Kate rozmazywały się obrazy i słyszała tylko półsłówka, tak jakby nagle ziemia była dla niej za lodowata a wiatr niósł ze sobą szpikulce lodu,
- skąd w ogóle pomysł by ją tu przynosić, odebrało ci kompletnie rozum ?! - wydzierał się jakiś męski głos w sali piwnicznej,
- teraz nie jest groźna i nigdy tego nie zapamięta, zresztą sam chciałeś ją zobaczyć na własne oczy - odpowiedział jej znajomy i też męski głos,
- ale do ciężkiej cholery na własnych warunkach a nie w tej przez boga zapomnianej piwnicy, co będzie jak jej ojciec się dowie ?
- nie dowie się, obydwoje są na przyjęciu a ja mam się nią zajmować jako lekarz rodzinny - teraz sobie przypomniała kim on jest, ale kim jest ten drugi ?
Poczuła schody i płaszcz na ramionach, przez chwilę nawet widziała Claudie, która nie wiedzieć czemu zaczęła przypominać Jane,
- matko - szepnęła, obraz ponownie się rozjechał i słyszała już tylko głosy,
- woła matkę, przeholowałeś ! - krzyknął męski głos,
- chociaż zobacz co ona ma, nigdy czegoś takiego nie widziałem i jak żyję przysięgam ! Musisz się temu przyjrzeć, a bractwo...
- ani słowa więcej, od dziś pracujesz na własny rachunek, jeżeli jeszcze raz będę musiał przez ciebie marnować swój czas....
- ale panie - jęknął lekarz,
- ani słowa więcej ! Zejdź mi z oczu i odstaw to dziecię boże nim się ktoś zorientuje - po czym usłyszała kroki wychodzące z pomieszczenia jak i po chwili ktoś do niej podszedł,
- gdyby tylko zechciał, gdyby tylko wiedzieli, że nie wolno ci żyć - mówił lekarz przez zęby,
- twoja egzystencja to wbrew wszelkiej logice dopilnuję i klnę się na boga, że stracisz wszystko aż sama zaczniesz błagać o śmierć... - cedził jeszcze bardziej zdenerwowany,
- gdyby nie śluby....gdyby nie ONE ! Złamałbym ci ten maluczki kark najpierw dusząc o takkk - poczuła ucisk na szyi,
- i obserwując jak gaśnie w tobie ta ludzka strona i ciesząc się, że ta druga też zgaśnieeee - czuła jak zaczyna jej brakować powietrza, jak jej serce bije coraz szybciej.
Zerwała się na nogi w uliczce a Claudia nie poznała jej przez chwile, szamotała się jakby z kimś walczyła i poczuła wyraźnie wzrost temperatury, gdzie dosłownie po sekundzie czułą się jak w piekarniku. Postać Kate zaczęła jaśnieć a ubranie topić się. Claudia nie miała wyboru, musiała uciekać.
Kate natomiast czuła jak mróz wypełnia jej ciało i gdzieś w głowie usłyszała coś znajomego, było to jakby słowem lub częścią pieśni....znała ją, matka śpiewała ją zawsze gdy spała ale nigdy gdy zasypiała i im bardziej próbowała przypomnieć sobie o co chodzi, tym bardziej traciła czucie w kończynach, w końcu jednak zobaczyła coś czego nie widziała od kolebki i usłyszała jak lód którym według niej była pokryta - pęka a ona skierowała dłonie ku górze i wrzasnęła,
- SZZZAAAAAAAAAAAARRRRKKKKKKKKKKKKKAAAAAA AAAAAAAŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃ - po czym zamieniła się w żywą pochodnię zaś dwa słupy ognia wystrzeliwały z niej ku górze, wijąc się niczym robaki, skręcały się na wzajem tańcząc jakby podczas ognistego tornada. Temperatura była tak wielka, że wszystko w okolicy 30 metrów poczerniało, stopiło się bądź spłonęło.
Dopiero gdy zapas vitae skończył się, Kate zaprzestała krzyku i opadła z sił na rozgrzany do czerwoności beton zapadając w letarg.