Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Ankieta

    Jak myślicie,mam dalej pisać?

    Jak najbardziej,pisz;)
    116 (62.7%)
    Możesz pisać
    19 (10.3%)
    Obojętne mi to...
    19 (10.3%)
    Zasatanów się czy warto...
    10 (5.4%)
    Nie
    4 (2.2%)
    Kategorycznie przestań
    17 (9.2%)

    Głosów w sumie: 184

    Autor Wątek: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.  (Przeczytany 43472 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Rapodegustator

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1334
    • Piwa: -38
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #105 dnia: Sierpnia 26, 2012, 12:51:41 »
    Tak jest! Dzisiaj podczas kompania się w wannie wyskoczyłem nago na ulice i krzyknąłem "Eureka!"
    A o co mi chodzi? :

    Ja chyba wiem o co tobie chodzi z tą kryptą. Ma pewnie ona jakieś podziemne tunele prowadzące do niektórych miast, jak np. te Halmar. I gdyby Nordowie to zdobyli, to spokojnie mogliby przechodzić do miast, masakrować garnizony miast i szybko opanować cała lub chociaż część Calradii.
    A tunele pewnie wybudowane jeszcze przed czasami Imperium Calradyjskiego, odkryte przez nich.
    Nordowie pewnie przybyli podobnym, ale nieco mniejszym. Bo w końcu gdyby zdobyli kryptę, to mogliby tam składować zaopatrzenie, spokojnie trzymać armie liczące powiedzmy 3000 ludzi i spokojnie podbijać miasta.

    Ciekawy jestem czy to miałeś na myśli z tymi kryptami ;)
    « Ostatnia zmiana: Sierpnia 26, 2012, 13:08:15 wysłana przez Rapodegustator »
    Zeby osiagnac rzeczy trudne potrzeba czasu. Zeby osiagnac rzeczy niemozliwe potrzeba go troche wiecej.

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #106 dnia: Sierpnia 26, 2012, 14:44:02 »
    Intrygujące i ciekawe,ale chyba nie sądzisz że cokolwiek zdradzę na ten temat?;)
    Owszem mógłbym,ale w tedy po co mielibyście czytać,im bliżej końca tym prędzej przekonasz się czy byłeś blisko;)Nowy rozdział już ma się ku końcowi,w poniedziałek wstawię.
    Miło że w czasie kąpieli dumasz nad carladią;)Pozdrawiam.
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Rapodegustator

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1334
    • Piwa: -38
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #107 dnia: Sierpnia 26, 2012, 18:35:05 »
    Ok, nie zdradzaj :P
    No i przed momentem znowu naszło mnie oświecenie. Te tajne przejście w Halmar, tam pewnie gdzieś została porwana Selena, albo nie porwana tylko współpracująca z przemytnikami. 
    A ten amulet co o nim mowa w 1 księdze była pewnie był kluczem do pomieszczeń w kryptach, albo miał moc z którą właśnie ludzie w jakiś sposób zmieniali się w zombi. Albo po prostu bezcenny amulet. W kryptach pisze że ten co go posiada zostanie królem w Calradii i jest wielka jatka o niego.
    A więc, skoro Selena jest jednym ze złych gości, to amulet "zgubiła" w tych ruinach do których dostała się przez te tunele, robili zasadzki aby łapać ludzi i przemieniali w zombi aby powoli niszczyć oddziały znajdujące się na północ od ich bazy w Halmar. Potem jakieś bzdury że są zbawcami bo pokonali zombi, zyskiwali by poparcia kolejnych bojarów, jarlów, baronów itd. aż w końcu wyszliby z tych podziemi, umocnieni w siłę i zaczęli zdobywać Calradię.
    A odnośnie Plaisa, Haringoth pewnie został złapany w takie coś, ale się do nich przyłączył z nadzieją zemsty na Plaisie.

    To mnie oświeciło tylko, ale jednego jestem pewien: ty te wszystkie wydarzenia połączysz (Plais spotka Nordów, Brulla i Aleric, najemnicy wraz z Rhodokami itp. spotkają się gdzieś tam) i jakoś to rozstrzygniesz - nie wiem jak, może atak kosmitów :P - ale jakoś na pewno.
    Zresztą, zobaczy się.
    Zeby osiagnac rzeczy trudne potrzeba czasu. Zeby osiagnac rzeczy niemozliwe potrzeba go troche wiecej.

    Offline matigeo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1043
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #108 dnia: Września 12, 2012, 22:12:13 »
    Co z nowym odcinkiem?

    Offline Taaj

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 121
    • Piwa: -17
    • Płeć: Mężczyzna
    • Vae victis!
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #109 dnia: Września 18, 2012, 23:42:02 »
    Przeczytałem 1 rozdziałów bardzo fajna lektura jutro przeczytam reszte tak trzymać :D
    Prawdziwy Krasnolud Powinien:Zbudować fortece, ściąć dąb i regularnie chędożyć.

    Offline Sanjar Khan

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 146
    • Piwa: -4
    • Płeć: Mężczyzna
    • Veni Vidi Vici
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #110 dnia: Września 19, 2012, 17:33:05 »
    Bardzo fajne odwzorowane realia Warband pomyśl o wydrukowaniu jej  :D
     
    Mieć orena i nie mieć orena,to aż dwa oreny.

    Offline matigeo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1043
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #111 dnia: Września 19, 2012, 18:27:16 »
    Na podstawie tej powieści można by zrobić moda do Warbanda... :)

    Offline Sanjar Khan

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 146
    • Piwa: -4
    • Płeć: Mężczyzna
    • Veni Vidi Vici
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #112 dnia: Września 19, 2012, 18:56:02 »
    Na podstawie tej powieści można by zrobić moda do Warbanda... :)

    I tu żeś w samo sedno trafił ;)
     
    Mieć orena i nie mieć orena,to aż dwa oreny.

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #113 dnia: Września 23, 2012, 19:55:44 »
    Witam po jakże długim zastoju w zamieszczaniu kolejnych rozdziałów. Nie będę was zadręczał tłumaczeniem się dlaczego i w ogóle. Myślę ze możecie sami zrozumieć ze mam także wiele innych rzeczy do roboty.Tak więc o to czy porzuciłem opowiadanie nie trzeba sie martwić.
    Ech i chyba czas abym skorzystał z okazji i odpowiedział na kilka waszych pytań.
    Sanjar Khan:Wydać książkę...kiedyś o tym myślałem ale jak spojrzeć na nieco ułomny styl pisania oraz błędy i jeszcze raz błędy...to wiem doskonale ze nie miało by to racji bytu. Zresztą to takie bardziej fanowska opowieść niż opowiadanie z prawdziwego zdarzenia. Do tego prawa autorskie.Jedno jest pewne,kiedyś jak mi się poszczęści w życiu( w końcu) to wydam inne.Ale to już całkiem inna bajka.
    Matigeo:Mod?Raczej to odpada,ja nie potrafię zrobić choćby najprostszego modelu;)A i w samym opowiadaniu nie ma nic aż tak innowacyjnego aby zrobić w oparciu o nim mod.Wyobraźnia wam i mnie spokojnie wystarczy;)
    Rapodegustator:Twoje domysły dla osób trzecich mogą wyglądać jakbyś to Ty wymyślił scenariusz;)
    Na koniec (znowu się powtórzę) cierpliwości;)Teraz mam więcej czasu to i rozdziały teraz pojawią się częściej ,i dziękuję za wsparcie.Pozdrawiam.
    Na zupełny koniec i aby pomóc wam poczuć klimat w trakcie czytania opowiadania wstawię "utwór przewodni" Księgi 2.Pierwszy już ma (na 1 stronie),pierwszy post.Wiem ze nie wasze klimaty,nie mniej jednak według mnie świetnie oddaje nastrój Carladii w opałach.
    http://www.youtube.com/watch?v=GWe9XRqu2ws&feature=g-vrec
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Sanjar Khan

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 146
    • Piwa: -4
    • Płeć: Mężczyzna
    • Veni Vidi Vici
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #114 dnia: Września 24, 2012, 13:25:51 »
    Czemu nie poprawić błedy ortograficzne i Git tylko by rozdziały i ogółem cała książka musiały być dłuższe.
     
    Mieć orena i nie mieć orena,to aż dwa oreny.

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #115 dnia: Września 25, 2012, 16:13:55 »
    Ciąg dalszy rozdziału .4.


       Vord spojrzał na wykrzywioną w grymasie bólu twarz Kerwina, odepchnął na bok kolejnego norda i resztkami sił wyprowadzał słabnące coraz szybciej cięcia. Po prawej Hreth szalał dwoma toporami niosąc natychmiastową śmierć każdemu kto wszedł mu w drogę. Z wściekłością w oczach spojrzał na Vorda, nadal był wściekły że młody najemnik nie usłuchał jego rozkazu. Obok wielki vaegir z berdyszem głośno krzyknął i upadł z oderwaną ręką, momentalnie opadła go masa przeciwnika. Vord z przerażeniem widział jak ci niemal żywcem próbują go pożreć. Jakiś swadiański żołnierz nieskutecznie próbował ocalić jakoś towarzysza broni. Kolejny nord nie dał mu czasu na rozważanie co się dzieje wokół gdy uderzył na niego tasakiem, jak zwierze atakował na oślep. I cholera, gdyby tak go choć raz trafił mogło by to się zakończyć  dość nieprzyjemnie. Vord niemal zanurkował w jego stronę przebijając go na wylot, szybko wyrwał ostrze i bezceremonialnie odciął mu łeb. Kolejni już nacierali, walczył teraz z paroma na raz, jedyne co mógł zrobić to blokować i liczyć na jakiś cud że ktoś ich zajdzie z tyłu i wybije.
       Zaczął ciężko oddychać, każdy unik czy blok kosztował go coraz więcej sił, ile tak może jeszcze? Przecież walka z góry jest przegrana, nie lepiej dać się zabić i mieć spokój na zawsze? Wtedy Kerwin pojawił się obok niego ledwo stojąc na nogach i wraz z nim atakując rzekł.
       - Nie musiałeś mnie bronić i tak to przegramy. Na pewno, ale jeśli oni myślą że dam się ot tak zabić, to grubo się mylą.Dawaj tych sukinsynów!
       Vord był pod wrażeniem skąd u Kerwina tyle sił, mimo tylu ran dalej nie ustępował. Wyłapał jego spojrzenie i podążył za nim, najemnik mruczał coś pod nosem patrząc na Elissę. Po czym uderzył z całych sił nacierającego norda roztrzaskując mu czaszkę kuszą. Jego ukochana broń rozleciała się w drobny mak, czy na prawdę był gotów wszystko poświęcić w tak beznadziejnej sprawie?
       Natarł na kolejnego norda, siekł go przez twarz po czym uderzył ze zdwojona siłą na kolejnego, zadziwiające jak w obliczu nieuchronnego człowiek zdolny jest do takich czynów. Nie był to heroizm ale w obecnej sytuacji był to szczyt możliwości. Niespodziewanie oberwał ciężką buławą w bark , przyklęknął przeklinając głośno przeciwnika ,rzucił się na niego tym samym zwalając go z nóg. Uderzył pięścią najsilniej jak potrafił w twarz, agresor zawył potępieńczo i zaczął niebezpiecznie się szamotać, w tedy Vord otrzymał kolejny cios w tył głowy, upadł bezwładnie na ziemie. Przerzucił oczyma dookoła, wszystko zatraciło swój szaleńczy bieg, postacie dookoła rozmywały się, były wolne niczym starcy. Wrzawa jaka towarzyszyła walce wydawała się dochodzić jakby spod ziemi, ogarniał go błogi spokój. Było mu teraz przyjemnie, nie czuł ran, zmęczenia, strachu. Teraz było mu dobrze,i nie chciał aby to sie skończyło, podświadomość krzyczała aby się podniósł, że zaraz zginie jeśli czegoś nie zrobi. Ale on nie chciał, i nie mógł po prawdzie.
        Nagle dojrzał gdzieś przed sobą wyróżniające się kształty, biło od nich światło i ciepło. Jednocześnie wywoływały w nim niepokój i sprzeczność czy to nie jakieś przedśmiertne mary. Usłyszał coraz donośniejszy odgłos, co to było, co je wydawało? Przypominały odgłosy rogów. Przebijały sie zagłuszając i tak stłumione dźwięki,je było słychać najwyraźniej i najgłośniej. W tedy też poczuł mocne szarpnięcie za rękę, i  niemal nie krzyknął gdy ujrzał ich przed sobą...




       Synowie Cesarstwa wbili się agresywnie w tabuny wroga, siekąc z zabójczą precyzją, nim Tervil sie zorientował przekraczali już bramę.  Jóż dawno jego ludzie zsiedli  koni i przepędzili je aby nie ucierpiały aż nadto w trakcie odsieczy. Berhol, trębacz z wielkim autorytetem zaczął grać na złotym rogu "Vote do Inmera", Tervil wiedział że sługusy ich wroga nie cierpią tego imienia jak i samej pieśni. Ludzie śpiewając masakrowali ogłupiałych przeciwników nie dając im najmniejszej szansy podjąć równej walki.
       Dowódca wątpił czy znajdą tu jakichkolwiek ocalałych, niemożliwe było aby tutejsi ludzie mogli wytrzymać tak długo. W tedy kątem oka ujrzał na niewielkim placyku grupę ludzi otoczonych morzem wroga. Czy to możliwe? Musieli  być wielkimi wojownikami skoro jeszcze mogli się bronić. Spojrzał na trębacza i wskazał na ta właśnie maleńką wysepkę ludzi. Ze spokojem tym razem parli naprzód, zwalisty nord zastąpił mu drogę dzierżąc dwakroć od niego większy topór, wziął zamach , zapewne z zamiarem przecięcia go w pół. Tervil wykonał krok w tył chwycił przelatujące obok stylisko, ruchem dłoni wykręcając go z powrotem wykonał krok w przód. Nabity na własną broń szaleniec wił się jak wąż, dowódca bezceremonialnie zmiażdżył mu głowę obutą stopą. Jego ludzie nie zostawiali nikogo przy...życiu. Usłyszał w głowie ciche i samotne wołanie o pomoc, ktoś... nieświadomie go przywoływał. Wychwycił kierunek skąd to wołanie nadchodziło. Niesamowite, to ten chłopak od Hretha, wpatrywał się w tedy w niego. Ale dlaczego on? Było więcej niż pewne ze nie miał rodziny z cesarstwa, nie miał tez tego daru, był jak i inni tutejsi ludzi upośledzony na umyśle i ciele. Mimo wszystko słyszał jego cichy głos.
       - Nacierać dalej, jak najszybciej odciążcie tamtych walczących. Mam coś do wykonania, nie wtrącać się.
       Pokonując kolejnych przeciwników dopadł do norda który właśnie zamierzał rozwalić chłopakowi głowę buławą. Tervil chwycił go za szyje ,uniósł wysoko do góry po czym z całą mocą rąbnął nim o grunt, poczwara zastygła już w bezruchu. Kilku szaleńców śliniąc się i tępo patrząc na niego nie ważyła się nań uderzyć. Dobrze, czyli przebudzony tracił swą moc. Nie mógł jeszcze jak dawniej toczyć swoich chorych ambicji na wielką skalę. Za szybko tracił moc, a to znaczyło że jeszcze mają szanse i sprawa nie jest przegrana. Chwycił chłopaka i podniósł go przed siebie. Młodzieniec nadal był na wpół przytomny, jednak ich wzrok znowu sie spotkał. Gdyby miał więcej czasu, mógł by sprawdzić kim on jest, może w tedy było by wiadome dlaczego nieświadomie prosił go o pomoc. Chyba że to ukryta do tej pory siła umysłu tutejszych ludzi? Może nie wszyscy tak do końca byli słabi.
       - Trzymasz się synu jakoś?
       Ten niemrawo przytaknął głową, czegoś panicznie szukał lub kogoś, mamrotał coś pod nosem cicho, Elissa, kompani, brak nadziei. Młody był w szoku, Tervil ujął go jedną ręką pomagając mu iść, a sam torował sobie drogę do swoich ludzi. Rozglądnął się dookoła, jego ludzie wybijali ostatnich wrogów. Plac usłany był masą ciał, jednak jedno przykuło jego uwagę.Nieopodal bramy leżało większe ciało, to..Xevirl! Skoro one tu były to musiały mieć większy sens. Pytanie co planował ich przeciwnik. Owszem, atak na zamek był bezsensu, ale nie dla niego. Wiedział że to tylko dywersja ,pod nią ukrywał sie plan. Teraz go olśniło,  jak mógł być taki głupi, przekazał młodzieńca swojemu człowiekowi a sam biegiem ruszył w stronę wejścia do krypty. Jeśli otwarto wrota to ich ostatnie zwycięstwo okaże się marnym i udawanym przekonaniem że może być dobrze. Po raz kolejny zapomniał aby nie lekceważyć Nurvela. Przecież w każdym choćby najmniejszym działaniu ma swój plan. Powoli i skrupulatnie wije sieć intrygi by ostatecznie postawić na swoim.
       Dopadł do gruzowiska, na pierwszy rzut oka wejście nie istniało. Ale czy aby na pewno? Obszedł całość dobijając ryczącego nieopodal norda. Wstrząsnął nim dreszcz strachu, u wylotu wejścia ziała dziura. Xevirle musiały wejść do środka korzystając z zamieszania jakie towarzyszyło bitwie. Czyli atak na zamek był zwykłą dywersją, nie miał na celu zabicie obrońców, tylko odwrócić ich uwagę. Przywołał gestem ręki kilku ludzi i szybko zeszli w dół...



       Stojąc na balkonie Plais obserwował musztrę na dole. Nowi rekruci przechodzili właśnie pośpieszny trening, normalnie trwał on kilka miesięcy. Ale teraz mają na to tylko dzień. Hektor właśnie biegł do zamku taszcząc pod pachą masę pergaminów. Oto i obiecany raport w sprawie rhodoków. Baron już zaciskał dłonie z radości, odbije sobie z nawiązką te wszystkie niepowodzenia i upokorzenie jakiego doznał. Spojrzał w stronę stajni, Rob jak zwykle ociągał się z powierzonym mu zadaniem. Jeśli wszystko pójdzie dobrze to za tydzień cała swadia ruszy na odwiecznego wroga.
       - Mam to - wysapał ciągle łapiąc oddech Hektor.
       Plais bezceremonialnie wyrwał mu z rąk papiery i ruszył do swojej komnaty. Jego podwładny szedł za nim jak cień, po prawdzie coraz bardziej go tym drażnił. Lubił gdy mu usługiwano ale służalczość przesadzona jest cholernie irytująca.
       Gdy w końcu zasiadł w fotelu opierając się w wygodnym siedzisku zagaił Hektora.
       - Mam nadzieję że wszystko załatwiłeś jak ci kazałem? Lista lordów, raporty ?
       - Tak, ale nie myśl że to było łatwe, straciłem mnóstwo denarów na tym, otarłem się niemal o śmierć w Alei Rozpusty...
       - Oh, daruj sobie poetyckie opisy sprawy tak trywialnej. Możesz odejść i najlepiej ponaglij tego osła. Miał już  dawno wyjechać.
       Niechętnie i powoli Hektor wyszedł trzaskając drzwiami, zuchwały szczeniak. Niebawem należy obmyślić plan jak tych dwóch się pozbyć. Ale narazie  byli mu potrzebni, poza tym za dużo wiedzieli by jawnie im grozić. Otwarł pierwszy raport i zanurzył się w lekturze....
       Po niespełna godzinie mozolnego przedzierania się przez gąszcz liter Plais odłożył listy. Oparł się ciężko w fotelu, już pierwsza wiadomość była dla niego zaskoczeniem, rchodokowie wysłali emisariuszy do swadii. Nie było jednak wiadome w jakim celu, może zapragnęli pokoju? Może zrozumieli że swadia w końcu podnosi się z jeszcze większą potęgą niż niegdyś? Odstąpią od zajętych zamków i miast, zawrócą i nigdy już nie pokarzą swojej zapitej mordy na tych ziemiach. W to wątpił, byli na fali zwycięstw i sukcesów,  parli naprzód. Oni zapewne chcieli kapitulacji swadii, nie tym razem. Teraz to oni dostaną baty, w swojej życzliwości Plais nie zostawi choćby jednej cegły z ich zamków.
       Kolejne raporty to w większości doniesienia o atakach dziwnych stworzeń i band szalonych ludzi napadających wioski. Zupełnie jak w tedy gdy Plais ukrywał się w wiosce i spotkał dwójkę swadian. Nie wiedział co powodowało takie zachowanie, ale czy to było ważne? To tylko znaczyło że nie tylko tutaj szaleją dzikusy. Poddani Gravetha także musieli z nimi się zmagać. Nic ciekawego dalej, akty zgonów wpływowych szlachciców, spalone wsie, dezerterzy. Dziwny sojusz między vaegirami oraz nordami. Od kiedy oni zaczęli działać razem. Odkąd sięgał pamięcią te dwa kraje walczyły o każdy metr ziemi, wszystko zaczeło się sześćdziesiąt lat temu kiedy to bojar Halka, ojciec Naelchy nieopacznie obraził topór Kardasa. No może nie tyle co obraził co nie ucałował go na powitanie w wielkiej sali królewskiej w Wercheg. Nordowie jak banda smarkaczy z ambicjami wzięli sobie to do serca żądając przeprosin za - w ich mniemaniu - hańbiący czyn. A później nieustanne walki. I teraz oni po tylu latach nagle zawarli pakt?? Niemożliwe, autor tego listu zostanie skrupulatnie przepytany w piwnicach zamkowych.
       Co teraz zrobić, jaki poczynić krok i gdzie ta Isolda? Tego się nie dowie dopóki nie zwoła zebrania lordów w królestwie, a w tedy także nastąpi wybranie nowego króla. Oby jego nowi przyjaciele poczynili wszelkie możliwe kroki aby na pewno to jego nań wybrali. Odłożył precz papiery, podszedł do stołu i nalał sobie trochę wina, wino było dobre i przyjemnie rozgrzewało ciało, nic nie szkodzi że pochodziło z Veluci...



       
       Habbe przykucnął przy lansjerze, ten przewrócił się na bok, z ust kipiała mu piana i krew. Dopiero teraz oboje zauważyli głębiej w korytarzu jeszcze więcej martwych ludzi.
       - Co do... - jęknął Lardel.
       - Cii - wysyczał Habbe - Nie wiem, wygląda mi na to że rozegrała się tu krwawa jatka. Ale jak możliwe że zwykli przemytnicy mogli zabić doświadczoną straż chana??
       Wątpliwości jeszcze przybyło gdy szukając kogoś żywego natrafili tylko na gwardzistów. Z kimkolwiek walczyli nie utłukli ani jednego. Lardel jakby czytając w myślach rzekł.
       - Możliwe że kilku ze zbirów zginęło i ich kumy zabrali ciała żeby nikt się nie połapał. Może nawet i wiedzą że jesteśmy na ich tropie.
       Całkiem możliwe, ale niby skąd mieli by wiedzieć że są śledzeni? Szpieg musiał jedynie wchodzić w grę, ale w ich organizacji nigdy się to nie zdarzyło, dlaczego teraz miało by być inaczej?
       Ruszyli już teraz z wyciągniętymi mieczami naprzód, korytarz stawał się coraz bardziej wąski. Habbe pogładził ścianę, była niemal gładka, ledwie wyczuwał żłobienia które mogły dawać odpowiedz że był jednak zbudowany niźli wykuty w skale. W podobnych podziemiach powinno być wilgotno, ale jak dotąd nie poczuł żadnej kropli wody spadającej na niego. Zadawał sobie pytanie gdzie oni właściwie się znaleźli?
       Nagle usłyszał gdzieś za sobą dosłownie przez moment kroki. Oboje zastygli w bezruchu przyklejając się do ściany w nadziei że trudniej będzie ich dostrzec. Usłyszał trzykrotne uderzenie o posadzkę, krótkie, długie i krótkie. Na końcu jedno głuche uderzenie. Znał ten dźwięk, a raczej sygnał, to jeden z nich. Szybko odpowiedział tym samym. Ledwie rozpoznawalny w mroku zjawił się obok nich Gartan. Jeden z najlepszych w organizacji, czyż nie miał być jeszcze w terenie?
       - Co tu robisz?
       - Cicho Habbe - spojrzał za siebie na walające się na podłodze trupy - A jednak się zaczeło...Musimy szybko dotrzeć do wrót!
       - Ale co się zaczeło?? - żachnął Lardel - Mów jaśniej !
       - Nie ma na to czasu! Biegiem !
       Habbe niechętnie ale ruszył za znikającym już powoli nowo przybyłym. Nie dość że nie zdołali połapać się o co chodzi to teraz mieli zupełny pat. Gartan musiał o czymś wiedzieć, ale o czym że nawet nie może sobie pozwolić na chwilę zwłoki aby im wszystko wytłumaczyć? Zaczynał dostawać zimnych dreszczy na plecach i na domiar złego miał tylko coraz gorsze przeczucia co do tego wszystkiego. I chyba zaczynało do niego docierać że oto nie tropią zwykłych przemytników, to był ktoś znacznie niebezpieczniejszy. Aż tak bardzo że musieli we trojkę temu podołać, mimo że zawsze posyłano ich dwójkami i to niezależnie od wagi zadania. Tam na górze musieli zdawać sobie sprawę co się świeci. Już doganiał Gartana gdy mimowolnie rzucił mu się w oczy  wiszący u jego pasa sztylet. Nigdy czegoś podobnego nie widział. Owszem widział swoiste dzieła sztuki, arcydzieła kowali i złotników. Ale czy zwykły sztylet, niezależnie jak doszlifowany mógł wydzielać niewielkie światło. W miarę jak biegli owo światło stawało sie bardziej jasne. Cóż to za ustrojstwo, skąd Gartan go miał?
       - Co u licha za sztylet masz ?
       Gartan nawet się nie odwrócił tylko przyśpieszył. Habbe zagryzł wargi z wściekłości, nie zwykł być zbywany. To on zawsze starał się roztaczać wokół siebie aurę tajemniczości, czuł się jako ktoś ważny. A tu proszę, gość który zawsze był  terenie przybiega ze świecidełkiem i struga kapitana. Gdy to się skończy srogo mu nagada i nie omieszka donieść o tym zwierzchników. Omal nie wpadł na Gartana który się zatrzymał przed otwartymi wrotami. Ze środka biło zimno a uczucie dreszczu tylko się zdwoiło.
       - Powiem to raz panowie, cokolwiek wychynie z ciemności...odcinać łby. Naszym celem jest nie dopuszczenie do otwarcia pewnych wrót, nawet za cenę życia.
       - Jaja sobie robisz prawda? - cicho zająkał Lardel.
       Tak jak się spodziewał nie doczekali się odpowiedzi. I jak wiele straci w oczach Jardela jako kapitan przez tego zadufanego Gartana? Natomiast z mroku jęły wyłaniać się jakieś kształty, mnóstwo zawodzących i ryczących kształtów. Nie było wątpliwości, wszystkie szły w ich kierunku...
    « Ostatnia zmiana: Września 26, 2012, 08:12:13 wysłana przez Aldred »
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Sanjar Khan

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 146
    • Piwa: -4
    • Płeć: Mężczyzna
    • Veni Vidi Vici
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #116 dnia: Września 25, 2012, 16:22:28 »
    No w końcu:)
     
    Mieć orena i nie mieć orena,to aż dwa oreny.


    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #118 dnia: Września 27, 2012, 13:49:01 »

    Rozdział.5.


       Dzień po bitwie w końcu uporano się ze spaleniem ciał. Był to pomysł a raczej przymus podyktowany przez Tervila. Zamek przypominał teraz jedną wielką zbiorową mogiłę, w imię której przelano mnóstwo krwi. Jak się okazało na marne, Tervil zwołał wszystkich do prowizorycznego namiotu by uchylić rąbka tajemnicy, tak przynajmniej szeptano wśród ocalałych.
       Niebo wylewało litry wody tego dnia, opłakiwało wczorajsze zdarzenia, śmierć tak wielu istnień. Jeden ze swadiańskich kuszników powiesił sie niedawno na baszcie, teraz właśnie jego kamraci go odcinali. Morale upadło miast urosnąć po wygranej. Vord zastanawiał się teraz czy można było to nazwać wygraną, czy strata tylu ludzi w obliczu tak wielkiej tragedii mogła przynieść jakiś wymierny efekt? Kerwin siedział obok niego, cały poowijany w bandażach kurczowo ściskał chustę Elissy. Siłą go opatrzono, krzyczał że nie ma już po co żyć, że stracił sens istnienia. Nie pozwolił spalić ciała ukochanej, własnoręcznie wykopał dół za murami, z pomocą Vorda wznieśli z pobliskich kamieni mogiłę.
       W tedy też przekazał mu dziwnie brzmiące słowa. Stali w strugach deszczu, po jego policzkach spływała woda, ale czy tylko ona? Ściskając czerwoną chustę spojrzał na mogiłę. Starał się nie okazywać smutku i tym samym nie dawać mu okazji do litowania się nad nim.
       - Jóż wiem Vord...jak się czułeś w tedy gdy straciłeś ukochaną...Słyszałem słowa Elissy. Ona... - wytarł nos w rękaw, uspokoił się nieco i kontynuował - Ona miała takie racjonalne podejście do wszystkiego, nie żyła marzeniami. Jakim byłem cholernym głupcem że nigdy nie powiedziałem jej...że nie powiedziałem jej...
       Kerwin upadł na kolana i wybuchnął płaczem, tłukł głową o kamienie ciągle nazywając siebie kretynem. Vord spojrzał w niebo, nie wiedział co miałby mu powiedzieć, jak pocieszyć. Sam nie pogodził się do teraz z utratą Seleny, sam musiał tą gorycz trzymać w sobie. Nie wymagał też od nikogo aby go pocieszano, wiedział że to tylko słowa które ni jak nie mogą załagodzić tej straty. Ale jego towarzysz? Przecież zawsze był hardy, pewny siebie i nie okazywał uczuć. Był jak typowy najemnik, żądny pieniędzy i sławy, nic ponad to. Ale był także człowiekiem i nie ważne kim by był. Czy to szlachcicem, katem, złodziejem, chłopem, był tylko zwykłym człowiekiem, z krwi i kości.
       - Jesteśmy podobni młody do siebie bardziej niż myślisz. Chcielibyśmy zwojować cały świat, chcielibyśmy żeby nasze plany układały się wzorowo. Ale jesteśmy tylko pionkami w jakiejś przeklętej grze zwanej życiem. Kurwa, los odebrał mi po raz wtóry coś bardzo ważnego, a co dał w zamian?? Uganiamy się za czymś czego nie rozumiemy, walczymy z czymś z czym nie mamy szans, tracimy tylko brachów, i bliskie nam osoby...
       No tak, stracili wielu znajomych, w mniej lub bardziej tragiczny sposób. Nikson, z wiecznie wygadanym charakterem. Bruga który zawsze twierdził że nie ma dla niego przeciwnika. Rudą najemniczkę która miała ambicje i nie dawała sobie w kasze dmuchać. Ciekawe jak będzie później, nie było teraz miejsca w którym było by spokojnie. Szalała wojna, już nie ludzka z chęci złota i ziemi. O coś czego nikt nie pojmował, znaleźli się w złym miejscu i o złym czasie. Ale z drugiej strony to nie powód aby załamywać ręce i stwierdzić "nie chce żyć". Skoro znaleźli się w takim położeniu to w ich interesie jest podołać temu. Przeć naprzód pokonując trudności. W głębi serca Vord wierzył że kiedyś...trud ten zostanie wynagrodzony.
       - Śmierć towarzyszy Kerwin to coś z czym nie można łatwo się pogodzić i zapomnieć .Ale zważ na to że wszyscy oni oddali życie za coś o co my musimy dalej walczyć. Teraz to my musimy dążyć do celu, dla nich i dla nas samych. Żywot najemnika nigdy nie był łatwy. Powinieneś to wiedzieć lepiej ode mnie.
       Salske popatrzył na niego, wpatrywał się przez moment w niego jakby dalej trawił w myślach jego słowa. W końcu podniósł się i przy pomocy Vorda ruszyli do zamku.
       - Piękne słowa - wyszeptał - Ale czy prawdziwe...

       Siedzieli teraz pod murem, mijali ich przybici ludzie. Ludzie w lśniących zbrojach rozbili obóz nieopodal zamku. Livmer wraz z Hrethem przywołali ich do siebie.
       - Młody - wskazał na Vorda -  po zebraniu czeka cie srogie kazanie ,wiesz chyba za co. A ty Kerwin do diaska weź się w garść bo cie nie poznaje. Ten pyszałek z blond włosami chce nam coś powiedzieć, do namiotu wszyscy.
       W środku było niewiele osób, Garson z oszpeconą od miecza twarzą, kapitan rycerzy wraz z przybocznym i Kris. Wszyscy wpatrywali się na mapę rozłożoną na naprędce wykonanym stole. Gdy podeszli do reszty, "wybawiciel" Vorda rzekł.
       -  Jesteśmy już wszyscy, czas abym wam przekazał coś bardzo ważnego...




       Tervil nie mógł nadal uwierzyć, grobowiec został jednak otwarty. W środku nie zastali przeciwnika, widzieli pozostałości prac ludzi którzy zapewne próbowali dowiedzieć się co właściwie widzą. Wrota były otwarte, żaden kamień się nie ostał, jedna dziura wyglądała jakby męczono się nad nią długi czas. Nie wiadomo czy to xevirle otwarły wrota czy ludzie, jeśli ci drudzy to gdzie teraz są? Musieli uciec z krypty, ta łamigłówka nie układała się ani trochę. Wewnątrz tak jak się spodziewał odnalazł sarkofag, był otwarty. Jeśli tak się sprawy mają to zostało im bardzo niewiele czasu.
       Kerteba wrócił z garstką ludzi i zdał nie mniej przerażający raport, brakujące kamienie znalazły się posiadaniu ludzi. Xevirle które ich zaatakowały okazały się być tylko dywersją. Ogromna ich liczba przekroczyła granice Swadii. Cesarskim synom wiadome było po co tam zmierzają. Do czasu aż nie otrzyma raportu od dwóch innych oddziałów musi posłużyć się ludźmi. A oni muszą im pomóc jeśli chcą jeszcze aby ich kraina ocalała.
       Zebrał najbardziej odpowiednich z nich w namiocie aby im przekazać tajemnice, przed wejściem zaczepił go Kerteba.
       - Na prawdę powiesz tym słabym istotom prawdę? Znienawidzą nas, skulą ogony i nie zechcą nam dopomóc, mimo że walczyć im przyjdzie o jutro.
       - A mam inny wybór? Gdy przybiliśmy ponad rok temu do brzegu zakładałem że sprawy mają się zgoła inaczej. Tak też mi mówiono nim odpłynąłem, nie ma innego wyjścia. Trzeba podjąć szybkie działania. Czas nam nie sprzyja, a my...powoli tracimy siły.
       - Wiem to, podczas ataku Xevirli, ludzie walczyli słabiej niż rok temu. Wielu zginęło w sposób co najmniej żałosny. To już nie ta siła, zrubmy co trzeba i nic ponad to. I wracajmy z tej przeklętej krainy.
       Poświęcenie...czy to przepowiadała mu wieszczka Krifelbe? Ojciec przekazał mu także że ich obowiązkiem jest pomóc tym ludziom. Że to ich przeznaczenie, wszak to pokolenie nie było temu winne. Po cichu mówiono że to wina cesarskiego ludu...Odrzucił precz te mroczne myśli, zaczynał wątpić w coś za co nie tak dawno jeszcze oddał by życie. Wiedział czyją sprawką są te myśli. Poklepał po ramieniu kompana i razem weszli do namiotu.
       Gdy zjawiła się ostatnia czwórka mógł w końcu przekazać im to co istotne.
       - Jesteśmy już wszyscy, czas abym wam przekazał coś bardzo ważnego...
       Spojrzał na mapę i uważnie ją zaczął oglądać, fakt była wykonana niechlujne ale to jedyna jaka zdołali zdobyć.
       - My jesteśmy tu - wskazał palcem na ruiny zamku Tehlrog - Tu znajduje się krypta do której usilnie wy i wasi poprzednicy chcieli dotrzeć. Tyle tylko że nie mogliście wiedzieć że kryptę już otwarto, mniemam że jakiś rok temu.
       - Ale jak to możliwe - zabrał głos dowódca garnizonu Garson - Gdy lord Brulla tu przybył zastał tylko ruiny i zawalone wejście które nakazał nam odkopać.
       - Tak by się zdawało, sam podobnie myślałem. Wejście zostało odkopane zaraz przed ostatnimi wydarzeniami. Równo z tym...gdy tu przybyliśmy.
       Hreth uderzył pięścią w stół przewracając kilka kufli.
       -  Aleric, ten przeklęty idiota musiał go otworzyć! A twierdzono że zginął wraz ze świtą!
       - Bo tak było - ciągnął nieugięcie Garson - Znaleziono na wybrzeżu zwłoki jego świty, oraz pierścień lorda.
       - To nie świadczy o tym że musiał tam zginąć. Znam ja tego drania - niemal krzycząc Hreth ciągnął - Jak znam życie udało mu się uciec, pewnie nie sam. Tyle że jednego z jego wspólników widzieliśmy przed oblężeniem. Turegor sam się zabił. Z tego co wiem nie działał sam.
       Tervil wyłapał przeszywające spojrzenie Kerteby, oboje wiedzieli o czym oni mówią. Gdy przybyli na brzeg zauważyli ludzi. Byli uzbrojeni a więc myśleli że to piraci lub jacyś bandyci. Wysłał kilku łuczników konnych aby zbadał z kim mają do czynienia a w razie ataku z ich strony zabić ich. Możliwe że to o nich chodziło? Czy w tedy starczyło pojmać owego lorda i krypta nie była by otwarta. Ale skąd mogli to wiedzieć? Lepiej ten fakt przemilczeć.
       - Stało się, pozwólcie że przekażę wam dalsze fakty a czasu mamy mało. Są jeszcze dwa takie miejsca, i jeśli one zostaną otwarte ... - wskazał na Halmar - Tu znajduje się kolejna krypta o nieco innym przeznaczeniu ale fakt pozostaje tan sam. A trzecie miejsce to Uxkhal, całość tworzy niezbyt idealny trójkąt.
       - Co tworzy że się tak zapytam ?
       -Hreth - odpowiedział wyprzedzając kapitana Livmer - Te trzy miejsca są ze sobą jakby w równej linii. Zresztą zademonstruję.
       Wziął trzy kufle i ustawił je podobnie jak punkty na mapie, potem zanurzył pędzel w kałamarzu i połączył je liniami.
       Tervil westchnął tylko, musi używać bardziej dla nich zrozumiałego słownictwa. Ale starzec go zaskoczył wiedzą, może im się jeszcze nie raz przydać.
       - Dokładnie o to mi chodziło. Nie myślcie że to przypadek. Jeśli nakreślić linie z każdego punktu do środka to w miejscu ich przecięcia jest coś co albo da nam przewagę lub nas zabije. To nie koniec, teraz opowiem wam co działo się lata temu i co sprawiło że dzieje się dziś to czego jesteśmy świadkami. To będzie długa opowieść, ale przynajmniej dowiecie sie czegoś o waszej historii. Od was zależy czy mi uwierzycie...




       Habbe ciężko dysząc oparł się o jeden z filarów. Lewa ręka pulsowała od bólu a spod prowizorycznego opatrunku ciekła krew. Spojrzał na Jardela który leżał półprzytomny na podłodze, wokół walały się ciała ...ludzi którzy ich ubiegłego dnia zaatakowali, było ich ze dwa tuziny,a wygrali tylko dlatego że bronili się w przejściu. Gartan stał naprzeciw złotych wrót ciągle wpatrując się na pismo którego i tak pewnie nie znał. Ciekawiło go teraz jak długo ma zamiar tu siedzieć, powinni wezwać posiłki i to jak najszybciej. Z tego co Gartan mówił szaleńcy mogą znowu ich zaatakować. Ale jak dotąd nie odpowiedział na żadne z ich pytań.
       Powoli podszedł do niego nie zważając na to czy przerwie mu to idiotyczne wpatrywanie się we wrota.
       - Gartan, skoro odparliśmy tych szajbusów i mamy nieco czasu to byłbyś tak łaskaw nas oświecić co się tu wyprawia ?
       Ten odwrócił się do niego jednocześnie chowając za pas papier na którym jak teraz Habbe zauważył coś zapisywał.
       - Myślę że powinniście wiedzieć - spojrzał na lezącego Jardela-Chociasz tamten raczej tego nie usłyszy...
       Habbe chwycił go za kołnierz i wstrząsną nim kilka razy,  nie zwalniając uścisku wycedził przez zęby.
       - Mów do jasnej cholery! Nie zgrywaj mędrca który wszystko wie. Pamiętaj że mimo to i tak ja tu mam najwyższą rangę. Chcę żebyś to wiedział.
       - Już nie - Gartan uśmiechnął się zawadiacko - Starszy mianował mnie na Cień Chana. Ode mnie też zależy co teraz mamy...macie robić. Puść mnie lepiej...
       Zwolnił uchwyt i nie mogąc wypowiedzieć żadnego słowa usiadł ciężko na schodach. Jak to możliwe? On dostał taki awans i to tak szybko. Przecież on pracował tu dopiero dwa lata, jakim sposobem rada jego wybrała na Cień? Czy nie docenili ile Habbe zrobił dla nich, ile wyrzeczeń , jak się poświęcał niejednokrotnie. A teraz ot tak przymykali na to oczy, ładną wdzięczność dostał od staruchów.
       - To nic osobistego Habbe, nie miałbyś na to żadnego wpływu. Zresztą jak i rada...
       - Jak to? Niby że ktoś im to narzucił? Chan ?
       - Nie...byłem na kolejnym zadaniu, węszyłem za bandą zbiegłych dezerterów. W tedy tez spotkałem dziwnie ubranych ludzi, nie wiem skąd oni są. Słabo mówili po naszemu, ich kapitan przekazał mi tak dziwne wieści o jakich nikomu z nas się nie śniło. Wypytywał o Halmar, o to czy dzieje się tam coś niepokojącego. Ale jako że nikogo nie wpuszczamy do miasta wybrał mnie jako formę przekazu dla rady i Chana. Otrzymali przeze mnie list w którym ten człowiek wszystko opisał. Rada z początku nie wiedziała co zrobić. Jednak zgodzili się na wszytko. Mianowali mnie na najwyższego rangą, przekazali mi to zadanie. Na mojej głowie jest aby wypełnić je co do joty. Każdy w organizacji już tu zmierza.
       - O czym ty mówisz Gartan? To mnie niepokoi, skąd taka aura dramatyzmu i strachu ?
       - Dostałem ten sztylet, dowódca tych ludzi dał mi go aby łatwiej było nam wykonać zadanie. Uwierz, nie możemy dopuścić do otwarcia wrót.
       - Ale dlaczego? Co to za miejsce? Co się stanie jak otworzymy ?
       Gartan nie zdążył odpowiedzieć gdy daleko w korytarzu rozległo się dzikie wycie. Głuchy brzęk kos bojowych, dźwięk pancerzy. Czyżby szli do nich lansjerzy? Oni przecież nie żyli, więc jakim sposobem ?
       - Jak wspomniałem Habbe, odcinaj głowy, nie wiem dlaczego ale oni w tedy nie ożywiają. Inaczej będą ciągle powstawać. To nienaturalne, brzmi jak bajka ale to jest okrutnie realne.
       Gartan poprawił opaskę na czole aby długie włosy nie opadały mu na twarz, podniósł oparty obok miecz i ruszył do wrót. Oboje stanęli w  przejściu, na Jardela nie można było już liczyć. Miał nadzieję że "ożywieni "lansjerzy nie zachowali swoich zdolności bojowych. Teraz dochodził do niego możliwy scenariusz. Jeśli zginie tu? Co stanie się z dziećmi, żoną? Kto ich tu odnajdzie by pochować na bezkresnym stepie? Na domiar złego lewa dłoń zaczęła boleć jeszcze bardziej...
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Inkaska

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 547
    • Piwa: 11
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #119 dnia: Września 27, 2012, 20:36:41 »
    Dwa rozdziały (właściwie półtora) w krótkim odstępie czasowym, tak trzymaj! :]