Ciąg dalszy rozdziału 1...
- Zamek Jelbegi był niegdyś pierwszym bastionem obrony granic nordów...jak spoglądam na te ruiny serce się kraje.
- Lepiej niech się kraje Kerwin - rzekł Hreth -Bo pamiętajmy co mówił Brulla , omijać wszelkie ruiny . Dzień jeszcze się nie skończył więc przyspieszmy.
Faktycznie , samym świtem wyruszyli i jak na razie mieli bardzo dobre tempo . Gdyby jeszcze te wozy tak się często nie blokowały . Vord ogarnął wzrokiem cały tabor , około dwudziestu swadian , ranni najemnicy . Wyglądało to bardziej na desperacką próbę dotarcia do ruin niźli wyprawę w prawdziwym tego słowa znaczeniu.
Dziś ku zdziwieniu wszystkich nie padało . Było ponuro ale jednak deszcz już nie padał . Przeprawa przez dolinę Jelbegi była ciężka , grunt był jeszcze bardzo grząski . Rwące potoki co rusz stawały im na drodze . Góra zdawała się płakać wylewając z siebie takie ilości wody . Po prawej gęste zarośla przylegały do góry , Vord miał nieprzyjemne wrażenie że w śród krzaków czyhają na nich szaleńcy . Że jeszcze chwila i wypadną na nich , tym razem mordując każdego żywego...
W tedy Kris wrócił do taboru , koń na którym przyjechał był w licznych miejscach poraniony , zupełnie jakby kąsały go wściekłe lisy . Sam zabójca także ledwie siedział na siodle , na czole miał ogromnego guza.
- Przy przeprawie napadli mnie . Pułapka prawie sie udała-tu wskazał na czoło-Alem wymanewrował , rozsądniej będzie przeprawić się przez rzekę w innym miejscu.
Hret zatrzymał karawanę i podrapał sie po głowie . Livmer podbiegł by sprawdzić rany Krisa . Kilku swadian zaczęło między sobą szeptać , widać nie uśmiechało im się znowu potykać z tymi przeciwnikami.
- Racja , zboczymy nieco z traktu i przejdziemy rzekę w innym miejscu . Ruszamy.
Kolejny dzień i jego problemy , Vord miał wrażenie że to dopiero początek atrakcji , a już na pewno wcześniej czy później przyjdzie im walczyć...
Barka chyba się zatrzymała , po tak długim czasie łatwo można to było wyczuć . Drzwi do kanciapy z głośnym skrzypieniem się otwarły . Do środka dość pospiesznie weszło kilku oprawców . Każdemu nałożono worki na głowę.
- Od tej pory nikt nie wyda z siebie żadnego dźwięku . Dopiero jak pozwolę , i lepiej szybko to sobie przyswójcie.
Poprowadzono ich po schodach , kolejne co Plais poczuł to nagły powiew wiatru , byli na zewnątrz . Słyszał gwar rozmów , gdzieś jakaś karoca przejechała . Z lewej słychać było namawiających do handlu kupców . Byli w porcie , to pewne , tylko pytanie gdzie?
Gdy wreszcie poczuł pod stopami twardy grunt , wepchnięto ich na deski . Po chwili zrozumiał że jest na jakimś wozie . Wóz ruszył , gwar życia w mieście także przybierał na sile w miarę jak oddalali się od barki.
- Cichutko panowie...mam tu piękny sztylet jak co . Jeszcze kawałek.
W końcu po długim czasie i potykania się ściągnięto im worki z głów . Byli w jakimś obszernym salonie . Wyglądało to na rezydencje arystokraty lub kogoś równie ważnego. Same meble przedstawiały sobą fortunę . Nad kominkiem wisiał spory obraz , przedstawiał jakiegoś wojownika stojącego na szczycie skały . Stał chyba na jakimś klifie , gdyż na dole namalowane było morze i statek płynący w kierunku czekającego człowieka . Istne arcydzieło można by rzec . Ściany salonu uginały się pod ciężarem zawieszonych wszelkiej maści broni , od halabard po miecze dwuręczne . Albo mieszkał tu kolekcjoner albo bogacz który najzwyczajniej w świecie nie miał co robić z denarami.
- Za chwilę przyjdzie pewien człowiek - rzekł jeden z oprawców - I lepiej się zachowujcie...on nie lubi wdawać się w bezsensowne dyskusje.
Plais teraz zauważył , żołnierze byli przyodziani w stroje łowców głów . A więc gdziekolwiek by ich nie prowadzili , w jakimkolwiek mieście. Nikt nie mógł ich zatrzymać , przecież łowcy właśnie po to byli , aby ścigać kryminalistów . Jednak szybko zaskoczenie minęło . Jeden z nich zdjął pospiesznie kaftan , pod spodem miał inny , niemal czarny , ze znakiem samotnej wieży na piersi . Kogo mógł to być herb?
- Zabójcy...-wyszeptał Hektor.
Tego tylko brakowało , osławiona gildia zabójców , w której istnienie wszyscy wątpili . Czego mogli od nich chcieć ? Wątpliwe że denarów , może jakiś rhodok opłacił ich aby ścigać baronów swadii ? Nie zdążył sobie odpowiedzieć gdy do środka wszedł starzec . Kim on był ? Miał długa brodę , szedł podpierając się na złotej lasce , lewa powieka mimowolnie drgała . Jeden z zabójców pomógł mu usiąść na wielkim fotelu naprzeciw nich.
- Wybaczcie za niewygody na jakie was skazałem - wysapał - Ale inaczej nie dało się tego załatwić . Wiecie po co was tu ściągnąłem?
Plais popatrzył na swadian , ci nerwowo przełykali ślinę . Z kolei starzec zaczął się wyraźnie niecierpliwić . Machnął ręką jakby odpędzał muchy , błyskawicznie jeden z jego ludzi podbiegł uderzając Roba w twarz . Ten zwalił się na ziemie jęcząc , Plais zauważył że obok niego leżały dwa zęby . Ten sam zabójca szybko go podniósł i wyszeptał.
- Spróbuj się przewrócić a już nie wstaniesz...
- Wybacz panie... - jęknął Hektor - Nie wiemy dlaczego nas tu sprowadzono . Działamy w imieniu swa...
- Dość ! - starzec momentalnie przewał mocnym nad wyraz głosem , nie był raczej aż tak niedołężny jakby się zdawało - Nie obchodzi mnie co chcieliście zrobić . Obchodzi mnie inna kwestia . Daruję wam życie . Ale w zamian żądam aby wykonać dla mnie pewne zadanie . Dodam że zależy mi na jego powodzeniu . Jeśli spróbujecie się jednak od tego wymigać...uwierzcie , w całej Carladii nie ma miejsca w którym bylibyście bezpieczni.
Dzień powoli miał się ku końcowi , długi i znojny . Przeprawa przez rzekę nie był igraszką , sporo zapasów pochłonęła woda , ludzie klęli złorzecząc naturze . Wszyscy byli mokrzy i wykończen i, wreszcie Hreth nakazał postój . Stara i opuszczona chata myśliwych była miłym urozmaiceniem od nocowania pod gołym niebem . Vord kilkakrotnie pytał ile jeszcze przed nimi , za każdym razem słyszał to samo...już nie daleko . Wszystko byłoby może i do wytrzymania gdyby nie fakt że kolano odezwało się na powrót okropnym bólem. Siedział teraz obok naprędce rozpalonego kominka . Drwale musieli w pospiechu opuszczać to miejsce , na zewnątrz była niedawno co usypana kupa drewna , nie zdążyli spieniężyć drewna . Zapewne wszystko dzięki szaleńcom.
Ciepło powoli rozprzestrzeniało się po skromnej izbie , dając tym samym namiastkę normalnej egzystencji .Teraz jakby wszystko zatraciło swój pierwotny pęd , był tylko on i spokój.
- Mamy gości - rzekł Hreth pospiesznie wchodząc do chaty.
I tyle jeśli chodzi o błogi spokój , pomyślał . Czy na prawdę co chwile coś musi się stać ? Na jego nie szczęście zawsze było to coś nieprzyjemnego . Niedaleko Segmentis uspokajał jęczącego w konwulsjach bólu lorda Delinarda . Było jasne że ten człowiek wyzionie wkrótce ducha . Odkąd tylko Kerwin wraz ze swadianami się do nich przyłączył taki stan ciągle towarzyszył lordowi.
- Kto to ? - zagaił Kerwin chwytając jednocześnie za kuszę.
- Nie wiem , raczej nie dzikusy , idą w ciszy , jakby się skradali . Chyba że nawet i skradać się potrafią . Jeśli tak...to mamy przesrane.
Wtedy nagle rozległ się dźwięk rozbitej szyby , do środka z impetem wbiła się gruba strzała do której było coś przytwierdzone . Vord szybko rozwiązał zawiniątko , był to kawałek pergaminu , pospiesznie go rozwiązując zaczął czytać.
"Do Vorda Reinera od jego wuja Faurhima.
Witaj Vordzie , wiele okoliczności zmusiło mnie abym napisał do ciebie i wynajął do tego celu kompanie przesyłową . Ale musisz to wiedzieć . Twoja luba ponad rok temu przybyła do mnie . Razem udaliśmy się do mojej posiadłości w Halmar . Opowiadała o twoich nielichych problemach . Rad jestem wiedząc że żyjesz , ale jak zdrowie ? Oby jak najlepsze . A teraz czytaj uważnie , Selena po paru miesiącach zechciała się usamodzielnić , to jej starałem się jakoś wyperswadować . Ale kobieta ma nieugięty charakter . Wynajęła jedno z mieszkań w dzielnicy "Żaków" . Zaczęła chyba studiować . Do czego zmierzam . Pierwsze miesiące... była przekonana że w końcu przybędziesz . Czekała , ale widziałem jak z dnia na dzień jej wiara maleje . Jak zaczyna być zobojętniała na twój los . I mimo że wiem jak te słowa mogą na ciebie zadziałać jestem zobowiązany ci to napisać . Czasem zaczęła sporo że tak powiem ...pić w dobrych zajazdach . Szerokie grono znajomych z którymi nie stroniła od picia i zabaw do białego rana . Można by rzec , zmieniła się okrutnie od czasu jak pierwszy raz ją poznałem . Obecnie dość często odwiedza ja pewien mężczyzna , zdarza się że wraca rano od niej . Tyle wiem na pewno . I tu moja prośba do ciebie , nie pokładaj już nadziei w tym że ona cie kocha nada . Po prawdzie wątpię czy kiedykolwiek tak było . Ocknij się z tego snu w końcu , znajdziesz sobie inną kobietę . Muszę kończyć , przepraszam za złe nowiny ale musisz wiedzieć . Do zobaczenia w końcu w Halmar."
Vord czuł że jeszcze chwila i zemdleje , czuł jak zaciska pięści aż knykcie zbielały . Wypuścił z dłoni list , zaczęło mu wirować w głowie . Jeszcze nigdy nie czuł się w takim stanie, nawet ból kolan ustał momentalnie . Po policzku mimowolnie poleciały krople łez.
- Co tam wyczytałeś ? - Z ciekawością w głosie odparł stary Hreth.
Vord z całej siły kopnął stojący obok taboret i pośpiesznie wyszedł z chaty . Na zewnątrz był już ciemno i chłodno . Ale co go to do cholery obchodziło teraz ? Czyżby kobieta którą znał , którą kochał nigdy nie istniała ? Zostawiła go w taki sposób i wybrała innego ? Dlaczego ? Co takiego źle zrobił , może ktoś specjalnie wysłał mu ten list aby tak myślał? Szczerze w to wątpi ł, Vord dobrze znał charakter pisma wuja . Dobrotliwy jak zawsze , chciał go uprzedzić . Ale czy to cokolwiek teraz zmienia ?
Zatrzymał się nad niewielkim urwiskiem , w dole leniwie płynął strumyk . Otoczenie było pogrążone w mroku , także w mroku jego myśli . Bowiem nic nie miało dla niego teraz sensu . Wszystko straciło jakiekolwiek zainteresowanie , nawet zakichane ruiny . Może po prostu teraz się upije i pogrąży się myślach . Będzie pił i zapomni o wszystkim . Przecież wychodzi na to że nie ma już sensu jechać do Halma r. Po co niby ? Żeby zobaczył ją z innym ? Tego by nie zniósł a on mógłby go z wściekłości zabić . Po prawdzie gdyby tu teraz był to wpierw spytał by w czym jest od niego lepszy że zasłużył sobie na jej uczucie . Dlaczego nagle Selena wybrała innego , i czy kiedykolwiek go kochała . A potem i tak przebił by go mieczem.
Gdy teraz sięgnął pamięcią , pamiętał jak nieraz Selena spotykała się ze znajomymi . Vord jej tego nie zabraniał , on tez miał swoich przyjaciół . Fakt , czasami lubiła sobie wypić , ale z nim . Kończyło się to później zawsze prawie tak samo . Czyżby to wszystko było tylko z czystej chęci zbicia nudy . Czy Vord był tylko jej pocieszajką ? Cały wcześniej znany mu świat runął jak złamane przez wichurę drzewo . Nagle i bez litości . Tyle przeszedł , ledwo unikał śmierci , cały czas trzymała go przy życiu chęć bycia już z... z tą...
Usłyszał za sobą szelest , pewnie Hreth przyszedł znowu swoje monologi wygłaszać.
- Zostawcie mnie na razie w spokoju!
Nie odpowiedział , no tak,dobrze komukolwiek o tym mówić . Zapewne głupiec nigdy nie przeżył miłości . Albo ją stracił na własne życzenie,przeklęty...
Usłyszał ciche sapanie za sobą i po chwili poczuł piekący bul na prawym ramieniu . Stoczył się w dół , zatrzymał się przed strumykiem . Nie zdążył w myślach posklejać faktów gdy ujrzał ześlizgującego się w dół człowieka . Mężczyzna miał na sobie postrzępiony kaftan oraz poplamione spodnie . W ręku dzierżył solidną drewniana pałkę . Jego oczy były takie same jak u tych z podnóża gór Hussa.
- No chodź tu ! W końcu się na kimś wyżyje !
Fakt że zostawił miecz w chacie w cale nie pomniejszał jego pewności siebie . Napastnik uderzył z wrzaskiem , Vord okręcił się wokół niego i uderzył z pieści odwracającego się człowieka . Ten zawył i natarł , tym razem trafił w lewą dłoń . Młodzieniec przeklną , i także z wrzaskiem natarł . Zaczęli się mocować . Vord próbował jakoś go obalić , miast tego sam wylądował na ostrych kamieniach . Przeciwnik uderzał teraz raz za razem , jak na razie trafiał w wyciągnięte do góry ręce . W końcu kolejny cios trafił Vorda w skroń , zaczęło mu ciemnieć przed oczyma . Ale wezbrana w nim agresja nie pozwoliła od tak zemdleć . Przyjął kolejny atak i tym razem chwycił oburącz za głowę pomyleńca , nieznacznie odsunął się na bok i z całych sił rąbnął jego głową o kamienie . Człowiek cicho pojękując jak skomlący pies miał spore trudności aby się podnieść . Szybko otrzymał solidne kopnięcie w łeb , potem Vord chwycił za największy jaki znalazł kamień i roztrzaskał mu czaszkę . Przeciwnik leżał już martwy.
Uklęknął dopiero teraz zdając sobie sprawę że w trakcie walki darł się jak opętany . Ze skroni ciekła krew , a ręce pulsowały tępym bólem . Selena...Położył się na plecy z nadzieją że jego życie właśnie teraz się skończy.
- No , przeszły nerwy ?
Czyj to głos , ah tak Kris , przechylił głowę w tył i zobaczył siedzącego na skarpie zabójce.
- Nie odpowiadaj , niezła walka ale praca nóg fatalna . Byłem tu od początku , w pierwszej chwili chciałem ci pomóc . Ale jak widziałem w jakim stanie wyszedłeś z chaty...Stwierdziłem że lepiej jak dasz upust złości.
- To teraz mnie zostaw w świętym spokoju.
- Nawet nie wiesz jak to komicznie wygląda . Leżysz rozciągnięty nad wodą , wokół strzępy mózgu . I ty i twoja psychika . Mało oryginalne uwierz . Lepiej chodź ze mną z powrotem.
Co on stał się taki nagle dobroduszny . Posłaniec dobra od siedmiu boleści , a chyba zapomniał jak mordował ludzi za denary. Co go obchodził jego los . Przecież nie czuł teraz tego co on . Tego rozczarowania , tej straty . Niech cholera porwie w trzy wiatry wszystkich z zasięgu jego oczu . On sobie tu poduma , pomyśli co dalej . Tak ciężko było im to zrozumieć , gdyby miał teraz coś więcej sił cisnął by w tą szerzącą się ze śmiechu facjatę na skarpie . Kris szybko ześlizgnął się w dół i wyciągnął rękę w geście pomocy.
- Mówiłem ! Zostaw mnie w spokoju ,jeśli masz ubaw to ciesz się ale nie tu . Chrzanie całe życie od tej właśnie chwili !
- Czytałem , i nie ukrywam że ta kobieta nieźle cie okręciła wokół palca . Zamierzasz się tu zestarzeć z tego powodu o ile rzecz jasna nie wykrwawisz się na śmierć ?.
Vord z trudem się podniósł , ale nogi trzęsły się niebezpiecznie . Rozglądnął się wokół , okolica powoli zachodziła mgłą . Bez słowa przeszedł obok Krisa i zaczął się gramolić w górę. Po kilkunastu "powrotach" na dół pozwolił pomóc sobie.
Na zewnątrz chaty stał Kerwin i Elissa . Oboje unikali jego wzroku . I dobrze , lepiej jak nikt nic nie będzie mówił.
- Nie ta to inna.-Głośno zagaiła najemniczka gdy już miał wejść do środka.
Stanął naprzeciwko niej , szukał jakiś słów . Ale nic nie oddało by jego załamania i złośc .Takimi słówkami , do tego mało pokrzepiającymi można raczyć ludzi na przedstawieniach. W życiu realnym tak się nie mówi , cholera po prawdzie nic nie powinno się mówić . Koledzy , rodzina , znajomi , jedni udawali że nic nie widzą inni na siłę próbowali pocieszyć . Nikt kto doznał czegoś takiego nie jest w stanie aby słuchać . Zrozumienie było by jak najbardziej na miejscu . Inna ? Jaka inna , już innej nie będzie . Po co? Każda kobieta jest taka sama na swój sposób . Najpierw ładne słówka , mówienie że się kocha , że nic inne nie jest ważne . Ale koniec jest z goła inny . I w Rivacheg pewien pisarzyna będzie gadał że to zawsze mężczyźni ranią i zostawiają kobiety ? Tak ? To jak nazwać teraz to w jaki sposób jego zostawiono ? Nijak ,tego przecież nie ma według dyrdymałów pisarzyny . Na papier łatwo przelać bajki , ale o nie , codzienność bardziej wchodzi w związki z koszmarem.
Wszedł bez słowa do środka , chwycił za pierwszą lepszą flaszkę i pociągnął kilka łyków . Alkohol palił jak diabli , lepiej jednak jak nie będzie niczym popijał , w ten sposób szybciej się upije . Zbył Livmera gdy ten tylko podszedł do niego z bandażem . Vord położył tylko kawałek na czole , rozłożył się na posłaniu i pił , pił...aż w końcu zapadł w nieoczekiwany sen.
Przebudził się nagle , w głowie nadal mu wirowało , ostatnie co pamiętał to jakiś koszmar w którym gonił uciekającą mu Selenę . Otarł pot z czoła i westchnął głośno , sięgnął po flaszkę . Cholera , wszystko było wypite , no tak....W przeciwległym koncie zauważył barczystą sylwetkę Hretha i drugą już mniej okazałą . Livmer żywo rozprawiał o czymś z dowódcą najemników . Gdyby mu tylko tak nie wirowało w głowie , poprawił się wygodniej i spróbował się wsłuchać w rozmowę.
- Nic nie rozumiesz Livmer . Wiemy obaj że nic nam nie da odkopać kryptę . Problem leży gdzie indziej.
- Wiem , zważ na to że ludzie nam się sypią . Nawet Vord biedaczysko popadł w załamanie . Rozumiesz więc że musimy obrać inną strategię . Brulla dał mi ciekawą rzecz znalezioną na jednym z pobojowisk . Myślę że powoli układanka się układa.
- Jutro zbiorę ludzi , przemowa musi być . Młodziaka skutecznie wybudzę z tego stanu . Baba to żaden problem , kto jak kto ale ja mogę chyba tak mówić?
- Tak...przepraszam że weszłem na taki tor rozmowy . Kładźmy się już.