli się od reszty królestw ,pilnują granic, głoszą że to wszystko wina innych królestw. Mówią o wielkim złu jakie sprowadziliśmy. Jak dotąd wszelkie dyplomatyczne próby spełzły na niczym.
       Nordowie, wielkim zdziwieniem napawa mnie wieść jakoby rozesłali do wszystkich królestw wezwanie do sojuszu. Przed czym? Przed tym mrokiem zapewne. Dodam że doszło u nas na dwór jakoby są w posiadaniu czegoś co ma związek z tym wszystkim,podejrzenia są kierowane głównie do lorda Alerica, wraz z nim podążają wieści że on nie żyje od roku.
       Swadia nadal nie otrząsnęła się po wielkiej klęsce sprzed roku. Ich król zaginął, jak i większość baronów. Z tego co wiadomo utracili ponad połowę włości na rzecz okupanta oraz tych ...rzeczy. W oczach innych królestw swadianie są najsłabszym krajem. Ich rycerze odmawiają już walki między królestwami, ponoć utworzyli nowy zakon,"Świta Braci".
       Khanat, trawią go wewnętrzne konflikty. Oni także odczuli całe to zamieszanie. Stracili sporo wsi, zamków. Słyszano ponoć o tym jak zbierają uczonych, w jakim celu? Jeszcze nie wiem. Armia jaką prowadził wielki Chan została zdziesiątkowana w górach Sebelle. Nie znamy ich przeciwnika, chyba że to nasi?
       Na końcu nasze królestwo. Vaegirowie. Wiesz panie zapewne o tym że nasze granice już dawno są mrzonką. Uchodźcy, bandy najemników ,żebracy, kanibale. Nasze patrole nie dają rady utrzymać choćby pozorów porządku. Na wschodzie odkryto...miasto kanibali. Plotka głosi że ich ofiarami to między innymi świta lorda Naelchy, jego dzieci, żona. Faelichim nie utrzyma dłużej gór, po co w ogolę je pilnować?
       Tymi nieprzyjemnymi wieściami kończę raport. Chciałeś panie mój znać moje zdanie na temat tego wszystkiego. Nie potrafię, cokolwiek nas atakuje nie ma dobrych zamiarów, nie patrzy na to jakie królestwo nęka. Nie patrzy czy atakuje biednego czy możnego. Wybiorę się osobiście do posiadłości Alerica ,cokolwiek tam jest ma to związek z tym wszystkim. Albo rozwiąże tą sprawę albo zginę próbując. Zabieram ze sobą jeden odział."
    « Ostatnia zmiana: Stycznia 17, 2012, 20:08:07 wysłana przez Aldred »
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline matigeo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1043
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #56 dnia: Stycznia 17, 2012, 19:51:20 »
    Bardzo ciekawie piszesz. Od razu nasunęły mi się skojarzenia z tymi Wendolami (tacy dzicy rozbójnicy) z filmu "13-ty wojownik", którzy terroryzowali jakieś skandynawskie księstewko.

    Tak sobie analizuję...:
    1. Swadia w rozsypce
    2. Nordowie niedługo będą mieli przerąbane, z tego, co widzę
    3. Rhodocy... może podbili co nie co?

    Sugestie:
    1. Może dasz staremu Yaroglekowi umrzeć ze starości i królem będzie Valdym?
    2.Więcej o Plaisie :D
    3. Może co nie co o innych królestwach?
    4. Jakiś rozdzialik o problemach w Swadii?
    « Ostatnia zmiana: Stycznia 17, 2012, 21:02:06 wysłana przez matigeo »

    Offline Azorixz

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 17
    • Piwa: 0
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #57 dnia: Stycznia 18, 2012, 22:25:16 »
    Super opowiadanie, czytam je od pierwszego rozdziału. :)
    Przekopiowałem pierwszą księgę do worda i po wstępnym formacie wyszło:
    -strony A5 (wąski margines)- 134
    -wyrazy- 36.836 + kilkanaście połączonych
    -znaki (bez spacji)- 199.165
    -znaki (ze spacjami)- 236.643
     
    Czyli jest już mała książka, tylko rozdziały trochę nierówne.

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #58 dnia: Stycznia 19, 2012, 10:08:13 »
    Że też chciało Ci się to liczyć.Rozdziały nierówne ,fakt.Ale myślę że jakby miała być wydana nieco inaczej bym je rozplanował.pewnie i coś dopisał.Teraz czas na księgę 2,chyba ostatnia tak myślę.
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Bloomy

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1196
    • Piwa: 8
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #59 dnia: Stycznia 19, 2012, 15:59:13 »
    Aldred, super pomysł z drugim rozdziałem - mógłbyś wkleić zdjęcie tych "xivarli"?