Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Ankieta

    Jak myślicie,mam dalej pisać?

    Jak najbardziej,pisz;)
    116 (62.7%)
    Możesz pisać
    19 (10.3%)
    Obojętne mi to...
    19 (10.3%)
    Zasatanów się czy warto...
    10 (5.4%)
    Nie
    4 (2.2%)
    Kategorycznie przestań
    17 (9.2%)

    Głosów w sumie: 184

    Autor Wątek: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.  (Przeczytany 43334 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #15 dnia: Kwietnia 14, 2011, 10:58:09 »
    Przepraszam wszystkich za długi czas oczekiwania na kolejny rozdział.Mam nadzieję że kolejny nie będzie gorszy od poprzednich.Miłej lektury.


    Rozdział 4

    Zabójca Kris już miał otwierać drzwi tawerny gdy do środka weszli najemnicy,a co za tym idzie jego cel Vord. Zachował stoicki spokój i błyskawicznie skręcił w lewo lawirując między stolikami, po czym usiadł w rogu. Stąd miał doskonały widok na całą sale oraz jego miejsce było bezpieczne ,nikt nie wbije mu sztyletu w plecy. Jednak nieco był roztrzęsiony, nie spodziewał się takiego obrotu sytuacji, po prostu nie przewidział że może wpaść na cel tak niespodziewanie i w takim miejscu. Musiał ułożyć jakiś sensowny plan.
    Najemnicy usiedli po drugiej stronie sali, sześciu mężczyzn i jedna kobieta, nie wyglądali na słabych. Kris zamówił piwo dla niepoznaki, uważnie lustrował nowo przybyłych, i szczerze mówiąc nie miał zielonego pojęcia jak wykonać misje.

    Vorda uderzył zapach przygotowywanych potraw, zapach piwa, ale i też jak to bywa w zatłoczonych karczmach smród niemytych ciał. Wielu mówiło że Carladia to wysoko rozwinięte kulturowo miejsce, ale z higieną byli na bakier. Westchnął głośno i usiadł z resztą przy obszernym stole, mimo wielu nie wygód cieszył się ze w końcu znalazł czas na odpoczynek w miarę przyzwoitym miejscu. Przeciesz długi czas sypiał pod gołym niebem lub za pozwoleniem chłopów w stodołach...tak to miejsce było na tle tamtych niemal rajem.
    Z rozmyślań wyrwał go głos Burga.
    -Młody a ty co zamawiasz? Nie każ służce czekać całą noc na zamówienie, he he.
    Tak, rozmyślania zupełnie mu teraz się nie przydadzą, spojrzał na barmankę. O zgrozo, na jego oko mogła mieć dopiero piętnaście wiosen, kto mógł by tak młodą osobę przyjąć? Możliwe że była sierotą lub sama chciała tu pracować aby się wyrwać z chłopskiego życia. Cokolwiek to by nie było po co on miałby się tym martwić?
    -Dla mnie piwo-reszta towarzyszy ze zdziwieniem spoglądała na niego-w sumie to  osiem piw.
    Służka uśmiechnęła się po czym oddaliła, Vord rozsiadł się wygodnie i wsłuchiwał się w gwar rozmów. Livmer żywo rozprawiał z Hrethem o jakimś planie i sposobie wykonania zadań bez zbędnego ryzyka. Tamten drapał się po głowie i krzyknął na głos.
    -Barman, suszy nas! Ile mamy czekać do licha?!
    Popijawa trwała długo i ostatnie co Vord zapamiętał to bul głowy po tym jak upadł z krzesła po nieudolnej próbie wstania ...

    Kris siedział już kilka godzin a tamci byli już schlani jak świnie.  Jego marny cel właśnie upadł na podłogę. Uśmiechnął się ,w takim stanie nie będą dla niego wyzwaniem. Zerknął na szaleńca, ten mimo kilku piw nadal dobrze sie trzymał, podniósł młodego z podłogi ,zamienił kilka słów z barmanem i wszedł z nim na góre. Dobrze, gdy go połozy spać, a cel zostanie sam w pokoju on z lekkością się go pozbędzie.
    Wstał i podszedł do barmana, dyskretnie spojrzał na resztę. Cała zgraja właśnie ledwie się trzymała, jeden z nich spał opierając głowę o blat. Jednak  przy kontuarze nadal pełno było ludzi, zaczął przepychać się między nimi, jednego moze za mocno odepchnął bo runął na podłogę. Gawiedź cofła się od nich zupełnie jakby ten leżący był kimś ważnym a on sam stał się jego przyszłą ofiarą.
    -Ty chamie!-krzyknął, czerwieniejąc się ze złości-Wiesz kogo właśnie popchnąłeś?!
    Kris uważnie mu się przyjrzał, facet miał włosy do ramion, dało się wyczuć perfumy saranidzkie, na palcach nosił kilka złotych pierścieni. Był młody i po mowie mógł się domyślić że ma do czynienia z jakimś młodym szlachcionkiem.
    -Wybacz panie-wolał nie wszczynac awantury, gdyby nie miał zadania...-Postąpiłem nie godnie.
    Wyciągnął ręke w jego stronę, tamten odtrącił ją i błyskawicznie wstał. Biesiadnicy zamarli w oczekiwaniu na to co się zaraz stanie. Być może wiele razy widzieli tego szlachcica w podobnych akcjach, i zapewne jego ofiary kończyły w rynsztoku. Tyle że to on był łowcą, nigdy nawet nie czuł się jak ofiara, to jego powinni się bać. Poczuł chęć rozerwania na strzępy gogusia, nieodpartą chęć ścięcia mu głowy, czuł nagły przypływ agresji...
    Młody na moment stracił rezon, po chwili zawołał.
    -Hektor, Jerfil, nauczcie chama szacunku do wysoko urodzonych!
    Od strony drzwi ruszyli na niego dwa graby. Nałożyli kastety i z tępym uśmieszkiem natarli na Krisa.
    Zabójca chwycił za krzesło i rzucił nim w jednego napastnika kładąc go tym samym na ziemi. Drugi zamaszyście uderzył, Kris błyskawicznie chwycił i wykręcił rękę. Nieszczęśnik schylił się pod wpływem bólu, i to był błąd. Kris z całych sił przywalił jego twarzą w stół. Dało sie słyszeć chrupnięcie a z nosa oprawcy sikła krew. Drugi właśnie się podnosił, jednak Kris bezceremonialnie poczęstował go uderzeniem z ciężkiego buta w twarz. Osiłki leżeli na przemian jęcząc i płacząc jak baby. Młody szlachcic zaczął wycofywać się na zewnątrz ale to on był szybszy. Uderzył najpierw w żołądek a następnie chwyciwszy za włosy uderzył nim o framugę drzwi. Na koniec podniósł go i wyrzucił na zewnątrz. Cała sala zamarła...


    Ranek był zimny i niezbyt przyjemny. Po niebie leniwie sunęły chmury  całkowicie zakrywając budzące się do życia słońce. Okolica wokół drewnianej wieży spowita była gęstą mgłą. Na platformie u góry wieży czuwał żołnierz. Nosił znoszoną kolczugę, u pasa wisiał topór. Człowiek był już w podeszłym wieku, siwe włosy całkowicie pokrywały jego głowę. Wodził pustym wzrokiem po okolicy, było bardzo wcześnie a on niebawem skończy warte. Nie miał pojęcia po co jeden z nordyckich lordów chciał wybudować wieżę obok nic nie znaczącej wiochy. To było zupełnie pozbawione sensu, tereny te były najbezpieczniejszym miejscem w północnej części królestwa nordów. Przynajmniej tak mówiono.
    Przeto przeklinał że to jemu przypadło stróżowanie w tym miejscu. Miał jeszcze do pomocy trójkę wojowników, na bogów i to w dodatku osławionych Huskarli. Elita ami, skoro było tu ich aż tylu to oznaczało że pilnują czegoś ważnego.
    Wychylił się aby spojrzeć w dół.
    -Wrócił Gresings z patrolu??
    Nie otrzymał odpowiedzi, wychylił się z drugiej strony, nikogo tam nie było. Poczuł mrowienie na plecach i nie przyjemne uczucie w żołądku.
    -Jest tam...-zamarł, słowa uwięzły mu w gardle, obok skrzyni z zapasami ujrzał zakrwawiony hełm.
    Podniósł łuk, momentalnie zaschło mu w gardle. Ktoś ich zaatakował a on nic nie widział i nie słyszał? To raczej nie możliwe, służył wiele lat jako zwiadowca i tego czego się nauczył tak łatwo się nie zapomina. Nie był tylko pewien czy na moment nie usnął na warcie, był zbyt juz nie wyspany. Nie mógł pozbierać myśli. Gdzie oni się podziali?
    Podniósł powoli klapę w podłodze, spojrzał w dół, nikogo tam nie było. Niepewnie zszedł parę szczebli nizej. Nagle usłyszał coś jak szuranie, ale czy na pewno? Może to tylko majaki albo jakieś zwierze grasuje nieopodal. Był juz w połowie gdy usłyszał te same dźwięki już bliżej niz przed tem. W końcu był na ziemi, podszedł do skrzyni  i podniósł hełm, natychmiast odrzucił go z przerażeniem. Był zaprawionym w boju wojownikiem i wiele widział ale kto mógł dosłownie wyrwać głowę człowiekowi. Uciąć tak ale wyrwać? Kogo było stać na taki akt bestialstwa?
    Usłyszał cichy pomruk zaraz za sobą, zmówił krótką modlitwę i po chwili otoczyła go ciemność....


    Armia Swadii powoli opuszczała mury Suno. Niemal każdy lord zebrał ze sobą tylu ludzi ilu mógł. Plais czuł się dziś fatalnie, głowa go bolała, był nie wyspany i w dodatku nie pojadł należycie. Ale nie to było najgorsze.
    Hrabia Grainwad został marszałkiem i to on z wielu rzeczy wyręczał króla. Wiedział że Plais nie ma odpowiedniej liczby ludzi , więc dano mu wybór. Albo zostanie tu i zacznie szkolić chłopów albo przejmie dowództwo nad jedną kompanią najemników.
    Jako że dowodzenie to jego domena, i lubił to wybrał drugą alternatywę.
    Armia niemal całkowicie wymaszerowała z miasta a on nadal czekał przy bramie na najemników. Ci głupcy dowiedzą się na co go stać za to że każą mu na niego czekać. Nie obchodziło go to że jeszcze oni o tym nie wiedzą, są psami wojny i muszą i taką możliwość mieć na uwadze. Zastanawiał się czy przypadkiem nie zwiali w nocy z miasta. Zdarzały się już takie przypadki, a jeśli tak było zostanie skazany na szkolenie chłopów którzy i tak dzięki swojej tępocie nic nie zrozumią. Na bogów, los całkowicie nie był mu przychylny.
    Zaczepił strażnika.
    -Widziałeś tu jakiś najemników?
    -Nie panie, ale słyszałem co jacyś obcy nabroili w tawernie Hekka.
    Odprawił go gestem ręki, to prawie na pewno oni. No cóż i tak musiał kupić sobie jakieś dobre wino, więc załatwi dwie sprawy.

    Vord przetarł oczy, spojrzał za okno, było już południe, a oni po prostu zaspali. Zerwał się z łózka i niemal nie upadł na podłogę , cały pokój zdawał się wirować wokół niego, głowę uderzył bul głowy. Pragnienie dało o sobie znać, na stole był kufel nie całkiem opróżniony. Wypił natychmiast, i zaczął się ubierać, schylił się po kolczugę gdy zauważył rozbitą szybę w oknie. Pod oknem leżała cegła owinięta kawałkiem papieru.
    Mimo otępienia zmysłów, Vord domyślił się że to forma wiadomości. Na przedstawieniach wielu poetów w ten sposób interpretowało "cichą "wiadomość jako anonimową. Przeklął w myślach, był jeszcze pijany i jego myśli nie miały ładu i składu.
    Odwinął papier i przeczytał wiadomość.
    "Vordzie, nawet nie masz pojęcia jak Tobie los sprzyja. Ale wiedz że każdy kolejny Twój dzień może być tym ostatnim. Unikniesz śmierci jeśli oddasz to co już dawno nie jest Ci potrzebne, wiesz o co mi chodzi. Niebawem muj człowiek przyjdzie do Ciebie i dasz mu odpowiedz. To nie musi się przykro skończyć"
    Uderzyło go dopiero teraz jak lekkomyślnie postąpił. Całkowicie zapomniał że jest celem. A mimo to oddał się libacji alkoholowej, to było bardzo nie rozważne.
    Wtem do pokoju wszedł Hreth, spojrzał na niego i na zawiniątko.
    -Co to?-spytał jakby i tak wiedząc o co chodzi.
    -Miłe ostrzeżenie od mojego przyszłego zabójcy...
    Hreth pociągnął łyk z butelki, jak zgadywał Vord zapewne mocnego alkoholu. Zmarszczył brew i spojrzał na niego z ukosa.
    -Masz dużo szczęścia, on tu wczoraj był, ale napotkał mały problem...Kerwin i Nikson, zgodnie twierdzą że jakiś gość położył trupem dwójkę ludzi, a jakiegoś szlachcica pobił.
    -I to od razu zabójca? Co w tym dziwnego?
    Hreth zamyślił się.
    -Nie mówisz nam wszystkiego Vordzie, widzę to w twoich oczach. Mam wrażenie ze nie jesteś tak do końca tym za kogo się podajesz. I wiem że "To" widziałeś, i masz świadomość co z tego wyniknie...
    Vord teraz niemal całkowicie wytrzeźwiał. Co ten szaleniec sobie wyobrażał? Kazdy miał jakieś sekrety, a jeśli coś o nim wiedział to i tak nie było to wszystko. Każdemu łatwo było oceniać ,ale mało kto chciał cokolwiek zrozumieć. Już miał coś powiedzieć gdy w drzwiach pojawiła się Elissa, wyglądała na lekko poddenerwowaną.
    -Wszyscy na dół-przerwała by złapać oddech-Ktoś na nas czeka...



    Kris czuł się nie swojo w mundurze żołnierza. Ale nie miał wyboru, jakoś musiał dostać się do Vorda. Zaraz po incydencie w tawernie włamał się do koszar i zdobył uniform. Potem jakby nigdy nic udał się do głównych koszar Swadiańskiej armi i położył się spać. Rankiem ruszył wraz z armią, zmyślnie podrobił wojskowy dokument i zbył sierżantów którzy twierdzili że nigdy go nie widzieli. Odparł że jest nowy, był na tyle przekonujący że mu uwierzono.
    Teraz musiał zlokalizować cel nim dojdzie do jakiejkolwiek bitwy. Nie miał zamiaru przelewać krew za coś w co nie wierzył.
    Dawno minęli mury miasta a on jak na razie nie dostrzegł najemników. Z raportów które przejrzał jasno wynikało że najemnicy mają maszerować wraz z głównymi siłami.
    Miał nadzieję że jego wiadomość zrobiła wrażenie na Vordzie, musiało tak być. Jedna z podstawowych technik zabójców, zastraszanie. Zazwyczaj to bardzo miękczyło ofiary, musiał teraz pozyskać kogoś kto w jego imieniu będzie rozmawiał z Vordem. Obok niego maszerował młody chłopak, zapewne świeżo zwerbowany do armii, co znaczyło że nie miał grosza przy duszy.
    -Witaj, jestem Kris...chcesz zarobić dodatkowe pieniądze?


    Plais kupił butelkę wina i po rozmowie z najemniczką oczekiwał na resztę. Sala była niemal pusta, kilku pijaków zajmowało jeden stół od rana racząc się ich jedynym sensem życia, alkoholem. Gardził nimi ale czyż nie był to sposób na beztroskie życie? Tacy ludzie nie mieli zmartwień, fakt że byli pogardzani przez społeczność ale oni zapewne mieli to gdzieś.
    W końcu doczekał się, grupa najemnych psów zeszła na dół. Plais niemal od razu zauważył że dość solidnie popili wczorajszego dnia. Twarze wymizerowane, oczy podkrążone, chwiejny jeszcze krok. I on miał dowodzić taką hołotą? Cóż jego inteligencja musiała wznieś się na wyżyny. Udowodni wszystkim że on zapanuje nawet nad bandą pijackich psów wojny. Postanowił ich odpowiednio o tym przekonać.
    -Łajzy każecie czekać na swojego pana?! Na swojego dowódcę??!
    Wszyscy stanęli na przeciw niego tępo się gapiąc ,ich wyraz twarzy mówił że nie domyślają się o co chodzi. W jego interesie zatem leżało aby ich uświadomić.
    -Z rozkazu marszałka ja mam wami dowodzić na czas kampanii. I lepiej zacznijcie mnie się słuchać gdyż ja jestem Hrabia Plais, słynny wojownik i postach wrogów Swadii!
    Tamci popatrzyli po sobie, głos zabrał wyglądający na idiotę zarośnięty mężczyzna bez koszuli, zupełnie jak barbarzyńca Nordycki.
    -Kto?
    Plais stracił cierpliwość, podniósł rękę aby uderzyć w ten głupi ryj zuchwalca. Tamten niemal natychmiast chwycił ją w żelaznym uścisku i przygotował się do ciosu.
    -I co uderzysz lorda?? Za to czeka sąd wojenny nawet dla takiego..takiego...najemnika.


    Vord był zaskoczony gdy Hreth zamierzał pobić tego człowieka. Musiał mówić prawdę gdyż w tak drogi struj i zbroje nie ubiera się byle kto. Teraz jednak był blady jak trup i przerażony. Mimo strachu nadal miał cięty język, Vord już widział takich . To typ człowiek którego nie lubił najbardziej. Swoisty pępek świata, mistrz w każdej dziedzinie. Wysokim urodzeniem nadrabiał brak zachowania. Owszem wobec podobnych sobie kulili się i łasili jak pies u nóg pana.
    Hreth puścił lorda, tamten poprawił tunikę i zlustrował resztę, wzrok Vorda spotkał się z jego wzrokiem. Vord czuł że ten człowiek zapewne zastanawia się czy gdzieś go nie widział. Możliwe, swego czasu był rozpoznawany przez wielu wpływowych ludzi...I teraz przez takich musi się ukrywać. Hreth skinął ręką na nich i ruszyli ku wyjścia. Widać było po nim że walczy sam ze sobą aby przyłożyć temu lordowi. Może że nie był jednak do końca szalony jak mniemał.
    -Ej obdartusie ! To ja tu dowodzę i ja każę ruszać ,ty co najwyżej możesz wykonywać polecenia.
    Wszyscy stanęli ,Hreth odwrócił się i teraz Vord był prawie pewien że nastąpi cios w szczękę Hrabiego. Nic takiego się nie stało, spokojnie tylko powiedział.
    -Twoje rozkazy...panie?
    Wszyscy wyczuli ironie w jego głosie ledwie powstrzymując się od wybuch śmiechu, lord jednak zdawał się być wielce uradowany i wydawał się wierzyć w szczerą chęć służenia Hretha.
    -Ruszamy natychmiast! Musimy dołączyć do reszty wojsk.
    Wszyscy wykonali marny pokłon z uśmiechem na ustach, Vord poszedł za ich przykładem.
    Hrabia chciał chyba coś powiedzieć ale się powstrzymał. Najwyraźniej lubił być traktowany jak król. Ale nie zauważył że po prostu stał się obiektem wysmiewisk.
    Gdy ruszyli, oczywiście z lordem na czele, Livmer Segmeris cicho szepnął do Vorda.
    -Myślę że nasz nazwijmy to, dowódca, sporo się nauczy o życiu będąc z nami. Nawet sobie nie wyobrażasz co Hreth robi z takimi jak on.
    -Zabije go?
    Livmer zachichotał cicho, konspiracyjnie spojrzał na Hrabiego czy aby tamten nie słyszy.
    -Oj nie, powiedzmy że nasz drogi hrabia przeklnie dzień kiedy zgodził się wziąć nas pod dowództwo. Znam Hretha długi czas i wiem że on nie lubi gdy ktoś mu dyktuje co ma robić.
    Vord mógł tylko zgadywać w jaki to sposób się rozegra. Poczuł nagle bul kolana, tym razem bardziej intensywny. Zatrzymał się na chwile ,czuł to nie raz i wiedział ze to samo minie. Halabardzista Nikson wrócił się i pomógł mu iść, zupełnie nie pomny dlaczego przystanął.
    -Wiedziałem że nie masz głowy do picia.
    -Taa...
    Vord czuł że mimo uprzedzenia, i wielu różnic między całą grupą więzy braterstwa zaczęły kiełkować. Zastanawiał się tylko dlaczego dzieje się to w bardzo najmniej odpowiednich momentach.
    Martwił go też jeden fakt, ból kolana nie był schorzeniem naturalnym. Wiedział też że skoro to się nasila stare sprawy na nowo zaczną o sobie dawać znać. Namierzył pod kolczugą mały przedmiot na łańcuchu, teraz biło od niego spore ciepło. I jeśli to co usłyszał w tedy jest prawdą...Calradie czeka wydarzenie jakie nigdy do tąd nie nastąpiło. A finał był tylko jeden...śmierć ich wszystkich...
    ***********
    A teraz na koniec pewien fragment mający na celu nieznacznie wprowadzić czytelnika w fabułę.Nie jest to związane z 4 rozdziałem ,coś na zasadzie prologu.

    ...."Jam jest Nuvrel, nikt mnie nie pamięta, nikt nie wspomina. Ale czyż można kogokolwiek za to winić? Myślę że w całej Calradii znajdzie się kilka osób świadome faktu iż nadchodzę. Czuje ciepło krwi w mych żyłach,czuję na nowo wzbierającą się we mnie siłę. Wkrótce więzy mnie krępujące stracą moc,już nie długo będę wolny.Ludzie zapomnieli co się stało setki lat temu, z wielkim cesarstwem..."

    ..."Mają swoje hipotezy dlaczego Calradia jest podzielona,ale nikt z żywych nie zna prawdy.Nie znajdą jej gdyż wszelakie zapiski zostały zmyślnie ukryte.Od zarania dziejów tak było,ginęła jedna cywilizacja a na jej miejsce powstawała nowa.Nawet jeśli by w porę zrozumieli co się dzieje...nie mają już tej siły co ich przodkowie.Teraz są tylko marną kopią ich przodków,słabi na ciele i duchu.Żądni dóbr materialnych,zapomnieli co naprawdę jest ważne.A więc tak jak przed laty tak i teraz przyjdzie im na nowo słono zapłacić...."

    ..."Lękajcie się mnie albowiem sprawię że wasze życie zamieni się w koszmar. Noworodki zaczną umierać, zwierzęta chorować. Pogoda będzie groźna i nieprzewidywalna, brat bratu wrogiem.Nadchodzi kres Carladii,kres wszystkiego co wam znane,tak było od zawsze,i teraz też tak się stanie.Nic was nie ochroni,już niedługo przyjdę po was wszystkich...."

    Fragment przepowiedni "Dni Mroku" Tom3, ustęp 7, autor nieznany.
    « Ostatnia zmiana: Kwietnia 14, 2011, 11:16:50 wysłana przez Aldred »
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline matigeo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1043
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #16 dnia: Kwietnia 14, 2011, 13:27:08 »
    No pięknie, długi rozdział, wiele wątków, tylko te błędy ortograficzne... Dobrze, że się nie poddajesz, "keep it up".

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #17 dnia: Kwietnia 14, 2011, 14:31:44 »
    Tak,wiem że błędy to mój wróg nr 1. Sprawdzam po parę razy całość i niweluje błędy jak się da. Muszę pomyśleć nad jakimś dobrym programem dzięki któremu nie będzie tych błędów. Wiem że wystarczy chcieć ale nawyki są ciężkie do zniwelowania. Poza tym nie pisałem długo(tak wiem żadne wytłumaczenie)i przez pewne sprawy nie mogłem się skupić jak należy. Całość 4 rozdziału wielokrotnie zmieniałem bo na raz chciałem opisać to co miałem w głowie. Pewne wątki są zaplanowane a pewne "rodzą"się nagle i niemal natychmiast chcę je wprowadzić. Pewne akcje kilka razy zmieniałem ale i tak odczuwam pewien niesmak. Nie wiem skąd to uczucie ale mam wrażenie że albo coś ważnego pominąłem albo zagmatwałem. Nie mniej jednak mam nadzieje że jako całość prezentuje się dobrze i ma "ręce i nogi". Dziękuję Tym którym opowiadanie się podoba, i mimo "byków" czytają dalej. Dla takich osób tworze dalej, co jak co ale miło wiedzieć że ktoś to czyta i na dodatek mu się podoba,to motywuje.Dziękuję raz jeszcze.
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline proud

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 3264
    • Piwa: 4
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #18 dnia: Kwietnia 14, 2011, 15:57:53 »
    W sumie nieźle się rozkręciłeś i łącznie to wszystko zajęłoby nawet ~30 stron tzw. znormalizowanego maszynopisu (1800 znaków - czyli mniej więcej tyle ile zajmuje jedna strona drukowanej książki).

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #19 dnia: Kwietnia 14, 2011, 18:10:40 »
    Rozdział 5.

    Był już wieczór, na niebie zaczęły pojawiać się gwiazdy. Lekki wiatr smagał kępy roślinności przynosząc ze sobą chłód. Było niebywale cicho, żadnych odgłosów owadów, ludzi, zupełna cisza. Jedynym dźwiękiem było skwierczące ognisko i chrapanie jednego człowieka. Obok siedział inny ubrany w znoszoną szatę mozolnie dłubiąc w zębach.
    Obok ogniska pasły się dwa rumaki, małe i przysadziste. Dalej leżały dwa łuki i kołczany. Mrok otoczył już okolicę czyniąc ognisko jedynym źródłem światła. Siedzący mężczyzna podniósł się i obszedł ognisko dookoła chcąc się nieco rozprostować. Jego kompan z ziewnięciem przewrócił się na drugi bok i spał dalej. Graha nie mógł ostatnio spać, znowu wracały wspomnienia. Ciągle miał przed oczami widok ciała zmarłej ukochanej, ojca spalonego żywcem podczas pożaru wioski. Stracił wszystko i gdyby nie wojsko chana nie miał pojęcia jakby sobie poradził. Zaczął nucić jakąś piosenkę, gdy coś z lasu powtórzyło za nim słowa.
    -Besto-cicho rzekł do kompana szturchając go butem-wstawaj, ktoś tu jest, pewnie sarranidzi.
    Obaj sięgnęli z wyuczoną szybkością po krótkie łuki ,nerwowo się rozglądając.
    -Kto to był?
    -Nie wiem, po prostu z lasu dochodził śpiew, w tym samym czasie gdy nuciłem "wezwanie ze stepu"
    Towarzysz z uporem wpatrywał się w gęstwinę drzew nerwowo oblizując suche wargi.
    -Besto...-cicho wyszeptał Graha-jak myślisz, sarranidzi mogli by się tak daleko zapuścić na granicę Khanatu? Wojna dopiero co się rozpoczęła...
    Towarzysz najwyraźniej szukał jakiegoś logicznego wytłumaczenia ale nic nie przychodziło mu do głowy. Po prostu nadal milczał.
    -Odezwij się na Step Hanga, jeśli tu są powinniśmy się wrócić i ostrzec naszych...
    Z lasu rozległ się mrożący krew w żyłach krzyk jakiejś kobiety, krzyczała jakby żywcem obdzierano ją ze skóry.
    Obaj popatrzyli po sobie niepewni co robić jeden czekał na drugiego licząc na to że padnie jakaś propozycja działania.
    -Nie ważne kto-odparł Besto-Jakaś kobieta potrzebuje pomocy, zostań tu, gdy nie wrócę do godziny wracaj do naszych.
    Towarzysz chciał zakazać mu tego ale wiedział że to nic nie da, poza tym byli ludźmi stepu, strach był ich towarzyszem. Towarzysz zniknął w gęstwinie drzew...Graha miał bardzo złe przeczucia...


    Vord był wykończony po całym dniu marszu, cały dzień armia Swadii maszerowała w forsownym tempie. Segmeris twierdził że Harlaus zgromadził około trzy tysiące głów. W  połowie byli to rekruci naprędce przygotowaniu do jako takiej walki. Swadianie rozbili namioty i wystawili warty na kilka mil od obozu, najemnicy dzielili namiot z grupą innych żołnierzy.
    Noc zapowiadała się diabelnie zimna, ogniska i koksowniki były dosłownie oblegane przez ludzi chcących się ogrzać. Hrabia ruszył na naradę wasali a oni postanowili spędzić czas przy ognisku.
    Kerwin majstrował coś przy swojej kuszy, Burga tłumaczył Niksonowi jak poprawnie ostrzyć broń. W tym celu machał osełką co chwila przerywając aby usłyszeć przytakiwanie słuchacza. Tamten był zdecydowanie znudzony tą tyradą ale przez wzgląd na to że Burga bywa agresywny wolał go wysłuchać do końca. Livmer czytał księgę,Vord dziwił się jak to możliwe w takim świetle, sam ledwo mógł dojrzeć tytuł. Hreth jako jedyny postanowił jak on to ujął udać się na rozpoznanie obozu. Cokolwiek by to nie znaczyło, Vord przeciągnął się i zapragnął zapaść w błogi sen. Ale zaraz...gdzie była Elissa? Odkąd wreszcie usiedli nigdzie jej nie widział, wstał i rozglądnął się po obozie.
    W takiej gęstwinie namiotów, ludzi, koni, ciężko mu było ją dojrzeć.
    -Kerwin-tamten na moment oderwał wzrok od kuszy-gdzie Elissa?
    Tamten po prostu wzruszył ramionami wracając do konserwacji kuszy. Livmer oderwał się od książki, ściągnął binokulary i spokojnie powiedział.
    -Na pewno gdzieś w obozie. Jeśli jej szukasz bo myślisz że coś jej się stało to nie martw się.  Kobieta potrafi o siebie zadbać.
    -Ale nie powinna trzymać się naszej grupy?
    Głos zabrał teraz Burga szczerząc się nie przyjemnie.
    -Jeśli masz zamiar ją posiąść to sobie daruj, ja próbowałem raz gdy się upiła, złamała mi nos.
    Vord czuł że poczerwieniał ze wstydu, im tylko jedno w głowie. Nie rozumieli że tak został wychowany i w jego naturze było aby się troszczyć o kobiety. Coraz rzadziej ceniono cnoty rycerskie, nie twierdził że sam żyje według nich ale nie był gburem wobec niewiast. Co też taki komentarz bardzo go zdenerwował, ale nie chciał konfliktu z takim dryblasem. W bajkach i sztukach Verhoena z Yalen za takie słowa cni rycerze wyzywali na pojedynek. I zawsze wygrywali mimo iż ich rywal niemal zawsze był silniejszy i groźniejszy. Ale to nie było przedstawienie, a życie lubiło udowadniać że do bajki mu daleko. Poszedł w głąb obozu może tylko dla tego aby ją znaleźć , upewnić się że nic jej nie grozi a potem usnąć w świętym spokoju.


    Plais usypiał na naradzie, cały dzień użerał się z najemnikami, cały dzień maszerował. Ale najwyraźniej nikogo to nie obchodziło, po prostu król miał kaprys aby zwołać naradę. Jego namiot a jakżeby inaczej był obszerny, bogato wyposażony aby pokazać lordom prestiż.
    Harlaus już godzinę tłumaczył wszystkim czego wymaga, na co liczy, ale ani razu nie wyraził podziękowania dla cennych lordów. Na przykład dla niego, gdyby nie on któż dałby sobie radę z zawszonymi najemnikami? Nagle wywołano jego imię, nie kto inny jak sam król.
    -Hrabio Plaisie, mam dla ciebie nieco inne zadanie...
    W namiocie ucichło, jak się Plais domyślał byli ciekawi jakie zadanie mu przypadnie, Haringoth nie ukrywał zainteresowania czujnie patrząc na niego.
    -Tak mój panie-wykonał ukłon najlepiej jak potrafił, ot choćby dlatego aby pokazać reszcie kto tu najbardziej pokazuję klasę godną tytułu Hrabiego.
    Król wydawał się nie zwracać na to uwagi, zerknął na mapę zawieszoną na jednej z belek namiotu, po czym jakby do siebie powiedział.
    -Udacie się wraz z najemnikami do wioski Reveren, to kilka mil od zamku Maras. Ruszycie tam w momencie gdy zaczniemy oblegać zamek, rozeznacie się tam o ruchach wroga. Mamy w tamtej wiosce informatora, to starszy wioski, Keleb. On wam przekaże wszystko.
    Rozumiał że najemnicy na taką misję się nadają , ale on? Przecież tam mogło się roić od wroga. A znając Rhodockie psy niemal pewnym było że w okolicach pełno będzie patroli. Więc możliwe było że ktoś nacisnął na króla aby to właśnie jego wysłać na ten zwiad. To było prawdopodobne, miał wrogów, może to ta świnia Haringoth? Albo marszałek Grainwad? Albo co najmniej możliwe sam król Harlaus? Tyle pytań a tak mało odpowiedzi.
    -Oczywiście panie, z radością wykonam to zadanie.
    -Nie wątpię-Król zamyślił się spoglądając na namiot który zaczynał być smagany ostrymi porywami wiatru, następnie chwycił się za pierś jakby coś nagle go zabolało-Na dziś koniec...wiecie jakie macie rozkazy.
    Lordowie nie kryli zmartwienia dziwnym zachowaniem króla, medyk odprawił wszystkich na zewnątrz, ku nie zadowoleniu wszystkich.
    -Zajmę się królem, wybaczcie moi panowie, ale tu potrzeba medyka a nie wojownika...
    Po czym szybko zasłonił wejście do namiotu a dwójka rycerzy stanęła przy wejściu. Wśród lordów wrzało , spekulowano o tym iż król może być chory, poddawano w wątpliwość sens całej kampanii. Plais postanowił odwiedzić najemników jako że brzydził się towarzystwa całej tej lordowskiej hołoty. Zastanawiał się tylko co było w tym dziwnego ,gdy Harlaus zemrze, na jego miejsce wpadnie nowy, młodszy i pewnie jeszcze gorszy władyka. A tym starym łatwo można było za kilka lat manipulować, kto wie, a może i wkupił by się w łaski króla? Chrząknięcie za nim oderwało go od wspaniałych przemyśleń. Plais się nie pomylił, to znowu Haringoth z tym swoim głupawym uśmieszkiem.
    -I tak to wygląda, my będziemy się nudzić oblegając zamek a ty będziesz harcował po wioskach.
    Plais zignorował go, wiedział że ten głupek lubił go prowokować i denerwować. Jednak tamten dogonił go i kontynuował.
    -Ale co tam, powinieneś się cieszyć, w trakcie oblężenia które długo potrwa zapewne trudno będzie o dziewkę, a ty możesz się gzić z chłopkami za darmo, zazdroszczę ci.
    Po tym zaczął się śmiać, Plais czuł że długo nie wytrzyma i może zrobić coś głupiego.
    -Lepiej się wyśpij-i zaczął dalej iść, zostawiając swojego rozmówce samemu sobie. Był wściekły, ale swoją złość wyładuje na najemnikach. Ta myśl go pokrzepiła bardzo, ruszył pewnie do podwładnych.



    Zabójca Kris obszedł cały niemal obóz, ale jak dotąd nie zlokalizował celu. Wprawdzie znalazł resztę najemników ale Vorda tam nie było. Młody nieźle igrał z losem, albo miał niebywałe szczęście albo potrafił przewidzieć każdy jego ruch. Osobiście stawiał na to pierwsze.
    Dokończył pisanie wiadomości do Vorda i poszedł do namiotu gdzie przebywał jego młody pomagier.
    -Żołnierzu!
    Kris odwrócił się i spojrzał na sierżanta, tamten niósł z namaszczeniem miecz bogato zdobiony heraldycznymi znakami.
    -Zanieś to natychmiast hrabiemu Plaisowi, to ten co dowodzi najemnikami, to od kowala Narda.
    Kris wiedział że chcąc zachować wiarygodność musi spełnić żałosne szczekanie głupawego dowódcy, wiadomość musi poczekać.
    -Tak jest, ruszam niezwłocznie!
    Wziął miecz i ruszył w stronę najemników i owego lorda Plaisa. A może teraz los się do niego uśmiechnie i natknie się na Vorda?



    Besto nadal nie wracał, minęła już godzina albo i więcej. Graha pospiesznie nałożył siodło na konia, przełożył łuk na ramię gdy znowu rozległ się krzyk, tym razem rozpoznał go ,to jego towarzysz. Konie nagle się zerwały spłoszone jakby nie samym tylko krzykiem , i pogalopowały w ciemność. Graha szybko wyciągnął szable i czekał w napięciu, zdecydowany drogo sprzedać swoje życie. Ku swojemu przerażeniu usłyszał piski zarzynanych koni. Jeśli to rzeczywiście sarranidzi to prawdą było że zachowywali się jak nieokrzesani barbarzyńcy. Wiatr poderwał się niosąc ze sobą smród zgnilizny, od razu żołądek podszedł do gardła lansjerowi. Pamiętał lata szkolenia na stepie, nauczyciel często uczulał go aby w obliczu niebezpieczeństwa zachować zimną krew i spokój.
    Mimo iż często był bity przezeń, teraz okazał mu zrozumienie. Nie jeden człowiek spanikowałby w obliczu niewiadomego i zbliżającej się śmierci. Ale nie on , lansjer Khanatu, sława stepu, konna nawała, deszcz strzał...
    -Stań do walki kimkolwiek jesteś! Nie boje się, wyzywam Cie na pojedynek!
    Wbrew temu czego oczekiwał nic się nie stało. Ani nikt nie wyłonił się z lasu ani nie było żadnego dźwięku. Kolejny podmuch wiatru zgasił ognisko porywając żar w powietrze. Cześć uderzyła go w twarz, parząc niemiłosiernie. Rozległ się głos  znikąd a jednocześnie jakby w jego głowie.
    -"..I płakał lud nad swym losem, rycerz przebity..zawodzą kobiety i dzieci...starzec nad ogniskiem...popiół z kości..duch zniknie..."
    Te słowa nie miały dla niego żadnego sensu ale wyczuł niepokój, jakiś pierwotny strach. Gdzieś w głębi jego podświadomość krzyczała aby uciekał. Ale nie mógł, po prostu nie potrafił ruszyć się z miejsca.
    Przed oczami miał migające obrazy z jego życia, dziecko biegające wokół ojca, umierająca kobieta w otoczeniu dziecka i mężczyzny, dwójkę walczących na drewniane miecze ludzi, spalona wioska, mogiły, aż na końcu samego siebie leżącego wokół przygaszonego ogniska. Zrozumiał już że właśnie umarł....
    Po policzku martwego spływała jedna łza. I wyraz twarzy który opisywał jakby zawód, jakby ten człowiek zginął nie dotrzymując jakiejś przysięgi. Żal człowieka niespełnionego, człowieka tracącego za życia wszystko nie zaznając żadnego szczęścia. Który całe swe życie walczył o to aby przeżyć, aby żyć z przykrymi wspomnieniami, mieć do końca życia żal sam do siebie. Że zawiódł, że odebrano mu wszystko, wreszcie zawód człowieka ginącego w bezimiennej mogile.
    Ciało pokrył pył i żar z ogniska, tworząc groteskową formę mogiły. Gdzieś daleko zawyły wilki opłakując człowieka stepu...

    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #20 dnia: Maja 20, 2011, 16:17:13 »
    Rozdział.6.


    Vord z rezygnacją wypisaną na twarzy lawirował między namiotami. Zaglądał do każdego spotykając się zazwyczaj ze zdecydowaną pogardą. Nic nie mógł poradzić, obóz był ogromny a on starał się odwiedzić każde miejsce. Nawet zaglądał do zagród koni, jak na razie bez efektu. Gdzie ona mogła być? Przecież nie rozpłynęła się nagle. Przyśpieszył i szukał dalej.

    Zabójca odnalazł w końcu miejsce gdzie przesiadywała grupa najemników. Bacznie zlustrował okolicę ale nie było tu Vorda. Jak na ironie szaleniec też był nieobecny. Nie chciał marnować czasu, podszedł do najemników. Tamci spojrzeli po sobie, potem na niego z pytaniem malującym się na ustach.
    -Gdzie wasz dowódca, Hrabia Plais?
    -Na zebraniu-rzekł chudy człowiek z binokularami niemal całkowicie zsuwającymi się z nosa.
    -Ah, przekażecie mu ten miecz? To od jakiegoś kowala. Polecono mi go dostarczyć.
    Tamci bez skargi przejęli miecz i wrócili do swoich zajęć. Kris obrócił się na pięcie i postanowił raz na zawsze skończyć tej nocy z Vordem. Działał mu już na nerwy, musiał ułazić się za nim jak pies gończy za zwierzyną.
    A to nie w jego stylu, owszem lubił taki dreszcz emocji gdy wiedział że potencjalna ofiara czuła na karku jego oddech. Ale zwykle nie trwało to tak długo, a Kris nie należał do cierpliwych ludzi. Nie mógł zatem się dziwić że ataki agresji pojawiały się ostatnimi czasy często.Dla kogoś w jego fachu oznaczało to znaczne ryzyko, a nawet przejście na wcześniejszy spoczynek. Żadna z tych wersji nie była dla niego zbyt satysfakcjonująca. On planował odejść znacznie później, i przede wszystkim chciał aby jego imię przetrwało długie lata. By o nim śpiewano i opowiadano, o największym w Carladii zabójcy. By był przykładem dla przyszłych pokoleń, aby naśladowano jego styl. Te marzenia nie były tak odległe pomyślał. W kręgu zabójców uchodził za wybitnego, szybko awansował w hierarchii, wielokrotnie ocierając się o śmierć. A stary Glern nie mógł żyć wiecznie, niebawem starość wyssie z niego całą siłę, i będzie musiał wybrać następce. Całkiem realne że właśnie jego, Kris pełen radości z przyszłego tryumfu ze wzmożoną czujnością jął wypatrywać ofiarę.


    Plais całą drogę powrotną myślał jak dobrze rozegrać karty. Haringoth może milczał ale ile to mogło potrwać? W końcu zapragnie kolejnej sumy, albo od razu go zdradzi. Plais musiał działać, musiał być jakiś sposób aby pozbyć się nie wygodnego padalca. Gdy dojdzie do oblężenia, i swadianie zaczną szturmować mury wiele może się wydarzyć. Czy przekupić dobrego strzelca aby w trakcie zawieruchy bitewnej przebił bełtem tą mordę? Nie , to mogło by zadziałać odwrotnie.
    Za dużo myśli na raz, a tak mało czasu. Czuł presje na sobie. Nigdy nie lubił tego uczucia, gdy miał coś zrobić a wiedział że to niemal nie wykonywalne. Od razu przypomniał mu się jego ojciec. Stary sklerotyk wielokrotnie go bił. Praktycznie za nic czyż młodemu szlachcicowi nie wolno poniżać chłopstwa? Przecież tak było od zawsze, chamy musieli znać swoje miejsce na tym padole. Gdyby im na moment odpuścić kto wie co mogli by zrobić. Naukę fechtunku nie lubił przede wszystkim, ojciec wymyślał jakieś dziwne techniki. I oczekiwał że on wszystkie je pojmie. Zawsze twierdził ze umiejętność walki idzie na równi z honorem. Cuż za głupiec, honor jest dobry dla rycerzy,  ba , tych rycerzy co nie mają mózgu. Któż teraz tak się zachowuje? Odwróć się do wroga plecami a zarobisz cios sztyletem. Wszyscy wyszukiwali sposobu aby zabić wroga przy minimalnym narażeniu swojego życia.
    Przerwał rozmyślania gdy zorientował się że jest już obok najemników a jeden z wyciągniętymi rękoma w jego stronę trzyma miecz.
    -Panie, pewien żołnierz kazał to przekazać...
    Plais uśmiechnął się szeroko, tak, los ponownie spojrzał przychylnym okiem. Zupełnie zapomniał że miesiąc temu kazał sobie wykuć nowy miecz, zresztą nie byle jaki , wzdłuż ostrza było małe wyżłobienie, wystarczyło nasączyć teraz ostrze "Helerium" i każdy zraniony takim mieczem padał. Tak to było broń w sam raz dla niego, pomacał pod tuniką i uradował się że flakonik z tą trucizną jest na swoim miejscu.
    Wszedł do namiotu i zapadł w błogi sen. Znowu we śnie nawiedzał go jego ojciec, i musztra....

    Vord zapalił fajkę i poczuł delikatny dreszcz na wskutek działania tytoniu. Usiadł opierając się o słup na którym wisiała latarnia olejowa. Rozważał czy nadal szukać tej dziewczyny czy po prostu wrócić i spać. Możliwe ze Elissa była już wraz z innymi najemnikami. A on głupi szukał, przeklął głośno. Oczami wyobraźni widział jak reszta w tym momencie śmieje się w kułak z niego. Miał wrażenie że był traktowany jak zbędny balastr lub jak dziecko. Świat ciągle musiał mu udowadniać że jest niczym, że nic w życiu nie osiągnie. I prawdę mówiąc Vord nie zamierzał się nad to wybijać, po miesiącu ruszy do Khanatu i w tedy skończy się ciągły stres.
    Nagle za swoimi plecami wyczuł czyjąś obecność, siedział w bezruchu i czekał. Pewnie to strażnik i jeśli by teraz się zerwał tamten by go wyśmiał. A jeśli to nie on? Delikatnie zgasił fajkę...
    -W końcu cie znalazłem Vordzie Reinerze, słono mnie kosztowało łażenie za tobą...
    Przeszył go nieprzyjemny dreszcz, wyczuł że to zapewne zabójca. Po głosie słychać było że gość w każdej chwili gotów jest go zabić. Jego ręka powędrowała do rękojeści miecza. Postanowił że zadziwi zabójce i nie okaże strachu, śmieszne było jednak to że na prawdę czuł strach. Czuł że śmierć w każdej chwili zawita u niego, nic i nikt go nie ocali.
    -Mogę wstać? Czy wbijesz mi sztylet w plecy?
    Tamten cicho się zaśmiał, potem westchnął jakby cała ta sytuacja go nużyła.
    -Gdybym chciał , kilka minut temu leżałbyś z poderżniętym gardłem, wstawaj.
    Vord w końcu spojrzał mordercy w oczy .Najemnik był rozczarowany że znowu traktowano go jak pchłę, niezdolną do niczego. Rozejrzał się dookoła ale pech chciał że w tej okolicy nie było nikogo, lekkomyślnie oddalił się od centralnej części obozu, przeklęta Elissa...
    -Słuchaj-prześladowca przybrał teraz poważny wyraz twarzy, oczy mu się zwęziły a ręce nieznacznie zaczęły drgać-Pieprzę twoje życie, i to kim jesteś, w dupie to mam, chcę twój talizman, zleceniodawca dał mi wolną rękę co z tobą zrobię, i szczerze mówiąc szkoda mi ostrza na ciebie, talizman!
    I tego się obawiał najbardziej, mimo tego że wmawiał sobie że strach nim nie zawładnie nogi stały się miękkie, groziły tym że nagle odmówią posłuszeństwa. Pot delikatnie ściekał mu po czole, wargi w momencie stały się suche .Może go jakoś przekona, w co wątpił ,ale spróbować warto.
    -A wiesz do czego on służy?
    -Tak, w zasadzie prawie ,nie jesteś jedynym posiadaczem tego kamienia. Do cholery nie targuj się tylko mi go daj!
    Vord przypomniał sobie jak stał się jego posiadaczem, i co się stało z osobą od której go dostał. Przez ten przeklęty kamień i tajemnice z nim związane utracił swoją miłość, jedyną osobę na tym przeklętym świecie mu bliską.
    Selena była jego kobietą życia. Była córką Lorda Alerica, spotykał się z nią potajemnie nocami. Pamiętał tamtą noc, ostatnią wspólnie spędzona noc z Seleną.
    Było ciepło, księżyc rozświetlał cały zagajnik, przy olbrzymim dębie siedział i czekał na swoją wybrankę. W ręku obracał pierścieniem który kupił u złotnika za dwa muły, jedyną pozostałość po jego ojcu...
    Nie był ze złota, był z brązu, złotnik Wuris z litości wygrawerował na nim inicjał "S,V Na zawsze razem". Młoda szlachcianka dobrze wiedziała że Vord był człowiekiem biednym. Ale jak na te czasy wiedziała że miłość nie wybiera .Dostrzegła w nim coś ,co jak ujęła "Oddałabym wszystko byle spędzić całe życie z Tobą..".
    Długo jej już nie było, w końcu usłyszał tętent konia i sylwetkę kobiety. Wyszedł jej na przeciw, poczuł że coś jest nie tak, jej zachowanie było inne niż zawsze. Pośpiesznie zsiadła z konia, makijaż spływał jej po policzkach, włosy miała zmierzwione i cała drgała.
    -Ojciec oszalał kochany-w tym momencie wybuchnęła płaczem, Vord szybko ją objął-Przez ten talizman o którym ci mówiłam...całkiem ojcu zawrócił w głowie. Bredził od rzeczy, za długo to trwało, musiałam działać..
    Wyjęła z juk mały czerwony kamień w srebrnej obręczy, przytwierdzony do łańcuszka, pokazała mu go, na jej twarzy malowało się pytanie, co teraz?
    -Uspokój się proszę, przejdzie mu...
    -Nie, ostatnio dziwni ludzie go zaczęli odwiedzać, mówili w dziwnym języku, ojciec zamykał w tedy komnatę i siedzieli tam do rana.Przez dzień prawie nie spał, chodził jak oszalały, błądził myślami, zupełnie mnie już nie dostrzega...
    Vordowi żal było, cała ta sytuacja, co on mógł uczynić. Ich schadzki były bez celowe, w końcu i tak jej ojciec nie zgodzi się na ślub z takim obdartusem. Sam wolał nie widzieć się z nim, po ostatnim spotkaniu omało nie wtrącono go do lochu.
    Wiedział o jakich ludziach mówiła Selena, byli to lordowie ze Swadii, Khanatu, Saranidzi, Vaegirzy, Rhodokowie. Widział ich raz przy mogile Bregeha Wielkiego. Ale w jakim celu tego nie wiedział.
    Nagle od strony z której nadjechała jego wybranka dał się słyszeć tętent koni. Oboje z trwogą wpatrywali się w las.
    -Ojciec zapewne się dowiedział...-zaczęła łkać Selena.
    Vord czekał na rozwój wydarzeń ,niepewny co go za raz czeka. Jeźdźcy wyłonili się nagle z ciemności jak nocna mara. Było ich trzech, nie pięciu. Wszyscy na potężnych wałachach, każdy nosił lichą kolczugę .  Zatrzymali się nagle i dostatecznie blisko Vorda by ten mógł wyczuć smród potu i gorzałki. Barczysty mężczyzna ściągnął hełm i energicznie zsiadł z konia, reszta poszła za jego przykładem.
    -Lord Aleric nakazał nam cię pojmać za zadawanie się z jego córką oraz za kradzież pewnej błyskotki.
    Woje byli pewni siebie, żaden nie wyciągnął broni, czekali na reakcje z jego strony.
    -On tego nie zrobił, to ja wzięłam ten medalion.
    Vord wiedział że Selena liczy teraz na swój status i jest przekonana że ją wysłuchają. Ale patrząc na tamtych, Vord czuł że są nastawieni na bezwzględne wykonanie rozkazu. Nordowie mieli swoje prawa i dziwne poczucie honoru.
    -Zamilcz!-odezwał się ich mówca-Ciebie czeka coś gorszego suko !A ten gagatek otrzyma stosowną karę. Mam rozkaz by was pojmać dobrowolnie lub w razie sprzeciwu...zabić. Liczę na to drugie.
    Olbrzym pokazał nakaz z pieczęcią Alerica i jego podpisem. Nawet w tej ciemności Vord widział strach i nie dowierzanie malujące się na twarzy jego ukochanej. Łzy pociekły jej po policzkach i zaczęła dygotać z przerażenia. Vord wyciągnął miecz i skierował w stronę przywódcy wojaków, nikt nie obrazi jego wybranki. Czuł że teraz walczy nie tylko o swoje życie, walczy o honor Seleny, o ich wspólne życie razem.
    -Połkniesz te słowa-wycedził młodzieniec wkładając w to jak najwięcej pewności siebie.
    Tamci szybko porwali za broń, przywódca zrobił to najwolniej. Szybkim cięciem Vord uciął mu głowę. Reszta z rykiem rzuciła się w jego stronę.
    -Selena!-krzyknął-Na konia i gnaj co sił do mojego wujka, wiesz gdzie on jest!
    Nie widział czy posłuchała jego słów gdyż w tym momencie sparował wściekły lecz nie zgrabny cios mieczem. Vord obrócił w dłoni miecz i uderzył głownią w szczękę napastnika. Kolejny próbował właśnie przeciąć go w pół toporem. Obrócił się szybko  ,chwycił za stylisko topora i przebił serce norda.
    Trójka woji popatrzyła po sobie widząc resztę swoich towarzyszy martwych. Za sobą Vord usłyszał oddalający się dźwięk galopu. Podziękował w myślach Selenie że go wysłuchała. Ciężko dyszał i miał przeczucie że w końcu gdy opadnie z sił zostanie zabity.
    Nordowie ruszyli okrążając go , wszystko odbywało się w przerażającym milczeniu. Oczy nordów zdawały się nie wyrażać teraz żadnych emocji, zupełnie jakby działali w amoku. Vord postawił teraz wszystko na jedną kartę, podniósł masywny topór i gdy tamci byli na metr od niego wykonał desperacki obrót  z toporem.
    Rozległ się dźwięk łamanych żeber, przecinanego ciała i stali. Poczuł też piekący ból na lewym policzku. Atak mimo tego że nie miał sensu i raczej służył chęcią nastraszenia rywali, położył trupem wszystkich.J eden wciąż żył, z brzucha wylewały mu się wnętrzności, podszedł do leżącego i opuścił topór na jego głowę.
    Nie mógł uwierzyć że pokonał ich wszystkich sam, przy ogromnym dębie coś błyszczało. Zmęczonym krokiem podszedł i podniósł medalion. Selena musiała go upuścić, był piękny ale jednocześnie bił prostotą wykonania .Dla Vorda wówczas było to zwykłe szlacheckie świecidełko...
    Teraz stał twarzą w twarz z mordercą, tamten wyciągnął powoli sztylet i rzekł spokojnym głosem.
    -Słuchaj, chcesz zginąć dla tego medalionu? ? Daj mi go a ja się zadowolę zapłatą i powiem że ciebie znaleźć nie mogłem. Obaj na tym skorzystamy.
    -Nie, to jedyna pamiątka po bliskiej mi osobie. Musisz mnie zabić,bo klnę się na wszystko że dobrowolnie ci go nie oddam.
    Nastała nieprzyjemna cisza,  zabójca przekręcił delikatnie głowę na bok uważnie spoglądając na niego.
    -Niechaj tak się stanie...
    Morderca był piekielnie szybki, Vord ledwo zdążył wyciągnąć miecz i sparować wściekły atak. W całej tej sytuacji Vord dostrzegł komizm w tym starciu. On miał miecz a przeciwnik sztylet .Czyżby tamten był aż tak dobrze wyszkolony lub szalony? Musiał wykorzystać przewagę zasięgu broni. Wykonał ciecie z lewej strony, zabójca odbił cios sztyletem i wykonał szybkie pchnięcie w brzuch. Vord musiał uskoczyć do tyłu ,nie zdążył wyprowadzić riposty bo kolejny cios zmierzał w jego głowę. przykucnął na czas, sztylet o włos minął jego głowę. Zabójca kopnął go w twarz powalając go tym samym na ziemie.Najemnik zaklął w myślach, ten typ przewidywał każdą jego reakcje, nie ważne jak by unikał ciosu, on i tak atakował ponownie. To nie wróżyło nic dobrego, wątpił czy zakuty w zbroje rycerz mógłby unikać tak szybkich i zdradzieckich ataków.
    Podniósł się szybko na nogi ,i znowu runął po podcięciu przeciwnika. Tym razem upuścił miecz. Nawet nie zdążył go dosięgnąć bo noga przeciwnika przygniotła mu dłoń.
    -To musiało się tak skończyć Vordzie...dałem ci szanse bo mniemałem że twój brak fechtunku nadrobisz rozumem. Ale widać ,każdy najemnik jest tak przewidywalny jakby myślał że to że ma broń czyni go wielkim.
    Vord nie miał już sił by próbować się bronić. A więc tak właśnie czuje się człowiek na chwilę przed śmiercią. Ta bezradność, w dodatku odejdzie ze świata z wiedzą że nie wykona wszystkich celów które sobie wyznaczył.
    Zabójca nachylił się i ostrze sztyletu runęło w dół...

    Lord Aleric szedł w otoczeniu dwójki gwardzistów ciemnym korytarzem. Dostał raport przed chwilą, to co tam było napisane zmroziło mu krew w żyłach.Teraz musiał zwołać naradę i ustalić co dalej. Z niecierpliwością też wyczekiwał powrotu zabójcy. Zapłacił mu nie małą sumkę, ale czyż nie było warto? I tak wiele ostatnimi czasy poświecił, wszystko w imię wyższego dobra. Córka był dorosła, więc co go obchodziło gdzie jest. Obszarpaniec który ją przekabacił zapłaci za to. Był niemal pewny ze to on kazał Selenie okraść amulet. Od samego początku nie wzbudzał w nim sympatii. Przeklęty obszarpaniec, okrutnie namieszał, teraz gdy był tak blisko celu.
    Doszli do ciężkich kamiennych wrót, wyryte buło tam słońce i sześc mniejszych okręgów. Kamień z którego zrobiono wrota miał setki jeśli nie tysiące lat ,przynajmniej z tego co wyczytał tak wnioskował.
    Przejechał po żezbieniach i wymacał małe zagłębienie, wcisnął palcem i rozległ się zgrzyt mechanizmu. Wrota z szuraniem otworzyły się, w środku kilku ludzi już na niego czekało.
    Sala była ogromna,  sklepienie znajdowało się parę metrów w górę. I tam był podobny znak jak na wrotach. Z tą różnicą że wykonane ze szczerego złota. Co w świetle pochodni dawało piękny efekt. Całe żezbienie zdawało się poruszać pod wpływem światła rzucanego przez pochodnie. Zupełnie jak miraże na pustyniach sarranidzkich wywołujące złudne obrazy.
    Sala był okrągła, wnętrze wykonano z podobnego budulca jak wrota, każdy blok skalny był idealnie przycięty i dopasowany. Można by było pomyśleć że upływ czasu nic nie robił, jakby sale zbudowano wczoraj. Ogromne kamienne tablice, dwumetrowej wysokości stały dookoła sali na kamiennych podestach.
    Jeden najbardziej wzbudzał trwogę, wyryty na nim był jak to saranidzcy uczeni mówili układ ponad świata. A więc księżyc , słońce i jakieś liczne punkty. Czym były tego nikt nie wiedział. Na samej górze wyryto jakaś postać, ciężko było określić kim owa postać jest. Nie przypomniał jakiegoś wielkiego wojownika jak dawniej ludy czyniły w grobowcach. Postać ta przedstawiała jakby człowieka,ale kilka szczegółów nie pasowało do tego stwierdzenia. W jednej ręce trzymał mniejszą dużo postać, wiszącą bezwładnie. W drugiej trzymał nieco wyżej podobną postać. Z tym szczegółem że ta postać nie miała do końca wyrzeźbionych dłoni i nóg. W dodatku rzeźbiarz który to robił chyba był pijany, bowiem co tłumaczyło te liczne punkty wokół dziwnej postaci niedociągnięcia względem braku częściowo kończyn? Spekulowano że po prostu artysta nie dokończył dzieła lub się śpieszył. Inni sądzili ze pod względem wykonania i estetyki ta tablica nie rożni się od innych. A więc co ona przedstawiała?
    Inne tablice częściowo przetłumaczono, choć i tam było pełno niejasności. Ot chociażby dwójka ludzi wzajemnie się przebijających mieczami. A nieco wyżej za gór wyziera dziwna istota,lub zwierz teraz już nie spotykany.
    Na przeciw wejścia po drugiej stronie sali były drugie wrota. Tamte w całości pokryte złotem, z dziwnym napisem. Dopiero tłumaczono ten napis, ale wielu uczonych i skrybów ,klnie się na wszystko ze od tysiąca lat nie używano takiego sposobu pisania. Bardziej były to znaki niż litery. Na każdym skrzydle wrót znajdowało się po cztery niewielkie otwory. Aleric wiedział co tam było, dwa otwory jeszcze nie były puste. Znajdowały się tam te same kryształy jak skradziony mu medalion. Aby taki wydobyć należało wynająć doświadczonych inżynierów i kamieniarzy. Uderzenia kilofem nie przynosiły żadnego efektu. Więc robotnicy stosowali bardzo dziwne i zmyślne metody. Na czym polegały Aleric nie wiedział, nie do tego był nauczony.
    Cdn....
    « Ostatnia zmiana: Maja 20, 2011, 16:22:49 wysłana przez Aldred »
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #21 dnia: Maja 20, 2011, 16:22:13 »
    Cdn rozdziału 6.



    -Wreszcie jesteś Alericu.
    Odezwał się Vordemor ,najznamienitszy szlachcic z królestwa Rhodoków. Trójka pozostałych w ciężkich sztach w milczeniu studiowała pergaminy. Był tam Lord Naelda, Turegor,oraz stary Bellen słynny uczony Vaegirski.
    -Jak postępy?-rzekł pospiesznie Aleric podchodząc do stołu na środku sali. Reszta zajęta była swoimi sprawami. Vordemor nakreślał na czystym pergaminie wzory "Yrena" .Turegor dyktował z podniszczonego pergaminu fragmenty tekstu a Bellen powolnymi ruchami pisał na nowym.
    -Ciężko nam rozszyfrować usmy ustęp, zdaje się że autor celowo napisał go w mniej zrozumiały sposób. Robotnicy przyjdą o świcie i spróbują wydobyć jeden kryształ. W dodatku piszę zaszyfrowane listy do reszty posiadaczy kryształów.
    Vordemor odwalał kawał dobrej roboty pomyślał Aleric, mimo że miał dopiero dwadzieścia pięć lat wiedza jaką nabył była zdumiewająca. W dodatku włożył nie mało denarów na to przedsięwzięcie.
    -Ja z kolei otrzymałem raport, strażnica na polach Urena jest opustoszała. Zwiadowcy natknęli się tylko na ślady krwi...To się zaczyna Vordemor. .Czekam jeno na zabójce i kryształ.
    Znad pergaminu podniósł głowę Bellen, przetarł oczy i ziewnął przeciągle.
    -Alericu, dalej sądzę że lepiej odczytać wszystko co mamy nim usuniemy resztę kryształów. Może w jakiś celach one były umieszczone na wrotach, nie wiemy co tam jest.
    -Ty znowu swoje. Tyle masz lat a nadal się boisz nieznanego? Te kamienie blokują nam dostęp do tego co tam jest. Ktoś specjalnie chciał utrudnić dostęp do tamtego miejsca, usuwając kryształy, wrota pewnie się otworzą. To całkiem inny mechanizm jak wrota za nami. Trud się opłaci.
    -Ale-przerwał Naelda-To co się ostatnio dzieje może mieć związek z tym że wyciągamy kamienie. Dopóki był komplet nic takiego nie miało miejsca. Z drugiej strony, może to zbieg okoliczności. Podjęliśmy się tego to to dokończymy.
    Aleric nie chciał dalej trwonić czasu. Trzeba poznać sekret tej krypty, nie zależnie jakie to będzie miało konsekwencje. Same kamienie miały w sobie jakąś ukrytą siłę którą poznają .A co jeśli za zamkniętymi wrotami czeka na nich nie do opisania skarb. Lub jakiś przedmiot sprzed wieków? Takie sekrety należało odkryć i poznać, za wszelką cenę.
    Wziął, odszyfrowany dawno pergamin i czytał jeszcze raz. Usiłując dogłębnie zrozumieć sens tego co tam napisano.
    "Nie dokończyliśmy na czas budowy Regindhu, przeto schodzą na ciemność i szukają nas.  Tfurd zagubił się kilka Serklin temu.  Ciągle wywołują nas, te głosy, ileż w nich zła.-Tu kawałek przerwany-...zamknięto więc je. Słychać wrzaski. Co tam się wyprawia nie mi odgadywać. Zebrali resztę ludu, o świcie spróbujemy dostać się do Zalli Starszego. Mówią że nadal sprawuje pieczę nad okolicą. Tylko te głosy, coraz częściej je słychać. Zaulen  przecież zamknął framugę Zenta, mimo to nadal giną woje. Ciągła ciemność, jak dawno nie widziałem blasku słońca. Czy ono umarło? Wszyscy wypatrują ludzi z budowy Regindhu, gdzie oni?-kawałek wypalony-...i umarło, dumne i wyniosłe, bez podziału. Cesarstwo Carladyjskie nie istnieje. Zniszczone doszczętnie, gdzie wodzowie, gdzie cesarz? Wszyscy już nie żyją, znowu się zaczyna. Schodzą z ciemności, idą po ostatnich żywych. Zaklinam przyszłe formy życia. Jeslić przeczytał to, wiedz że i wasza cywilizacja może być starta w proch. Strzeżcie się Nurvela, odnajdźcie prawdę, i czcijcie ją, To was ocali. Pod żadnym pozo...-kawałek wypalony-...o spisał nadworny cesarza Carladi Huretha .Cesarstwa startego z ziemi po wieki."
    Odłożył pergamin, a więc tak zaginęła dumna cywilizacja Carldii. A teraz wmawiano że po prostu przez podziały królestw. Bzdura ,prawda była wręcz nie do przyjęcia. Słabe umysły mogły oszaleć na wieść tego co się setki lat temu wydarzyło. Ale Aleric dobrze wiedział że Cesarstwo nie było jedyne, wcześniej istniały inne cywilizacje. Naturalny bieg rzeczy po prostu .Obecnie nie należało interpretować tego przesłania dosłownie. Obecnie należało poznać całą prawdę, cały sekret.
    Aleric ponownie zanurzył się w treści pergaminów. Sale wypełniał szelest wertowanych kartek, szuranie pióra. Zapowiadała się kolejna noc nieprzespana. Kolejny dzień przybliżający ich wszystkich do prawdy. Ale czy ta prawda to nie kolejne kłamstwo wmawiane przez pokolenia? Czyż to nie kolejny fałszywy trop? Sale ogarnęła cisza....



    ******
    Przepraszam za długi czas oczekiwania na dalszy ciąg.Jak na złość nie zmieściłem całego rozdziału w jednym poście.Więc dlatego musiałem dokończyć w drugim.Mam nadzieje że nadal się wam podoba,gdybym czasu wolnego miał więcej to częściej bym pisał.A tak to czekacie na te wypociny...
    Miłej lektury.
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Katsura

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1311
    • Piwa: -2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Peace sells, but who's buy it ?
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #22 dnia: Maja 20, 2011, 20:43:56 »
    Całkiem nieźle ci to wychodzi ;)
    Zabłysnąłeś inteligencją niczym gwiazda porno.

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #23 dnia: Maja 21, 2011, 22:03:34 »
    Witam,jestem w trakcie pisania kolejnego rozdziału, no ale właśnie...
    Pytanie do Tych co czytali poprzednie, co was denerwuje w moim stylu pisania(ortografia wiem).Pytam bo nie wiem w jakim kierunku mam iść, więcej walk, intryg? Czy mam na siłę trzymać się reali warbanda? Bo pisząc opowiadanie mam jakiś już zamysł, Calradia jest po części tłem dla historii którą staram się wam przekazać. Podsumowując, czego oczekujecie od opowiadania. Rady, sugestie, krytyka?
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline matigeo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1043
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #24 dnia: Maja 21, 2011, 22:27:07 »
    Ja bym tak nie pchał na siłę tego mitologicznego upadku cesarstwa, w ogóle w "czystym" M&B nie ma miejsca na fantasy (co chyba sugerujesz, pisząc o tajemniczym i niezwykłym upadku - demony? armia umarłych?), opcjonalnie może się okazać, że kronikarz, jak to kronikarz, ubarwił wiele szczegółów, bo król oszalał czy coś w tym stylu (nie chciał robić złego PR władcy:D) - inwazja barbarzyńców tak dzikich, że istotnie mogliby to być jacyś ucharakteryzowani na demony calradyjscy Hunowie. Szkoda, że w zasadzie na samym wstępie (mam nadzieję, że 6-ty rozdział to jeszcze początek, a nie koniec!) "zamordowałeś" Vorda (wydawał się być jednym z głównych bohaterów, co sugerowałoby jego dalszą ewolucję jako wojownika i wodza). Nie wiem, jak to teraz pociągniesz, bo obecnie jedynym głównym bohaterem jest Plais (tyle, że po nim nie spodziewam się niczego więcej ,jak pakowania Swadii w kabałę) - postać Alerica (ten pucułowaty blond jarl od Nordów?) wyskoczyła dość niespodziewanie. Ja ze swej strony myślałem ,ze Vord po kilku kampaniach (gdzieś tak w 30-tym rozdziale:D) zaczyna popierać któregoś z pretendentów i wywołuje małą wojnę domową (i tu mógłbyś pokazać, na czym mu zależy, czy na władzy, miłości (ślub z Isollą? Niee, to chyba by nie przeszło) itp.) ). Niestety, wyszło, jak wyszło.

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #25 dnia: Czerwca 24, 2011, 13:42:02 »
    Z trudem ale napisałem kolejny rozdział,cóż nie będę się nad to rozpisywał więc zapraszam do lektury...


    Rozdział.7.

    Błądził między drzewami, wszystko spowite było mgłą. Ciemność i uczucie chłodu i niepewności wcale nie dodawały mu otuchy.  Zastanawiał sie gdzie jest i co się stało że nagle znalazł się w tym miejscu. Nie mógł sobie przypomnieć co tu robi, stał bezradny. Gdzieś daleko usłyszał cichy kobiecy śpiew ,poszedł w tamtym kierunku, zdawało mu się że ta odległość jest niezmierzona, szedł a mimo to nadal był bardzo daleko od celu. Nie miał pojęcia jak długo szedł, nie czuł zmęczenia, czuł jednak dziwne , wręcz nie do opisania uczucie, jakby nie powinno go tu być.
    W końcu wszedł na polankę porośniętą licznymi kwiatami,  miejsce dziwnie na niego wpływało.  Poczuł ciepło w środku, spokój tak już dawno nie goszczący w jego sercu. Na ławce siedziała skryta za całunem jasności kobieta, siedziała cicho nucąc "Łzy Yretha". Podszedł do niej starając się zobaczyć kim owa niewiasta jest a jednocześnie nie chcąc jej wystraszyć. Jednak ona zupełnie nie zwróciła na niego uwagi mimo że stał naprzeciwko niej. Przyklęknął przed nią by móc ujżec jej twarz. W tym samym momencie ona spojrzała na niego, oczy były szkliste od łez ,patrzyła na niego jakby nie wiedząc z kim ma do czynienia. To była Selena...Vord od razu ją poznał, mimo wolnie chwycił jej dłoń,była zimna jak noc i lud. O co chodziło w tym wszystkim zaczął się zastanawiać, co on tu robił i jak w końcu odnalazł swoją ukochaną? Selena przemówiła ujmując jego dłonie, twarz miała wykrzywioną jakby w grymasie bólu jednak starała się nieznacznie do niego uśmiechnąć.
    -Ukochany..jakbym chciała móc ci wszystko wytłumaczyć...jeszcze nie czas byśmy razem byli..los nadal drwi z naszej miłości..
    Vord nie mógł wydusić  z siebie słowa, o czym ona mówiła ,dlaczego coraz bardziej wydawała się wystraszona, co ją trapiło?
    -Wiedz że...pamiętaj...
    Nagle rozległ się wrzask jakby tysięcy ludzi, zawodzenie i nieludzkie ryki. Okolica momentalnie stawała się ciemna i przerażająca. Selena błyskawicznie rozpływała się w powietrzu, najemnik nie rozumiał co się dzieje,czy to jakieś majaki?  Głowę zaczął wypełniać mu nie do wytrzymania pisk który narastał coraz bardziej.
    -Uratuj...mnie...
    Po tych słowach ławka była pusta, Vord wydał z siebie krzyk rozpaczy i bezradności. Ciało przeszył nieprzyjemny dreszcz. Po chwili osunął się na ziemie i zapadł w ciemność....

    -W końcu odzyskał przytomność! Hreth chodź tu bo jeszcze znowu nam odejdzie!
    Vord ledwo otworzył oczy ,leżał na pryczy w jakimś namiocie. Poczuł ogromny ból na piersi. Bandarze okalały mu całą pierś, z lewej strony przez płótno widać było sporą plamę krwi...Przeżyłem,pomyślał, obok stała Elissa i Burga.Livmer krzątał się mieszając coś w małym glinianym naczynku.
    -Myśleliśmy że zemrzesz,przez cały dzień nie odzyskałeś przytomności.
    Powiedziała Elissa jednocześnie wycierając brudne dłonie z krwi o szmatę.
    -Co się stało?? Pamiętam jak zabójca miał mnie dobić...
    Do namiotu wszedł Hreth a za nim Salske i Nikson. Wyglądali na lekko poddenerwowanych.
    -Młodziaku-rzekł spokojnie Hreth-może ja i lekko głupawy.Ale wiedziałem od początku że twój zabójca uderzy w obozie.Tamtego wieczoru wysłałem Elisse na zwiad a sam ruszyłem by cie mieć na oku. Ledwo udało nam się ciebie uratować, zabójca zdążył cie pchnąć ale na całe szczęście mijając o włos serce...Uszedł jednak, prędko nie powróci, dziewoja uraczyła go strzałą w ramie.
    -Dziękuje wam...miałem dziwny sen...to co tam widziałem..To było takie prawdziwe.
    Do pryczy podszedł Livmer z miską z której leniwie unosiła się para,jednocześnie wydzielając nieprzyjemny zapach.Niemal wszyscy zatkali nos.
    -Vordzie, zrobiłem ci napar...co do snu...Myślę że dobrze będzie jak je zignorujesz, to tylko sen i tak cały czas myśl.
    Hreth postanowił potem aż do północy rozmawiać na temat tego jak z minimalnym narażeniem życia uczestniczyć w kampanii. Na prośby Vorda tłumaczył parę razy jak go uratowali. Był mu z tego bardzo wdzięczny, on i reszta odwalili kawał dobrej roboty.Uratowali go z objęć śmierci. Nim wszyscy się rozeszli z przerażeniem spostrzegł że nie ma medalionu, nerwowo zaczął się rozglądać za nim.
    -Gdzie mój medalion? Zabójca go zabrał??
    -Nie,po prawdzie nie wiele brakło by mu to się udało ale na szczęście mam go.
    Hreth wyciągnął z sakwy jego medalion i mu go przekazał.
    -Powiem ci Vordzie że to  świecidełko więcej złego przynosi anizli  dobrego...
    Rozległ się trzask i dźwięk łamanego drewna za nimi. Wszyscy błyskawicznie się obrócili. Potem wybuchli śmiechem, Salske  leżący obok krzesła ze złamana noga wyglądał komicznie.
    -No co? Usnęło mi się, i lepiej pomyślmy o tym by się nieco przespać.
    Nikt nie protestował ku uldze kusznika i z ciągłym śmiechem ruszyli do swoich prycz.


    Kris skradzionym koniem z obozu pędził co sił w stronę Reveran, miał tam znajomego który mógł go opatrzyć. Wyciągnął strzałę którą ta suka go trafiła, ale wiedział że to nie wystarczy. Był tak blisko celu, ale ten idiota wraz z dziewczyną uniemożliwili mu jego wykonanie. A tak nie wiele wystarczyło, był teraz tak wściekły ze nie poczuł ze koń zaczyna utykać a z pyska kipiała piana. Miał to wszystko gdzieś, stracił możliwość awansu. Straci też w oczach braci i mistrza, wyśmieją go że tak proste zadanie przerosło możliwości głównego siepacza zabójców.
    Po raz setny przeklął i jeszcze bardziej przyspieszył zmuszając wierzchowca do jeszcze większego wysiłku. Minął kilku chłopów, zapewne uchodźców. Wstrzymał rumaka i podjechał do nich. Wściekłość należało wyładować ,jego frustracja musiała być chociaż w jakimś stopniu uspokojona. Ci będą jego mizernym pocieszeniem.
    Zsiadł z konia i ku zdziwieniu malującym się na twarzy chłopów zaczął mordować jednego po drugim zupełnie ignorując ich  błagania i płacz....



    Aleric wracał już do swojej komnaty,przychodził kolejny dzień, słońce leniwie wkradało się przez okna . Mijał służących którzy mieli zacząć kolejny dzień pracy. Mijał stajnie gdzie koniuszy zaczynał porządki, po prawej słyszał kucharza Durana który łajał za coś pomocników.
    Nic jednak nie mogło odsunąć od niego myśli o tajemniczej sali.
    -Alericu!
    Vordemor dobiegł do niego dysząc ciężko gdy mógł już spokojnie oddychać zdenerwowanym głosem wysapał.
    -Coś wołało za tajemniczymi drzwiami o pomoc. Potem cokolwiek tam było starało się rozwalić wrota. Jednak chyba ostatnie kamienie wydają się jakoś w tym przeszkadzać.
    -Vordemor spokojnie,to tylko dowodzi że coś tam jest i my to odkryjemy, nie widzę sensu by się tym zbytnio przejmować.
    Młody szlachcic popatrzył na niego nie ukrywając niedowierzania.
    -Ale co tam może być?? Człowiek nie mógłby chyba przetrwać tyle lat w zamknięciu, nawet gdyby miał sporo zapasów jedzenia.
    Aleric dobrze rozumiał wątpliwości młodzieńca,sam nad tym myślał. Ale przecież chcą wiedzieć co tam jest, chcą poznać przeszłość Calradii.Nie można było teraz zaprzestać działań, szczególnie że włożyli tyle wysiłku aby posiadać taka wiedzę.Wiedzieli znacznie więcej niż ktokolwiek inny,wątpliwość i niepewność,to cechy ludzi lękliwych.Oni musieli wyłamać się z tłumu ludzi którym obojętne są losy dawnej cywilizacji i przeszłości. Nie mogą się poddać ,mimo że czasami naprawdę prawda odkryta zdaje się być nie do przyjęcia .Czyż obecnie ludzie nie lękają się niewiadomego? Karmieni wiedzą ludzi którzy tak na prawdę nic nie wiedzą,wieżą w to co chcą usłyszeć. Nie dopuszczają do siebie informacji ponad ich przekonania.
    -Opanuj się,podjęliśmy się tego ,poświeciłem swój czas, ludzi,pieniądze,córkę.Słyszysz córkę nawet poświęciłem!!Okazałbym się głupcem teraz jakbym wszystko to porzucił.
    Vordemor spuścił głowę na dół.
    -Przepraszam...nie jestem jeszcze przygotowany do końca na to co może nadejść...
    -Po prostu postaraj się przyjąć to na barki, bądź twardy niczym stal a wszystko wyda ci się łatwiejsze.
    Oboj w milczeniu poszli na moment zapaść w sen.


    Mgła unosiła sie nad okolicą, słońce powoli wschodziło za gór. Rozświetlało okolicę uwalniając ją tym samym z mroku nocy. Było zimno, szron nadal pokrywał roślinność nie dając za wygraną ,jakby próbował walczyć z tym iż pod wpływem ciepła dnia musi ustąpić.
    Okolicę wypełniał gwar ludzi, setek ludzi, bębny i trąby nawzajem się zagłuszały. Głośne rozkazy odbijały sie echem od okolicznych gór. Masa ludzka parła szybkim tępem w dół,proporce łopotały nad ogromna armią poruszane lekkim wietrzykiem. Liczne odziały pawężników i kuszników dumnie i bez wahania maszerowało mimo niezbyt łagodnego zbocza. Na przedzie jechał król Graveth w otoczeniu kilku lordów oraz gwardii przybocznej. Wszyscy wpatrywali się na obóz poniżej gdzie łopotały sztandary Swadii. Obóz wydawał się jeszcze pogrążony w ciszy lub śnie.Senna atmosfera była tu wyczuwalna. Nikt nie spodziewał się ataku armii Rchodoków która teraz niczym lawina runęła w ciszy w dół.Każdy żołnierz gotowy oddać życie za kraj, króla, nikt nie będzie okazywał litości. Bo oto nadarza się okazja pokonania wroga,taka szansa zdarza się rzadko, dziś los Swadii stanie pod znakiem zapytania...
    « Ostatnia zmiana: Czerwca 24, 2011, 14:27:29 wysłana przez Aldred »
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #26 dnia: Czerwca 28, 2011, 16:23:06 »
    Rozdział.8.


    Atak nastąpił niespodzianie jak gwałtowna ulewa. Szańce pokonała armia rhodoków błyskawicznie zaskakując niczego nie spodziewających się strażników. Pierwsze namioty zajęły się ogniem, słychać było krzyki palących się żywcem ludzi, smród palonego ciała zaczął roztaczać się nad okolicą. W blasku wschodzącego słońca żołnierze króla Gravetha zaczęli masakrę....

    -Co to za dźwięk? -spytał nagle Salske sięgając jednocześnie po kusze.
    -To ze wschodniej części obozu, rhodokowie pewnie zaatakowali, do broni!-Hreth wydawał się teraz całkiem innym człowiekiem, zdawał się bić majestatem wodza ,nie był już tym samym głupcem, był zupełnie inny.
    Vord kilkakrotnie sprawdził ostrość miecza i upewniając się że sztylet jest na swoim miejscu wyszedł z namiotu wraz z resztą towarzyszy. Wszyscy byli lekko poddenerwowani, oprócz tego osiłka Bruga. Podśmiewał się i machał zawadiacko toporem przeklinając do wyimaginowanych wrogów.
    -Chodźcie psie syny! Dawno moje ręce nie były poplamione krwią, udowodnijcie mi że mam przed sobą poważnego wroga!
    Krzyczał dalej a reszta skierowała wzrok w stronę biegnącego na złamanie karku lorda Plaisa.
    -Szybko!-wysapał łapczywie łykając powietrze-Mamy szybko obejść wroga z lewej flanki i odciągnąć jak najwięcej tego tałatajstwa.
    Najemnicy podążyli za lordem mijając  naprędce formowane odziały. Vord widział jak pewien młody chłopak niemal płakał nie mogąc założyć kolczugi, ręce trzęsły mu się okropnie a twarz zalewał pot. O mało nie zderzył się z jakimś oficerem który wołał  wniebogłosy aby przyprowadzić mu konia. W końcu zrównali się z odziałem żołnierzy, po barwach mógł się domyślić że to żołnierze z Uxhal. Bowiem większość miała długie włócznie oraz "Ferhinty"krótkie miecze bardziej służące do dobijania leżącego niż do pojedynku. O włos nie zostali rozjechani przez kilku rycerzy ku wielkiej złości Plaisa który splunął za nimi.
    Dym coraz bardziej zalewał obóz jak zbliżali się bliżej odgłosów walk. Wszędzie panował chaos, ludzie bezładnie biegali nie wiedząc do końca co się dzieje. Jakiś kucharz polowy schował się za beczkami płacząc jak dziecko. Vord pomyślał że bitwa opisywana w książkach czy słuchając opowiadań całkiem inaczej wygląda. Człowiek gdy doświadczy tego na własnej skórze musi na nowo zdefiniować pojęcie bitwy. Zresztą czy można to było nazwać bitwą? Zazwyczaj obie armie stawały na przeciw siebie i po czasie zderzały się w krwawym tańcu. Owszem robiono zasadzki, ale istniała jakaś nie pisana zasada której raczej się trzymano. Jednak nie tu i teraz. Swadia musiała sporo krzywd wyrządzić Rhodokom ze ci w tak nieoczekiwany sposób postanowili zaatakować. Zapewne działało to także w drugą stronę. Ktoś kiedyś powiedział że w trakcie wojny wszystko jest dozwolone, i do cholery miał racje.
    Gdy dobiegali do szańców bełt przeleciał obok nich, potem następny i kolejne. Wszyscy bez wahania schowali się za beczkami i porozrzucanymi w nieładzie skrzyniami. Przez gęsty dym dostrzegli fale wrogów zbliżających się do nich w ogromnym tempie. Salske wystrzelił z kuszy  a za nim Elissa , Vord nie widział dokładnie ale chyba oba strzały okazały się celne. Kilkanaście metrów, mogli teraz spojrzeć dokładnie na wroga, hardo wyglądający halabardnicy i pikinierzy dziko rycząc nacierało na nich. Po drodze rozbili parę mniejszych grupek zdezorientowanych swadian. Z prawej strony jak grom  runął na nich odział zbrojnych i rycerzy. Wbili się głęboko w zwartą masę wroga by po chwili siec mieczami na wszystkie strony.
    -Uderzamy, to nasza szansa.
    Plais zignorował fakt że Hreth wydaje rozkazy, oblizał szybko wargi zerknął na wroga i ruszył za najemnikami. Zyskali efekt zaskoczenia kilku rhodoków padło nim się zorientowali ze maja kolejnego przeciwnika.
    Bruga wciąż klnąc zamaszystymi ciosami dwuręcznego topora ciął wroga. Pawęże unoszące się do góry by sparować pękały i były rozwalane w drzazgi. W końcu długa broń przeciwnika na moment przerwała masakrę urządzaną przez Bruge.
    Livmer i Elissa natarli z mieczami sprawnie parując i uśmiercając oponentów. Vord był zdumiony jak starzejący się Segmentis mógł tak dobrze walczyć. W przeszłości, zgadywał, musiał być fechmistrzem lub bardzo uzdolnionym żołnierzem.
    Szybko przerwał rozmyślania gdy grot piki uderzył w nogę, na szczęście kolczuga wytrzymała a wróg nie włożył dostatecznie dużo wysiłku by ją przebić. Młodzian chwycił za drzewiec ,wyrwał pikę z rąk rhodoka , błyskawicznie obrócił i przebił nieszczęśnika. Natarł z furią na kolejnego, odbił niezgrabny atak i przebił serce kolejnej ofiary. Nigdzie nie widział Hretha ale słyszał jego krzyk i groźby rzucane pod adresem agresorów.
    Rycerze zostali przetrzebieni niemiłosiernie, kilku walczyło na piechotę obok zabitych rumaków. Atakujący w końcu podali tyły i zaczęli jeden po drugim rejterować. Swadianie rzucili się za nimi wyrzynając stopniowo w pień. Rozległ się dziwny świst i głuchy trzask, potem krzyk rycerza. Vord ujrzał lezącego rycerza przebitego dwumetrowym bełtem. Pierwszy raz coś takiego widział, kolejny świst, piechur swadiański podzielił los zamożniejszego od siebie krajana.
    -To pieprzona nowa broń Artimenera, zwą ją Balista!-wykrzyczał Livmer-chyba mamy zaszczyt uczestniczyć w pierwszej próbie tego ustrojstwa.
    Faktycznie, mile od obozu na niewielkim wzniesieniu górowały dziwne machiny. Nie mieli czasu jednak dokładnie się przyglądnąć gdy w sukurs rozbitemu oddziałowi pikinierów ruszyła kolejna fala wroga. Tym razem większość była uzbrojona w typową dla Rhodoków broń, tasaki, młoty i różnego rodzaju broń ciężką.
    -Musimy się wycofać! Nie damy rady się przebić, szukajmy chorągwi króla!-krzyczał Plais dygocąc, Vord musiał jednak przyznać że nie był złym szermierzem ale sporo musiał jeszcze się nauczyć. Swadianie i najemnicy zaczęli się wycofywać do tyłu.
    -Do przodu psy!
    Wszyscy się odwrócili i spojrzeli na przyodzianego w zbroje płytową lorda. Siedział na potężnym koniu z kropierzem, Vord nie wiedział kim jest ale wyraz twarzy Plaisa mówił mu że na pewno zna owego człowieka...



    To starcie kosztowało Plaisa sporo sił, miał wrażenie jakby każdy jego mięsień miał zaraz pęknąć. Cały był zalany potem, ciężki oddech, przeklinał teraz wszystkie uczty, za bardzo oddawał się uciechom zamiast stale pojedynkować się z instruktorem Konradem. To jednak było niczym w porównaniu z tym że ten cham Haringoth śmiał rozkazywać. Siedział na koniu dumny jak paw ,był durniem i do tego zapominał się że ma przed sobą równego sobie.
    -Haringoth, nie mam zamiaru się pchać dalej, musimy się wycofać!
    Tamten otworzył przyłbicę i spojrzał mu  w oczy, nie było w tym nic dobrego.
    -Macie utrzymać na razie szańce aż...
    -Nie!-Hreth podszedł do obu lordów-To nie będzie walka tylko masakra, musimy przegrupować wojsko.
    Obaj lordowie popatrzyli z zaskoczeniem na niego potem na odległość włosa podjechał do niego Haringoth.
    -Macie mnie słuchać-zezował jeszcze na Plaisa-oraz Plaisa, a ty zawiśniesz jak nie wykonasz rozkazu!
    Nie dokończyli rozmowy gdy spomiędzy namiotów uderzyli na nich wrogowie .Plais wykonał próbne zamachy i czekał na rozwój zdarzeń...


    Znachor mimo trzęsących się rąk w końcu opatrzył ranę. Kris był jednak upity, w końcu znachor sam mu doradził wypić całą flaszkę "javisse"by nieco uśmierzyć ból. Leżał teraz na łóżku za parawanem i próbował usnąć. Sen nie chciał nadejść ,w głowie mu wirowało, na dodatek obraz zabitych chłopów w ciąż na nowo przewijał mu się w umyśle. Dotarło do niego że znowu dał się ponieść atakowi agresji. Postanowił że później rozmówi się z medykiem na ten temat. Teraz chciał zasnąć,  wieczorem postanowi co dalej. No ale właśnie, a co właściwie teraz powinien zrobić? Uciekł na oczach licznych świadków, zapewne już się domyślili że nie był swadiańskim żołnierzem,l ub co gorsza...dezerterem.Życie zabójcy było usłane różami, w jego przypadku tymi ze szczególnie dużymi kolcami. Sen w końcu przyszedł...


    -Lordzie Alericu!!
    Natarczywe pukanie w drzwi nie ustawało, Aleric ziewnął i przetarł oczy, czuł jak powieki mimo wolne opadają. Był okrutnie nie wyspany i zmęczony. Wstał z łoża narzucając na siebie szatę.
    -Panie to pilne!
    -Idę do cholery, przecież się nie rozerwę!
    Otworzył wrota i do środka niemal nie wpadł Vordemor, prędko zamykając za sobą drzwi. Był blady niczym śnieg, włosy miał rozczochrane co mogło oznaczać że nie dawno się obudził.
    -Co tym razem? To znowu dźwięki za wrotami?
    -Nie...Król..Król Ragnar przyjechał do Ciebie. Kazał natychmiast mi po Ciebie przyjść..czeka w sali audiencyjnej.
    Aleric poczuł gule w gardle, zaschło mu w ustach. O co mogło chodzić? Przecież nie był zobowiązany w żadnej umowie, Nordowie nie prowadzili wojny obecnie. Nie mógł wiedzieć o tym co tu się dzieje bo niby skąd .Ragnar był królem posiadającym honor, na tyle wielki by nie używać szpiegów. Sam gardził takimi występkami, stracił swego czasu mnóstwo szpiegów i konspiratorów.
    -Ubiorę się jeno stosownie i zaraz idziemy.
    W końcu dotarli do sali, na końcu na Alerica fotelu siedział sam król, który odprawił przybocznych.On także  odprawił Vordemora ku wielkiej uldze młodziana.
    -A zatem-zaczął król-Nie wiesz lordzie Alericu co stało się w strażnicy na polach Urena? To blisko twego zamku.
    I po to się władca tu fatygował? Czy to na prawdę było takie istotne? Nie miał pojęcia ile z tego wszystkiego rozumie jego pan więc spróbuje udawać że nic nie wie.
    -Nie panie, a o co chodzi?
    Ragnar wstał, ciężki płaszcz sunął się za nim a liczne amulety i medaliony pobrzękiwały gdy szedł w jego stronę. Pogładził brodę i spojrzał w stronę obrazu nad kominkiem. Na obrazie była namalowana wieża u stóp której nordycki wódz Berethor trzeci odniósł sławienne zwycięstwo nad uzurpatorem Nylekem Szalonym.
    -Nie rób ze mnie durnia!-ryknął Ragnar,to była prawda o czym mówiono na dworze, Ragnar potrafił łatwo wpaść w szał, tego mu teraz brakowało.
    -Ale  panie nie śmi...
    -Ale to robisz! Gadaj o co tu chodzi? Dlaczego już się nie udzielasz na polowaniach, dlaczego twoja armia patroluje okolicę? !Przecież twój zamek jest daleko od jakichkolwiek granic, gadaj!
    -A więc-przełknął ślinę, miał przeczucie że dziś w południe ktoś zawiśnie-W podziemiach..pod lochami zamku...odkryliśmy dziwną sale...
    -Prowadź tam, albo osobiście pozbawię Cie lordowskiego tytułu.
    Aleric nie był pewien jak król zareaguje na to co tam zobaczy. Oby uznał że to nic nie warty zabytek dawnej kultury...



    Vord kolejnym cięciem odciął dłoń napastnikowi, kolejni wylewali się na wielki plac do którego się wycofali. Nie miał pojęcia jak wygląda ogólna sytuacja ale wiedział że lewa flanka niebawem padnie. Umorusani żołnierze rhodoccy naparli na obrońców z furią, za wszelką cenę chcieli przełamać opór garstki obrońców. Odbił kolejny cis i pchnął w gardło jakiegoś starego woja który upadając na ziemie wydał z siebie charkot.
    -Szlag!
    Nikson upadł na ziemie po ciosie przeciwnika, tamten chciał go dobić młotem jednak halabardzista zachowując zimną krew nadział go na halabardę i szybko się podniósł. Wszyscy dali się porwać w wir walki, walka stawała się coraz bardziej zacięta i bezwzględna. Dwie wrogie od lat dla siebie frakcje miały szanse ostatecznie pokonać rywala.
    Daleko za szeregami rhodoków Vord dojrzał grupę jeźdźców na czele których jechał król Graveth. Na pewno to był on, tylko Graveth miał tak prostą w wykonaniu koronę oraz sztandar przedstawiający przebitego dwoma pikami lwa. Widząc to swadianie wydali z siebie jęk zdziwienia i trwogi, za to ich przeciwnicy atakowali ze zdwojoną furią.
    -Nie mamy szans!-wykrzyczał Kerwin mocując się z olbrzymim rhodokiem-Gdzie cholerny Harlaus?!
    Plais coś odparł jednak wrzawa towarzysząca walce całkowicie go zagłuszała. Stopniowo zaczynali być otaczani przez mrowie wroga. Kleszcze niebezpiecznie zamykały się wokół nich.
    Z nieba runął deszcz, nawet pogoda drwiła z ich sytuacji...

    Zabójca przebudził się nagle, głowę nadal wypełniał mu szum ,pozostałości alkoholu w jego krwi nadal dawały o sobie znać. Cóż, przynajmniej ramie już go tak bardzo nie bolało. Ale zaraz, wydawało mu się jakby to jakieś dźwięki go obudziły. Po cichu usiadł na pryczy i nasłuchiwał. Cisza, albo to mu się po prostu śniło albo rzeczywiste coś jest nie tak. Jego intuicja podpowiadała mu aby zachować czujność, był zabójcą i doskonale wiedział że wróg czai się wszędzie i o każdej porze.
    Rozległ się trzask na zewnątrz na tyle nagle że Kris niemal nie krzyknął. Zaczął się denerwować, najgorsza była zawsze niepewność. Kolejny trzask i zduszony jęk człowieka. Kris bez namysłu rozglądnął się za swoja bronią, nigdzie jednak jej nie było. Ten pieprzony znachor musiał mu ją ukraść. Ostrożnie odsunął na bok parawan. Pomieszczenie było puste, po cichu zaczął iść w stronę drzwi cały czas nasłuchując. Gdzieś daleko usłyszał krzyk jakiegoś dziecka i kobiety. Gdzieś z tyłu budynku ktoś biegł i wrzeszczał"Pomocy,co to jest?!". Kris chwycił za klamkę..drzwi były zamknięte na głucho, znachor go tu zamknął? Po co? I co się do licha dzieje? Niewdzięcznik zapomniał jak to Kris uratował mu córkę z rąk bandytów. Nie miał czym w tedy zapłacić to obiecał dożywotnią opiekę medyczną. A teraz się okazuje że zwinął mu broń i resztki pieniędzy po czym uciekł. Tylko co się działo na zewnątrz, czyżby swadianie najechali wioskę? To raczej nie możliwe, raz że nie mogli by tak szybko tu dotrzeć a dwa że było za cicho jak na grabież.
    Odwrócił się i uważnie zlustrował całe pomieszczenie. Nie było tu nic godnego uwagi. Lichy stolik który obecnie cały był poplamiony i na którym walały się przedziwne rzeczy których przeznaczenia można się było tylko domyślać. Mały kominek w którym dawno nie rozpalano ognia. Pajęczyna całkowicie go obrosła. Kilka lichych regałów z książkami..i zaraz..a tam pod szafą? Wprawne oko od razu dostrzegło klapę w podłodze. Ktoś niemało musiał się namęczyć by ją zamaskować. Ale zabójca winien zwracać uwagę na takie detale. Nie od parady mieli zasady które stworzył ich mistrz Glern."Kodeks, zasada. 48. Każde miejsce, pomieszczenie ma do zaoferowania nieraz więcej dla zabójcy niż jawnie lezący na środku pomieszczenia kufer". Fakt, pomyślał Kris, same zasady nie miały jakiegoś większego sensu i niektóre wręcz brzmiały idiotycznie. Ale dzięki temu stary miał nad nimi jakąś władze. Swoją drogą już nie długo.
    Coś nagle rąbnęło w drzwi, zabójca szybko przesunął szafę i zaczął mocować się z klapą. Kolejne uderzenie, jedno z zawiasów niemal całkowicie nie wyleciało. Dało się także słyszeć cichy pomruk i sapanie, czyżby wściekły niedźwiedź? Klapa ustąpiła  niemal w tym samym momencie gdy drzwi z hukiem wyleciały do środka. Kris zamknął za sobą na zasuwę klapę i zszedł po drabince w dół....







    « Ostatnia zmiana: Czerwca 28, 2011, 17:14:47 wysłana przez Aldred »
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #27 dnia: Czerwca 29, 2011, 10:46:29 »
    Zanim 9 rozdział zamieszczę mam dla was pewną notkę niejako nawiązującą do fabuły .Może pozwoli wam nieco lepiej odnaleźć się w tym o czym piszę. Podkreślam że nie chce się trzymać w 100% tego co znamy z gry, wiele innych opowiadań o Calradii powstaje ,powstawało więc po co miałbym i ja iść w tym kierunku. Bez obaw, mimo tego że jestem fanem uniwersum młotka nie zrobię z tego świata fantasy. Ale miejcie na uwadze fakt że Calradiia mimo tego co znamy z gry ma swoją historię i sekrety, ja podaję wam moją wizje która może ale nie musi wam się spodobać. Pragnę ukazać tą krainę ze strony której nie znacie, to chyba tyle na razie z moich przemyśleń i uwag. Jeśli ktoś ma jakieś pytania lub sugestie pisać śmiało.

    "Kazano mi spisać całą moją wiedzę na temat ostatnich zjawisk których nikt nie potrafi wyjaśnić. Nazywam się Keleber i jestem uczonym w Halmar.
    Z licznych stron Calradii można usłyszeć doniesienia o znikającej ludności wiosek, pladze dziwnej choroby oraz o pogodzie która stała się teraz nad wyraz nie okiełznana i nie przewidywalna. Co mogę powiedzieć...O ile pogody nie możemy kontrolować o tyle sprawa wiosek bardziej nas intryguje. Świadkowie twierdzą że nie ma śladu po całej populacji kilku wiosek. Ponoć w wielkich lasach w całej Calradii giną myśliwi oraz całe rzesze ludzi.
    Mam swoja teorie na ten temat, wojna, tak właśnie to ciągłe konflikty powodują to co się teraz dzieje. Ostatnio natknąłem się na ciekawostkę, czy to herezja czy wybujała fantazja...sami oceńcie.
    Otrzymałem niedawno list od przyjaciela z Tichr, pisze w nim o jakimś wielkim spisku, lub tajnej organizacji, w której w skład wchodzą lordowie z całej Calradii. Opisuje także strażnicę na polach Urena która według niego nie powinna tam stać gdyż położona jest na spokojnej części królestwa nordów. Dodał że stacjonowali tam weterani i elitarni Huskarlowie, tamtejsi chłopi odnaleźli tylko kawałek ręki i ślady krwi...ciał nie było. Pisze że domyśla się imienia  przynajmniej jednej osoby która należy do tajemniczej grupy ale przez ostrożność nie podaje kto to jest.
    Gdybym miał ocenić, tajna grupa i znikanie ludzi. To same brednie, żaden lord nie miałby czasu na coś takiego,i co miało by to mieć na celu? W ogóle skąd ten pomysł rodzi się ludziom w głowach? Zdaję sobie sprawę że niewyjaśnione należy wyjaśnić, ale chyba trzeba mieć twarde dowody. Ja nic nie mogę więcej powiedzieć gdyż należy udać się do owych wiosek i zobaczyć jaka jest prawda, mniemam że ludzie pouciekali przed wojną i zebrali się w lasach by siać spustoszenie na nie ostrożnych maruderów,czyli buntownicy! Tak, to jest dobra i racjonalna argumentacja. Czyż nie jest łatwa do przyjęcia?
    Sprawa plagi też będzie łatwa do odgadnięcia, należy znaleźć jej źródło, pospólstwu wmówi się że jej nie ma to możliwe że ta "plaga"sama zniknie. Ciągle wymyślają coś by pracować na polach mniej efektywnie. Jestem wielkim uczonym, wiele widziałem i wiele wiem, i zaręczam, nie ma powodów do paniki.
    Proszę ten list przekazać Wielkiemu Hanowi, i zaznaczyć że uczeni mają wszystko pod kontrolą, i najważniejsze ,niech nie martwi się o swoje wsie, śmiało może ruszać na Sarranidów. Na koniec niech wie że mój przyjaciel oszalał i spłonie najpewniej na stosie. Z poważaniem Keleber Wielki Magister Spraw Uczonych Calradyjskich Myślicieli."
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline matigeo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1043
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #28 dnia: Sierpnia 30, 2011, 22:03:35 »
    Kiedy nowy rozdział?

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #29 dnia: Sierpnia 31, 2011, 17:58:24 »
    W tą sobotę kolejny rozdział, brak czasu i chwilowy brak weny przełożyły się na to że tak długo czekacie. Cierpliwości. Nie ma nic gorszego niż pisanie na silę gdy zwyczajnie nie ma się chęci. Ale w tą sobotę kolejny rozdział. Wena w końcu przyszła;)
    Heh a już myślałem że zwyczajnie Wam się to opowiadanie znudziło.Wchodząc na ten temat  nie widziałem żadnych pytań.Albo mam cierpliwych czytelników albo piszę ciężkostrawny shit....
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)