- Od czego by tu zacząć... - powiedziała Olivia.
- Może od pierwszego spotkania? - podsunął Klaudiusz.
- Można i od tego. Widzisz, Jane była niezwykłą kainitką. Nie wiele znam z jej przeszłości jak była człowiekiem, wiem że urodziła się w przełomie XVIII i XIX wieku. Pochodziła z Wiednia, była córką jakiegoś żołnierza. Spokrewnił ją pewien arystokrata z Wiednia, wybacz, nie pamiętam nazwiska. W podobnym okresie byłyśmy neonatkami, w sumie gdy nie wyjeżdżałyśmy gdzieś w różne rejony świata, trzymałyśmy się razem, niczym siostry rodzone. Sporo miałyśmy przygód, mniejszych bądź większych. Przed wybuchem Wielkiej Wojny ja przeniosłam się do San Francisco, a ona wylądowała w Wenecji. Wtedy poznała Setha, pomimo najpierw ostrych animozji, assamici byli wtedy jeszcze objęci klątwą - to na przekór wszystkim i wszystkiemu zakochali się w sobie. Spędzili trochę czasu ze sobą, oczywiście ukrywali swój związek jak tylko mogli. Ale Rada Assamitów i Wiedeń nie spali, wiedzieli o wszystkim. Najpierw myśleli, że gdy wyślą ich w różne strony świata to uczucie zostanie zerwane. Gdzież tam. Tylko spotęgowało ich, aż wylądowali w San Francisco. Wtedy to Rada przez moje ręce postanowiło zakończyć ich związek. Nie powiem, byłam trochę zazdrosna o niego i o nią, jemu zakazałam pojawiania się w moim domu a ona się mnie wyrzekła. Cóż... Widocznie tak musiało być. Ich związek nie przetrwał próby i uderzenia z dwóch stron, Jane pozostała w mieście, ale nie odzywała się do mnie, a assamita podobno był wysyłany po całym świecie... Jane była wspaniałą osobą. Zawsze radosną, uśmiechniętą, nie bała się nigdy ratować kogoś, nawet gdy ryzykowała własnym życiem... Prawdziwa mistrzyni płomienia, potrafiła z nim wyprawiać różne cuda. Podobno była pod tym względem szkolona przez kogoś z Rady, ale nigdy to się nie potwierdziło... Po rozłące z Sethem, jej radość umarła. Pozostała tylko taką, która ratowała dalej innych, ale nie widziała już w tym radości. Ale chyba się zmieniła gdy poznała Ciebie. Szkoda, że jej nie poznałaś...
- W sumie niewiele mogę uzupełnić - powiedział ghul - Pani Olivia wszystko praktycznie opisała. Być może Seth jeszcze coś może rzucić, pod pewnymi względami znał ją najlepiej.
- Tak, ale nie ma go w mieście - odpowiedziała Olivia - monitoruję sytuację i wiem, że wyleciał w nieznanym kierunku tuż po tym, jak wyszedł od nas wtedy, gdy dał Ci zdjęcie Jane.
- Cóż, panienka ma wieczność na poznanie swojej matki.
- Chcesz jeszcze o coś dopytać? Sprecyzuj pytania, będzie łatwiej na nie odpowiedzieć.