CavaronNie oglądałeś się na nikogo. Interesował cię tylko ołtarz - wszystko inne było zbędne. Podbiegłeś do tej zwalistej skały, na której leżało chłodne truchło zadźganej ofiary i obchodząc go dookoła w tę i z powrotem przyglądałeś się każdemu detalowi. Tylko, cholera, tu nie było żadnych detali! Kamień nie krył żadnej tajemnicy. Wyglądał jak... kamień, zwykły kamień. Może źle odczytałeś sens zasłyszanych słów? Już miałeś dać za wygraną, tak definitywnie, kiedy do głazu zbliżył się jeden z krasnoludów i zaczął robić to samo co ty - badać skałę. Skoro jednak tobie się nie udało nic znaleźć, to jak marny podziemniak miałby dotrzeć do innych wniosków?! Gdy dostrzegłeś, że przygląda się jakiemuś elementowi, zdałeś sobie sprawę jak bardzo się myliłeś... Zbliżyłeś się do niego i zaglądając przez ramię zauważyłeś te same co on zadrapania na podłodze, które tak bardzo odznaczały się od pozostałych rys znajdujących się na posadzce [OBRAZEK NA DOLE POSTU].
GarwaldWidziałeś jak mag głowi się przy kamieniu, choć zdziwiło cię trochę czego on tam szuka. W końcu tyle czasu zmitrężyliście przy tym monumentalnym ołtarzu, że nic więcej chyba was nie mogło tam zaskoczyć. Zaciekawiło cię to na tyle, że dołączyłeś do niego, choć nie zauważyłeś żadnych inskrypcji. Może mag miał więcej szczęścia? Z drugiej strony według tego co wiesz, magia krwi jest dość prymitywną sztuką i jak wiele pierwotnych szkół magii, ona również cechuje się pewnym prymitywizmem założeń. Może stąd goły kamień bez zbędnych inkantacji? Jako pewien symbol czystości rytuałów, które tu odprawiano. Pewnie Cavaron wiedziałby na ten temat więcej, lecz twoje przeczucia również wydawały się być trafne. Nie zwracając uwagi na maga, okrążając po raz drugi skałę coś przykuło twoją uwagę. Drobne zarysowanie na kamiennych płytach podłogi. Tylko co one miały znaczyć? Były to po prostu podłużne, lekko zakrzywione rysy mierzące może 30 centymetrów, biegnące od podstawy kamienia [OBRAZEK NA DOLE POSTU].
VeratorOd niechcenie zbliżyłeś się do najemników. Byłeś w połowie drogi gdy zaciekawiło cię poruszenie w głębi pomieszczenia - przy ołtarzu. Rozpoznałeś krzątającego się tam maga i jednego z kransoludów, a przez myśl przeleciało ci klasyczne:
Ciekawe co oni tam takiego znaleźli? Już miałeś ruszyć w ich kierunku, porzucając niemiłą rozmowę z wynajętymi przez ciebie najemnikami, gdy...
WszyscyMało kto z was dostrzegł coraz dziwniejsze zachowanie Erdaar'a i Randhaar'a narastające z minuty na minutę. Znaleźli się nieliczni, którzy mimo panującego rozgardiaszu zaobserwowali dziwne pozy i niecodzienne zachowanie - jednak na tym poprzestali. Natomiast nikt nie dostrzegł wyrazu ich oczu... Gdyby komuś dopisało tyle szczęścia i w porę zwróciłby na to uwagę już dawno wziąłby nogi za pas jakby go stado ogrów ścigało. Cavaron, Garwald i Verator, zajęliście się wszystkim dookoła - nawet w tej chwili ta dwójka was zbytnio nie interesowała. Gdybyście wiedzieli to kilka minut wcześniej wszystko mogłoby zostać skierowane na inne tory. Teraz było jednak za późno. Wszystko rozegrało się w mgnieniu oka. Erdaar, który niektórym z was wydał się nad wyraz podejrzany bez żadnego widocznego ostrzeżenia przerzucił nagle ciężar ciała na lewą nogę, po czym zwinnym balansem tułowia zrobił wykrok prawą nogą. Usłyszeliście świst dobywanego miecza, który został brutalnie przerwany przytłumionym odgłosem ciętego ciała. To był Randhaar... Zwinnie cofając nogę ciął od dołu. Dokładnie. Precyzyjnie. Zabójczo szybko. Ręka jego kompana, która ledwie dobyła rękojeści miecza bezwładnie opadła na posadzkę. Krew z przeciętej ponad łokciem tętnicy zrosiła wszystko wokół siebie. Nim mózg Erdaar'a zarejestrował ból płynący z przeciętych nerwów, miecz Randhaar'a uderzył po raz drugi. Trafienie było paskudne. W innych okolicznościach wydałoby się iście karykaturalne. Przeciągając cios po uprzednim cięciu od dołu, najemnik zrobił krok w tył i z całym impetem uderzył ukośnie od góry odłupując niemal połowę czaszki przeciwnika. Nim ta dotknęła podłogi, Randhaar ukazując nadnaturalną koordynację i szybkość wykonał obrót z przyklęknięciem na kolano. Unikał elfiej strzały. Długouchy jako pierwszy zareagował. Nieskutecznie. Strzała tylko świsnęła nad przyklękającym najemnikiem, który nie dał mu drugiej szansy. Nawet nie wiedzieliście kiedy i jak, Randhaar znalazł się przy nieszczęśniku uderzając w niego z całym impetem. Ważący co najmniej dwkrotnie mniej elf odleciał jedynie - rzucony niczym szmaciana kukła - do tyłu i gdyby nie ściana może by przeżył. Może ocaliłby skórę. Fortuna nie okazała się jednak na tyle łaskawa. Odbił się jedynie od przejmujących chłodem kamieni muru i zanim zdołał zareagować Randhaar był już przy nim. Ciął. Przerzucając ciężar z prawej nogi na lewą uderzył powyżej kolana. Wydawało się, że do waszych uszu dobiegł zgrzyt ostrza tnącego kość. Elf upadł na jedno kolano i zanim zdążył jęknąć najemnik uderzył od góry. Miecz trafił w kark. Głowa elfa potoczyła się po posadzce z zastygłym wyrazem zaskoczenia i niedowierzania. Najemnik nie miał dość. Błysk jego oczu, który przez chwilę zauważyliście zmroził wam krew w żyłach. To nie był Randhaar. To nie był nawet człowiek... To coś pędziło w stronę przeciwległego kąta, gdzie z rozszerzonymi oczyma Thorgrim nerwowo sięgał po przerzucony przez plecy topór, a Weseley trzęsącymi dłońmi starał się nałożyć bełt na cięciwę kuszy. Oni wiedzieli. Wy też wiedzieliście. Śmierć przyszła i nie wypuści was ze swych skostniałych szponów.
Wybaczcie za karykaturalność tego "obrazka", ale to efekt dwóch minut w paincie. Ogólnie jest to (maił to być) widok z góry na ten fragment podłogi gdzie widać rysy biegnące od ołtarza.