Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Ankieta

    Jak myślicie,mam dalej pisać?

    Jak najbardziej,pisz;)
    116 (62.7%)
    Możesz pisać
    19 (10.3%)
    Obojętne mi to...
    19 (10.3%)
    Zasatanów się czy warto...
    10 (5.4%)
    Nie
    4 (2.2%)
    Kategorycznie przestań
    17 (9.2%)

    Głosów w sumie: 184

    Autor Wątek: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.  (Przeczytany 43364 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « dnia: Marca 01, 2011, 11:19:29 »
    Pierwszy rozdział opowieści w realiach m&b warband,mam nadzieje że wam się spodoba;)

    Wprowadzenie.
    Calradia,kraina targana wojnami,spiskami i niegodziwościami.Czas gdy bardziej od honoru
    liczy się sława,bogactwo i nade wszystko władza.Kraina podzielona przez sześć
    królestw,Swadia,Vaegirowie,Saranidzi,Rchodokowie,Khanat,Nordowie.Każde z królestw żądzi
    się swoimi prawami,posiada odrębną kulturę.
    W tak okrutnych czasach kraina taka błaga o zjednoczenie i pokój,jednak w naturze
    człowieka jest aby ciągle zdobywać,a żaden król nie ustąpi drugiemu,i błędne koło
    zatacza się zsyłając wojny,śmierć i zniszczenie.Mogło by się wydawać że wystarczyło by
    aby wszystkie ludy się zjednoczyły i nastałby pokój.Nic bardziej mylnego....

    To zaledwie wprowadzenie, kolejne rozdziały będą sukcesywnie wprowadzane. Jeden jest poniżej, mam nadzieję że nie okaże się to niewypałem;)
    Edid:Tak długo dumałem jaki utwór byłby idealny aby oddać nastrój opowieści.Zdecydowałem się na dawna gwiazdę muzyki Trance.Ale...w wersji orkiestry....sama piękna melodia.I od dziś traktuję ją jako muzykę opowiadania "Carladia Kraina Straconych Szans"...wzrusza i wprawia w nastrój jaki teraz panuje w opowiadaniu .Polecam przesłuchać całości a na pewno mi przyznacie racje.
    http://www.youtube.com/watch?v=qPI4k4ZDwD4&feature=related
    « Ostatnia zmiana: Kwietnia 04, 2012, 13:20:26 wysłana przez Aldred »
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline proud

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 3264
    • Piwa: 4
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #1 dnia: Marca 01, 2011, 11:33:16 »
    Nie lubię dawać niekonstruktywnej krytyki, ale... albo to jest prowokacja, albo leżę i kwiczę. ^^ Rozdział, który w standardowo objętościowej książce zająłby góra 6 linijek wymiata. xD

    Offline Voland_s

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 166
    • Piwa: 0
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #2 dnia: Marca 01, 2011, 11:41:33 »
    Świat Książki już chce mi dać 20% znizki na te tytuł. Czekamy!

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #3 dnia: Marca 01, 2011, 11:49:37 »
    Rozdział 1
    Mężczyzna szedł zmęczonym krokiem po stromej scieżce . Niewielki zarost świadczył że nie miał czasu aby się ogolić , włosy miał krótko przycięte . Oczy lekko zmrużone czujnie obserwowały otoczenie, mógłby być nawet przystojny gdyby nie blizna na lewym policzku ciągnąca się od ucha aż do ust. Był średniego wzrostu i niezbyt dobrze zbudowany ale mogło być to mylne bo nosił kolczugę częściowo zakrytą płaszczem. Na płaszczu miał ledwo widoczny spod zabrudzeń herb przedztawiający samotną wieżę.
    Kurczowo trzymał rękę na rękojeści miecza, u pasa dało się zauważyć kilka noży.
    Wiatr dął niemiłosiernie a niebo już dawno zasnuło się ciemnymi chmurami. Ścieżka wciąż wiła się do góry wśród skalistych wzgórz, kępy krzaków kołysały się natchnione nagłymi podmuchami powietrza. Robiło się coraz ciemniej i zimniej. I nie zapowiadało się że to sie niebawem zmieni.
    Człowiek przystanął aby chwile odpocząć, rozejżał się i nie zauważywszy niczego podejrzanego usiadł na pobliskim głazie. Wyciąnął za pasa fajkę i krzesiwo, powoli ale pewnymi ruchami odpalił i zaciągnął się, skierował wzrok na północ.
    I co teraz-pomyślał-nic nie układa się jak sobie zaplanował, nordowie wkrótce wyślą grupę gończą za nim. A on dawno powinien odnaleść Hretha, w pobliskiej wiosce dowiedział się że uciekł przed stróżami prawa w góry. I to było na tyle , szukał go bo jak mniemiał owy banita pomoże mu uciec na południe. On sam gdyby mógł zgłosiłby się do króla Ragnara i wszystko mu wytłumaczył. Wiedział że to bez celowe, liczni lordowie mieli swój punkt widzenia na tą sprawe,więc nic nie znaczący człowiek nie mógł nic wskórać.
    Przeklinał siebie za to co zrobił, gdyby mógł cofnąłby czas ale to tylko pobożne życzenie, i głupotą było nawet o tym myśleć.
    Daleko rozległ się grzmot zwiastujący rychłą burze, wstał i z namaszczeniem schował fajkę. Ruszył dalej pod górę, niepewny kiedy i gdzie znajdzie swoją jedyną pomoc.



    Hrabia Plais uniósł się w strzemionach swego rumaka i rozejrzał się po okolicy. Był wściekły kiedy się dowiedział że rchodockie psy znowu runęły na swadie niczym lawina. Na dodatek ośmielono się spustoszyć jego wieś ,minie długi czas nim znowu chłopi wezmą się do pracy i zacznie zbierać dobrze mu należne podatki. Ale dziś pokaże im czym jest zemsta i dobra swadiańska stal, zebrał bowiem ponad setkę ludzi i nie w jego planie było przegrać.
    Wysłał listy do kilku lordów jednak żaden nie odpisał jak dotąd, no może oprócz Delinarda. Niech go piekło pochłonie pomyślał, napisał że nie może wyruszyć z nim bo jak to ujął musi dokonać przeglądu swojego zamku. Plais wiedział jednak że po prostu bał się ruszyć swojej dupy i siedzi jak szczur w swoim zamku. Zresztą zamkiem nie mógł tego nazwać, wieże się waliły a mury mogli pokonać chłopi. Ale tak się dzieje gdy bardziej od patriotycznej obrony królestwa wybiera się uczty, dziwki i bogowie wiedzą co jeszcze.
    Był sfrustrowany i wiedział ze tą frustracje musi wyładować, gestem ręki przywołał sierżanta Kaurta, tamten usłusznie jak pies podbiegł do niego.
    -Tak panie?
    -I jak rozpoznanie?Ilu ich i gdzie?!
    Sierżant nieznacznie pobladł, i dobrze pomyślał Plais, niech wie że jego pan nie znosi pomyłek i lenistwa.
    -Nie wiadomo....
    Tak jak się domyślał, same tępaki i obiboki, zawsze gdy wymagał trywialnych rzeczy jego niekompetentni oficerowie pokazywali brak mózgu i głupoty. Ale co mógł poradzić, trwała wojna i naprędce werbowano ludzi, a ten sierżant zapewne niedawno rozrzucał obornik na polach. Jednak nic nie mogło tłumaczyć takiej niekompetencji, nic, i jego w tym głowa aby coś z tym zrobić.
    -To co teraz?!-ryknął pełen gniewu, czerwieniejąc ze złości na twarzy-Będziemy czekać aż łaskawie rhodokowie się pokażą i pozwolą nam z nimi walczyć?!
    -Nie panie,wysłałem zwiad...jednak nikt jeszcze nie powrócił, niechybnie ktoś niebawem się zjawi i...
    -Dość głupcze!Gdyby mieli to zrobić już by tu byli a ja czytałbym raporty, dyndają na stryczku jak nietrudno się domyślić, idziemy dalej aż dojdziemy do Yalen.
    -Nie mamy dość ludzi by oblegać miasto panie.
    Teraz sierżant potwierdził soją głupotę. Po całej kampanii gdy wszystko się uspokoi srogo ukaże takich głupców, i tego kasztelana Berna który odpowiadał za jego wojsko. Czy wszystko sprzysięgło się przeciw niemu? Wziął głęboki oddech, nachylił się do sierżanta na wysokość jego głowy i rzekł.
    -Nie będziemy oblegać miasta Kaurcie, ukryjemy się na wzgórzach i napadniemy kilka karawan jadących do i od miasta. Jeśli te psy boją się walki ze mną to przynajmniej zyskam trochę na ich dobrach.
    -Dobry plan panie-rzekł służalczo sierżant.
    Tak, dobry pomyślał, wkrótce rhodockim psom odniechce się wojen gdy braknie im jedzenia. Podziwiał sam siebie za tak bystry umysł, po prostu był geniuszem, kto wie może i większym od samego króla ?
    -Na przód swadianie, ku chwale i zwycięstwu!-ryknął i obserwował miarowy krok jego armii, był geniuszem pomyślał ponownie, uśmiechnął się i truchtem ruszył, zadowolony ze w końcu odnalazł rozwiązanie. Zapowiadał się ciekawy tydzień.



    Vord w końcu dotarł na szczyt wzgórza , był zmęczony ale pełen nadziei że odnajdzie Hretha . Zauważył ruiny, zapewne dawniej stała tu potężna wieża . Dziś zachowało się jedno piętro a wokół zalegał gruz zarośnięty krzewami i trawą. Pierwsze krople deszczu runeły niespodzianie. Skierował się w stronę ruin, uważnie chowając się za głazami. Ostrożności nigdy dość. Zresztą z tąd miał dobry widok na wejście do wieży. Zauważył dwójkę ludzi w środku siedzących przy ognisku. Byli ubrani w lekkie skórznie a obok leżały łuki. Kim oni mogli być, albo łowcy głów albo banici. Jeden z nich wyciągnął małą skrzyneczkę i zajrzał do środka, drugi tez tam spojrzał i kiwnął głową jakby w uznaniu. Vort stęknął z nagłego bólu w kolanie, w ostatnim czasie te bule wracały coraz częściej, ale dlaczego, nie wiedział. Był młody bo dopiero dwadzieścia siedem lat a jednak stękał jak stary dziad.
    Jeden z obozowiczów chyba go usłyszał, podniósł głowę i wpatrywał się w strone gdzie był ukryty Vord. Trwało to chwile, potem coś zagadał do towarzysza, wstał i zakrył wejście płachtą.
    Co teraz, co teraz, gorączkowo myślał. Nie był pewien kim oni byli a nie w smak mu była walka z dwoma przeciwnikami. Nie był tchórzem wmawiał sobie ale też nie był bohaterem jednych z legend. Swoją drogą na świecie nie było bohaterów, takie bajki były dobre dla dzieci. Jednak musiał coś zrobić, padało już niemiłosiernie, wiedział że z takim podejściem nic nie zdziała , musiał działać.
    Na moment powrócił wspomnieniami do pewnej osoby...ból i gniew zawrzały w jego sercu. Energicznie wstał i wyciągnął sztylet do rzucania, skierował się do wejścia wieży. Cokolwiek się wydarzy nie da się łatwo zabić. Dziwił się czasem skąd w nim nagły przypływ odwagi. W sumie nie miało to znaczenia , byle ten stan ciągle się utrzymywał.
    Stanął przy wejściu, z zewnątrz nie dochodził żaden głos tylko skwierczenie drewna w ognisku.
    -Broń na ziemie bo przeszyję strzałą!-władczy głos rozległ się z tyłu.
    Vord obrócił się i omal nie krzyknął z zaskoczenia, to był jeden z obozowiczów. Ale jak się tu znalazł? Zapewne mieli tylne wyjście na wypadek takich zdarzeń.
    -Spokojnie przyjacielu-postanowił ostrożnie dobierać słowa, nie wiadomo czy aby tamtemu nie zachce się wypróbować swoich umiejętności strzeleckich.
    -Nie jestem twoim przyjacielem,rzekłem broń na ziemie, nie będę się powtarzał.
    Nagle płachta się odsłoniła i drugi z ludzi błyskawicznie złapał Vorda w żelaznym uścisku.
    -Mamy złodzieja co?-rzekł drugi a smród z jego gęby sugerował sporą dawkę wypitego alkoholu. Niedobrze, skoro byli pijani mogli w pijackim głupim uniesieniu zabić go lub pobić, przyznał że żadna alternatywa mu się nie podobała.
    -Nie jestem złodziejem, chciałem tylko znaleść...
    -Zamknij sie!-krzyknął łucznik wciąż celując-To cholernie wredne czasy i każdy kto się zakrada może być brany za kogoś niezbyt przyjaznego!
    -To co robimy Zerwis? Może ma kase? Zabijmy go.
    Tego się obawiał, wpadł po uszy w kłopoty które sam na siebie sprowadził. Strach zaczął się jątrzyć w jego sercu. Nie chciał umrzeć w taki sposób, szczególnie że miał jeszcze tyle do zrobienia w swiom życiu. Jeśli ma zginąć drogo sprzeda swoje życie.
    Błyskawicznie uderzył łokciem zbira który go trzymał, trafiając w żołądek. Tamten jęknął i runął na ziemie, Vord szybko zaczął biec w stronę łucznika. Tamten nerwowo wypuścił strzałe, mijając o włos głowe Vorda .Obaj szybko złapali za miecze, posypały się iskry. Zbir wykonał zamaszyste cięcie w nogi, Vord sparował cios i zasypał tamtego gradem ciosów. Zbir upadł na ziemię gotowy do przyjęcia ostatecznego ciosu, ten jednak nie nastąpił. Vord padł jak długi podcięty przez drugiego napastnika, przeturlał sie na bok i kopnął nieszczęśnika w twarz, usłyszał nieprzyjemne chrupnięcie. Z nosa napastnika poleciała krew. Obaj napastnicy leżeli zwijając się na ziemi, Vord nie chciał ryzykować, skoro chcieli go zabić to czemu i on miałby tak nie postąpić?
    Zbir ze złamanym nosem wystękał przez zaciśnięte zęby.
    -Oszczędz nas, a obiecujemy że nasz przywódca Hreth hojnie cię nagrodzi.
    Vord był zaskoczony , oto przez pozornie przypadkowe zdarzenie wpadł na trop osoby zdolnej mu pomóc.
    -Hreth to wasz przywódca? Gdzie on jest?
    Odezwał się drugi, który teraz usiadł i wpatrywał się w mrok.
    -Zaprowadzimy cię, a teraz jeśli pozwolisz pozwól nam się spakować.
    -Jeśli zauważę że znowu chcecie mnie zabić...
    -Nic takiego się nie stanie, okazałeś się świetnym wojownikiem a to cenimy ponad wszystko.
    Po chwili cała trójka ruszyła na południe ostrożnie schodząc po stromym zboczu . Vord szedł za nimi, niezależnie od zapewnień tych dwoje wolał zachować ostrożność.

    « Ostatnia zmiana: Marca 01, 2011, 16:55:38 wysłana przez Aldred »
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Lord Reginald

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 508
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    • UMAD?
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #4 dnia: Marca 01, 2011, 12:36:51 »
    Mi tam pasuje opowiadanie,ciekawe,dużo wpisów.Zamieść 2 rozdział.

    PROBLEM?

    Offline Gacek3000

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 333
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    • NIE dla ACTA!
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #5 dnia: Marca 01, 2011, 16:34:50 »
    Jest trochę błędów, ale mimo wszystko opowiadanie ciekawe. Jutro przeczytam drugi rozdział.
    « Ostatnia zmiana: Marca 01, 2011, 20:07:08 wysłana przez Gacek3000 »

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #6 dnia: Marca 01, 2011, 19:46:42 »
    Rozdział 2.

    Hrabia Plais, nie mógł się nacieszyć jak sprawnie szło grabienie karawan Rhodoków. Jak dotąd nie napotkali żadnego oporu co dziwne biorąc pod uwagę położenie miasta. Musieli przecież minąć nocą zamek Maras i kilka wsi. Ale czy to było ważne? Szło dobrze bo jego geniusz mu na to pozwalał. Niby jak tępaki Rhodockie mieli by odgadnąć jego plany.
    Rozmyślania przerwał mu jeden z żołnierzy.
    -Panie posłaniec przyjechał, podobno coś ważnego...
    -Przyprowadzić go-naprędce usprzątnął stół, może nie z wrodzonej pracowitości ale warto było pokazać się z dobrej strony w każdym wypadku. Posłaniec szedł wśród licznych ognisk w prowizorycznym obozie zupełnie nie pomny skąd w nim tyle wozów z różnymi dobrami. Stanął przed nim wykonując ukłon, swoją drogą niezbyt udany pomyślał Plais.
    -Panie, miałem przekazać list od króla jak najszybciej to możliwe, wiele dni szukałem i...
    -Och daruj sobie tą opowieść, daj list i wracaj tam gdzie musisz.
    Posłaniec nieco się speszył, jakby nie spodziewał się takiej odpowiedzi.Co za dureń, chyba nie myślał że uraczy go jakąś nagrodą. To była jego praca a zapłatę dawał mu kto inny. Poza tym kto przyjmuje takich trzęsipiórków? Przerwał swoje słuszne rozważania, i odprowadził wzrokiem gościa. Szybko rozerwał pieczęć i zaczął czytać:
    "      Do hrabi Plaisa od królewskiego sekretarza.

       Nakazuje się aby ruszyć niezwłocznie do Suno w celu zebrania wszystkich lordów aby uradzić w sprawie dziwnych incydentów ze strony Vaegirów. Wszystkie wasze dotychczasowe zadania i plany przestają być istotne w celu wyższego dobra.
          Z poważaniem Creos Berden Królewski Sekretarz."

    Hrabia długo wpatrywał się w list, wciąż na nowo czytając, jakby spodziewał się dostrzec tam ukrytą prawdę. To go utwierdziło w jednym, król oszalał skoro myślał że bezkarnie może co chwilę zwoływać i prowadzić swoje kampanie. Przecież miał tak dobry plan,wręcz idealny, sukcesywnie niszczył gospodarkę rhodokom. Poza tym posiadał prawo tak zwanego "usprawiedliwionego odwetu", jeśli wrogi lord spustoszył wieś innego lorda, tamten ma prawo się odegrać.A skoro nie wiedział który to był musiał za punkt honoru obrać strategie niszczenia karawan. Ten plan był za dobry i nawet król nie mógł temu zaprzeczyć, a jeśli będzie pytał żądając odpowiedzi? No cóż miał na poczekaniu kilka przekonujących bajeczek.
    Martwiło go tylko że jego szpiedzy donosili iż na dworze szepcze się o nim. Wolał nie wnikać na jaki temat ale zapewne kilku lordów poddawało w wątpliwość jego oddanie Swadi. Wkrótce będzie o nim głośno a właśnie tym niedowiarkom pokaże że sam w pojedynkę rzucił na kolana królestwo Rhodoków.
    -Kolejna karawana!-krzyknął nagle jeden z obserwatorów na wzgórzu.
    Kolejny punkt dla Plaisa, jakże sprytne było umieścić armie w dolince otoczonej dzewami i wysłać zwiadowców na górę. Nie obawiał się ataku na obóz, trakt znajdował się za wzgórzem a któż wpadłby na to że w dolince stacjonuje armia. Tym razem postanowił osobiście dowodzić atakiem, wcześniej nie mógł. Przecież musiał planować, i ciągle ulepszać plan. Poza tym widział jak łatwo idzie przejmowanie karawan więc ryzyko było małe. Kazał pachołkowi przyprowadzić jego rumaka. Po chwili siedział w siodle, w swojej świeżo wypolerowanej zbroi. Ah,pomyślał, czyż nie uosabiał pełnego splendoru, chwały i rycerstwa? Zapewne tak było bo ujrzał radość na twarzach swoich ludzi,chociasz...nie to nie była radość na widok jego wspaniałej osoby. Głupcy jawnie się śmiali z niego, ale dlaczego? Chwilę pózniej zrozumiał, jakiś niekompetentny idiota obniżył mu strzemiona, a jego nogi zwisały bezładnie po bokach rumaka.
    -Na co się gapicie idioci!? Naprawić to szybko bo każe wychłostać!
    Kilku zbrojnych szybko rzuciło się by pomóc panu.Utrwało sporo czasu nim ruszył na czele odziału. Zebrał trzydziestu zbrojnych, tylu wystarczyło,kilkunastu kuszników zajęło miejsce po prawej by z góry zasypać karawanę gradem bełtów. Dobrze,po salwie runą w dół a ich dzika i bezwzględna szarża sprawi że obrońcy z przerażenia nie będą w stanie nic zrobić. Już czas pomyślał, tabor był dokładnie przed nimi, jadąc spokojnie u podnóża wzgórza na którym czekała ich śmierć.
    -Panie tak myślę....-zagaił sierżant Kaurt,nerwowo spoglądając to na tabor to na swojego pana.
    -Aaa, Kaurt myśli-zaśmiał się hrabia-to o czym kaurt myśli?
    -To karawana Vaegirów , widzę ich herb,nie ma jeszcze z nimi wojny więc powinnismy...-przerwał niepewny czy może cokolwiek zasugerować swojemu panu.
    -Vaegirowie,Rhodokowie...a co to za różnica i tak niebawem wybuchnie wojna z nimi, więc nie widzę problemu aby ich nie móc zaatakować . Swoją drogą kto się o tym dowie, co?
    Sierżant nie odpowiedział. Ale właśnie, a jeśli w jakiś sposób król się o tym dowie? W zasadzie to nie możliwe, ale jeśli miał szpiega w armii. Takie przypadki nie raz się zdarzały, i nie byłby zdziwiony gdyby i tym razem też tak się stało, no cóż postanowił że uderzy i po starciu rozmówi się z dowódcami. Nie obędzie się bez przykładowej kary.
    Wyciągnął miecz nakazując strzelcom ostzrelać tabor. Bełty pomknęły na obrońców, zabijając kilku na miejscu i kalecząc paru innych. Plais kolejny raz przeklnął, co by się stało jakby każdy ze strzelców zabił jednego wroga. Powstrzymał się od głośnej gbury, miast tego bezgłośnie pogalopował w dół, za nim zbrojni i rycerze.
    Dostrzegł panikę wymalowaną na twarzach strażników karawany, nie było ich wielu,może ze trzy tuziny. Tym lepiej, rozsmaruje ich niczym smalec na pajdzie chleba.
    Obrońcy utworzyli dwuszereg gotowi odeprzeć szarże, dowodził nimi jakiś Vaegirski oficer. Siedział na potężnym wałachu wykrzykującego rozkazy za lini obrońców. Wtem z drugiej strony traktu Plais dostrzegł jakieś poruszenie , co to było? Nieważne, zwykłe przewidzenie, zamknął przyłbice i wraz ze swoimi jezdzcami uderzyli w mur obrońców. Posypały się dżazgi z roztrzaskanych tarczy, i broni. Rozległy się krzyki tratowanych, dzikie kwiczenie nabijanych na piki koni. Stłumione okrzyki nabijanych na lance.
    Wtedy z lasu runęła zwarta masa żołnierzy Rhodoków, było ich kilka tuzinów. Niebezpiecznie zbliżali się do walczących.
    -Do tyłu!-ryknął Plais
    Nie był pewien czy wszyscy go usłyszeli ale rozsądek nakazywał odwrót na wzgórze gdzie czekała na niego piechota i kusznicy. Rozpłatał dwoje strażników którzy mu zastawili drogę, potem pogalopował w las pod górę, słyszał za sobą krzyki zabijanych ludzi, nie był pewien ile z tych krzyków należało do jego ludzi.
    Kusznicy ponowili salwę, a piechota zajęła pozycje poniżej strzrelców, Plais dostrzregł Kaurta który wychodził z siebie byle zachowano szyk i pozycje. No cóż,pomyślał przynajmniej w obliczu nagłego zwrotu akcji sierżant potrafił zachować zimną krew.
    Kilkunastu konnych po zajęciu pozycji obok piechoty zsiadło z koni i wraz ze swoim dowódcą czekali na wroga.
    Rhodokowie minęli niedobitki obrońców, i nacierali po zboczu. Z zaskoczeniem Plais zauważył że nie zwolnili mimo ciągłego ostrzału. Na czele dostrzegł przeklętego Vaegirskiego oficera oraz Rhodockiego lorda. Kto to mógł u licha być? Zaraz , poznał ten herb, to był niemal na pewno ten pies Raichs. Niech piekło pochłonie Rhodoków, Vaegirów i w zasadzie wszystko to co powodowało w nim atak wściekłości.
    Strzelcy oddali ostatnią salwę nim oba oddziały się starły. Plais siekł mieczem ale z trudem mógł przebić zasłonę przeklętych pawęży Rhodoków. Miał wrażenie że specjalnie wymyślano takie uzbrojenie by szlachetni lordowie, jak na przykład on, nie mógi pokonać przeciwnika.
    Przez ogólny zgiełk i zamieszanie rozległ się ochrypły z furii głos.
    -Plais!!!Ty psie, zapłacisz za wszystkie ograbione karawany!!
    Tak to był na pewno Raichs, ale jak on go odnalazł? Sprawy nie wyglądały za dobrze, szczególnie że Swadianie zaczęli się cofać pod wpływem wściekłego ataku wroga. Z przerażeniem dostrzegł jak jego sierżant pada po ciosie młotem przez Raichsa, z tyłu Rhodoków poleciały w kuszników włócznie zabijając wielu z nich.
    Nie, sprawy szły gorzej niż zakładał, dekapitowano jego ludzi jednego po drugim, Swadianie nie byli gorsi jednak było ich mniej. Co gorsza zaczynali być oskrzydlani. Kilku rycerzy tez to dostrzegło i z furią natarło na wroga, pawęże pękały po zabójczymi uderzeniami rycerzy. To jednak wciąż było za mało, Vaegirski oficer niebezpiecznie zbliżył się do niego. Uderzył błyskawicznie szablą a Plais musiał przyznać że nie wróży sobie szczęśliwego zakończenia pojedynku. Przepchał się na tyły i wtedy dostrzegł okazje, nieopodal spokojnie pasł się rumak. Plais bez namysłu żucił się w jego stronę i niemal natychmiast pogalopował w stronę Swadii. Za sobą słyszał krzyki, i błagania o litość. Postanowił że pomści tą porażkę, miał już nawet plan. Ale ten był nieskazitelny, jak zawsze.


    Po dwóch dniach oczekiwania w tawernie w miejscowości Ryibelt, Vord był znużony jak nigdy. Dwójka opryszków zaklinała się na wszystko że ich przywódca się tu zjawi. A on głupek uwierzył, i czekał jak idiota zmuszony na wysłuchiwania nieustannych narzekań chłopów. Czego on to nie usłyszał, że podatki za duże, że sąsiadowi krowę wilki zagryzły, że jakaś sąsiadka miała liczne romanse. Ogółem sporo dla niego nie przydatnych wiadomości. Robiło się ciemno i do tawerny schodziło się coraz więcej gości, w większości chłopów znużonych po całodniowej pracy. Piwa robiły swoje i musiał wyjść do wychodka przeciskając się przez tłum gości.
    Uderzył go nagły podmuch wiatru niezwykle zimnego, gwiazdy zaczęły leniwo się pojawiać,  słyszał pasterzy naganiających owce do stajen. Dziwne jak ludzie mogli normalnie żyć w świecie ciągłych wojen. Może jutro jakiś bogaty lord z niedowartościowanym ego postanowi ograbić tą wieś? A może po prostu ci prości ludzie nie mieli innego wyboru i starali się żyć w miarę normalnie i na tyle godziwie na ile im pozwalano. Kto mógł stworzyć taki świat gdzie jedna osoba rządzi innymi,ma wpływ na wszystko, dając innym ochłapy a samemu zagarniając całą resztę.Westchnął, stał się melancholijny po kilku piwach, nie jemu oceniać świat.
    Gdy załatwił swoją potrzebę,ujrzał kilka osób zmierzających w jego stronę.Dwójke rozpoznał błyskawicznie, to byli opryszki z wieży, trzeciego nie rozpoznał, może to był Hreth?
    Jeden ze zbirów machnął mu na powitanie, Vord niemrawo mu odpowiedział.
    -Hreth może cie teraz przyjąć-rzekł jeden-Chodz z nami.
    Vord znowu się zawiódł, nie dość że banita sam osobiście tu nie przyszedł to na dodatek kazał aby samemu go uraczyć odwiedzinami.
    -Jak hto?-zabełkotał, i przeklął, zaczął pijacko seplenić, cóż za wstyd-miał tu przy...przyjść.
    Nieznajomy uśmiechnął się, i poklepał go po ramieniu.
    -Piwo to zaraza naszych czasów. Niszczy dusze i ciało. Hreth nie mógł zjawić się osobiście, ale nie martw się , to nie daleko.
    Vord znając swoje szczęście nie zakładałby się o to, och to zapewne tylko z dwadzieścia mil. Jednak wiedział że musi się poświęcić, za dózo miał do stracenia. Chwiejnie podążył za trójką przybyszów.
    Nieznajomy nie kłamał, nad ranem byli w lesie nieopodal wsi Ruluns. Jeśli Hreth był rzeczywiście tak dobrym banitą jak mówiono teraz był skłonny w to uwierzyć. Bowiem nie spodziewał się malutkiej wsi otoczonej ostrokołem z małą bramą z wieżami po obu stronach. Wszystko zbudowane z grubych bali, a więc stabilne i wytrzymałe. Ale łatwopalne jak szybko wydedukował.Nieznajomy chyba zauważył o co mu chodzi i odparł.
    -Wszystko porządnie nasmarowane Surinnum, a więc nie do podpalenia,  nie martw się towarzyszu. Nie jesteśmy bezmózgimi grabieżcami.
    To fakt, minęli bramę, w środku było parę chat a na środku budynek o budowie mówiącej iż ma zastosowanie typowo defensywne.  Budynek nie był wysoki, posiadał wieżę krytą strzechą. Vord zgadywał że zapewne też pokrytą Surinnum, posiadała liczne otwory strzeleckie. Stała pośrodku budynku bez okien z jednym wejściem. Nad wejściem coś wisiało, teraz przykryte płachtą, co to było?...wolał nie zgadywać.
    W tej dziwnej wiosce,  nie było dużo osób, spodziewał się takich klasycznych banitów jak z opowieści. Skórznia,łuk, i sarna na ramieniu. Nic bardziej mylnego. Każdy był uzbrojony po zęby, tu jakiś wysoki mężczyzna obarczony ogromnym toporem rąbał drzewo. Przy studni rozmawiało dwóch ludzi,jeden miał kolczugę , opierał się na halabardzie a drugi w mieszanej zbroi, tu napierśnik, kolczy czepiec,skórzane rękawice,oraz zwykłe bryczesy, bawił się z kuszą, dokonując jakiś poprawek.
    Z małej fortecy jak ją nazwał Vord wyszedł naprzeciw dobrze zbudowany mężczyzna. Nie miał koszuli, był w spodniach i jezdzieckich butach, na grubym pasie zwisały dwa topory i sztylet. Był zarośnięty, włosy miał zmierzwione jakby targał je w amoku. Nos miał zapewne połamany kilkukrotnie, głowę okalała mu czarna opaska. Vord mniemał iż to w końcu owy banita.
    -Zwą mnie, parszywym dziadem- mężczyzna przerwał napawając się swoim wątpliwym żartem-aha, samotny wilk nie lubiący żartów,co? No cóż to i ja się dopasuje do pana...
    -Vord, Vord Reiner-rzekł Vord nieco sparaliżowany uczuciem pierwotnej dzikości bijącego od tego człowieka.
     -Jestem Hreth, banita szukany we wszystkich królestwach Carladi, i słyszałem ze mnie szukałeś.
    Hreth odprawił gestem ręki resztę oprócz nieznajomego, tamten ukłonił się w sposób jaki powstydziłby się nie jeden lord, potem dodał.
    -Livmer Segmeris, taktyk, lekarz obecnie na służbie, a właściwie współpracy z Hrethem, miło cię poznać.
    Ukłonił się raz jeszcze i poszedł w stronę jednej z chat. Przywódca banitów przybrał ponury wyraz twarzy i powiedział.
    -Jeśli zdradzisz władzą nasze położenie zginiesz, rozumiesz?
    -Tak, doskonale to rozumiem.
    Hreth na nowo stał się tym wesołym potrzepanym człowiekiem, skrzyżował ręce na piersi i...nastała cisza. Vord był nieco zbity z tropu o co chodziło? Powiedział coś nie tak, nie wypowiedział jakiegoś tajnego hasła ? Coraz bardziej wątpił czy ten szaleniec mu pomorze, stał przed nim jak kołek. Czuł się jak uczeń w akademii, gdy jako dziecko stał jak teraz nie mogąc odpowiedzieć na pytanie uczonego. Teraz czuł to samo uczucie, ale przebył tyle drogi że musi zadać mu to pytanie.
    -Pomożesz mi uciec na południe do Khanatu? Ściga mnie jeden z Nordyckich lordów, błagam...gdy tam dotrzemy wynagrodzę cię, mam tam pewnego znajomego, który jest mi winien sporo pieniędzy...błagam. Tamten dalej tępo patrzył na niego, zamruczał coś pod nosem i w końcu ku zaskoczeniu Vorda odezwał się.
    -Vord? Co to za śmieszne imię? -i znowu przerwał, Vord zaczynał wychodzić z siebie, czuł że zaraz własnymi rękami rozszarpie tego wariata-Nie ważne, matka takie dała to se miej he he, nie wnikam za co ten lord cię ściga, ale nie mogę ci pomóc...no przynajmniej na razie.
    -Dlaczego??
    -Szykuje ludzi, Swadia złożyła mi obietnice na piśmie że w zamian za miesiąc służby darują mi wszystko, moim ludziom też.
    Vord niemal nie ryknął ze śmiechu, w taki sposób pozbywano się natrętnych banitów i awanturników.Wystarczyło zanęcić ich pieniędzmi i obietnicą odkupienia win, a pod koniec służby wysyłano na tak zwaną ostatnią łatwą misje. Wiele słyszał i wiedział że nazwa ostatnia misja była na miejscu. Ostatnia dla najemników, zawsze oznaczało to pewną śmierć, w ten sposób pozbywano się niepotrzebnych złoczyńców. I mimo tej wiedzy chętnych nie brakowało, zbyt kusiła wizja odbicia się od biedy.
    Z wyglądu Hretha łatwo było się domyślić że zamierza naprawdę nająć się do służby. No cóż , nie mógł mu się dziwić mógł zyskać wolność i pieniądze, ale raczej na pewno śmierć.
    -Tak więc Vordzie Reinerze, odczekaj gdzieś miesiąc czekając na nas lub spróbuj sam przedostać się na południe, nic nie mogę poradzić.
    Hreth rozłożył ręce w geście bezradności i powoli odwrócił się w stronę fortu. Vord dalej stał i miał teraz milion myśli na minute, mętlik w głowie był nie do zniesienia. Wiedział że zawsze jest szansa na dotarcie do granic Khanatu, a jeśli dopadną go Nordowie? Co w tedy, nie da im rady,szczególnie że będą żądni jego krwi po tym co zrobił. Przeczekanie było też ryzykowne. Miał jedno wyjście, krzyknął w stronę przywódcy przyszłego oddziału najemników.
    -Zgoda, dołączę do was na miesiąc, potem jeśli przeżyjemy idziemy na południe, wtedy dam ci wszystko co mam u znajomego! Słyszysz?
    Hreth stanął i spojrzał przez ramie, uważnie go lustrując czy się nada, przynajmniej tak myślał Vord. Jednak oprócz gapienia się nic nie powiedział.
    -Słyszysz?! Idę z wami!
    -Nie męcz ucha...-odparł w końcu, a potem z uśmiechem dodał-zastanawiam się dlaczego  nie przygotowujesz się do drogi...w południe wyruszamy, po lepsze jutro przyjacielu.

    « Ostatnia zmiana: Marca 01, 2011, 20:02:50 wysłana przez Aldred »
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Diseant

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 65
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    • GG - 496616
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #7 dnia: Marca 02, 2011, 09:33:16 »
    Bardzo ciekawe opowiadanie. Drugi rozdział według mnie lepszy od pierwszego - takie odczucie.

    Czekam na Trójkę :D
    CZOKOKABRA!! Oh yea - I'm back :D

    "Windows jest jak winda, Linux jest jak schody. Może i windą jest szybciej i wygodniej, ale schody nigdy się nie zepsują."

    Zapraszam do DropBoxa (inna maszyna). Otrzymasz 250 MB EXTRA!!

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #8 dnia: Marca 03, 2011, 14:15:45 »
    Rozdział 3.

    W końcu zobaczył w oddali mury miasta Suno. Hrabia Plais nie mógł się nacieszyć że mu się udało. Oczywistym było że musiał zajechać zdobycznego rumaka i teraz jechał na odebranej chłopom szkapie. To i tak było bez znaczenia, bowiem uniknął niewoli oraz co najlepsze zdążył na czas na zebranie w Suno.
    Dostrzegł po prawej stronie jak z lasu wyłania się oddział Swadianów,na czele jechał Hrabia Haringoth, od razu go za uwarzono. Plais zaczynał się pocić, gdy ten głupek zobaczy że nie ma z nim armii zacznie coś podejrzewać. Nie potrzebował kolejnej osoby która dołączy do grona spiskowców przeciw niemu. Haringoth podjechał do niego nie ukrywając uśmieszku, zapewne cieszył się ze stanu w jakim Plais obecnie się znajdował.
    -Witaj Plaisie-zatrzymał się obok niego-nie wiedziałem że kupiłeś nowego rumaka.
    Haringoth zaczął się śmiać, Plais wiedział że nie mądrze było z nim zadzierać, był świetnym szermierzem. Przybrał poważny wygląd twarzy i najgrzeczniej jak potrafił odrzekł.
    -Mój rumak skręcił sobie nogę na przeprawie przy rzece Sirvelia, chłopi mi dali tego konia.
    Haringoth nakazał oddziałom aby się zatrzymali, Plais teraz dopiero docenił ilu miał ludzi, musiało być ich ze dwie setki. Gdyby on miał tylu ludzi, mógłby wiele zdziałać. Ale któż potrafił docenić jego niemały geniusz?
    -A gdzie twoi ludzie? Nie roztropnie samemu podróżować.
    Jakie szczęście że jego inteligencja pozwalała mu naprędce wymyślać wymówki, wziął głęboki oddech i odpowiedział.
    -W zamku Ryibelt, miałem kilku zbrojnych ze sobą...jednak wysłałem ich na zwiady, lubię wiedzieć co się dzieje u wroga.
    Haringoth uważnie mu się przyglądał jakby wietrząc kłamstwo. Cokolwiek myślał nie wyraził tego na głos, nieznacznie się uśmiechnął. Nakazał ludziom ponowić marsz.
    -Zaiste, dobry strateg z ciebie-zamyślił się patrząc na ubrudzony krwią miecz Plaisa-ruszajmy, czas na nas.
    Niech to szlag, pomyślał Plais, uważnie wyprał wszystko nad rzeką, przeoczył kilka kropli krwi na głowicy miecza. Ale po cóż on się martwił, był głodny i jako urodzony łowca upolował zająca i mieczem odciął mu łeb. Tak to było dobre, niewątpliwie był geniuszem w każdym calu.
    Razem z jego towarzyszem ruszyli do miasta.

    Wieczorem mała grupka ludzi przechodziła przez bramę miasta Suno, każda z osób z ponurą miną i dobrym uzbrojeniem.
    Kris Zabójczy wiatr wpatrywał się z zainteresowaniem na tą grupę, wiedział że jedna z tych osób to jego cel. Radował się że w końcu go znalazł, wystarczyło popytać okolicznych chłopów. Jarl Gerlad dokładnie mu opisał cel, dostał sto sztuk złota zadatku, drugie tyle po robocie.
    Wiedział że jego cel był łatwy, ten żałośnie wyglądający człowiek nie mógł być dla niego problemem. Średniego wzrostu, licha kolczuga. Miał zmęczony wzrok a Kris wiedział że to z ciągłego stresu. Blizna ciągnąca się od lewego ucha aż do ust upewniła go. To ten człowiek miał zginąć.
    Ruszył w sporej odległości za tą grupą, najpierw rozpoznanie,opracuje potem plan, i w końcu wykona wyrok. Powoli i metodycznie śledził tą zbieraninę, nadchodziła noc, a więc to był jego czas. Vordzie Reinerze nawet nie wiesz że dziś zginiesz pomyślał i ruszył dalej.

    Vord szedł wraz ze swoimi towarzyszami w stronę zamku gdzie niejaki Hrabia Grainwad miał wypisać im stosowne dokumenty. Po drodze poznał trochę swoich kompanów.
    Wysoki osiłek z dwuręcznym toporem to Burga Ponury, dziwny i agresywny gość. Szczupły Kerwin Salske, długie kruczo czarne włosy, stawiał na oryginalność bowiem miał opancerzenie złożone z różnych elementów. Był też najlepszym strzelcem z olbrzymią kuszą którą nazywał Merry. Nikson, dobrze zbudowany halabardzista, twarz miał w chrostach zapewne po licznych chorobach. Livmer Segmeris, szczupły i nie grzeszący umięśnieniem. Jedyny oczytany i uczony człowiek w grupie. Nosił duże binokulary aby poprawić lichy wzrok, u pasa miał krótki miecz. Na końcu jedyna kobieta Elissa, konkurencja strzelecka dla Kerwina, świetnie strzelała z łuku.
    Vord pomyślał że jest nawet piękna, ale jej zimny charakter mówił że nie ma ochoty na zadawanie się z mężczyznami. Nosiła skórznie która uwydatniała jej niezgorszą figurę. Włosy blond opadały na ramiona, była śliczna. Vord wpatrywał się w nią zupełnie niepomny że dostrzegła jego wzrok.
    -Problem? -rzekła zimnym pozbawionym emocji głosem.
    -Eee...nie...jesteś...znaczy...nie ma problemu-wystękał i przeklinał siebie za brak odwagi do kobiet. Poza tym człowieku pomyślał, nie masz u niej szans jest wyższa od ciebie ,a był to tylko w jego mniemaniu tylko jeden z powodów aby się nią nie interesować.Zapewne z wzajemnością,tylko w bajkach istniała miłość od pierwszego wejrzenia.Nieistotne,
    poza tym i tak nie powinien się nią interesować. Przynajmniej dopóki nie wyjaśni sprawy z inną kobietą. A to prędko morze nie nastąpić.
    Na przodzie szedł Hreth, tradycyjnie bez koszuli i w podobnym stanie jakim go spotkał na początku. Śmiał się do siebie i mruczał coś pod nosem. Vord był ciekaw co spowodowało w nim takie zachwianie psychiki, wyłapał wzrokiem Niksona.
    -Nikson, słuchaj dlaczego Hreth jest taki...
    -Dziwny? -odparł halabardzista, po czym nie czekając na odpowiedz Vorda dodał-Nie mi o tym mówić, poza tym nie wiele osób zna prawdę, a kilku którzy jej dociekali marnie kończyli.
    Czyli nie pozna prawdy, i nie chciał jej poznać po tym co usłyszał. W sumie co go interesowała przeszłość kogoś innego. Każdy miał swoje życie, plany, każdy liczył też na odrobinę prywatności. I może dlatego nikt też nie interesował się faktem dlaczego jest ścigany przez Nordów. Może i lepiej, a jednak czasami pragnął się komuś zwierzyć. Wyrzucić z siebie bul i żal, człowiek nie był niezniszczalny. I każdy posiadał uczucia,pragnął być zauważany i doceniany.
    Nie zauważył gdy już doszli do wrót pałacu, strażnik skierował ich do kwatery rejestrów i werbuku. Przed wejściem Hreth podszedł do Vorda, przybrał konspiracyjny wyraz twarzy i cichym głosem powiedział.
    -Odkąd weszliśmy do miasta ktoś nas obserwuje i śledzi. Czuje to jak i czuje że śledzą nikogo innego jak ciebie. Uważaj na siebie i miej oczy dookoła głowy brachu.
    -Co takiego? Kto?
    Vord był przerażony, Nordowie go odnalezli? Ale jak i co chcą zrobić. W sumie domyślał się że najpewniej zabić. Nie doczekał się wyjaśnień gdy strażnik zaprosił wszystkich do środka małego pokoiku. W środku na wysokim krześle siedział ponury człowiek. Ukrywał twarz w dłoniach jakby się modlił, na biurku leżały porozrzucane w nieładzie księgi i pergaminy. Kałamarz leżał na ziemi leniwie rozlewając atrament. Za tym mężczyzną wisiała mapa Carladi z licznymi drewnianymi kołkami powbijanymi w różne miejsca.
    Vord dostrzegł także jak mnóstwo było tu ksiąg, dwa olbrzymie regały zajmowały obydwie ściany w pokoiku, pułki niebezpiecznie uginały się pod ciężarem opasłych tomów.
    Hreth zachrząkał aby dać do zrozumienia gospodarzowi że nie jest sam. Tamten spojrzał leniwym wzrokiem na nich, był blady i sprawiał wrażenie jakby nie spał od tygodni.
    -Witajcie, nazywam się Grainwad i odpowiadam za werbunek najemników. Wybaczcie za mój stan ale ostatnimi czasy ciężko o sen.
    Drzwi się otworzyły i do środka weszło dwoje gwardzistów i zajęło miejsca obok drzwi. Vord domyślał się że nie ufano najemnym ostrzom, z kolei hrabia z zapamiętaniem wertował stronice w jakiejś księdze.
    -Długo jeszcze tu będziemy? -cicho zadał pytanie Burga patrząc na Hretha.
    -Nie, to zajmie chwile-przywódca bacznie lustrował pomieszczenie, może był ciekaw ile wartościowych rzeczy tu się znajduje? Vord nie był pewien ale z tego co mógł przypuszczać równie dobrze mógł oglądać dla samego faktu byleby czymś się zająć. Wiedział że te formalności zajmą kawał czasu i wcale nie był z tego faktu szczęśliwy.

    Sala zebrań była wypełniona po brzegi .Niemal każdy lord stawił się na zebranie. Plais zajął miejsce przy długim stole uważnie obserwując zebranych. Rozwalił się na krześle i westchnął, nigdy nie lubił takich zebrań. Trwały długo, niewiele nowego wnosiły i był cichym polem bitwy lordów o władzę. Nie gardził tym bo sam starał się wypracować dla siebie dobrą pozycję. Ale czy ktokolwiek był świadom jaki geniusz skrywał? Nikt , każdy myślał o sobie i gardził resztą. Na dodatek stary Harlaus jeszcze się nie pojawił. Plais uśmiechnął się z pogardą, wiedział że stary lubił mocne wejścia. Ciągle stwarzał okazje aby pokazać kto tu rządzi.
    Głośne szuranie krzesła obok wyrwało go ze słusznych przemyśleń, obok rozsiadł się Haringoth.Spojrzał szyderczo na niego , uśmiechnął się i lustrował zebranych. Na przeciw Tredian opowiadał o jakiejś uczcie Regasowi, obaj śmiali się jakby właśnie usłyszeli dowcip. Montewar zajadał się sarniną popijając sporą ilością wina.
    Wrzawa w sali była ogromna, gwar rozmów przeszkadzał Plaisowi w swobodnym przemyśleniu. Nie mógł się skupić, gardził wszystkimi bez wyjątku. Nikt z nich nie był  godzien aby nosić tytuły, tylko on , a jednak król chciał inaczej. Wyłapał wzrokiem Delinarda, tamten również go dostrzegł i od razu spuścił głowę na dół. Postanowił wstać i się z nim rozmówić, gdyby w tedy był z nim podczas plądrowania karawan sprawy potoczyłyby się inaczej. Zatrzymała go ręka Haringotha.
    -Uśiądz Plaisie...
    Coś w głosie Haringotha sprawiało że dostał gęsiej skórki. O co mu chodziło, żądał wynagrodzenia za eskortę do miasta. Mogłaby być to prawda, jak każdy z lordów był łasy na łatwe pieniądze. Plais zaczynał być rozdrażniony, wszystko go denerwowało, a liczne sprawy które trzymał w ukryciu wcale nie pomagały w uspokojeniu się.
    -O co chodzi? -odparł od niechcenia.
    -Myślisz że jesteś tak dobry? Ja wiem o tym co zrobiłeś, wiem wszystko, listy które wysłałeś do lordów prosząc o jakąś przysługę, atak na Vaegirów...
    Plaisa oblał zimny pot , w jakiś szatański sposób ten łajdak odkrył wszystko co tak zręcznie zatuszował. Ale jak i w jaki sposób? Jedyne rozwiązanie mówiło że szpiedzy byli na jego dworze. Musiał teraz jakoś z tego wybrnąć, jednak czuł że to nie będzie łatwe. Przecież gdy król się dowie że to za jego przyczyną Vaegirowie wypowiedzą wojnę Swadi...Oczami wyobrazni widział siebie w lochu lub co gorsza w niewoli Vaegirów jako zadośćuczynienie za krzywdy od Swadii. Rozum nakazywał urzyć starej i wypróbowanej metody.
    -Dwa tysiące sztuk złota i pary z gęby. Robiłem to dla dobra nas wszystkich.
    Haringoth nie zdążył odpowiedzieć gdy właśnie trąby obwieściły przybycie króla. Ubrany w odświętne szaty ze złotym medalionem na szyi usiadł na fotelu w na końcu ławy. Nie czekając na oficjalne pozdrowienia cichym ale ostrym głosem zaczął.
    -Panowie...Rhodkowie przekroczyli granice Swadi, a więc słusznym jest odpowiedzieć stalą na ten atak. Kwestia Vaegirów jednak mnie martwi. Domagają się aby znieść cło z karawan , albo zaczną bardziej bezpośrednie naciski. To byłoby do zniesienia jednak ktoś z nas zaatakował bezpoctawnię jedną z ich karawan, dosłownie przed chwilą otrzymałem ten list.
    Plais zbladł jak ściana, to był już koniec, odkryto jego karty. Poczuł chęć natychmiastowej ucieczki z tąd. Ale to mogłoby być nie mądre, niechybnie by się wydało że to na pewno on.Ale co mógł zdziałać, obawiał się że jego wymówki będą za słabe. W dodatku Haringoth wszystko wiedział, a nie był pewien czy któryś z lordów do których pisał listownie nie powiążą tego faktu z nim.
    Haringoth nie krył dzikiej radości ukradkiem rzucając w jego stronę wzrokiem. Tak,teraz było już po wszystkim. Postanowił że do końca będzie się zapierał i wypierał. To było jedyne wyjście, ale czy na pewno? Zaświtał mu zabójczo świetny plan, tak dobry że dziwił się że dopiero teraz na to wpadł. Plaisie,pomyślał ,jesteś mistrzem iluzji, zresztą w każdej jednej dziedzinie. Czekał z błogim spokojem na to co miało niebawem nadejść.



    Zabójca Kris wyjrzał przez okno tawerny z drugiego piętra. Miał doskonały widok na wrota pałacu,jak się domyślił Vord i reszta zbieraniny postanowili zacząć karierę najemników. Przeklinał bo od godziny tu tkwił, mrok spowił świat i strażnicy zapalali latarnie. Ludzie powoli opuszczali ulice kierując się do domów lub tawern albo zamtuzów. W mieście na dodatek trwało zebranie lordów i obecnie pełno tu było żołnierzy. Ale dopóki działał skrycie i nie zwracał na siebie uwagi był bezpieczny.
    Jednak to czekanie go nużyło, zastanawiał się gdzie skierują się najemnicy. Od razu ruszą z jakąś misją czy zostaną w mieście na noc? Każda alternatywa była prawdopodobna, niezależnie od tego co zrobią on musiał działać.
    Zaskoczył się gdy ten wyglądający na szaleńca mężczyzna go wyłapał z tłumu. Sposób w jaki na niego patrzył...Kris czuł że ten głupiec wie ze są śledzeni. Pomyślał że mógłby się nadać na zabójce, miał wyczulone zmysły. Wiedział też że ten szaleniec mógł mu pokrzyżować plany. A więc i jego należało się pozbyć,najlepiej w pierwszej kolejności.
    Wrota pałacu w końcu się otworzyły, najemnicy wyszli zamieniając kilka słów ze strażnikiem. Po czym się oddalili. Kris uważnie spoglądał dokąd zmierzają, szybko wybiegł z pokoju, zbiegł na dół po schodach i skierował się do wyjścia.

    Vord pragnął już iść spać. Pobyt w tym biurze całkiem pozbawił go chęci do czegokolwiek. Hrabia Grainwad ociężale wypełniał dokumenty ale z pewnym zachowaniem odpowiedniej kolejności. Spisał wszystkich, nakazał na piśmie złożyć przysięgę, i sporządził umowę na miesiąc. Potem ku zadowoleniu wszystkich wręczył im na początek po dwadzieścia sztuk złota. Nakazał przespać się w mieście a rano ruszyć w kierunku zamku Maras, gdzie zresztą zmierzała armia Swadii.
    Hreth postarał się również aby w umowie było przyrzeczenie o nietykalności jego fortu w lesie, zostawił tam kilka osób i zapewne po wszystkim chciałby tam wrócić. Oczywiście hrabia się zgodził ku zaskoczeniu Hretha.
    Vord cieszył się że dwójka która go zaatakowała w ruinach wieży została w forcie. Nade wszystko tej dwójce najbardziej nie ufał. Niby nie miał powodu, byli pod rozkazami Hretha.Jednak kto mógł ufać ludziom którzy chcieli go zabić? Niech lepiej tam siedzą z dala od niego, miał wiele innych zmartwień by jeszcze uważać na członków grupy.
    Miasto zdawało się już być wyludnione, a chłód nocy przenikał powoli przez całe ciało. Widząc roztrzęsionego z zimna Vorda, przywódca najemników zagaił.
    -Widzę że trzęsiesz się jak gacie na wietrze, chodzmy do tawerny napić się.
    Entuzjazm wszystkich był widoczny, zawsze mogła to być ich ostatnia popijawa. Więc woleli dobrze z tej okazji skorzystać. Vord zastanawiał się jak w takim chłodzie nie jest zimno gołemu niemal Hrethowi. Ten chyba jakimś nadludzkim wyczynem odgadnął o czym myślał,i rzucił krótko odpowiedzią.
    -Tłuszcz psa.
    Vord żałował że w ogóle uraczono go tą wątpliwie przyjemną odpowiedzią...

    Plais zmierzał do swojego pokoju, zadowolony i pełen optymizmu. Zebranie okazało się doskonałym sposobem na wyrównanie starych porachunków. Król łatwo uwierzył w jego opowieść. Nie zapomniał tej ciszy gdy Harlaus domagał się aby winny się przyznał, Plais myślał w tedy że Haringoth go wyda. Jednak wizja pieniędzy chyba za bardzo się mu spodobała. Po zliczeniu lordów okazało się że dwoje się nie wstawiło z różnych powodów. Byli to hrabia Clais i Mirchaud, jednak jedna z tych osób wielokrotnie mu szargała dobrą opinie i miała zatarg o kilka ziem. Mirchaud więc był świetnym kozłem ofiarnym, który zresztą nie cieszył się sympatią większości lordów. A to oznaczało że wszyscy byli bardziej skorzy do uwierzenia w to co o nim opowiedział.
    Jak mu był wiadomo, Mirchaud patrolował granice Swadii wypatrując armii Rhodoków a to stanowiło już realną szanse na uwikłanie go w ten atak. Plais długą przemową opowiedział jak to Mirchaud wysyłał listy do lordów w celu ataku na karawany wroga. Oczywiście ten głupek Delinard powiedział że to on je wysyłał bo widniał tam jego podpis. Plais udał urażonego i odparł że Mirchaud nigdy go nie lubił i w razie niepowodzenia całą winę rzuciłby na niego. I ta bajka została łyknięta przez wszystkich. Chociaż kilku lordów uważnie spoglądało na niego jakby nie do końca wierząc w tą opowieść.
    Plais dodał że zapewne Mirchaud w porywie sukcesów zaatakował Vaegirską karawanę, i dlatego się nie zjawił w obawie przed gniewem króla. Dodał na końcu by ostateczne nie podejrzewać jego osoby że posłaniec też był w zmowie z Mirchaudem i udał że niejako widział Plaisa w poblizu Yalen. Plais dodał podkreślając że jest oburzony tym zdarzeniem że cały czas rezydował w zamku Ryibelt.Poza tym dlaczego Mirchaud się nie stawił na zebranie?
    Potem król nakazał odszukanie Mirchauda i sprowadzenie go przed jego oblicze. Plais wiedział że ten głupek będzie się bronił próbując się tłumaczyć. Ale jako że możliwa wojna z Vaegirami to wina ataku ich karawany a winny był potrzebny,nikt nie mógł mu uwiezyć.
    Wszedł do komnaty jednak nie zdążył zamknąć drzwi gdy bezceremonialnie wszedł Haringoth.
    -Nie dość że tchórz to i kłamca-wycedził przez zaciśnięte zęby.
    Plais nie zważał na jego nic nie warte słowa, pieniądze załatwią całą resztę,a potem? Zacznie wcielać w życie nowy plan.
    -Nazywaj to jak chcesz,ja zrobiłem to co słuszne.
    -Chyba kpisz, łgałeś wszystkim prosto w oczy, skazałeś biednego Mirchauda na lochy, okazałeś się wstrętnym wężem który wysysał krew z przyjaciół. Gdyby nie to że zyskam na tym..zabiłbym cie tu i teraz.
    Plais nie wątpił że ten osiłek mógłby to zrobić. Nie chciał też zanadto się temu osiłkowi narażać. Sięgnął do sakwy, przeliczył wyrachowanym wzrokiem zawartość, i wręczył ją swojemu rozmówcy. Tamten spojrzał, i po raz kolejny szyderczo się uśmiechnął, kiwając głową jakby czegoś nie mógł zrozumieć. Plais był już obrzydzony jego obecnością, dlaczego nie zabierze pieniędzy i nie da mu spać ?
    -O nie Plaisie, ja już zmieniłem zdanie...chcę, a właściwie żądam dwa razy tyle. Mógłbyś dużo więcej stracić gdyby prawda wyszła na jaw.
    Plais czuł że poczerwieniał ze złości, ta gnida chciała skorzystać z okazji by wyłudzić jak najwięcej. Nie miał honoru, ale to już dawno wiedział. Miał ochotę wyciągnąć sztylet i pozbyć się go. To było niezłe,nie musiałby nic płacić, nie ryzykowałby że kiedyś ta szuja go wyda. Ale było to za niebezpieczne, obawiał się że reputacja najlepszego szermierza w królestwie była prawdziwa. Mógł przecież nie trafić czysto, albo Haringoth mógł po prostu przewidzieć to i uderzyć pierwszy. Nie, to był zły pomysł, mógł zginąć a miał za duże ambicje.
    -Zgoda, dam ci cztery tysiące-i tu zaświtał mu pomysł-a jeśli mimo tego zapiszczysz chociaż słowo w tej sprawie...
    -To co wyzwiesz mnie na pojedynek ?-prychnął jakby chciał by tak się stało.
    -Nie ma potrzeby zachowywać się jak Sarranidzi...ale sądzę że król by nie był zadowolony gdyby dowiedział się co robiłeś w Praven z jego córką...
    -Skąd wiesz??
    Haringoth nieznacznie pobladł, potem chwycił za rękojeść miecza, ręce zaczęły mu drgać. Plais cofnął się nieznacznie , czuł że w każdej chwili ten furiant rzuci się na niego. Czuł że może nie było to mądre posunięcie,tamten wyciągnął rękę w jego stronę.
    -Daj resztę i zachowujemy nasze tajemnice dla siebie...
    I o to chodziło, dał mu resztę i odprowadził go wzrokiem. Zamknął drzwi i rozłożył się na łóżku. To były dziwne czasy, ile trzeba było się namyśleć by wywalczyć coś dla siebie. Był jednak zadowolony, wszystko ułożyło się po jego myśli. Może nie tak jak sobie zaplanował ale efekt był podobny. Zanim zasnął pomyślał że droga pod zamek Maras jest długa, a Haringoth mógł przecież mieć wypadek. A gdyby zginął? Pozbędzie się jedynego świadka, nie uważał się za złego człowieka, po prostu wypadki się zdarzały...




    « Ostatnia zmiana: Marca 03, 2011, 14:39:29 wysłana przez Aldred »
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Sopel

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 49
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #9 dnia: Marca 05, 2011, 15:42:48 »
    Nawet fajne opowiadanie.Oby tak dalej(no jedyne do czego mogę się przyczepić to kilka błędów ortograficzny i zbyt często powtarzanie niektórych wyrazów np.Zbir,cios) :)
    « Ostatnia zmiana: Marca 05, 2011, 15:49:10 wysłana przez Sopel »

    Offline Caell

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 25
    • Piwa: 0
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #10 dnia: Marca 11, 2011, 22:07:03 »
    Gramatyka, interpunkcja i ortografia leży, kwiczy i czeka na Dzień Sądu Ostatecznego.

    Kończ waść, wstydu oszczędź.

    Offline matigeo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1043
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #11 dnia: Marca 11, 2011, 22:23:47 »
    Pomijając gramę, całkiem nieźle Ci idzie;) Mnie najbardziej podobają się spiski na dworze wśród lordów, wątek tych najemników, zabójców itp tak jakoś mógłbyś urozmaicić, np któryś z wojaków jest szlachcicem (taki b. łatwy początek gry wpleciony w fabułę) z zubożałej rodziny, za to b. ambitnym i... łasym na władzę i pieniądze xD (wprowadzi Isollę na tron Swadii?;))

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #12 dnia: Marca 12, 2011, 09:55:52 »
    Niebawem pojawi się 4 rozdział dla tych którzy chcą abym kontynuował. Co do samej fabuły, wątek z najemnikami wkracza we właściwą fazę, a uwierzcie szykuje się ogromny przewrót na skalę całej Carladi. Co zaś do słów krytyki...każdą zniosę bo jednak warto znać wasze opinie, błędów się nie da całkowicie zniwelować, zawsze coś przekręce albo zagmatwam zdanie. Staram się jak mogę, jestem amatorem i daleko mi do sławnych pisarzy. A tak na marginesie gdyby miała powstać taka książka, to czyż nie przeszła by wcześniej gruntownej korekty?;) Myślę że w tedy nie było by błędów, a jako że to amatorszczyzna i wielu narzeka...trudno, nikt nie jest idealny. Nie mniej jednak dziękuję za każdą waszą opinie i wskazówkę.
    Mam ogólny zarys fabuły i według mnie naprawdę świeżej z nowymi pomysłami, nie chcę się kurczowo trzymać "fabuły"gry. Co do Lady Isoldy, można się zastanowić. Ja tymczasem piszę dalej, no do momentu aż większość głosów będzie na nie;((
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Kolano666

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 24
    • Piwa: 0
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #13 dnia: Marca 12, 2011, 11:29:44 »
    Kiedyś jak będę miał czas to na pewno to wszytko skopiuje, wydrukuje i przeczytam wszystko ładną nocą ;) Oby tak dalej !!
    Jedyne co potrzebne mi do szczęścia to moja lanca, koń oraz herb na piersi..

    Offline matigeo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1043
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #14 dnia: Kwietnia 05, 2011, 20:06:47 »
    Co z nowym rozdziałem?