Ciąg dalszy...
Przez dwa dni spędzone w celi Vord zdążył nieco poznać współtowarzyszy niedoli. Dwoje mężczyzn w sile wieku to kolejno rudzielec Heret oraz „złoto- zębny” Ulive, o ile tych dwoje było nawet w porządku o tyle trzeci był...typem wrednego sukinsyna. -Mervik- przestępca i zwyrodnialec od kilku lat siedział za liczne zabójstwa. Już na początku oznajmił nowo przybyłym ze to on tu rządzi, sepleniąc okrutnie wskazał każdemu prycze oraz wyjaśnił kilka reguł.
Młodzieniec i tak dziękował w duchu że nie jest z nim sam w celi oraz że dostał prycze po drugiej stronie,zawsze to było jakieś pocieszenie, nieprawdaż? Straże przynosili na drewnianych misach raz dziennie jedzenie, do tej pory jedyne co dostawali to kasza ,kubek wody i parę kromek suchego chleba. To było by nawet do zniesienia gdyby Mervik nie zabierał każdemu połowy. Ulive pierwszego dnia protestował i skończył źle, wybite dwa zęby i złamany nos, oni dla posłuchu także dostali łomot. Jakby mało się już nacierpiał, ciemność i monotonia powoli działały na nerwy. Możliwe że po paru tygodniach oszaleją ,nie wiadomo jak psychika zareaguje...
Tego dnia od początku zapowiadało się na coś niedobrego, czuć było w powietrzu -oprócz smrodu niemytych ciał-ciężką atmosferę.
-Młody...
Tak, to było na pewno do niego, Mervik siedział na twardej pryczy mozolnie dłubiąc w nosie. Był dzisiaj nad wyraz spokojny , o ile on w ogóle mógł być taki. Nerwowo zerkał w stronę drzwi celi by zaraz szybko rozglądać się po pomieszczeniu.
-O co chodzi? Jeśli o jedzenie to bez obaw, dostaniesz swoją część.
-Nie, słyszałeś cokolwiek w nocy?
Zapadła cisza, czy to kolejna z jego dziwnych gierek? Możliwe że nadmiar wolnego czasu uderza mu na rozum i wymyśla przedziwne metody dręczenia towarzyszy niedoli.
-Oprócz wrzasku z sąsiedniej celi do późna, nic.
Tamten spojrzał na resztę jakby chcąc usłyszeć ich zdanie, tak jak przypuszczał nie doczekał się odpowiedzi.
-Niemożliwe, ja słyszałem, jakby za drzwiami głos...kogoś ochrypłego. W kółko powtarzał jakiś wierszyk o starcu, ognisku, łzach. Chyba ze to któryś z was robi sobie żarty, a ja żartów nie lubię.
Vord czuł że jak tak dalej będzie przebiegać rozmowa to ktoś tu straci kolejne zęby. Heret rozłożył ręce w geście bezradności i powrócił do swojego ulubionego zajęcia, gapienia się w ścianę. Ulive chciał chyba przypodobać się "władcy celi" i podszedł do drzwi i spojrzał za wizjer by sprawdzić czy aby na pewno nikogo tam nie ma. Po chwili zrezygnował i usiadł na pryczy. Mervik energicznie powstał i zaczął krążyć po celi , kopnął w miskę a ta odleciała w przeciwległy kąt. Po prawdzie tuz obok głowy Vorda. Wszyscy woleli się nie odzywać, w milczeniu obserwowali nieobliczalnego człowieka.
-Tej nocy nikt nie uśnie dopóki nie pozwolę, zobaczymy który z was ze mnie drwi. A jak się dowiem to łeb urwę! Będziemy czuwać aż wszyscy to usłyszymy, zrozumiano?!
-Oszukujesz!-ryknął zwalisty mięśniak Zarel, każdemu wypowiedzianemu przez niego słowu towarzyszyła istna fontanna śliny. Kris zachował jednak spokój, przetasował na nowo karty. Czas cholernie się dłużył, dzięki pewnym układom udało mu się pozyskać talie kart, poczciwy Kastil starał się jak tylko mógł żeby zadośćuczynić za to jak pomógł mu uciec z wioski.
- Naucz sie wreszcie że króla nie pobijesz jakąś piątką ,uczyłem was cały wczorajszy dzień, a to najłatwiejsza gra.
- Nie mędrkuj mi tu i rozdawaj, patrze ci na ręce.
Granie było dobre ale nie na długo, przecież nie spędzi całego swojego życia w celi grając w karty z idiotami. W tedy zabrzęczał przekręcany zamek w drzwiach, w przejściu pojawiło się troje strażników. Rozglądnęli się po celi, gdy ich wzrok zaczynał się na nim, Kris zrozumiał że czegoś od niego chcą.
- Wstawaj, idziesz z nami.
Wyprowadzono go z celi, szybko pokonali labirynt korytarzy i okute drzwi cel by wejść do obszernego pomieszczenia, ku uldze Krisa nie wyglądało ono jak katownia. Rozejrzał się uważnie, wyglądało to na jakiś pokój gdzie wieczorami możni panowie siadają przy lampce wina.
- Masz szczęście, chyba ktoś się o ciebie upomniał.
Straż na jakiś niemy rozkaz szybko opuściła pokój i zamknięto drzwi. Zabójca został sam, niepewny co go za chwilę czeka, spojrzał na stół który uginał się pod ciężarem przeróżnych dań. Mimowolnie przełknął ślinę na samą myśl że mógłby zjeść cokolwiek z tych przysmaków. Nie zdążył spocząć na jednym z foteli gdy drzwi się otworzyły, nie od razu rozpoznał przybysza, skrywał swoje oblicze w kapturze. Jednak z chwilą gdy się odezwał Kris nie miał wątpliwości, to Ces "łowca", jeden z lepszych zabójców na usługach Glerna.
- Jedno pytanie...co ty do cholery wyprawiasz kris?
Przybysz ściągnął kaptur z głowy ukazując swoje oblicze, całkowicie łysy z licznymi bliznami na twarzy, wzrok jak u orła. Czujnie wpatrywał się w niego, jednocześnie zatrzaskując drzwi, gdy się upewnił ze nikt nagle nie wejdzie nie czekając na odpowiedz wyciągnął kawałek pergaminu i rzucił Krisowi.
-Zleceniodawca żąda by jego zlecenie było w końcu wykonane, winą obarcza całą gildie a głównie ciebie, heh siepacza Glerna ,jak widzę nieco na wyrost nadano ci ten tytuł.
A jednak w końcu i gildia zechciała o sobie przypomnieć, mógł się domyślić że tak będzie, za długo to trwało, jednak po ostatnich wydarzeniach to i tak nie miało znaczenia. Pytanie jak odpowiedzieć temu, zdaje się,porywczemu człowiekowi ze on zrywa z tym wszystkim. I tu przypomniał sobie kolejny punkt kodeksu. "Członek gildii dożywotnio zostaje wraz z braćmi, w razie gdy ktoś porzuca gildie zostaje naznaczony piętnem i musi umrzeć". Czyli wychodziło na to ze Glern musiał dać Cesowi jasno do zrozumienia że w razie czego musi go zabić, tak traktował ich kodeks. Najgorsze że wysłano tu jednego z lepszych morderców, mówiono w gildii ze "łowca" całe dnie i noce spędza na doskonaleniu kunsztu mordowania, oznaczało to nie lada problem.
- Język ci odjęło? Robisz durni z nas i mistrza, przynosisz wstyd całej Gidli. Czułem że nie podołasz temu zadaniu, starałem się mistrzowi jakoś wyperswadować ten pomysł że pójdziesz sam .Bo ja, w przeciwieństwie do reszty wiem że jesteś słaby, wiem też stąd i owąd że masz w planach objąć władze. Twoje niedoczekanie, zmarnowałeś swoją szanse.
Ces oblizał wargi i sięgnął do pasa po swój sztylet, z namaszczeniem gładząc rękojeść jednocześnie patrząc na niego. Zrobił krok do przodu i rozłożył ręce.
- Widzisz, tak to jest jak malutki człowieczek myśli że może wszystko. Ja nie jestem tobą i mam zamiar jak najszybciej wykonać zadanie. Chciałbym ci także zakomunikować że robię to z radością gdyż nigdy za tobą nie przepadałem. Wywyższałeś się, a zapominasz że pochodzisz z rodziny pijackiej, że jesteś jak ten robak którego trzeba zgnieść butem, o tak, jesteś robakiem.
Kris zrobił krok do tyłu i szybko chciał znaleźć jakąś broń, niech to szlag trafi, zawsze gdy był w niebezpieczeństwie nie miał się czym bronić .Może przemówi mu do rozumu, może zrozumie ze on już ma tego dość. Tak na prawdę jego śmierć nic mu nie da, po prawdzie mógłby mu nawet dać namiary na amulet...
- Ces, wiem gdzie jest amulet. Wysłuchaj mnie na moment...
-Nie, widzę w twoich oczach strach który dodatkowo przez ciebie przemawia. Wielką radość sprawia mi ten widok, zawsze o tym marzyłem. A amulet- wyciągnął z kieszeni mały kamień na łańcuszku-już mam, Vord....niebawem zginie, już poczyniłem odpowiednie kroki w przeciwieństwie do ciebie. Więc jak widzisz jesteś całkowicie i nieodwołalnie zbędny.
Ces z niesamowitą prędkością rzucił się w jego stronę, Kris szybko chwycił mosiężny świecznik i sparował pierwsze uderzenie. Chwycił za nadgarstek przeciwnika, tamten szybko się okręcił wyswobadzając się z uścisku. Wykonał kilka pchnięć jednak Kris za każdym razem uskakiwał w tył, do chwili gdy pole manewru się skończyło i znalazł się pod ścianą. Ces uderzył najpierw wolną ręką a potem szybko wbił sztylet w ramie Krisa.
Niedobrze ,pomyślał, ten agresor jest lepszy niż mógł przypuszczać, szybki i silny, i chyba lepszy od niego. Próbował wyrwać sztylet z ręki ale przeciwnik napierał nań z całych sił, uderzył kolanem i Kris zwalił się jak długi na podłogę. Otrzymał kilka silnych kopnięć ,oczy zaszły mgłą, napastnik podniósł krzesło i z całych sił uderzył nim w leżącego. Ces szybko wyciągnął linę do tej pory przytwierdzoną do pasa o oplótł nią szyje Krisa. Szybko wskoczył na stół i przerzucił za belkę pod stropem, naparł na nią podnosząc go do góry. Ten nie mógł już nic zrobić , czuł jak powietrze drastycznie się kończy, płuca wołały o choćby jeden oddech, zaczął się szarpać chociaż wiedział że to tylko pogarsza sytuacje. Łowca z radosnym wyrazem twarzy dalej trzymał linę , widać było że wkłada wszystkie siły by w końcu powiesić rywala. W tedy rozległy się alarmujące głosy za drzwi, potem głośne pukanie.
Kris w końcu zrezygnował z prób oswobodzenia, ciemność stopniowo nadchodziła, obrazy z przeszłości mijały jeden za drugim, tak oto śmierć nachodziła. Po chwili poczuł piekący bul pleców, i stłumione krzyki i odgłosy walki. Nie na długo...Kris zapadł w ciemność....
Było już późno, możliwe że nawet po północy, wszyscy siedzieli na pryczach z tępym wyrazem twarzy obserwując cele. Jakąś godzinę temu ucichły wrzaski z sąsiedniej celi, zresztą jak co noc. Potem sporadycznie słychać było przechodzącego strażnika, jego kroki odbijały się echem po korytarzu, to było prawie nie do zniesienia. Vord kilkakrotnie przyłapał sie na tym ze na moment mimowolnie zamykał powieki, reszta trzymała się nie lepiej. Z kolei Mervik usiadł opierając się o drzwi i bacznie obserwował wszystko w okuł. Jednak ten stan powoli działał Vordowi na nerwy, głupiec wymyślił sobie coś i kazał reszcie nie spać, niby co mogli by usłyszeć, to było idiotyczne. Roześmiał się w myślach, zachowywali się jak dzieci które boją się ciemności. Nagle odurzającą cisze przerwał krzyk Mervika, wszyscy poderwali się na równe nogi i spojrzeli w kierunku w którym wskazywał szaleniec. Nic tam nie było, a jednak on wpatrywał się w jeden punkt coraz histeryczniej się zachowując, wstał i zaczął rąbać w drzwi wrzeszcząc jak zarzynane zwierze.
-Straż, straż! Coś tu jest w celi, coś tu wlazło, słyszycie?! Otwierajcie!
Gdzieś daleko ktoś kazał mu się uciszyć, ale reszta kompanów w celi przez dziwne zachowanie Mervika była już nieźle wystraszona. Nawet Vord poczuł ciarki na plecach, dziwnie to wyglądało, głupiec zachowywał się jakby naprawdę coś widział, ale do licha, nic tam przecież nie było!
-Mervik-uspokajającym głosem odparł Ulive-nie strasz nas, wygrałeś, udało ci się a teraz przestań....
Tamten spojrzał na ułamek sekundy na niego potem znowu w ten sam punkt, oczy rozszerzyły mu się niewyobrażalnie. Młodzian był pewien że jeszcze trochę a te wypadły by mu z oczodołów. Mervik przestał tłuc w drzwi, klęknął mamrocąc coś pod nosem, chyba nawet płakał. Czyżby do reszty oszalał? Zwyrodnialec nie byłby w stanie tak udawać, może był pijakiem i miał zwykłe halucynacje? Jego przypuszczenia były błędne. Z niesamowitą szybkością Mervik wykręcił głowę w prawo, stał się blady jak trup, po chwili nastąpiło nieprzyjemne chrupnięcie i szaleniec padł na twarz, martwy...
W celi zapadła cisza, nikt nie chciał się odzywać, lub tez po prostu bał się cokolwiek powiedzieć. Ulive po minucie podszedł do denata i stwierdził zgon, Heret zaczął histerycznie wrzeszczeć i wołać straż. Vordowi przez niemal nieuchwytną chwilę wydawało się że widzi w kącie przygarbioną postać... ta szybko znikła. Cholera, teraz chyba i on zaczyna szaleć.
Ku uldze wszystkich straż zjawiła się dość szybko, po godzinie przesłuchań stwierdzili samobójstwo. Ale co właściwie się tu stało? Człowiek nie może ot tak skręcić sobie karku, na ogół samobójstwo popełnia się z dala od świadków, w ciszy. A to co tu się wydarzyło...sprawiało że włos się jeżył na głowie .Czy głupiec jednak miał racje i słyszał ubiegłej nocy te głosy, może go ostrzegały? Ale przed czym lub przed kim? Może był tak chory umysłowo że sam sobie wmawiał pewne rzeczy, ale cholera, dalej nie rozwiązane pozostało jak on umarł. Straż poszła na łatwiznę i stwierdziła zgon, z początku tylko podejrzewając morderstwo.
Gdy zostali już w celi sami, Ulive wyciągnął spod pryczy zmarłego mały notes.
-Pisał coś co wieczór, ja prawie zawsze usypiałem dopiero gdy przestał pisać...Myślicie że możemy sprawdzić co pisał?
-Nie chcę wiedzieć, chcę zapomnieć o tym co tu się wydarzyło, wam proponuje to samo. Vord ty tez idź spać, wyglądasz okropnie.
Notatnik, z jednej strony przez szacunek dla zmarłego nie powinni go czytać, z drugiej zaś strony może powie im to jakim był człowiekiem Mervik?
-Siadaj Ulive, parę stron nie zaszkodzi, a potem spróbujmy usnąć...
Heret odsapnął coś pod nosem i zawijając się kocem próbował usnąć. Oni otworzyli pierwszą stronę i zaczęli czytać...
"Droga Leino, naczelnik więzienia obiecał mi wkrótce kolejną szanse na wyjście stąd. Nie wiem czy mogę mu wierzyć, ciągle mnie okłamywał. Od dawna nie pozwalają mi na zażywanie zioła Jeberena, przez to mam wrażenie jak co dzień uchodzi ze mnie jakaś cząstka mej świadomości. Wszyscy wokół mają chyba z tego ubaw gdyż myślą że ot tak szaleje. Ale nie, ja mam silną wole i jeśli kiedykolwiek miałbym stracić rozum...odbiorę sobie życie. Nie chcę abyś mnie opłakiwała, musisz zrozumieć że ja nie chce zamienić się w roślinę, w bezrozumne zwierze jakim chcieli by mnie widzieć strażnicy. Noce są tu długie, każdej nocy marzę by w końcu mnie wypuścili."
"Minęły dwa lata, mam nadzieje że listy do ciebie o ukochana dotarły. Coś jest nie tak, zaczynam czasem gadać do ścian, szczury wyglądają jak by mnie rozumiały. Głowa mnie boli coraz częściej, zupełnie jak przed chorobą, tylko że w tedy miałem lek. Naczelnik dalej mnie zbywa, podobno odnaleziono prawdziwego morderce, czyli jestem niewinny, dlaczego zwlekają aby mnie wypościć? Jak tam moje dzieci, Bula i Agalla, są zdrowi, szybko rosną? Słyszę głosy w mojej głowie, teraz prawie co noc, czasami nawet tuż za drzwiami ktoś gada, nie ma to żadnego sensu, sam nie wiem co robić. Wczoraj o mało nie pobiłem na śmierć towarzysza celi, przecież to do mnie nie podobne...nigdy nikogo nie skrzywdziłem, proszę Leino, odwiedź mnie jak najszybciej bo czuje że już niebawem źle ze mną będzie, błagam."
Vord szybko zamknął pamiętnik, zdał sobie sprawę że ten człowiek był normalny jak każdy, to otoczenie i ludzie uczyniły z niego potwora . Gdyby wcześniej wiedział...Po raz kolejny dotarło do niego że świat jest naprawdę wredny, a człowiek człowiekowi wilkiem. Ulive wzruszył ramionami i nic nie mówiąc położył się na pryczy, nie spał, wpatrywał się w sufit. Na każdym ostatnie wydarzenie odcisnęło swoje piętno, Heret mamrotał przez sen wiercąc się okropnie. A on? Czy mógł zasnąć? Tak na prawdę ta historia Mervika nie różniła się od jego własnej. Świat tak samo brutalnie z nim postąpił, ciągle stawiając na jego drodze ludzi do cna wrednych i fałszywych. Rozdzielono go z ukochaną, nawet nie wiadomo co się teraz działo z Seleną. Czy była bezpieczna w Halmar, czy wuj dołożył wszelkich możliwych starań aby ją chronić?
Starzy ludzie mówili że dawniej gdy człowiek tracił nadzieję zwracał się o pomoc do boga, czymkolwiek on był. Vord tak na prawdę nigdy nie miał okazji usłyszeć co mieli na myśli, co to słowo oznaczało ,czy był to jakiś władca obdarzony ogromnymi możliwościami, siedzący w górskiej fortecy, decydujący o losach całej krainy? Czy może był to jakiś krąg ludzi działających skrycie, i pomagali tylko upatrzonym sobie wcześniej ludziom? To było nie do odgadnięcia, więc nawet nie było sensu prosić kogoś o pomoc gdy nie było wiadomo kim ten ktoś jest. Bo niby jak? W zamkniętej celi, nagle pojawi się i uratuje go, sprowadzi Selenę do niego i przeniesie w bezpieczne miejsce? To było tak absurdalne że Vord omało się nie roześmiał, a to w obecnej sytuacji źle by wyglądało. Tak więc dawne wierzenia niech idą spać, on zrobi to samo, a rano może wymyśli coś bardziej namacalnego.
Obudził się późno, miał całą noc koszmary które do teraz przewijały mu się w głowie. Nad nim stał Ulive, nieco zmieszany i roztrzęsiony.
-Nie chciałem cie budzić Vord, mamy nowego w celi, chyba niedoszły samobójca, widziałem ślady na jego szyi, na pewno od pętli...
Tego tylko brakowało, teraz przysłali im człowieka o skłonnościach samobójczych, teraz na pewno nie będzie mógł zasnąć. Świadomość że mógłby w nocy coś sobie zrobić...
Wstał i podszedł do śpiącego nowego towarzysza celi. Omal nie krzyknął ze strachu, to był zabójca z obozu. Nie trudno było nie zgadnąć , jego twarz rozpoznał by wszędzie, wszak chciał go zabić.
-Co jest Vord-wyszeptał Heret-wyglądasz jakbyś ducha zobaczył.
Zaraz to on może być tylko duchem, pomyślał. Co on tu robił, czyżby jakimś sposobem dostał się tu udając więźnia? Nie zdążył sobie odpowiedzieć gdy zabójca otwarł nagle oczy i spojrzał mu prosto w oczy, jednak wbrew obawom nie rzucił mu się od razu do gardła tylko spokojnie powiedział masując się po szyi.
-Nie martw się, nic ci nie zrobię, za to zrozumie jak mnie teraz zabijesz, masz szanse po temu...
Vord teraz był zdumiony, czy wszystko wokół do reszty powariowało? Za każdym razem gdy już myślał że coś wie czy rozumie równie szybko okazywało się że jest w błędzie. W co on grał, jeszcze nie tak dawno pałał nienawiścią, chęcią odebrania mu amuletu oraz życia. A teraz jak gdyby nic mówi że już nie chce go zabić. Chyba że był naprawdę wykończony i wiedział ze nie ma sił aby cokolwiek zrobić, te ślady? Czyżby chciał się powiesić po tym jak nie udało mu się odebrać amuletu, jakiś swoisty rytuał zabójcy? Leżał teraz na pryczy przypominając konającego człowieka, blady na twarzy, prawe ramie zabandażowane, pierś owinięta przekrwionymi szmatami. Siwa szyja w licznych miejscach przekrwiona. Patrzył na niego oczami teraz już nie pełnymi nienawiści i mordu lecz oczami kogoś kto gotowy jest na śmierć. Przypominał mu teraz obraz kalekiego weterana który wieczorami pije sam ze sobą wpatrzony w kufel piwa, beznamiętnie spoglądający od czasu do czasu po otoczeniu. Nie, on nie mógł udawać, z drugiej zaś strony już raz pomylił się co do Mervika. Więc dlaczegóż by miał się i teraz nie pomylić, to był zabójca, a oni wszyscy potrafili oprócz zabijania , świetnie kłamać. Więc może rozsądnie byłoby go zabic od razu dopóki ma ku temu okazje, miałby jeden problem z głowy, nie ryzykowałby że którejś nocy otrzyma śmiertelny cios. Ale czy to było ludzkie, zabić bezbronnego, ot tak go zamordować. Stałby się taką sama bestią bez serca, jak to mówią lezącego się nie kopie . Miast tego wyciąga się ku niemu rękę i daje szanse. Pytanie czy jego miłosierdzie wkrótce nie obróci się przeciw niemu, bo jeśli zabójca w końcu wydobrzeje czy nie postanowi na nowo zaatakować. Czy on posiada jakikolwiek honor i z wdzięczności za darowanie mu życia po prostu go zostawi. Z takimi nigdy nic nie wiadomo, czuł ze jakkolwiek nie wybierze to i tak będzie to zły wybór. Wolał jednak do końca wyjśc z tego z twarzą, a czy będzie potem żałować? No cóż i tak wiele rzeczy do teraz żałuje, jedna więcej nie zrobi mu różnicy.
CDN...(Limit znaków;/ )