Rozdział .3.
Obudził go solidny kopniak . Vord otworzył oczy mimo okrutnie ciążących mu powiek. Nad nim stał Kervin , kurczowo zaciskając pieści wycedził przez zęby.
- Odwal się od Elissy, dobrze ci radze chłystku.
Co za piękne powitanie, pomyślał, minęło trochę czasu nim zdołał poukładać wczorajsze fakty w głowie, uczta, zalotne uśmiechy oraz wizyta nocna. Gdy odwrócił wzrok na lewo przypomniał sobie o tym jak on świętował po piciu...
- Spokojnie, ona mnie nie interesuje, nic zdrożnego w rozmowie nie ma chyba, co?
- Nie kłam, mam cie na oku, jeden fałszywy ruch...a nawet Hreth cie nie obroni. Poza tym, i tak nie masz u niej szans. Przemyśl to sobie dobrze.
Kervin odwrócił sie na pięcie i pośpiesznie udał się w stronę częściowo zawalonej wieży. Po niebie leniwie sunęły czarne jak noc chmury, wiatr uderzał raz po raz w jego wymizerowaną twarz dając tym samym nieco ukojenia. Przy zawalonym wejściu już trwały prace, znowu ci sami nordowie wiedli prym w utrzymywaniu niemożliwego tępa. Odgłosy prac sprawiały że bul głowy tylko narastał. Wstał ciągle trzymając sie za głowę i udał się do koszar w poszukiwaniu wody lub czegokolwiek co mógłby wypić. W środku było zupełnie pusto, ślady po wczorajszej imprezie sprawiły że nieomal znowu zwymiotował. Smród alkoholu i tytoniu całkowicie odbierał mu chęć by żyć. Usiadł przy stole i pociągnął kilka łyków piwa. Tak, tego mu było teraz trzeba. Nim zdołał sie nacieszyć tym że kac ustępuje usłyszał na zewnątrz jakieś poruszenie. Potem coś rąbnęło w ścianę koszar, cały budynek zadrżał na moment. Cóż u licha znowu sie mogło dziać? Wyszedł pośpiesznie na zewnątrz i ujrzał jak ludzie biegną na stanowiska na murach. Hreth stał w bramie i żywo o czymś rozprawiał z Kervinem, tamten przytaknął głową i pobiegł na wieże. Zaczepił kusznika, był chyba tak samo zaskoczony tą sytuacją jak on.
- Co sie dzieje?
- Atakują nas!
Nie dowiedział sie kto gdy kusznik właśnie pokonywał już schody. Vord szybko odnalazł miecz i nałożył niedbale kaftan, najszybciej jak potrafił wspiął sie po rozlatujących chodach i wyjrzał za blanki.
Jak okiem sięgnąć dookoła rozciągał się obóz, dziesiątki namiotów i ognisk. Można było dostrzec tłumy żołnierzy przechadzających sie po obozie. Na przeciw bramy powstawała jakaś wielka drewniana konstrukcja. Szykowali sie do szturmu to pewne, ale kto to był?
Wyłapał wzrokiem Krisa, podszedł do niego przeciskając się między łucznikami i wojami .
- Co sie Kris do diabła dzieje??
Ten dalej patrzył w dal ,sprawiał wrażenie jakby w ogule go nie słyszał. poprawił tylko kuszę i dalej nie odwracając się rzekł.
- Turegor, ten sam który oprócz Alerica chciał twojej śmierci za medalion i Selenę. Chyba o tobie nie zapomniał.
- Skąd to wiesz?
- Popatrz za bramę, zaraz sam sie dowiesz...
Ale jedna rzecz jeszcze nie dawała mu spokoju, skoro tamci zdołali rozbić obozowisko, i przybyli w tak pokaźnej liczbie to jak to możliwe że nikt z nich ich wcześniej nie dostrzegł? Wyraził swoje wątpliwości na głos, a wciąż nieobecnym wzrokiem Kris odparł.
- Sam sie zastanawiam, wczoraj nic prawie nie piłem, ale i też wartownicy jak i ja sam niczego nie dostrzegliśmy w mroku. Żadnej pochodni, żadnego dźwięku. Taka armia nie może się poruszać bezszelestnie. W dodatku nordowie na każdą większą czy mniejszą wyprawę idą przy dźwiękach bębnów i wzniosłych pieśni. Coś mi tu cholernie nie gra...
Gdy doszli do bramy z której mogli zobaczyć idącego na przodzie Turegora , wątpliwości tylko przybyło. Lord szedł w towarzystwie kilku wojowników z włócznią na której zatknięto kawałek białej szmaty. Ale nie to było dziwne, ale dziwny, niemal mimowolny pochód. I ta cisza, owszem ognisk było mnóstwo ale przy nich nie było ani jednego człowieka. Może po prostu szykowali sie do rychłego ataku? A jeśli tak to co powstawało za obozowiskiem? Wcześniej Vord zakładał że to pewnie wieża oblężnicza, ale teraz ani trochę ta konstrukcja jej nie przypominała. Całość miała kształt stożka, cholernie wysokiego stożka, przywodzącego na myśl ogromny stos .Czyżby jakaś forma sygnału czy coś w tym guście?
Na murach teraz tylko szeptano, butność z jaką każdy wbiegł na mury momentalnie ustępowała strachowi lub też bardziej niepewności. Hreth pojawił się obok nich ,nie uśmiechał się tylko tępo lustrował otoczenie. Widać było że walczył z myślami. Livmer także teraz dołączył do nich i spoglądał ukradkiem to na przeciwnika to na Hretha. Ci dwaj cały czas coś zatajali, mieli jakieś dziwne tajemnice z którymi nie chcieli sie dzielić. Ale cholera, teraz chyba każdy z nich był po tej samej stronie barykady. Uwięziony i ciągle atakowany. Nie było więc miejsca na takie przedstawienia.
- Hreth, powiedz mi co się dzieje ,dlaczego ciągle jestem tym który nic nie wie i któremu mało się mówi? Albo w końcu to wydusisz albo możesz być pewien że stanę się mniej ochoczy do pomocy. Ja chcę wiedzieć!
- Vord -wycharczał przez zęby - Jak zaczniesz być taki wścibski to nie zawaham sie ciebie zabić. Uwierz ,wielu moich kompanów zginęło gdy zaczęli szukać. To że jesteśmy teraz razem nie znaczy że mam cie niańczyć i o wszystkim mówić. Jesteś tak naprawdę małym i zagubionych chłopcem który myśli że miecz czyni go wojownikiem. Te sprawy cie przerastają.
Już mu ktoś tak kiedyś powiedział, chyba nawet Kris. Czy każdy traktował go jako tło tego świata? Bezczelny głupiec, nie okazywał żadnego zrozumienia. Był dowódcą z tego typu co potrafią tylko pomiatać żołnierzami. Livmer otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć ale przeszywający wzrok Hretha skutecznie go zniechęcił. Tymczasem Turegor był prawie przy bramie....
Pokonali już kilka mil od wczesnego ranka, Kerteba jechał na przodzie i ciągle wypatrywał jakiegokolwiek oznaku zasadzki lub zagrożenia. Wiatr cicho zawodził poruszając koronami drzew. Świat jakby całkiem zamarł, widok ten był równie piękny i mistyczny co nad wyraz dziwny. Tervil odkąd postawił stopę w tej krainie nie widział i nie słyszał ani jednego ptaka. Ostatni raz miesiąc temu widzieli jedna sarnę która majestatycznie spoglądała na nich. Czuć było od zwierzęcia strach i panikę, czuło prawdopodobnie tą ciężką atmosferę jaka teraz panowała. Obraz zamordowanych rybaków nad rzeką co rusz mącił mu w umyśle. Ci ludzie zostali zaatakowani w czasie gdy łowili ryby, może chcieli wykarmić rodziny? Pola zboża były całkowicie zniszczone. Zbiory w tym roku nie mogły być owocne, będzie cudem jak choćby małą część ludzie zbiorą z pul. A to o wiele za mało. I szczerze można było wątpić aby lokalni władcy coś uszczknęli swoim poddanym. Żywność była teraz droższa od złota czy srebra. Swoją drogą cesarskim także powoli zaczynało ubywać jedzenia. Mieli jeszcze po kilka chlebów "Arsini", ale na długo nie wystarczą. Zaczynał sie zastanawiać czy dobrze postąpili karmiąc mieszkańców jednej z licznych tutaj wiosek. Ale widok małych ,umorusanych dzieci zmusił go do tego. Małe niewinne stworzenia, którym przyszło walczyć o przetrwanie w Carladii. Ich nie można było winić, winę ponosili wielcy tego świata. Królowie i władcy, świadomie lub nie, sami się o to prosili. Wielka przepowiednia się sprawdzała. Może gdyby zostawić im w bardziej oczywistym miejscu wskazówki...Ale i to pewnie było by tylko zapalnikiem aby odkryć prawdę.
Z wielu raportów jakie otrzymywał w tym czasie wynikało że najbardziej cierpią Khergici, na tamtych terenach wpływ "Uśpionego" był największy. W czasie ostatniej wielkiej wojny-a raczej masakry- nie było tak otwartego i jawnego działania. Wcześniej odbywało się to w cieniu, za plecami i pokątnie. Teraz zanosiło sie na to że dawne...
- Tervil - znienacka pojawił sie obok Kerteba - Dzień, no może dwa będziemy w mieście o nazwie Uxhal. Jak dobrze pójdzie to wszystkie kamienie znajdą się w naszych rękach. Ale martwi mnie jedno...
- Tak?
Przyjaciel wziął głęboki oddech i oglądnął się w tył.
- Czy roztropnie było zostawiać ich przy krypcie? A co jak odkopią wejście?
- Jest tam kilka zabezpieczeń, poza tym nie znamy położenia ostatniego kamienia. Zakładam że nadal jest tam gdzie powinien. Tego ostatniego łatwo nie wydobędą. A przynajmniej nie zdążą nim my się tam nie pojawimy.
Na moment uderzyła go fala kilku wspomnień na raz, oczy zaszły mu mgłą i spadł z konia. Odgłosy towarzyszy słyszał niewyraźnie ,cały świat zaczął diabelnie szybko kręcić się wokół niego. Oczyma wyobraźni ujrzał ruiny zamku w której jest krypta. Ciemność szczelnym kręgiem otoczyła zamek, w środku garstka ludzi u których z każdą minutą ubywało odwagi. Ciemność była przyciągana do krypty. Skierował wzrok w stronę krypty...gdyby mógł krzyknął by. Z zawalonego wejścia ujrzał zamazaną postać, wysoką i majestatyczną. Nie ulegało wątpliwości kto to był. Nie był materialny, ale i też niewiele brakuje. W tedy ich wzrok się spotkał. Postać wydała z siebie ryk wściekłości. Tak nienawistny i rządny zemsty że Tervil mógł tylko patrzyć nań jak zahipnotyzowany. Zapomniany i jedyny władca...Nurvel...
W końcu wizja ustąpiła, nad nim Kerteba wraz z ludźmi polewali go wodą i próbowali przywrócić go do świadomości.
- Ale mnie wystraszyłeś Tervil, co się stało??
Nie mógł tego opisać, musiał działać, szybko i natychmiast. On...On wysłał Xevirle aby go uwolniły!
- Zawracamy do krypty, natychmiast,szykować się do ciężkiej walki!
Ludzie popatrzyli po sobie niepewni czy aby ich pan nadal nie majaczy. Po chwili pomogli mu wstać na nogi i wsiąść na kona. Bez słowa galopem ruszyli do ruin. Czy zdążą? Jak dobrze pójdzie to dojadą do ruin wieczorem. Zaczynał wątpić czy ta garstka ludzi zdoła się do tego czasu utrzymać.
Trójka swadian już kilka godzin siedziała w pałacu, Plais siedział na wielkim fotelu Delinarda. Nie mógł uwierzyć w to co stało się przedtem...
Weszli do wielkiego holu ,szambelan służalczo oznajmił że hrabia Delinard jest w sali audiencyjnej. Ruszyli w tamtym kierunku, po drodze mijali rzeźby przedstawiające wielkich wojowników, nawet było popiersie Harlausa. Na kilku postumentach brakowało rzeźb, pewnie Delinardowi zaczynało brakować denarów i zaczął sprzedawać swój dobytek. Przed głównym wejściem stało dwoje strażników. Jeden praktycznie usypiał ale gdy zobaczył gości otworzył wrota i wpuścił ich do środka zamykając za nimi drzwi. Dziwne że nie kazał broni zostawić przed wejściem jako każe zwyczaj.
W środku było cicho, Delinard siedział odwrócony do nich plecami przed kominkiem w którym ostanie drwa się dopalały. Hektor nerwowo oblizał wargi, trząsł się nie mniej niż on sam. Rob stanął przy wrotach przewracając oczami naokoło. Plais przełknął ślinę i rzekł idąc w stronę lorda.
- Delinard, mam dla ciebie przykrą wiadomość, mógłbyś chociaż się odwrócić jak do ciebie mówię!
Tamten ani drgnął, zupełnie jak dawniej, zawsze zachowywał się jakby był kimś wielkim. No cóż, zaraz zacznie gadać. W tedy Hektor delikatnie trącił go łokciem gestem głowy pokazując plamę krwi na podłodze pod lordem. W cieniu coś sie poruszyło, na szczura było za wielkie. W tedy Plais dostrzegł. Tam leżał związany i zakneblowany mężczyzna, szamotał się próbując wyswobodzić się z więzów.
Plais stłamsił w sobie strach i podszedł do Delinarda, gdy ujrzał jego twarz...cicho jęknął i upadł na podłogę. Hektor zaklął szpetnie i cały pobladł. Hrabia Delinard nie żył, z piersi wystawało mu kilka bełtów, palce u rąk mu połamano. Musiał być długo mordowany nim umarł, na jego kolanach leżał kawałek pergaminu. Drżącymi rękoma Plais go wziął i zaczął czytać, ciągle zakrywając usta.
"Oto Plaisie twoje zadanie na teraz. Zapewne zastanawiasz się kto tego głupca przed tobą zamordował. Odpowiedz leży w kącie przy szafie. A teraz skup się. Weszliście do sali i zobaczyliście jak ten człowiek zabija lorda. Niestety samego Delinarda nie udało sie wam uratować ale mogliście zabić morderce nim ten ucieknie. Wszedł oknem po lewej od komina, wlazł przez stodołe, z okiennicy zwisa lina z hakiem po której tu wszedł. Wykorzystaj swój status i zrób to co należy do ciebie. Umocnij swoje wpływy. W odpowiednim czasie zwrócimy się do ciebie abyś się odwdzięczył. Pamiętaj też że dwór jest pełen naszych szpiegów i będziemy znali każdy twój ruch. Członkowie gildii i rajcy są przekupieni, nikt nie odmówi ci prawa objęcia miasta. Powodzenia. Troskliwy opiekun".
Szybko zmiął list i schował go za pas. Hektor i Rob tępo spoglądali na niego.
- I co teraz?? Zabiją nas wszystkich jak tylko tu straż wpadnie. Łamanie kołem nas czeka!
- Zamknij sie Hektor! -Plais zniżył nieco ton głosu- Zabijcie tamtego człowieka .Poharatacie sie przy tym,żeby tona walkę wyglądało. To jest morderca.
Towarzysze niechętnie podeszli do związanego człowieka, Rob błagalnym wzrokiem spojrzał na Plaisa.
- Głupcy, róbcie co wam każę. Jak tego nie zrobimy to i tak ci drudzy nas zabiją. Niedługo każdego z was czeka nagroda, wszystko dla dobra Swadii.
Rob zacisnął pięści i podszedł do lorda, spojrzał raz jeszcze na denata , w kącikach oczu pojawiły się łzy.
- Ty...ty...Delinard był jednym z lepszych lordów. Dbał nie tylko o dwór czy miasto, dbał o poddanych. To był tak samo twój przyjaciel. Ile jesteś w stanie poświęcić żeby tylko zdobyć władze? Na rozum ci poszło? Szczam na to że jesteś baronem, w dupie to mam. Dla mnie, jak i większości ludzi w tym królestwie jesteś gnidą i zadufanym w sobie snobem!
Cóż za chamstwo, Plais szybko uderzył go w twarz, tamten runął na podłogę. Szybko usiadł na nim i wyciągnął sztylet za cholewy buta, przystawiając mu go do gardła cicho powiedział.
- Uważaj na słowa, siedzimy wszyscy w jednym szambie, teraz wyglądasz jakbyś faktycznie walczył z mordercą. Zachowaj swoje nic nie warte uwagi dla siebie. Dobrze?
Rob po chwili z wciąż rozszerzonymi oczami ze strachu przytaknął. Hektor stał patrząc na to co przed chwilą się stało, Plaisowi wydawało się że usłyszał ciche "Skurwysyn".
- A ty co tak patrzysz?? Zabij go w końcu!
Gdy związany człowiek był już martwy, Plais czuł jak przybyło mu pewności siebie i odwagi. Perspektywa rządzenia miastem a potem i całym królestwem była tym czym dla dziwki pieniądz. Niefortunne porównanie ale szczerze miał to teraz gdzieś.Był kimś....
Teraz siedział w fotelu w którym niedawno zasiadał Delinard i dumał co dalej. Niebawem rajcy ogłoszą go prawowitym władcą miasta. A potem co dalej? No cóż ,trzeba by odnaleźć tą gołąbeczkę Isoldę, z jego nowymi przyjaciółmi ślub to tylko formalność. Ucieszył się w myślach na samą myśl że gdzieś tam daleko Harlaus przewraca sie w mogile z wściekłości. O ile go w ogule pochowano. Może później napisze do jednej osoby by zbadała czy ta świnia i szuja Haringoth jeszcze dycha? Cela tortur bardzo by się ucieszyła goszcząc takiego gościa. O tak, zemsta najlepiej smakuje na chłodno. Bez pośpiechu, czysta rozrywka. Będzie się napawał widokiem cierpienia każdego kto zalazł mu za skórę.
W tedy do sali weszli rajcy i mistrz gildii...