Cavaron
Złapałeś za pięknie grawerowany, mosiężny uchwyt do zamykania drzwi, lecz nie doceniłeś tych, których sam w swoim mniemaniu uważasz za przeciwników. Całkowicie zaskoczony tym co się stało, nie miałeś nawet czasu na reakcję. Chwytając za uchwyt i kończąc zdanie, którego ton "nie przypadł" do gustu twym krasnoludzkim towarzyszom, poczułeś uderzenie w brzuch. To Randaa'haar przygotowany do natarcia od samego początku, z całej siły kopnął cię w brzuch tak mocno, że nie pozostało ci nic innego jak upaść na kamienną posadzkę. Nim odzyskałeś resztki kontroli nad własnym ciałem i sytuacją jaka przed chwilą cię spotkała, czułeś już ostrze jego miecza u swego gardła.
- Nie ruszaj się magu! Niecierpliwyś jak cholera... tak żeś niecierpliwy jakbyś coś na sumieniu miał w związku z całym tym bajzlem jaki się tutaj maluje. - rzekł najemnik, którego zwinność i trzeźwość oceny sytuacji niezmiennie cię zaskoczyła. - Nie, nie zabiję cię... Zobaczymy co masz do powiedzenia i wszyscy zdecydujemy co dalej z tobą zrobić. - widziałeś jak Randaa'haar spojrzał na obu twoich krasnoludzkich towarzyszy i wiedziałeś, że jedynie prawda może ocalić ci skórę, magia zostanie potraktowana jak próba agresji, która skończy się rozpłatanym gardłem.
Thorgrim
Kątem oka dostrzegłeś Randaa'haara czającego się u boku wejścia do budynku, jednak ton jakim mag zaczął się w stosunku do was odnosić przelał czarę goryczy. Najpierw zaczął się rządzić i decydować z kim można rozmawiać, a z kim nie - jakby był jakimś guru. Teraz zaś zaczął traktować cię jak narzędzie i jeno komendy wydawać - jak pospolitemu rekrutowi. Nie ostrzegłeś maga przed atakiem i... z lekkim zdenerwowaniem - oraz dłonią na rękojeści broni - oczekiwałeś na dalszy rozwój sytuacji. Niewinnego nie dasz zabić, lecz nie masz pewności czy mag jest niewinny. Może cała ta sytuacja obróci się na waszą korzyść i jak czarownik się zacznie tłumaczyć to wyniknie z tego jakaś korzyść?
Garwald
Nim Thorgrim zdążył ci odpowiedzieć i wyjść za tobą na zewnątrz, dostrzegłeś jak wpatruje się on w pewien punkt przed drzwiami wejściowymi. Nim sam zauważyłeś co przykuło uwagę twego ziomka, do budynku wparował Randaa'haar, który w iście błyskawicznym tempie i w pełnym niesamowitego profesjonalizmu stylu obezwładnił maga, któremu zostały dwa wyjścia - zacząć zachowywać się jak "człowiek" i wytłumaczyć całą sytuację, albo... zginąć z ostrzem wepchniętym po kręgosłup w gardło. Gdy wysoki i dobrze zbudowany najemnik spojrzał wpierw na Thorgrima, a później przeniósł swój wzrok na ciebie, zauważyłeś, że jego oczu nie wypełnia ślepa żądza mordu, bądź strach, a... trzeźwy osąd sytuacji. On tak samo jak i wy chce dowiedzieć się co tutaj zaszło, a zachowanie maga również dla ciebie stało się co najmniej podejrzane. Zareagujesz, czy może jednak korzystniej będzie jeśli mag zostanie zmuszony do złożenia stosownych tłumaczeń? Wszakże nie wygląda na to, by Randaa'haar pragnął jego śmierci, a jedynie poznania kilku odpowiedzi na nurtujące go - tak samo jak i ciebie - pytania.
Thomas Weseley
Sytuacja była tragiczna... Mag krwi, tevinterczyk na dodatek. Nie ma innej możliwości, prócz tego, że w okolicznych lasach czai się cały oddział magów i wojów z północy. Ich czujne oczy obserwują całą sytuację i w dogodnym momencie zaatakują... Z twego rozmyślania wyrwał cię Verator, na którego omal nie wpadłeś, gdy ten zsiadał z konia. Zadał ci pytanie, lecz nim zdążyłeś mu odpowiedzieć on ruszył w kierunku, z którego uciekałeś i... po kilku krokach stanął przyglądając się w zdziwieniu temu, co zobaczył u wejścia do budynku. Mag nie dosłyszał jego wołania skierowanego w stronę Randaa'haara, a to mogłoby zmienić cały bieg wydarzeń... Tymczasem jednak, Randaa'haar zwinnie i z precyzją zaatakował niczego niespodziewającego się maga i razem z nim zniknął wewnątrz budynku. Razem z Veratorem przyglądaliście się całemu zajściu z zaskoczeniem malującym się na waszych twarzach i jedynie Erdaa'r znając swego towarzysza nawet na sekundę nie zastygł w bezruchu. Nie myśląc za długo nad tym co robisz, ruszyłeś za Veratorem i Erdaa'rem, którego od wejścia do budynku dzieliło kilka kroków.
Verator
Weseley'owi znowu odbija... Na dodatek zostawia towarzysza w niebezpieczeństwie. Nie miałeś czasu na zruganie Thomasa, lecz nie puściłeś się w szaleńczą pogoń w stronę budynku, stanąłeś jak wryty. Zresztą podobnie jak Weseley obok ciebie. Reakcja Randaa'haara i jego decyzja wprawiły cię w osłupienie. Najzwyczajniej w świecie przyczaił się u boku wejścia do komnaty i zaskakując wszystkich - prócz Erdaa'ra - natarł na maga obalając go jednym kopniakiem, po którym obaj znaleźli się w środku. Nie wiedziałeś jak skończyła się szamotanina, więc czym prędzej - nie wskakując nawet na konia - pognałeś za Erdaa'rem w stronę budynku.