Odpis jest gore na 100% więc co słabsi niech nie czytają środkowej części. Musiałem tak to napisać, żeby totalnie zobrazować sytuację, o jaką mi chodziło. Wybaczcie za to. :(
Cavaron
Wiedziałeś już gdzie iść, lecz nie wiedziałeś co możesz tam spotkać... Zbyt dużo dziwnych rzeczy tutaj widziałeś by spokojnie, bez żadnych obaw przekroczyć próg murowanego budynku. Może to kaplica? Ale gdzie Oko Stwórcy? Obaj krasnoludowie*, którzy towarzyszyli ci od początku wędrówki w głąb wioski, byli tuż za tobą i fakt ten dodawał ci trochę otuchy bo nie wyglądali na takich co pierwszy raz topór w rękach trzymają.
Garwald - Thorgrim
Podążyliście krok w krok za magiem w tej wędrówce, która miała się skończyć w widocznym nieopodal murowanym budynku. Tylko co tam możecie spotkać? Jedynie wchodząc do środka zaspokoicie swoją ciekawość...
Cavaron - Garwald - Thorgrim
Drzwi były uchylone, lecz w taki sposób, że i tak nie byliście w stanie dostrzec tego co było w środku. Dość pewnie - lecz z pewną dozą obaw - pociągnęliście drzwi i weszliście w głąb budynku. Panował tu dość gęsty mrok, lecz rozświetlany blaskiem płynącym z okna budynku oraz z zawieszonych pochodni, a w powietrzu unosił się gęsty niczym smoła smród. Zrobiliście jeszcze kilka kroków naprzód i zobaczyliście widok, który zmroził wam krew w żyłach... Pośrodku dużego pomieszczenia widniał masywny, kamienny ołtarz znajdujący się prostopadle do drzwi, na którym leżało ciało mężczyzny. Jedna z jego rąk wystawała ponad obręb powierzchni, a z obu stron ołtarza kapała krew. Nic w tym dziwnego, gdyż z piersi mężczyzny wystawała rękojeść zanurzonego w niej sztyletu... dużego sztyletu. Obie nogi miał spętane liną, linę zauważyliście też na jego nadgarstkach, lecz nie były one związane razem - jak nogi - a wyglądały tak, jakby ktoś przytrzymywał jego ręce za zwisające fragmenty sznurów. Nie rozejrzeliście się jeszcze po reszcie pomieszczenia, a już wiedzieliście, że krwi na podłodze było zdecydowanie za dużo jak na jedną osobę... Po chwili wyjaśniło się dlaczego tak jest. Na lewej ścianie, patrząc od wejścia, która znajdowała się od strony głowy leżącej ofiary na kamiennym piedestale zauważyliście podobnie makabryczny widok. Jedno zwisające ciało, przykute było za ręce łańcuchami do ściany, a z bezwładnego brzucha, z którego wypłynęła większość wnętrzności wystawał wielki kawał drewna. Obok, na podłodze, leżało kolejne ciało z odciętymi nogami w kolanach oraz głową. Jeszcze dalej klęczał zwrócony twarzą do drewnianej szafki inny trup. Jego dłonie zostały przybite do górnej części komody, a rozgnieciona na miazgę czaszka, wskazywała na to, że ktoś zatłukł go na śmierć o kant mebla. Na wprost od wejścia, widzieliście kolejne ciało. Jak gdyby nigdy nic stało ono w pozycji pionowej... Powodem takiego stanu rzeczy był, wystający z pomiędzy jego nóg, ociekający krwią pal, wmocowany pomiędzy kamienie posadzki. U stóp tego niemego pomnika okropności, leżało - częściowo zasłonięte ołtarzem - ciało kobiety. Miała ona związane za plecami ręce, które wiedzieliście, że były wyłamane w obu barkach - one po prostu zwisały jej z łopatek. Jej gardło zostało podcięte tak głęboko, że ostrze zatrzymało się na kręgach szyjnych. Nawet nie chcieliście wyobrażać sobie ile do czegoś takiego potrzeba siły... W nogach mężczyzny leżącego na ołtarzu - na prawej ścianie - widok był równie makabryczny. Dostrzegliście mężczyznę z przybitymi wielkimi gwoździami do ściany dłońmi, na których widać było tylko zakrzepłe strugi krwi. Został rozpłatany jak wieprz, a z jego brzucha wypłynęły chyba wszystkie wnętrzności... W kącie łączącym przeciwległą ścianę z tą na prawo od wejścia, zauważyliście sześć, albo siedem ciał leżących jedno na drugim - jak sterta z sianem. One również wyglądały jak okropny dowód horroru, który się tutaj wydarzył. Odcięte kończyny, wystające fragmenty drewnianych kołków, ślady cięć... widok był paskudny.
Staliście jak porażeni... Nie wiedzieliście ani co powiedzieć, ani co zrobić. Mimo tego, że niektórzy z was widzieli wiele w swoim życiu, to widok jaki mieliście przed oczami był tak makabryczny, że wszystkim wam zakręciło się w głowach...
Thomas Weseley
Razem z tym opojem Randa'haarem ruszyliście w głąb wioski, by dokładniej przyjrzeć się - tak jak polecił wam pracodawca - wszystkiemu wokół. Wiedziałeś, że kilka minut temu tę samą drogą, którą teraz wy idziecie, udała się ta śmieszna trójka. Lecz nie było po nich żadnego śladu. Gdzie mogli się podziać? Uciekli z drugiej strony wioski, a może leżą martwi w którejś z tych zwęglonych chat zabici przez To samo, co spowodowało te zniszczenia? Jedynym sposobem by się przekonać gdzie są, będzie przejście do końca, tą biegnącą przez całą wioskę drogą, która kończy się murowanym budynkiem na końcu.
Verator
Nawet w chwilach totalnego udupienia wolisz zadbać przede wszystkim o własne bezpieczeństwo... no i o bezpieczeństwo twego towaru. Posłałeś dwójkę z najemników, nie dając im nawet wjechać do wsi konno - wszakże koń jest więcej wart niż dwójka zaciężnych. Stojąc u wejście do wioski, obserwowałeś jak twoja "ochrona", ostrożnie i w skupieniu podąża wgłąb zabudowań lustrując wszystko dookoła - wiedziałeś, że mają obawy jak cholera i czegoś się boją. A gdzie podziała się tamta trójka co wcześniej weszła do wioski?!
*wiem, że dziwna forma, ale inne były "bezosobowe" - via "oba krasnoludy".