Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Ankieta

    Jak myślicie,mam dalej pisać?

    Jak najbardziej,pisz;)
    116 (62.7%)
    Możesz pisać
    19 (10.3%)
    Obojętne mi to...
    19 (10.3%)
    Zasatanów się czy warto...
    10 (5.4%)
    Nie
    4 (2.2%)
    Kategorycznie przestań
    17 (9.2%)

    Głosów w sumie: 184

    Autor Wątek: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.  (Przeczytany 43335 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #75 dnia: Lutego 21, 2012, 10:30:07 »
    Jako że nie prędko zamieszczę nowy rozdział,chciałbym wam pokazać klasyki poezji "dark".potraktujcie je jako nawiązanie do mojego opowiadania.Mam nadzieję że wam sie spodoba bo naprawdę świetny tekst....

    "Rainer Maria Rilke"

    ""Rycerz"

    Rycerz wyrusza odziany w stal
    na koniu w szumiący świat;
    a w świecie jest wszystko: jest dzień i jest dal,
    jest wróg i jest druh i jest bal wśród sal
    i jest maj i dziewczyna, jest las i jest Graal
    i Boga pełen jest każdy cal
    i wszędy Jego jest ślad.

    Ale pośrodku zbroi rycerza,
    za najciemniejszym pierścieniem,
    czyha i myśli Śmierć zza pancerza:
    Kiedyż przejasnym mgnieniem
    na stal tę runie klinga, co mści,
    klinga niosąca zaranie,
    co mnie dobędzie stąd jak lew,
    gdzie sromotnego gnicia
    tyle spędziłam dni, -
    bym się podniosła z ukrycia
    na granie
    na śpiew.

    (tł. Witold Hulewicz)"

    "Śmierć ukochanej"

    "O śmierci wiedział, co wszystkim wiadomo:
    że nas zabiera i wtrąca w milczenie.
    Lecz kiedy ona, nie wydarta z domu,
    nie, z jego oczu zdjęta cichym cieniem,

    odeszła między nieznajome mary
    i kiedy czuł, że tam w umarłych kraju
    dziewczęcy uśmiech jej jak księżyc mają
    i z jej dobroci biorą miary,

    wtedy mu bliskie stały się mogiły:
    jakby z cieniami wszedł w związki rodzinne
    dzięki niej, nie dbał o mniemania inne,

    nie wierzył i nazywał kraj ów miłym,
    słodkim wieczyście, o klimacie błogim -
    i w mroku go wypieścił pod jej nogi. "


    Mam nadzieję ze tym "akcentem" wybaczycie mi chwilową zwłokę.Pozdrawiam.
    « Ostatnia zmiana: Marca 05, 2012, 20:37:50 wysłana przez Aldred »
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #76 dnia: Marca 01, 2012, 16:54:30 »
    Ciąg dalszy rozdziału 1...


       - Zamek Jelbegi był niegdyś pierwszym bastionem obrony granic nordów...jak spoglądam na te ruiny serce się kraje.
       - Lepiej niech się kraje Kerwin - rzekł Hreth -Bo pamiętajmy co mówił Brulla , omijać wszelkie ruiny . Dzień jeszcze się nie skończył więc przyspieszmy.
       Faktycznie , samym świtem wyruszyli i jak na razie mieli bardzo dobre tempo . Gdyby jeszcze te wozy tak się często nie blokowały . Vord ogarnął wzrokiem cały tabor , około dwudziestu swadian , ranni najemnicy . Wyglądało to bardziej na desperacką próbę dotarcia do ruin niźli wyprawę w prawdziwym tego słowa znaczeniu.
       Dziś ku zdziwieniu wszystkich nie padało . Było ponuro ale jednak deszcz już nie padał . Przeprawa przez dolinę Jelbegi była ciężka , grunt był jeszcze bardzo grząski . Rwące potoki co rusz stawały im na drodze . Góra zdawała się płakać wylewając z siebie takie ilości wody . Po prawej gęste zarośla przylegały do góry , Vord miał nieprzyjemne wrażenie że w śród krzaków czyhają na nich szaleńcy . Że jeszcze chwila i wypadną na nich , tym razem mordując każdego żywego...
       W tedy Kris wrócił do taboru , koń na którym przyjechał był w licznych miejscach poraniony , zupełnie jakby kąsały go wściekłe lisy . Sam zabójca także ledwie siedział na siodle , na czole miał ogromnego guza.
       - Przy przeprawie napadli mnie . Pułapka prawie sie udała-tu wskazał na czoło-Alem wymanewrował , rozsądniej będzie przeprawić się przez rzekę w innym miejscu.
       Hret zatrzymał  karawanę i podrapał sie po głowie . Livmer podbiegł by sprawdzić rany Krisa . Kilku swadian zaczęło między sobą szeptać , widać nie uśmiechało im się znowu potykać z tymi przeciwnikami.
       - Racja , zboczymy nieco z traktu i przejdziemy rzekę w innym miejscu . Ruszamy.
       Kolejny dzień i jego problemy , Vord miał wrażenie że to dopiero początek atrakcji , a już na pewno wcześniej czy później przyjdzie im walczyć...
     


       Barka chyba się zatrzymała , po tak długim czasie łatwo można to było wyczuć . Drzwi do kanciapy z głośnym skrzypieniem się otwarły . Do środka dość pospiesznie weszło kilku oprawców . Każdemu nałożono worki na głowę.
       - Od tej pory nikt nie wyda z siebie żadnego dźwięku . Dopiero jak pozwolę , i lepiej szybko to sobie przyswójcie.
       Poprowadzono ich po schodach , kolejne co Plais poczuł to nagły powiew wiatru , byli na zewnątrz . Słyszał gwar rozmów , gdzieś jakaś karoca przejechała . Z lewej słychać było namawiających do handlu kupców . Byli w porcie , to pewne , tylko pytanie gdzie?
       Gdy wreszcie poczuł pod stopami twardy grunt , wepchnięto ich na deski . Po chwili zrozumiał że jest na jakimś wozie . Wóz ruszył , gwar życia w mieście także przybierał na sile w miarę jak oddalali się od barki.
       - Cichutko panowie...mam tu piękny sztylet jak co . Jeszcze kawałek.
       W końcu po długim czasie i potykania się ściągnięto im worki z głów . Byli w jakimś obszernym salonie . Wyglądało to na rezydencje arystokraty lub kogoś równie ważnego. Same meble przedstawiały sobą fortunę . Nad kominkiem wisiał spory obraz , przedstawiał jakiegoś wojownika stojącego na szczycie skały . Stał chyba na jakimś klifie , gdyż na dole namalowane było morze i statek płynący w kierunku czekającego człowieka . Istne arcydzieło można by rzec . Ściany salonu uginały się pod ciężarem zawieszonych wszelkiej maści broni , od halabard po miecze dwuręczne . Albo mieszkał tu kolekcjoner albo bogacz który najzwyczajniej w świecie nie miał co robić z denarami.
       - Za chwilę przyjdzie pewien człowiek - rzekł jeden z oprawców - I lepiej się zachowujcie...on nie lubi wdawać się w bezsensowne dyskusje.
       Plais teraz zauważył , żołnierze byli przyodziani w stroje łowców głów . A więc gdziekolwiek by ich nie prowadzili , w jakimkolwiek mieście. Nikt nie mógł ich zatrzymać , przecież łowcy właśnie po to byli , aby ścigać kryminalistów . Jednak szybko zaskoczenie minęło . Jeden z nich zdjął pospiesznie kaftan , pod spodem miał inny , niemal czarny , ze znakiem samotnej wieży na piersi . Kogo mógł to być herb?
       - Zabójcy...-wyszeptał Hektor.
       Tego tylko brakowało , osławiona gildia zabójców , w której istnienie wszyscy wątpili . Czego mogli od nich chcieć ? Wątpliwe że denarów , może jakiś rhodok opłacił ich aby ścigać baronów swadii ? Nie zdążył sobie odpowiedzieć gdy do środka wszedł starzec . Kim on był ? Miał długa brodę , szedł podpierając się na złotej lasce , lewa powieka mimowolnie drgała . Jeden z zabójców pomógł mu usiąść na wielkim fotelu naprzeciw nich.
       - Wybaczcie za niewygody na jakie was skazałem - wysapał - Ale inaczej nie dało się tego załatwić . Wiecie po co was tu ściągnąłem?
       Plais popatrzył na swadian , ci nerwowo przełykali ślinę . Z kolei starzec zaczął się wyraźnie niecierpliwić . Machnął ręką jakby odpędzał muchy , błyskawicznie jeden z jego ludzi podbiegł uderzając Roba w twarz . Ten zwalił się na ziemie jęcząc , Plais zauważył że obok niego leżały dwa zęby . Ten sam zabójca szybko go podniósł i wyszeptał.
       - Spróbuj się przewrócić a już nie wstaniesz...
       - Wybacz panie... - jęknął Hektor - Nie wiemy dlaczego nas tu sprowadzono . Działamy w imieniu swa...
       - Dość ! - starzec momentalnie przewał mocnym nad wyraz głosem , nie był raczej aż tak niedołężny jakby się zdawało - Nie obchodzi mnie co chcieliście zrobić . Obchodzi mnie inna kwestia . Daruję wam życie . Ale w zamian żądam aby wykonać dla mnie pewne zadanie . Dodam że zależy mi na jego powodzeniu . Jeśli spróbujecie się jednak od tego wymigać...uwierzcie , w całej Carladii nie ma miejsca w którym bylibyście bezpieczni.



       Dzień powoli miał się ku końcowi , długi i znojny . Przeprawa przez rzekę nie był igraszką , sporo zapasów pochłonęła woda , ludzie klęli złorzecząc naturze . Wszyscy byli mokrzy i wykończen i, wreszcie Hreth nakazał postój . Stara i opuszczona chata myśliwych była miłym urozmaiceniem od nocowania pod gołym niebem . Vord kilkakrotnie pytał ile jeszcze przed nimi , za każdym razem słyszał to samo...już nie daleko . Wszystko byłoby może i do wytrzymania gdyby nie fakt że kolano odezwało się na powrót okropnym bólem. Siedział teraz obok naprędce rozpalonego kominka . Drwale musieli w pospiechu opuszczać to miejsce , na zewnątrz była niedawno co usypana kupa drewna , nie zdążyli spieniężyć drewna . Zapewne wszystko dzięki szaleńcom.
       Ciepło powoli rozprzestrzeniało się po skromnej izbie , dając tym samym namiastkę normalnej egzystencji .Teraz jakby wszystko zatraciło swój pierwotny pęd , był tylko on i spokój.
       - Mamy gości - rzekł Hreth pospiesznie wchodząc do chaty.
       I tyle jeśli chodzi o błogi spokój ,  pomyślał . Czy na prawdę co chwile coś musi się stać ? Na jego nie szczęście zawsze było to coś nieprzyjemnego . Niedaleko Segmentis uspokajał jęczącego w konwulsjach bólu lorda Delinarda . Było jasne że ten człowiek wyzionie wkrótce ducha . Odkąd tylko Kerwin wraz ze swadianami się do nich przyłączył taki stan ciągle towarzyszył lordowi.
       - Kto to ? - zagaił Kerwin chwytając jednocześnie za kuszę.
       - Nie wiem , raczej nie dzikusy , idą w ciszy , jakby się skradali . Chyba że nawet i skradać się potrafią . Jeśli tak...to mamy przesrane.
       Wtedy nagle rozległ się dźwięk rozbitej szyby , do środka z impetem wbiła się gruba strzała do której było coś przytwierdzone . Vord szybko rozwiązał zawiniątko , był to kawałek pergaminu , pospiesznie go rozwiązując zaczął czytać.
       "Do Vorda Reinera od jego wuja Faurhima.
        Witaj Vordzie , wiele okoliczności zmusiło mnie abym napisał do ciebie i wynajął do tego celu kompanie przesyłową . Ale musisz to wiedzieć . Twoja luba ponad rok temu przybyła do mnie . Razem udaliśmy się do mojej posiadłości w Halmar . Opowiadała o twoich nielichych problemach . Rad jestem wiedząc że żyjesz , ale jak zdrowie ? Oby jak najlepsze . A teraz czytaj uważnie , Selena po paru miesiącach zechciała się usamodzielnić , to jej starałem się jakoś wyperswadować . Ale kobieta ma nieugięty charakter . Wynajęła jedno z mieszkań w dzielnicy "Żaków" . Zaczęła chyba studiować . Do czego zmierzam . Pierwsze miesiące... była przekonana że w końcu przybędziesz . Czekała , ale widziałem jak z dnia na dzień jej wiara maleje . Jak zaczyna być zobojętniała na twój los . I mimo że wiem jak te słowa mogą na ciebie zadziałać jestem zobowiązany ci to napisać . Czasem zaczęła sporo że tak powiem ...pić w dobrych zajazdach . Szerokie grono znajomych z którymi nie stroniła od picia i zabaw do białego rana . Można by rzec , zmieniła się okrutnie od czasu jak pierwszy raz ją poznałem . Obecnie dość często odwiedza ja pewien mężczyzna , zdarza się że wraca rano od niej . Tyle wiem na pewno . I tu moja prośba do ciebie , nie pokładaj już nadziei w tym że ona cie kocha nada . Po prawdzie wątpię czy kiedykolwiek tak było . Ocknij się z tego snu w końcu , znajdziesz sobie inną kobietę . Muszę kończyć , przepraszam za złe nowiny ale musisz wiedzieć . Do zobaczenia w końcu w Halmar."
       Vord czuł że jeszcze chwila i zemdleje , czuł jak zaciska pięści aż knykcie zbielały . Wypuścił z dłoni list , zaczęło mu wirować w głowie . Jeszcze nigdy nie czuł się w takim stanie, nawet ból kolan ustał momentalnie . Po policzku mimowolnie poleciały krople łez.
       - Co tam wyczytałeś ?  - Z ciekawością w głosie odparł stary Hreth.
       Vord z całej siły kopnął stojący obok taboret i pośpiesznie wyszedł z chaty . Na zewnątrz był już ciemno i chłodno . Ale co go to do cholery obchodziło teraz ? Czyżby kobieta którą znał , którą kochał nigdy nie istniała ? Zostawiła go w taki sposób i wybrała innego ? Dlaczego ? Co takiego źle zrobił , może ktoś specjalnie wysłał mu ten list aby tak myślał? Szczerze w to wątpi ł, Vord dobrze znał charakter pisma wuja . Dobrotliwy jak zawsze , chciał go uprzedzić . Ale czy to cokolwiek teraz zmienia ?
       Zatrzymał się nad niewielkim urwiskiem , w dole leniwie płynął strumyk . Otoczenie było pogrążone w mroku , także w mroku jego myśli . Bowiem nic nie miało dla niego teraz sensu . Wszystko straciło jakiekolwiek zainteresowanie , nawet zakichane ruiny . Może po prostu teraz się upije i pogrąży się myślach . Będzie pił i zapomni o wszystkim . Przecież wychodzi na to że nie ma już sensu jechać do Halma r. Po co niby ? Żeby zobaczył ją z innym ? Tego by nie zniósł a on mógłby go z wściekłości zabić . Po prawdzie gdyby tu teraz był to wpierw spytał by w czym jest od niego lepszy że zasłużył sobie na jej uczucie . Dlaczego nagle Selena wybrała innego , i czy kiedykolwiek go kochała . A potem i tak przebił by go mieczem.
       Gdy teraz sięgnął pamięcią  , pamiętał jak nieraz Selena spotykała się ze znajomymi . Vord jej tego nie zabraniał , on tez miał swoich przyjaciół . Fakt , czasami lubiła sobie wypić , ale z nim . Kończyło się to później zawsze prawie tak samo . Czyżby to wszystko było tylko z czystej chęci zbicia nudy . Czy Vord był tylko jej pocieszajką ? Cały wcześniej znany mu świat runął jak złamane przez wichurę drzewo . Nagle i bez litości . Tyle przeszedł , ledwo unikał śmierci , cały czas trzymała go przy życiu chęć bycia już z... z tą...
       Usłyszał za sobą szelest , pewnie Hreth przyszedł znowu swoje monologi wygłaszać.
       - Zostawcie mnie na razie w spokoju!
       Nie odpowiedział , no tak,dobrze komukolwiek o tym mówić . Zapewne głupiec nigdy nie przeżył miłości . Albo ją stracił na własne życzenie,przeklęty...
       Usłyszał ciche sapanie za sobą i po chwili poczuł piekący bul na prawym ramieniu . Stoczył się w dół , zatrzymał się przed strumykiem . Nie zdążył w myślach posklejać faktów  gdy ujrzał ześlizgującego się w dół człowieka . Mężczyzna miał na sobie postrzępiony kaftan oraz poplamione spodnie . W ręku dzierżył solidną drewniana pałkę . Jego oczy były takie same jak u tych z podnóża gór Hussa.
       - No chodź tu ! W końcu się na kimś wyżyje !
       Fakt że zostawił miecz w chacie w cale nie pomniejszał jego pewności siebie . Napastnik uderzył z wrzaskiem , Vord okręcił się wokół niego i uderzył z pieści odwracającego się człowieka . Ten zawył i natarł , tym razem trafił w lewą dłoń . Młodzieniec przeklną , i także z wrzaskiem natarł . Zaczęli się mocować . Vord próbował jakoś go obalić , miast tego sam wylądował na ostrych kamieniach . Przeciwnik uderzał teraz raz za razem , jak na razie trafiał w wyciągnięte do góry ręce . W końcu kolejny cios trafił Vorda w skroń , zaczęło mu ciemnieć przed oczyma . Ale wezbrana w nim agresja nie pozwoliła od tak zemdleć . Przyjął kolejny atak i tym razem chwycił oburącz za głowę pomyleńca , nieznacznie odsunął się na bok i z całych sił rąbnął jego głową o kamienie . Człowiek cicho pojękując jak skomlący pies miał spore trudności aby się podnieść . Szybko otrzymał solidne kopnięcie w łeb , potem Vord chwycił za największy jaki znalazł kamień i roztrzaskał mu czaszkę . Przeciwnik leżał już martwy.
       Uklęknął dopiero teraz zdając sobie sprawę że w trakcie walki darł się jak opętany . Ze skroni ciekła krew , a ręce pulsowały tępym bólem . Selena...Położył się na plecy z nadzieją że jego życie właśnie teraz się skończy.
       - No , przeszły nerwy ?
       Czyj to głos , ah tak Kris , przechylił głowę w tył i zobaczył siedzącego na skarpie zabójce.
       - Nie odpowiadaj , niezła walka ale praca nóg fatalna . Byłem tu od początku , w pierwszej chwili chciałem ci pomóc . Ale jak widziałem w jakim stanie wyszedłeś z chaty...Stwierdziłem że lepiej jak dasz upust złości.
       - To teraz mnie zostaw w świętym spokoju.
       - Nawet nie wiesz jak to komicznie wygląda . Leżysz rozciągnięty nad wodą , wokół strzępy mózgu . I ty i twoja psychika . Mało oryginalne uwierz . Lepiej chodź ze mną z powrotem.
       Co on stał się taki nagle dobroduszny . Posłaniec dobra od siedmiu boleści , a chyba zapomniał jak mordował ludzi za denary.  Co go obchodził jego los . Przecież nie czuł teraz tego co on . Tego rozczarowania , tej straty . Niech cholera porwie w trzy wiatry wszystkich z zasięgu jego oczu . On sobie tu poduma , pomyśli co dalej . Tak ciężko było im to zrozumieć , gdyby miał teraz coś więcej sił cisnął by w tą szerzącą się ze śmiechu facjatę na skarpie . Kris szybko ześlizgnął się w dół i wyciągnął rękę w geście pomocy.
       - Mówiłem ! Zostaw mnie  w spokoju  ,jeśli masz ubaw to ciesz się ale nie tu . Chrzanie całe życie od tej właśnie chwili !
       - Czytałem , i nie ukrywam że ta kobieta nieźle cie okręciła wokół palca . Zamierzasz się tu zestarzeć z tego powodu o ile rzecz jasna nie wykrwawisz się na śmierć ?.
       Vord z trudem się podniósł , ale nogi trzęsły się niebezpiecznie . Rozglądnął się wokół , okolica powoli zachodziła mgłą . Bez słowa przeszedł obok Krisa i zaczął się gramolić w górę. Po kilkunastu "powrotach" na dół pozwolił pomóc sobie.
       Na zewnątrz chaty stał Kerwin i Elissa . Oboje unikali jego wzroku . I dobrze , lepiej jak nikt nic nie będzie mówił.
       - Nie ta to inna.-Głośno zagaiła najemniczka gdy już miał wejść do środka.
       Stanął naprzeciwko niej , szukał jakiś słów . Ale nic nie oddało by jego załamania i złośc .Takimi słówkami , do tego mało pokrzepiającymi można raczyć ludzi na przedstawieniach. W życiu realnym tak się nie mówi , cholera po prawdzie nic nie powinno się mówić . Koledzy , rodzina , znajomi , jedni udawali że nic nie widzą inni na siłę próbowali pocieszyć . Nikt kto doznał czegoś takiego nie jest w stanie aby słuchać . Zrozumienie było by jak najbardziej na miejscu . Inna ? Jaka inna , już innej nie będzie . Po co?  Każda kobieta jest taka sama na swój sposób . Najpierw ładne słówka , mówienie że się kocha , że nic inne nie jest ważne . Ale koniec jest z goła inny . I w Rivacheg pewien pisarzyna będzie gadał że to zawsze mężczyźni ranią i zostawiają kobiety ? Tak ? To jak nazwać teraz to w jaki sposób jego zostawiono ? Nijak ,tego przecież nie ma według dyrdymałów pisarzyny . Na papier łatwo przelać bajki , ale o nie , codzienność bardziej wchodzi w związki z koszmarem.
       Wszedł bez słowa do środka , chwycił za pierwszą lepszą flaszkę i pociągnął kilka łyków . Alkohol palił jak diabli , lepiej jednak jak nie będzie niczym popijał , w ten sposób szybciej się upije . Zbył Livmera gdy ten tylko podszedł do niego z bandażem . Vord położył tylko kawałek na czole , rozłożył się na posłaniu i pił , pił...aż w końcu zapadł w nieoczekiwany sen.
       Przebudził się nagle , w głowie nadal mu wirowało , ostatnie co pamiętał to jakiś koszmar w którym gonił uciekającą mu Selenę . Otarł pot z czoła i westchnął głośno , sięgnął po flaszkę . Cholera , wszystko było wypite , no tak....W przeciwległym koncie zauważył barczystą sylwetkę Hretha i drugą już mniej okazałą . Livmer żywo rozprawiał o czymś z dowódcą najemników . Gdyby mu tylko tak nie wirowało w głowie , poprawił się wygodniej i spróbował się wsłuchać w rozmowę.
       - Nic nie rozumiesz Livmer . Wiemy obaj że nic nam nie da odkopać kryptę . Problem leży gdzie indziej.
       - Wiem , zważ na to że ludzie nam się sypią . Nawet Vord biedaczysko popadł w załamanie . Rozumiesz więc że musimy obrać inną strategię . Brulla dał mi ciekawą rzecz znalezioną na jednym z pobojowisk . Myślę że powoli układanka się układa.
       - Jutro zbiorę ludzi , przemowa musi być . Młodziaka skutecznie wybudzę z tego stanu . Baba to żaden problem , kto jak kto ale ja mogę chyba tak mówić?
       - Tak...przepraszam że weszłem na taki tor rozmowy . Kładźmy się już.
    « Ostatnia zmiana: Marca 05, 2012, 20:38:10 wysłana przez Aldred »
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #77 dnia: Marca 01, 2012, 17:23:51 »
    Rozdział .2.


       Człowiek w kunsztownie wykonanej zbroi jechał między swymi ludźmi . Każdy miał to samo uzbrojenie,  pięknie zdobione miecze wisiały przy boku . Wszyscy siedzieli na potężnych koniach w kropierzach . Stali w milczeniu , za nimi powiewał sztandar na którym widniało słońce oraz księżyc . Ze wzgórza lustrowali leżącą w dolince wioskę , w dole szalała walka . Tutejsi wojowie , nordowie , walczyli z ogromną masą dziko wyglądających ludzi.
       Tervil wiedział czym oni są , wszyscy tu obecni wiedzieli . Wiadomo także było czego to było następstwem . Z nieba padał usilnie deszcz , gdzieś na północy rozbrzmiał grzmot. Burza nadchodziła , tak było od długiego czasu . Carladyjczycy sami sobie zafundowali to wszystko . Teraz nie wiedzieli co winni zrobić . Nie wiedzieli nawet dlaczego tak się dzieje. Cesarz miał racje mówiąc że wcześniej czy później przypomną sobie w jaki sposób ich dawny splendor upadł . Ojcowie na wiecach często o tym mówili . Twierdzili że kwestią lat jest ponowne przebudzenie . Głupcy podzielili sobie krainę na królestwa a czyż Carladia do nich należała ? Wiadomym było że jego prawdziwi mieszkańcy i władcy wcześniej czy później zechcą odwiedzić dawno opuszczone miejsce . Teraz to oni , lud Cesarstwa musi na nowo zadziałać . Teraz mieli więcej informacji niż to było za czasów tutejszego wielkiego cesarstwa . Wiedzieli co robić . Wszak to ich ojcowie zapobiegli całkowitej destrukcji tej krainy . Okupili to niepowetowanymi stratami . Zostali zmuszeni do opuszczenia tej krainy , dać jej czas na odnowę . Nieliczni w tedy zostali , dziadowie tutejszych królów . Widać przez ten czas zatracili dawne wartości . Wznieśli swoje ponad te na prawdę słuszne . Miotali się teraz nie wiedząc co robić . Jeśli dobrze pójdzie to ocaleje większa ilość carladyjczyków niż to miało miejsce za pierwszym razem . Bo teraz mają ich , Lud Cesarstwa , jedyni i prawdziwi mężowie tych ziem . Panowie powrócili.
       - Tervil , jakimże trzeba być nierozważnym by doprowadzić do tego przez niewiedzę ?
       Ah , Kerteba , jak zawsze chciał pojąć głupotę tutejszych . Nie dziwił się mu zbytnio , wielu z nich ciekawiło jacy oni teraz są . Co sobą reprezentują . Odwaga może i była im znana , ale krok z nią winien podążać rozsądek i honor . A można było nazwać kogoś rozsądnym kto bez zważania na skutki robi coś tak idiotycznego ?
       - Ile już tu jesteśmy Kerteba ? Powiedz według miary tej krainy , nigdy nie nauczę się tych dziwnych określeń....
       - Coś koło roku , licząc od chwili gdy przybiliśmy do brzegów .
       - Czekaj niech no ja porachuję . Rok...nieco opieszale postępujemy , dawno powinniśmy dotrzeć do Krypty "Nurvela" . Ale musieliśmy przecież jechać tylko w nocy i unikać większych skupisk żołnierzy . Im dłużej nikt o nas nie wie tym lepiej .
       Poprawił swoje długie blond włosy i przyodział z powrotem hełm. Chełmy były zrobione na modłę tych z tych dawnych lat , wysokie ze szpicem na końcu . Na szczycie mocowano barwne pióra , chociaż wedle tradycji na ogół były to białe pióra ptaków "Świtu".  Usadowił się ponownie dobrze w siodle i spojrzał w dół.
       - Wiecie co robić . Ma być to szybko i profesjonalnie . Tak jak zawsze . Gdyby pytali kim jesteśmy....
       - Wiemy Tervilu , jesteśmy tylko wędrownymi rycerzami bez ziem.
       Ludzie byli gotowi , każdy niemal bezgłośnie nałożył hełm , poprawił miecz przy boku . Wykonali pchnięcie lancą w górę , ciekawe czy tutaj dalej walczono lancami i kopiami. Zresztą skoro byli tutaj rycerze  w królestwach to chyba powinni prawda ? Pięćdziesięciu ludzi , tylu miał przy sobie , dwa razy tyle było już w terenie . Każdy Helred wiedział co robić i miał swoje rozkazy . On dowodził najtwardszymi ze wszystkich . Zwani w domu "Jeźdźcami Przeznaczenia" , nie oparł się im żaden wróg . Każdy od młodych lat zdobywał wojenne doświadczenie . Każdy w jednym palcu miał arytmetykę  ,medycynę, inżynierię , nade wszystko jednak mistrzostwo w zabijaniu . Na przykład Ar Ferbe , zwany "łapą niedźwiedzia" lub z rzadka "Toporem na wroga" . Zabił swego czasu poczwarę z bagien , sam zakradł się do leży Hubirów . Po czym wybił co do jednego . Mógłby być świetnym dowódcą , jednak odmówił . Dlatego to właśnie on miał przejąc władzę nad odziałem . Jego ojciec jak każe tradycja zrobił wszystko by tak było , w ciągu trzydziestu lat swego życia przyswoił wszystko co tylko możliwe . Honorem i dumą zmiażdży wszystko co tylko napotka na swej drodze.
       Niebo jeszcze bardziej pociemniało , wrzaski z wioski odbijały się echem po okolicy . Co rusz zagłuszały je grzmoty,  burza przychodziła coraz szybciej . Świetnie , w majestacie piorunów zaczną odsiecz . Wykonał szybki gest palcem,"Jeźdźcy Przeznaczenia" runęli jak jeden mąż w dół . Nikt nie wydawał żadnych okrzyków bojowych , tylko lanca i galop rumaków . Z tyłu słychać było dość wyraźnie łopoczący sztandar.
       Po chwili zwarta masa konnych na niemy sygnał rozproszyła się z impetem wpadając do sioła . Nordowie ze zdziwieniem uskakiwali na bok , oszaleli ludzie natomiast nie wydawali się ani trochę zdziwieni . Jak zawsze , ale to akurat nikogo z nich nie zaskoczyło . Gdyby tutejsza kawaleria postanowiła zaszarżować to zapewne konie zrzuciłyby jeźdźców napawane lękiem przed tymi ludźmi . Ale ich konie wywodziły się z tej samej nie skalanej krwi koni dawnych epok.
       Tervil nadział pierwszego wroga na lance , z precyzją błyskawicznie wyswobadzając broń by była gotowa do kolejnego ataku . Kolejny oponent zginał zadeptany pod kopytami wierzchowca . Nabił kolejnego psa tym razem jednak nie zdążył wyrwać lancy na czas . Niech to , pomyślał , traci siły powoli przez ten klimat . Sięgnął po miecz , tym razem masakrując zastępy wroga . Spojrzał w tył nie po to by sprawdzić jak sobie reszta radzi . Ale by dojrzeć czy połowa z nich zeszła z rumaków by obcinać głowy powalonym . Wtedy otrzymał słaby cios w naramiennik , to nordycki wojownik , wymachiwał włócznią przed nim . Głupiec nie rozróżniał sojusznika ?
       - Odstąp , pomagamy wam !
       Nie posłuchał , albo może odgłosy walki zagłuszyły jego słowa ? Naparł po raz kolejny włócznią . Tym razem dowódca odbił cios mieczem i szybkim sztychem w odsłonięte gardło zabił norda . Skręcił teraz za jakiś wielki budynek prowadząc jeźdźców na przód , zostawiając połowę aby robili to co im kazano . Kolejna banda pędziła na złamanie karku przed nich . Musiał przyznać że było ich trzykroć więcej od nich . Wielu z nich musieli niedawno "żyć" jako wojownicy . Trzymali prymitywnie wykonane bronie , z rykiem rzucili się im na przeciw . Przeklęci , gdyby myśleli wiedzieli by że nie zatrzymają w taki sposób jazdy . Wbili się w głąb tłuszy , z niemal mistrzowską precyzją każdy przeciwnik leżał po jednym cięciu . Nie byli żadnym wyzwaniem . W ostatnim momencie uchylił się przed nadlatującą cegłą . Obok niego jeden z rycerzy chwycił ją w locie i cisnął nią w pobliskiego wroga. Mózg wyleciał jak z trebusza ochlapując resztę watahy .
       Gdy dobijali ostatnich podszedł do nich starzec w mocno zniszczonej kolczudze  .Krwawił z tuzina ran , jego zbroja w wielu miejscach ziała dziurami . Szedł pomagając sobie przy tym sporym toporem.
       - Dzięki niech będą Ragnarowi ! Zesłał najemników , zgadłem ?
       Dowódca zsiadł z rumaka i zdjął hełm , ukazując przy tym swoje oblicze.   Kilku nordów szeptało miedzy sobą jakoby to równie dobrze mogłaby być kobieta . Zignorował te przytyki i szukał słów by cokolwiek mu odpowiedzieć . Ma go uświadomić o tym co się dzieje z ....królem ? Cóż szkodziło,  okaże trochę miłosierdzia pokrzepiając ich kłamstwem . W tedy podszedł do nich Kerteba i położył rękę na ramieniu starca.
       - Nie wasz król , najemni rycerze . Wędrujemy tu i tam . Zbierzcie ludzi , kierujcie się do najbliższej twierdzy i przekażcie wszystkim po drodze że teraz liczy się wspólne dobro . Skończymy palić zwłoki i nas już nie ma , wybacz ojczulku.
       Starzec stracił momentalnie wesoły wyraz twarzy . Odwrócił się do garstki ocalałych i jękliwie rzekł.
       - Zabieramy się stąd . Słyszeliście , niech w końcu ktoś kopnie w ten tłusty tyłek Ragnara !
       Po godzinie uporali się z paleniem ciał , nikt nie ucierpiał . Prawidłowa jak zawsze szarża . Szkoda mu było tych ludzi , nie wiedzieli co robić . Zupełnie jak dziecko które na moment straci z oczu rodzica . Czuł się jak ich ojciec , czuł w sobie chęć udzielenia im pomocy . Całej krainie , słyszał jak ona woła rozpaczliwie aby jej pomóc.
       - Herledzie mój ? -  Zagaił jeden z ludzi  -  Nie dajmy się omamić tej krainie , zróbmy co mamy zrobić . I wracajmy już , czuję się okropnie nieswojo.
       - Tak wiem , wybaczcie że się na moment zawahałem . Im dłużej tu jestem tym bardziej udziela mi się nastrój Carladii . Nic to jazda , czeka nas jeszcze sporo pracy !
       Tak , sporo pracy , a tutejszych ludzi traktował jak daleką rodzinę  .Każdy z nich bez wyjątku był jakby pozostałością ludzkości dawnego Cesarstwa . Czuł się dumnie móc okazać im pomoc . Byle tylko obawy rady nie okazały się do końca słuszne . W tedy nawet ich obecność może nic nie dać....
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline matigeo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1043
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #78 dnia: Kwietnia 03, 2012, 21:30:02 »
    Co z odcinkiem?;)

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #79 dnia: Kwietnia 04, 2012, 13:22:42 »
    Miło że ktoś ciągle czeka na kolejny rozdział.ten powstaje ale przez brak czasu i natchnienia nie wstawię go prędko.Natomiast polecam zajrzeć na 1 stronę tematu,edytowałem pierwszy post .Mam nadzieję że ktoś gdy będzie czytać od razu utożsami ten utwór z moim wykreowanym brutalnym carladyjskim światem.Pozdrawiam.
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Jagang

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 96
    • Piwa: 4
    • Płeć: Mężczyzna
    • Sword_of_Valor
      • SwordOfValor
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #80 dnia: Kwietnia 06, 2012, 13:44:41 »
    Opowiadanie ciekawe, zacząłem czytać je wczoraj wieczorem a skończyłem dzisiaj, było trochę błędów typu: "wydawało się że vaegir wstanie i przebije go szablą(...)"Szablą wykonuje się przecież tylko cięcia, jednakże to tylko drobne błędy które zawsze można poprawić. Czekam na dalszą część.
    Makaveli tha don thats why they tell me im moving it on

    Offline Rapodegustator

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1334
    • Piwa: -38
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #81 dnia: Kwietnia 21, 2012, 01:37:51 »
    Nagły stop w pisaniu książki? Tak czy siak czekamy z niecierpliwością!
    Zeby osiagnac rzeczy trudne potrzeba czasu. Zeby osiagnac rzeczy niemozliwe potrzeba go troche wiecej.

    Offline Kinro

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 86
    • Piwa: 1
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #82 dnia: Kwietnia 28, 2012, 20:18:29 »
    Oj daj mu spokój, sam jestem na 5. Rozdziale "Historii Promiennego Krzyża", i mam zaćmienie...
    Życie jest jak śmierć.
    Tylko... nie do końca...

    Offline Rapodegustator

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1334
    • Piwa: -38
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #83 dnia: Maja 01, 2012, 23:01:30 »
    Wiem, ja chcę tylko dodać mu otuchy i motywacji w pisaniu.
    Zeby osiagnac rzeczy trudne potrzeba czasu. Zeby osiagnac rzeczy niemozliwe potrzeba go troche wiecej.

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #84 dnia: Maja 02, 2012, 12:10:31 »
    W tym tygodniu wstawię kolejny rozdział. Troszkę cierpliwości,i Wielkie dzięki za wsparcie Panowie;)
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline matigeo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1043
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #85 dnia: Maja 06, 2012, 22:25:57 »
    Miał być rozdział i nie ma...

    Offline Kinro

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 86
    • Piwa: 1
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #86 dnia: Maja 07, 2012, 07:16:35 »
    Spokoojnie. Ma jeszcze dwa dni do złamania słów. 2+7=9...
    Życie jest jak śmierć.
    Tylko... nie do końca...

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #87 dnia: Maja 10, 2012, 12:12:43 »
    Ciąg dalszy rozdziału .2.


       Spory odział rycerzy wyjechał z lasu. Przed nimi rozciągały się połacie ziemi , jak okiem sięgnąć bezkresna dal równin. Jenak na tle tego krajobrazu odznaczał sie jeden punkt, i to właśnie był ich cel. Swoisty ząb wystający z ziemi, ruiny zamku.
       - To ten zamek Kerteba? Tam jest grobowiec?
       - Tak Herledzie, przynajmniej z tego co odczytuje z map, dlaczego pytasz?
       - Widzę niemałą liczbę zbrojnych, coś tam robią. Może pilnują ruin? I popatrzcie na prawo bardziej, widzicie kolejną grupę jak zmierza do zgliszcz? Mały tabor....chm, może wiozą zaopatrzenie czy coś w tym rodzaju.  Coś kombinują...
       Rzeczywiście, Tervil dostrzegał znacznie więcej niż powiedział. Obie dziwne grupki ludzi znacznie się od siebie różniły. Pierwsza w ruinach wyglądała jak zbieranina żołnierzy z wielu stron świata. Jak mrówki wchodzili i wychodzili, wywozili ze środka spore ilości jakiegoś gruzu. Na prawo, mniej liczebna zbieranina, dwa muły ciągły jedyny wóz wypchany po brzegi jakimiś rzeczami. W tedy dostrzegł wśród nich postać która przeciągła jego wzrok tak bardzo że nie mógł oderwać z nań wzroku. Na przodzie jechał mężczyzna, śmiało by można było rzec że dziwak. Ale nie dla niego, znał te rysy twarzy. Miał pamięć do zapamiętywania ludzi. Kto to był? I dlaczego do diaska tak znacząco rożni się od reszty. Coś w nim było...Tervil oblał się zimnym potem, pierwszy raz odkąd postawił stopę na tej ziemi. Czyż to nie był syn Hareda? tego samego który lata temu opuścił rodzime ziemie i orzekł że chce żyć między carladyjczykami? On sam zapewne i nie żył,ale zostawił po sobie syna. Ciekawe czy uw człowiek zdawał sobie sprawę że w jego żyłach płynie ta prawdziwa i czysta krew? Nie dziwne że na tle reszty odznaczał się bardzo. A inni nieświadomie zapewne,  poddali sie jego słowu. Tak właśnie tutejsi ludzie zwykli reagować na jakiekolwiek słowo cesarskiego syna.
       Czy rozważnie było jechać całym odziałem? Mogą to odebrać jako atak, tak było już parę razy. A nikomu z nich nie uśmiechało się zabijać dalekich krewnych.
       - Kerteba, wjedźcie z ludźmi z powrotem w las, tam rozbijcie obóz. Pojadę do nich, obadam co robią i dowiem się mam nadzieję co z grobowcem.
       Przyjaciel rozszerzył nieznacznie oczy jakby właśnie usłyszał obelgę,l udzie zaczęli odradzać mu ten pomysł.
       - Tervil, to nieroztropne jak i ryzykowne. Nie wiemy co to za ludzie, może to szabrownicy? Może nie zechcą przyjaźnie cie przyjąć? Nie podważam oczywiście słów twoich. Jak tak usilnie chcesz tam jechać bez swoich ludzi to pojadę z tobą. Albo razem albo w ogóle.
       - Zgoda, jedzmy zatem i nie traćmy czasu. A wy- Tervil zwrócił się do swoich ludzi-Czekajcie, mam ze sobą róg, jeśli stwierdzę że może być...nie miło. Zadmę w niego, w tedy błyskawicznie ruszajcie w stronę ruin.



       Baron Plais szedł ulicami Uxhal wraz z nim jak cień szli Hektor i Rob. Ulice nie były tak zaludnione jak dawniej, teraz kieszonkowcy nie mają tak łatwo. Minęli jeden z nielicznych już zamtuzów. Szpetne kobiety namawiały do uciech ale żaden z nich nawet nie spojrzał w tamtą stronę. Każdy myślami był przed tym co ich czeka. Odkąd starzec potwierdził że Plais to baron, dwaj swadianie wychodzili z siebie byleby tylko mu zadośćuczynić.
       Stanęli przed wrotami pałacu Delinarda, przynajmniej tak dawniej było. Mizernie wyglądający gwardziści smętnym wzrokiem omiatali okolicę. Plais okazał im sygnet i tamci niespiesznie otworzyli odrzwia. Ruszyli od razu do ozdobnych wrót, bezpośrednio do posiadłości Delinarda.
       Zabójcy mieli konkrętnego haka na nich. Baron źle sie czuł będąc przez kogokolwiek szantażowany. Tyle że z tymi nie było ani ciekawie ani łatwo. Ale całe to zdarzenie wywoływało kolejne pomysły. Starzec świadomie lub nie, pomaga mu w zdobyciu władzy. A czyż właśnie o to mu nie chodziło? Tylko że wcześniej czekała ich misja, w której powodzenie wszyscy wątpili. No cóż, to się okaże po wizycie która miała za moment nastąpić.



        - Vord do diaska pospiesz się- krzyknął Hreth-Widać zamek, za nie długo odpoczniemy.
       Chłopak popatrzył w kierunku wskazywanym przez dowódce. Widać było  stąd że trwają tam jakieś prace, cóż z tego jak nastrój był nadal ten sam. A jeśli Hreth myślał że przemowa jaką ostatnio przeprowadził zmieniła jego nastrój to grubo sie mylił. Nic go już nie cieszyło, stracił po prostu chęć do życia. Niby dla kogo teraz miał się plątać po tym padole? Nie miał nikogo już, był wuj, ale po prawdzie taki przyszywany. Najemnicy to tylko kumple, fakt jeszcze kiedyś oddałby życie za nich. Ale teraz? Z niecierpliwością oczekiwał jakiejkolwiek walki, da z siebie wszystko a może i nawet zginie. Cholera czy to normalne aby chcieć umrzeć? Nikt o zdrowych zmysłach nie chce zginać, a on swoją postawą pokazywał wszystkim wokoło że oto jest człowiek który ma właśnie taki zamiar. Świat cholernie mu nie sprzyja, zawsze zsyła coraz więcej problemów, tym ostatnim na prawdę przesadził. Czy winił Selenę? Tak, gdyby go kochała nie znalazłaby innego tylko czekała aż w końcu się pojawi. Ciekawe czy to czego doznał po utracie przytomności w obozie to był sen, mara czy jakieś przesłanie. Było dość realne, niemal czuł obecność ukochanej, biła od niej miłość ale i zmartwienie jak i strach. Livmer twierdził że to tylko sen i by nie dawać mu wiary. A co jeśli to nie był zwykły sen a staruszek doskonale o tym wie tylko go okłamuje?
       Ruszył szybciej do przodu natchniony maleńką iskierką nadziei. Delikatnie trącił Livmera w ramię, ten spojrzał na niego z zapytaniem malującym się na twarzy.
       - Słuchaj, pamiętasz jak po ataku zabójcy opowiadałem o moim dziwnym śnie? Czy w tedy mówiłeś prawdę że to tylko sen?
       - Tak, to był tylko sen. Cóż więcej chciałbyś usłyszeć, czasem sny przybierają namiastkę realności. Nie głów sie nad tym.
       Ukrywał coś, w jego głosie nie wyczuwał pewności siebie. Ale jeśli ukrywał to dlaczego? Czy prawda mogłaby być aż tak nieprzyjemna? W obecnej chwili chyba nic nie mogło już go bardziej załamać. Westchnął głośno i zaczął się wpatrywać w mały punkt po lewej. Po chwili zrozumiał że to dwaj jeźdźcy jechali w tym samym kierunku gdzie oni zmierzali. Zdawało się że to jacyś rycerze, nie wyglądali na swadiańskich. Reszta taboru także ich zauważyła, Hreth wysunął się na przód a wraz z nim Kerwin.
       Dwoje rycerzy w dziwnych, niespotykanych wcześniej zbrojach podjechało do nich. Oboje niemal bezgłośnie zsiedli z potężnych koni. Pierwszy z nich zdjął szpiczasty hełm i ukazał swoje oblicze, cerę miał niemal bladą, oczy zwężone tak bardzo że Vord zaczął się zastanawiać czy w ogóle na nie widzi. Długie spięte z tyłu blond włosy opadały na plecy. Prawą dłoń trzymał na głowni wielkiego miecza, ten przypięty był do obszytego złotem pasa. Sam pas zapewne musiał mieć ogromną wartość. Może to jacyś szlachcice? Po krótkim namyśle odsunął jednak te przypuszczenia na bok. Nigdy nie widział kogoś kto dźwiga na sobie wartość taką za którą można by kupić cały zamek. Dość powiedzieć że ich pancerze nie wyglądały aby były zrobione z materiału takiego jak zbroje swadiańskich rycerzy. A więc kim oni byli?
       - Jam jest Tervil -skłonił się uw blondas i wskazał na stojącego z boku kompana-A to, Kerteba, jesteśmy wędrownymi rycerzami bez pana. Wiecie może co to za ruiny?
       Nim ktokolwiek zdołał odpowiedzieć, Hreth bezpardonowo smarknął na trawę i zmierzył wzrokiem obu. Nie ukrywał przy tym tego samego głupawego uśmieszku jakim raczył zazwyczaj obcych.
       - Ruiny jak ruiny, a wy rycerzyki lepiej jedzcie dalej. Nie dalej jak trzy mile  stąd jest mały gaj, od groma tam przeciwników....
       Stojący do tej pory cicho kompan blondyna już sięgał po miecz ale powstrzymała go ręka jego zdawać by się mogło pana. Ku zdziwieniu Vorda oboje bez słowa wsiedli na rumaki.
       - Tyś Hreth tak? Nie ładnie tak traktować swoich braci...
       Hreth nic nie odpowiedział, momentalnie poczerwieniał na twarzy i ruszył przed siebie.
       - Ale rozumiem-nadal kontynuował-Żyć w takiej krainie, z dala od swoich, bez rodziny. A twoja kobieta dalej na ciebie czeka, wiesz o tym? Jak długo będziesz tak zatajał swoje pochodzenie? Jak długo będziesz wypierał się tego kim jesteś? Zmienił cie ten pobyt tutaj, i to bardziej niż myślisz.
       Segmentis gestem ręki kazał ruszyć dalej, swadianie spoglądali z zaciekawieniem na dwójkę przybyszy. Vord szedł ostatni, rzucił ostatnie spojrzenie za siebie i napotkał wzrok Tervila. Przez moment poczuł coś dziwnego, czuł jakby ten człowiek doskonale wiedział kim jest i jakby go znał. Na moment poczuł przyjemne ciepło i zrozumienie. Gdy się odwrócił całe to uczucie prysło.
       Kim oni byli i co łączyło ich z starym grzybem? Musieli go znać, może nawet im pomogą? Ktoś kto nosi się tak bogato musi mieć wielkie wpływy.
       -Nie patrz na niego Vord-syknął przez zęby Segmentis-Nie patrz.
       - Dlaczego? Coś w tym złego? Kto to jest, jakaś rodzina dla Hretha?
       -Nie musisz wiedzieć, ale chyba źle się dzieje skoro oni tu są...Sam Hreth mało mi mówi chociaż znamy się nie od dziś. Czasem gdy wypił za dużo mówił o dziwnych rzeczach. Czasami nie mówił w naszym języku, to dziwne trochę. Myślałem z początku że po prostu zaczyna szaleć, ale o nie, on chyba chce by o nim tak myślano. Nikson był raz z nim podczas małej potyczki. Wrócił z niej w tedy blady jak trup, nie chciał nic mówić. Hreth natomiast...ech, szkoda czasu dochodzimy do bramy .



       Kerteba całą drogę powrotną do lasu się nie odzywał. Gdyby go nie powstrzymał mógłby nawet i zabić Hretha. Tervil dalej dumał nad tym co usłyszał od niego, dziwne, uparcie udawał że nie wie o co chodzi. Może i rzeczywiście część dawnych wspomnień wyparł ten klimat. Ale jego butne nastawienie ustąpiło przerażeniu gdy usłyszał co się ma niebawem stać. Momentalnie stał się...chm, normalny. Zupełnie jakby głupota w jego głowie nagle ustąpiła. Opowiedział im wszystko co wiedział, dopytywał się o każdy szczegół. Teraz mają swojego człowieka w tej krainie.
       Ale zastanawiało go teraz jeszcze jedno, czy on wiedział jak się skończy jego życie po paru latach? Czy zdawał sobie sprawę że dobrowolnie będzie żyć bardzo krótko jak na lud Cesarstwa. Nawet w tej chwili i im ubywało zycia szybciej niż w ojczyźnie. Dlatego musieli naprawdę sie spieszyć.
       W końcu pokonali ostatni pagórek i wjechali powoli w las, panowała absolutna cisza, półmrok sprawiał że drzewa wyglądały na obumarłe. Carladia właśnie konała...
       - Panie!
       Z zarośli wyszedł zwiadowca, po barwach poznał że zapewne to jeden z ludzi Herleda Berveta, jednej z trzech grup. W jego kołczanie ostała się jedna strzała, w kilku miejscach kaftan był poprzecinany.
       - Wysłano mnie do Ciebie i to w bardzo naglącej sprawie. Nasz odział starł się z Xevirlami. Odkryliśmy położenie dwóch kamieni a ich właściciele już dawno nie żyli. Gdy kroczyliśmy w kierunku jaki mieliśmy rozpisany napadły nas całe zastępy poczwar. Mało tego, wpływ...przebudzonego jest większy niż myśleliśmy. Jego moc wsparła jego strażników...Zdziesiątkowano nas nim zdołaliśmy ujść na bezpieczne pozycje. Obecnie jesteśmy w Rivacheg, vaegirowie wraz z nami co dzień odpierają szturm....
       - Jak to? Czyż  Nurvel nadal nie leży zamknięty w ciemności? Jeśli to co mówisz jest prawdą...obawiam się że należy niezwłocznie dać znać ostatniemu oddziałowi. Napiszę wiadomość do Larsaga, jego broń musi nam pomóc. Do tego czasu jego infiltracja powinna być zakończona. Chodź z nami, odpocznij a potem w drogę.




       Jeszcze ostatni wóz, pocieszał sie w myślach Vord. Jak tylko porozmawiali z dowódcą tutejszych ludzi , wszyscy najemnicy pomagali w odkopywaniu wejścia do krypty. Praca była ciężka i wszystko szło w powolnym tempie. Niektóre kawałki gruzu były zbyt wielkie i nieporęczne więc trzeba było rozbijać je kilofami. Jak można było się domyśleć kamień był cholernie nieustępliwy. Pot zalewał mu oczy a ręce promieniowały paraliżującym bólem grożąc że za chwilę wypuszczą kilof z ręki.
       Wyprostował plecy i spojrzał w lewo, dwójka nordów z wyuczoną precyzją uderzała kilofami. Nie widać było po nich by byli zmęczeni, chociaż zapewne musieli to robić od rana. Trochę im zazdrościł takiej krzepy, westchnął i zamachnął się kolejny raz kilofem, i kolejny raz bez rezultatu. Jedyny efekt to kolejny tępy bul rąk po zetknięciu się z kamieniem.
       - Niech to szlag! Nie ma innego sposobu? - Wycharczał bardziej do siebie niż na głos.
       - Narzekasz jak baba - powiedziała Elissa podnosząc kawał gruzu i wrzucając go na woź - Chłop nie może narzekać, ma pracować i się nie uskarżać. Tobie widzę to drugie wychodzi lepiej .
       - A ja myślałem że kobieta ma gotować i karmić mężczyznę a nie włóczyć się po świecie jak włóczęga.
       Chwilę po tym otrzymał bolesny cios w twarz. Padł na gruz przy akompaniamencie salwy śmiechu wszystkich wokół.
       - Powtórz to jeszcze raz a obiecuje że pokażę co KOBIETA potrafi...
       Vord wstał otrzepał się z kurzu i ignorując wszystkich zaczął uderzać raz za razem. Był wściekły, kobiety...Nie dość ze jedna go zostawiła to kolejna go bije. Cóż za wstyd, przyjdzie może kiedyś czas że jeszcze wyciągnie do niego rękę prosząc o pomoc. Teraz nawet kamień był jakby mniej oporny...
       - No, dać kopa to potrafisz pracować - Jego oprawczyni zaczęła się głośno śmiać, do chwili gdy całkiem niechcący naładował na szuflę trochę pyłu i wyrzucił to za siebie. Całkiem przypadkowo trafiając ją w twarz, już się nie śmiała. Chwilowy sukces, pomyślał, i jakby nigdy nic zajął się swoją pracą.


       Późnym wieczorem odbyła się wystawna uczta w dawnych koszarach. Odkorkowano beczki z piwem i wystawiono na stół smacznie wyglądające potrawy. Wszystkie praktycznie były regionalne, przysmaki nordów. Od kaszy z mięsem po kaczki zapiekane z kartoflami.
       Usiadł na końcu ławy obok Kerwina, ten smarował czymś ogromne odciski na dłoniach cicho stękając przy tym. Potem skrupulatnie wyczyścił kuszę i dopiero zaczął łapczywie jeść. Vord natomiast szybko wychylił pierwszy kufel piwa i nalał sobie kolejny. Naprzeciw usiadła zgryźliwa Elissa, bez słowa zaczęła jeść i popijać ogromnymi ilościami piwo. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
       - Przyjemny dzień no nie? Zjedz coś ,jutro znowu kilof zostanie twoim kompanem.
       - Wolę dlatego dziś się upić, aby zapomnieć o takim kompanie.
       Ta nic już nie powiedziała tylko zajęła sie piwem, przez moment poczuł jak go kopnęła w nogę. Delikatnie ale odczuwalnie, ciągle dziwnie podejrzanie się na niego patrzyła. Już otwierała usta by coś powiedzieć gdy z przeciwnego końca Hreth uderzył kilka razem kuflem w stół po czym wstał.
       - Uczcijmy panie i panowie ten dzień. Wypijmy za powodzenie naszej misji !.
       Całą sala wzniosła toast i prawdziwie po nordycku wychyliła cały kufel piwa. Nim odstawili pierwszy kufel z drugiej strony wstał Garson, dowódca tutejszych, także z kuflem.
       - Uczcijmy dzień w którym ludzie z rożnych królestw się zjednoczyli. Odpłaćmy naszemu wrogowi ,krew za krew!
       Później Vord już nie zliczył ile było kolejnych toastów. Pod koniec biesiady gdy przy stole ostali się nieliczni wstał i wyszedł na dwór odetchnąć nieco świeżym powietrzem. Było zimno i ciemno, a w głowie wirowało mu okropnie. Po krótkiej chwili zdecydował że ta sterta starych szmat obok wejścia będzie idealnym miejscem by spać. Położył się i tak długo jak potrafił wpatrywał się w te niezliczone gwiazdy nad nim. Gdy już niemal usypiał poczuł czyjąś obecność obok. Niemrawo przewrócił oczami i ujrzał nikogo innego tylko Elissę. Bez słowa położyła się obok niego, wpatrywali sie chwilę w siebie. Mimo potężnej dawki alkoholu wiedział co może za moment się zdarzyć. Nie zdołał nic powiedzieć gdy ta delikatnie przymknęła mu usta. Jej ręka zaczęła wędrować coraz niżej. Jej twarz...w tej ciemności przypominała Selenę, te lata miłości, wspólne noce. Cholera nawet teraz o niej sobie przypomniał, mimo tego jak go potraktowała. On nie potrafił, nie mógł chociaż chciał tego. Energicznie strącił ją z siebie i wstał.
       - Przepraszam, ale ja...nie mogę, wybacz.
       Kobieta ze zdziwieniem malującym się na twarzy podeszła bliżej obejmując go w tali.
       - Dlaczego? Coś nam się chyba należy od życia.  Ty masz swoje zmartwienia, ja swoje. Czy tylko mamy walczyć i narażać życie? Oboje wiemy że jest nam to potrzebne. Myśl jak chcesz...ale ja czasami także jestem samotna, czuje się taka...
       - Odrzucona? - Dokończył za nią - Doskonale to rozumiem, ale mam pewne zasady. Nieważne jakby one nie wyglądały idiotycznie. Lepiej już idź.
       - Naprawdę wierzysz w to co mówisz? Może po tych miesiącach coś poczułam do ciebie? Przez wzgląd na niedawny uraz nie dasz mi nawet szansy?
       - Nie rozumiesz mnie, chociaż widzę ...że się starasz. Porozmawiamy kiedy indziej.Wybacz.
       Elissa na moment jeszcze stała wpatrując się w niego przeszywającym wzrokiem, jednak w końcu odwróciła się i poszła w mrok nocy. A on stał dalej jak głupek, w duchu śmiejąc się sam z siebie jakim jest idiotą. Każdy normalny facet chciałby z taką kobietą spędzić noc. Ale czy to było w porządku? Myśl o dawnej miłości, zresztą niedawno co utraconą nie pozwala mu myśleć o innej.
       Położył się w końcu i natychmiast musiał wstać...nadmiar alkoholu i jego zgubne skutki. Zaczął wymiotować obok posłania, wzdrygnął się na myśl co by się stało gdyby nie odprawił Elissy...
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #88 dnia: Maja 10, 2012, 17:11:00 »
    Witam, wiem że pewnie przeklinaliście moją opieszałość w pisaniu opowiadania(w sesji także). Będę wobec Was szczery, wena jest, pomysł jest, nawet co do ostatniego rozdziału(finału). Ale od kilku miesięcy muszę się leczyć, szczegóły nie są ważne. Bo i żalić się nie lubię. Ale kolejne rozdziały mogą(ale nie muszą) pojawiać się w coraz większych odstępach czasowych. Wszystko się zmieni jak wrócę do zdrowia;/
    Pozdrawiam i raz jeszcze dziękuje wszystkim czytelnikom za wsparcie.
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Kinro

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 86
    • Piwa: 1
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #89 dnia: Maja 10, 2012, 19:56:34 »
    Ważne, byś zdrowiał, nie przejmuj się niecierpliwymi czytelnikami. Jak kocha to poczeka.
    Życie jest jak śmierć.
    Tylko... nie do końca...