Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Ankieta

    Jak myślicie,mam dalej pisać?

    Jak najbardziej,pisz;)
    116 (62.7%)
    Możesz pisać
    19 (10.3%)
    Obojętne mi to...
    19 (10.3%)
    Zasatanów się czy warto...
    10 (5.4%)
    Nie
    4 (2.2%)
    Kategorycznie przestań
    17 (9.2%)

    Głosów w sumie: 184

    Autor Wątek: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.  (Przeczytany 43500 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #90 dnia: Czerwca 16, 2012, 09:24:16 »

    Rozdział .3.


       Obudził go solidny kopniak . Vord otworzył oczy mimo okrutnie ciążących mu powiek. Nad nim stał Kervin , kurczowo zaciskając pieści wycedził przez zęby.
       - Odwal się od Elissy, dobrze ci radze chłystku.
       Co za piękne powitanie, pomyślał, minęło trochę czasu nim zdołał poukładać wczorajsze fakty w głowie, uczta, zalotne uśmiechy oraz wizyta nocna. Gdy odwrócił wzrok na lewo przypomniał sobie o tym jak on świętował po piciu...
       - Spokojnie, ona mnie nie interesuje, nic zdrożnego w rozmowie nie ma chyba, co?
       - Nie kłam, mam cie na oku, jeden fałszywy ruch...a nawet Hreth cie nie obroni. Poza tym, i tak nie masz u niej szans. Przemyśl to sobie dobrze.
       Kervin odwrócił sie na pięcie i pośpiesznie udał się w stronę częściowo zawalonej wieży. Po niebie leniwie sunęły czarne jak noc chmury, wiatr uderzał raz po raz w jego wymizerowaną twarz dając tym samym nieco ukojenia. Przy zawalonym wejściu już trwały prace, znowu ci sami nordowie wiedli prym w utrzymywaniu niemożliwego tępa. Odgłosy prac sprawiały że bul głowy tylko narastał. Wstał ciągle trzymając sie za głowę i udał się do koszar w poszukiwaniu wody lub czegokolwiek co mógłby wypić. W środku było zupełnie pusto, ślady po wczorajszej imprezie sprawiły że nieomal znowu zwymiotował. Smród alkoholu i tytoniu całkowicie odbierał mu chęć by żyć. Usiadł przy stole i pociągnął kilka łyków piwa. Tak, tego mu było teraz trzeba. Nim zdołał sie nacieszyć tym że kac ustępuje usłyszał na zewnątrz jakieś poruszenie. Potem coś rąbnęło w ścianę koszar, cały budynek zadrżał na moment. Cóż u licha znowu sie mogło dziać? Wyszedł pośpiesznie na zewnątrz i ujrzał jak ludzie biegną na stanowiska na murach. Hreth stał w bramie i żywo o czymś rozprawiał z Kervinem, tamten przytaknął głową i pobiegł na wieże. Zaczepił kusznika, był chyba tak samo zaskoczony tą sytuacją jak on.
       - Co sie dzieje?
       - Atakują nas!
       Nie dowiedział sie kto gdy kusznik właśnie pokonywał już schody. Vord szybko odnalazł miecz i nałożył niedbale kaftan, najszybciej jak potrafił wspiął sie po rozlatujących  chodach i wyjrzał za blanki.
       Jak okiem sięgnąć dookoła rozciągał się obóz, dziesiątki namiotów i ognisk. Można było dostrzec tłumy żołnierzy przechadzających sie po obozie. Na przeciw bramy powstawała jakaś wielka drewniana konstrukcja. Szykowali sie do szturmu to pewne, ale kto to był?
       Wyłapał wzrokiem Krisa, podszedł do niego przeciskając się między łucznikami i wojami .
       - Co sie Kris do diabła dzieje??
       Ten dalej patrzył w dal ,sprawiał wrażenie jakby w ogule go nie słyszał. poprawił tylko kuszę i dalej  nie odwracając się rzekł.
       - Turegor,  ten sam który oprócz Alerica chciał twojej śmierci za medalion i Selenę. Chyba o tobie nie zapomniał.
       - Skąd to wiesz?
       - Popatrz za bramę, zaraz sam sie dowiesz...
       Ale jedna rzecz jeszcze nie dawała mu spokoju, skoro tamci zdołali rozbić obozowisko, i przybyli w tak pokaźnej liczbie to jak to możliwe że nikt z nich ich wcześniej nie dostrzegł? Wyraził swoje wątpliwości na głos, a wciąż nieobecnym wzrokiem Kris odparł.
       - Sam sie zastanawiam, wczoraj nic prawie nie piłem, ale i też wartownicy jak i ja sam niczego nie dostrzegliśmy w mroku. Żadnej pochodni, żadnego dźwięku. Taka armia nie może się poruszać bezszelestnie. W dodatku nordowie na każdą większą czy mniejszą wyprawę idą przy dźwiękach bębnów i wzniosłych pieśni. Coś mi tu cholernie nie gra...
       Gdy doszli do bramy z której mogli zobaczyć idącego na przodzie Turegora , wątpliwości tylko przybyło. Lord szedł w towarzystwie kilku wojowników z włócznią na której zatknięto kawałek białej szmaty. Ale nie to było dziwne, ale dziwny, niemal mimowolny pochód. I ta cisza, owszem ognisk było mnóstwo ale przy nich nie było ani jednego człowieka. Może po prostu szykowali sie do rychłego ataku? A jeśli tak to co powstawało za obozowiskiem? Wcześniej Vord zakładał że to pewnie wieża oblężnicza, ale teraz ani trochę ta konstrukcja jej nie przypominała. Całość miała kształt stożka, cholernie wysokiego stożka, przywodzącego na myśl ogromny stos .Czyżby jakaś forma sygnału czy coś w tym guście?
       Na murach teraz tylko szeptano, butność z jaką każdy wbiegł na mury momentalnie ustępowała strachowi lub też bardziej niepewności. Hreth pojawił się obok nich ,nie uśmiechał się tylko tępo lustrował otoczenie. Widać było że walczył z myślami. Livmer także teraz dołączył do nich i spoglądał ukradkiem to na przeciwnika to na Hretha. Ci dwaj cały czas coś zatajali, mieli jakieś dziwne tajemnice z którymi nie chcieli sie dzielić. Ale cholera, teraz chyba każdy z nich był po tej samej stronie barykady. Uwięziony i ciągle atakowany. Nie było więc miejsca na takie przedstawienia.
       - Hreth,  powiedz mi co się dzieje ,dlaczego ciągle jestem tym który nic nie wie i któremu mało się mówi? Albo w końcu to wydusisz albo możesz być pewien że stanę się mniej ochoczy do pomocy. Ja chcę wiedzieć!
       - Vord -wycharczał przez zęby - Jak zaczniesz być taki wścibski to nie zawaham sie ciebie zabić. Uwierz ,wielu moich kompanów zginęło gdy zaczęli szukać. To że jesteśmy teraz razem nie znaczy że mam cie niańczyć i o wszystkim mówić. Jesteś tak naprawdę małym i zagubionych chłopcem który myśli że miecz czyni go wojownikiem. Te sprawy cie przerastają.
       Już mu ktoś tak kiedyś powiedział, chyba nawet Kris. Czy każdy traktował go jako tło tego świata? Bezczelny głupiec, nie okazywał żadnego zrozumienia. Był dowódcą z tego typu co potrafią tylko pomiatać żołnierzami. Livmer otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć ale przeszywający wzrok Hretha skutecznie go zniechęcił. Tymczasem Turegor był prawie przy bramie....



       Pokonali już kilka mil od wczesnego ranka, Kerteba jechał na przodzie i ciągle wypatrywał jakiegokolwiek oznaku zasadzki lub zagrożenia. Wiatr cicho zawodził poruszając koronami drzew. Świat jakby całkiem zamarł, widok ten był równie piękny i mistyczny co nad wyraz dziwny. Tervil odkąd postawił stopę w tej krainie nie widział i nie słyszał ani jednego ptaka. Ostatni raz miesiąc temu widzieli jedna sarnę która majestatycznie spoglądała na nich. Czuć było od zwierzęcia strach i panikę, czuło prawdopodobnie tą ciężką atmosferę jaka teraz panowała. Obraz zamordowanych rybaków nad rzeką co rusz mącił mu w umyśle. Ci ludzie zostali zaatakowani w czasie gdy łowili ryby, może chcieli wykarmić rodziny? Pola zboża były całkowicie zniszczone. Zbiory w tym roku nie mogły być owocne, będzie cudem jak choćby małą część ludzie zbiorą z pul. A to o wiele za mało. I szczerze można było wątpić aby lokalni władcy coś uszczknęli swoim poddanym. Żywność była teraz droższa od złota czy srebra. Swoją drogą cesarskim także powoli zaczynało ubywać jedzenia. Mieli jeszcze po kilka chlebów "Arsini", ale na długo nie wystarczą. Zaczynał sie zastanawiać czy dobrze postąpili karmiąc mieszkańców jednej z licznych tutaj wiosek. Ale widok małych ,umorusanych dzieci zmusił go do tego. Małe niewinne stworzenia, którym przyszło walczyć o przetrwanie w Carladii. Ich nie można było winić, winę ponosili wielcy tego świata. Królowie i władcy, świadomie lub nie, sami się o to prosili. Wielka przepowiednia się sprawdzała. Może gdyby zostawić im w bardziej oczywistym miejscu wskazówki...Ale i to pewnie było by tylko zapalnikiem aby odkryć prawdę.
       Z wielu raportów jakie otrzymywał w tym czasie wynikało że najbardziej cierpią Khergici, na tamtych terenach wpływ "Uśpionego" był największy. W czasie ostatniej wielkiej wojny-a raczej masakry- nie było tak otwartego i jawnego działania. Wcześniej odbywało się to w cieniu, za plecami i pokątnie. Teraz zanosiło sie na to że dawne...
       - Tervil -  znienacka pojawił sie obok Kerteba - Dzień, no może dwa będziemy w mieście o  nazwie Uxhal. Jak dobrze pójdzie to wszystkie kamienie znajdą się w naszych rękach. Ale martwi mnie jedno...
       - Tak?
       Przyjaciel wziął głęboki oddech i oglądnął się w tył.
       - Czy roztropnie było zostawiać ich przy krypcie? A co jak odkopią wejście?
       - Jest tam kilka zabezpieczeń, poza tym nie znamy położenia ostatniego kamienia. Zakładam że nadal jest tam gdzie powinien. Tego ostatniego łatwo nie wydobędą. A przynajmniej nie zdążą nim my się tam nie pojawimy.
       Na moment uderzyła go fala kilku wspomnień na raz, oczy zaszły mu mgłą i spadł z konia. Odgłosy towarzyszy słyszał niewyraźnie ,cały świat zaczął diabelnie szybko kręcić się wokół niego. Oczyma wyobraźni ujrzał ruiny zamku w której jest krypta. Ciemność szczelnym kręgiem otoczyła zamek, w środku garstka ludzi u których z każdą minutą ubywało odwagi. Ciemność była przyciągana do krypty. Skierował wzrok w stronę krypty...gdyby mógł krzyknął by. Z zawalonego wejścia ujrzał zamazaną postać, wysoką i majestatyczną. Nie ulegało wątpliwości kto to był. Nie był materialny, ale i też niewiele brakuje. W tedy ich wzrok się spotkał. Postać wydała z siebie ryk wściekłości. Tak nienawistny i rządny zemsty że Tervil mógł tylko patrzyć nań jak zahipnotyzowany. Zapomniany i jedyny władca...Nurvel...
       W końcu wizja ustąpiła, nad nim Kerteba wraz z ludźmi polewali go wodą i próbowali przywrócić go do świadomości.
       - Ale mnie wystraszyłeś Tervil, co się stało??
       Nie mógł tego opisać, musiał działać, szybko i natychmiast. On...On wysłał Xevirle aby go uwolniły!
       - Zawracamy do krypty, natychmiast,szykować się do ciężkiej walki!
       Ludzie popatrzyli po sobie niepewni czy aby ich pan nadal nie majaczy. Po chwili pomogli mu wstać na nogi i wsiąść na kona. Bez słowa galopem ruszyli do ruin. Czy zdążą? Jak dobrze pójdzie to dojadą do ruin wieczorem. Zaczynał wątpić czy ta garstka ludzi zdoła się do tego czasu utrzymać.





       Trójka swadian już kilka godzin siedziała w pałacu, Plais siedział na wielkim fotelu Delinarda. Nie mógł uwierzyć w to co stało się przedtem...
       Weszli do wielkiego holu ,szambelan służalczo oznajmił że hrabia Delinard jest w sali audiencyjnej. Ruszyli w tamtym kierunku, po drodze mijali rzeźby przedstawiające wielkich wojowników, nawet było popiersie Harlausa. Na kilku postumentach brakowało rzeźb, pewnie Delinardowi zaczynało brakować denarów i zaczął sprzedawać swój dobytek. Przed głównym wejściem stało dwoje strażników. Jeden praktycznie usypiał ale gdy zobaczył gości otworzył wrota i wpuścił ich do środka zamykając za nimi drzwi. Dziwne że nie kazał broni zostawić przed wejściem jako każe zwyczaj.
       W środku było cicho, Delinard siedział odwrócony do nich plecami przed kominkiem w którym ostanie drwa się dopalały. Hektor nerwowo oblizał wargi, trząsł się nie mniej niż on sam. Rob stanął przy wrotach przewracając oczami naokoło. Plais przełknął ślinę i  rzekł idąc w stronę lorda.
       - Delinard, mam dla ciebie przykrą wiadomość, mógłbyś chociaż się odwrócić jak do ciebie mówię!
       Tamten ani drgnął, zupełnie jak dawniej, zawsze zachowywał się jakby był kimś wielkim. No cóż, zaraz zacznie gadać. W tedy Hektor delikatnie trącił go łokciem gestem głowy pokazując plamę krwi na podłodze pod lordem. W cieniu coś sie poruszyło, na szczura było za wielkie. W tedy Plais dostrzegł. Tam leżał związany i zakneblowany mężczyzna, szamotał się próbując wyswobodzić się z więzów.
       Plais stłamsił w sobie strach i podszedł do Delinarda, gdy ujrzał jego twarz...cicho jęknął i upadł na podłogę. Hektor zaklął szpetnie i cały pobladł. Hrabia Delinard nie żył, z piersi wystawało mu kilka bełtów, palce u rąk mu połamano. Musiał być długo mordowany nim umarł, na jego kolanach leżał kawałek pergaminu. Drżącymi rękoma Plais go wziął i zaczął czytać, ciągle zakrywając usta.
       "Oto Plaisie twoje zadanie na teraz. Zapewne zastanawiasz się kto tego głupca przed tobą zamordował. Odpowiedz leży w kącie przy szafie. A teraz skup się. Weszliście do sali i zobaczyliście jak ten człowiek zabija lorda. Niestety samego Delinarda nie udało sie wam uratować ale mogliście zabić morderce nim ten ucieknie. Wszedł oknem po lewej od komina, wlazł przez stodołe, z okiennicy zwisa lina z hakiem po której tu wszedł. Wykorzystaj swój status i zrób to co należy do ciebie. Umocnij swoje wpływy. W odpowiednim czasie zwrócimy się do ciebie abyś się odwdzięczył. Pamiętaj też że dwór jest pełen naszych szpiegów i będziemy znali każdy twój ruch. Członkowie gildii i rajcy są przekupieni, nikt nie odmówi ci prawa objęcia miasta. Powodzenia. Troskliwy opiekun".
       Szybko zmiął list i schował go za pas. Hektor i Rob tępo spoglądali na niego.
       - I co teraz?? Zabiją nas wszystkich jak tylko tu straż wpadnie. Łamanie kołem nas czeka!
       - Zamknij sie Hektor! -Plais zniżył nieco ton głosu- Zabijcie tamtego człowieka .Poharatacie sie przy tym,żeby tona walkę wyglądało. To jest morderca.
       Towarzysze niechętnie podeszli do związanego człowieka, Rob błagalnym wzrokiem spojrzał na Plaisa.
       - Głupcy, róbcie co wam każę. Jak tego nie zrobimy to i tak ci drudzy nas zabiją. Niedługo każdego z was czeka nagroda, wszystko dla dobra Swadii.
       Rob zacisnął pięści i podszedł do lorda, spojrzał raz jeszcze na denata , w kącikach oczu pojawiły się łzy.
       - Ty...ty...Delinard był jednym z lepszych lordów. Dbał nie tylko o dwór czy miasto, dbał o poddanych. To był tak samo twój przyjaciel. Ile jesteś w stanie poświęcić żeby tylko zdobyć władze? Na rozum ci poszło? Szczam na to że jesteś baronem, w dupie to mam. Dla mnie, jak i większości ludzi w tym królestwie jesteś gnidą i zadufanym w sobie snobem!
       Cóż za chamstwo, Plais szybko uderzył go w twarz, tamten runął na podłogę. Szybko usiadł na nim i wyciągnął sztylet za cholewy buta, przystawiając mu go do gardła cicho powiedział.
       - Uważaj na słowa, siedzimy wszyscy w jednym szambie, teraz wyglądasz jakbyś faktycznie walczył z mordercą. Zachowaj swoje nic nie warte uwagi dla siebie. Dobrze?
       Rob po chwili z wciąż rozszerzonymi oczami ze strachu przytaknął. Hektor stał patrząc na to co przed chwilą się stało, Plaisowi wydawało się że usłyszał ciche "Skurwysyn".
       - A ty co tak patrzysz?? Zabij go w końcu!
       Gdy związany człowiek był już martwy, Plais czuł jak przybyło mu pewności siebie i odwagi. Perspektywa rządzenia miastem a potem i całym królestwem była tym czym dla dziwki pieniądz. Niefortunne porównanie ale szczerze miał to teraz gdzieś.Był kimś....
       Teraz siedział w fotelu w którym niedawno zasiadał Delinard i dumał co dalej. Niebawem rajcy ogłoszą go prawowitym władcą miasta. A potem co dalej? No cóż ,trzeba by odnaleźć tą gołąbeczkę Isoldę, z jego nowymi przyjaciółmi ślub to tylko formalność. Ucieszył się w myślach na samą myśl że gdzieś tam daleko Harlaus przewraca sie w mogile z wściekłości. O ile go w ogule pochowano. Może później napisze do jednej osoby by zbadała czy ta świnia i szuja Haringoth jeszcze dycha? Cela tortur bardzo by się ucieszyła goszcząc takiego gościa. O tak, zemsta najlepiej smakuje na chłodno. Bez pośpiechu, czysta rozrywka. Będzie się napawał widokiem cierpienia każdego kto zalazł mu za skórę.
       W tedy do sali weszli rajcy i mistrz gildii...
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline matigeo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1043
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #91 dnia: Lipca 23, 2012, 21:54:17 »
    Co z nowym odcinkiem?

    Offline Rapodegustator

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1334
    • Piwa: -38
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #92 dnia: Lipca 29, 2012, 23:15:18 »
    Podpisuje się pod pytaniem.
    Zeby osiagnac rzeczy trudne potrzeba czasu. Zeby osiagnac rzeczy niemozliwe potrzeba go troche wiecej.

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #93 dnia: Sierpnia 01, 2012, 11:25:28 »
    Ciąg dalszy rozdziału 3.



       Turegor nie paktował, po tym jak kilka godzin temu sam sobie poderżnął gardło dzika wataha przeciwnika uderzała raz za razem. Rozbijali sie o mury niczym fale morza uderzające o skalisty brzeg. Brama trzeszczała od ciągłego walenia w nią toporami. Przeciwnik nie był bystry i geniuszem taktycznym nie powalał. Nadrabiał to jednak dziką furią i nadludzką odwagą. Nordowie nie byli już zwykłymi ludźmi jak wcześniej sądzono. Byli tak samo przepełnieni rządzą mordu jak dotychczasowi szaleńcy jakich napotykali. Vaegirowie, nordowie, swadianie, wszyscy walczyli zawzięcie o każdy cal murów. Coraz częściej słychać było paniczne wołanie o strzały bądź bełty. Z tyłu płonęła jedna chata, przeciwnik miotał pochodniami za mury zupełnie niepomny ze to raczej marny środek do zmiękczenia wroga. Jednak śmierdzący dym skutecznie utrudniał oddychanie jak i patrzenie. Oczy łzawiły, nikt by nie był zdziwiony gdyby sie okazało że to nie do końca same pochodnie.
       Vord wystrzelił przedostatniego bełta trafiając szalejącego na dole mężczyznę w kark. Ten padł i niezgrabnie próbował sie podnieść, został dosłownie stratowany przez nacierających z tyłu nordów. Ze zgrozą Vord dostrzegł jak kilku atakujących z nadludzką siłą wbija ciężkie topory w mury i powoli próbuje sie wspinać do góry. Skała która pod kilofem nie mogła ustąpić nie mogła się oprzeć tym toporom? Nad nimi poszybował ogromny głaz uderzając w studnie. Na dole rozległ się nadludzki wrzask jakby z tysięcy gardeł i brama z hukiem posypała się w drobne drzazgi posyłając gromadzących sie tam obrońców na ziemie. Hreth splunął i skoczył na dół zabierając ze sobą połowe obstawy flanek. Vord zrobił to samo. Nim otrzepał się z kurzu już musiał parować pierwszy atak, podciął szybko norda i przebił mu tchawice. W całym tym koszmarze pocieszał go fakt że zdążyli zatrzymać ich w wąskim przejściu bramy.
       Cóż z tego jak wróg napierał z okrutną siłą, zdawało się że nie chodzi im o samo wyrznięcie obrońców lecz aby dostać się do środka. Walczył teraz ramię w ramie z Hrethem i wojem norskim,  tylko tylu na raz mogło się z mieścić w bramie. Za nimi żołnierze pchali znad głów rohatynami i włóczniami. Odciążając nieco walczących na przedzie. W trakcie gdy walczył o swoje życie przez chwilę zdawało mu się że za morzem atakujących coś brutalnie prze do przodu, powietrze wypełniał strach oraz coraz głośniejszy ryk...



       Mistrz gildii wręczył w końcu Plaisowi upragniony dokument i nałożył mu na szyje złoty naszyjnik z zetkniętym na nim herbem miasta. Rajcowie przez kolejną godzinę opisywali stan miasta i Swadii. Baron mógłby przysiąc że kilku z nich niechętnie to robi, mimo tego że w liście dostał zapewnienie o ich lojalności.
       Teraz musiał rozwiązać pierwszy spór, przed nim dwóch wyglądających na idiotów w szlacheckich strojach mężczyzn stało. Doradca przeczytał na głos akt oskarżenia przeciw jednemu z nich. Baron wiercił się na fotelu, szczerze miał to głęboko gdzieś o co im chodzi. A jeszcze bardziej nie chciało mu się tu mitrężyć czasu na takie błahostki. Czekały go większe czyny. Strata czasu przez tych obwiesi doprowadzała go powoli do szewskiej pasji.
       - Baronie Plaisie - rzekł gruby szlachcic z licznymi pryszczami - Nie podobna by Farhel z rodu Karbelfe mógł korzystać na własność z połowy stajni przeznaczonej memu rodowi. Przeto liczę na prawy osąd.
       Służalczo skłonił się ,chociaż z takim brzuchem mógł to być dla niego iście heroiczny wyczyn ,godny bohaterów. Drugi  z nich spojrzał na grubego z grymasem uśmiechu na twarzy i ponownie spojrzał na barona.
       - Ten...człowiek żywnie kłamie, mam ja na stanie papiery potwierdzające że stajnia należy się mej rodzinie. Nie wiem jakim prawem on domaga się abym dobrowolnie oddał mu to co moje.
       Plais schował twarz w dłoniach, z utęsknieniem pragnął władzy. Ale zapomniał że jest i druga strona medalu, ta gorsza i najmniej przyjemna. Nie mógł na dodatek się dobrze skupić bo obaj zaczęli się kłócić, co rusz któryś powoływał się na jakieś wyssane z palca prawa. Baron uderzył pięścią w podłokietnik, swoją drogą za mocno , bo poczuł cholerny ból. Spojrzał na zdziwionych szlachciców i rzekł najspokojniej jak mógł.
       - Mam osąd, moje słowo jest święte w tym mieście, więc słuchać uważnie. Żaden z was nie będzie mieć stajni, niezwłocznie każę ją spalić. I po problemie!
       Rozległa się wrzawa i słowa oburzenia, strażnicy powstrzymali obu przed wtargnięciem w stronę Plaisa. Ten uśmiechnął się tylko i gestem nakazał ciszę. Wstał , wyprostował się i rzekł.
       - Ah, bym zapomniał, czyż to nie dalej jak jutro należy uiścić podatek? Wam obu podwajam go!
       - Jak to??! - błagalnie odparł gruby - Już teraz płacimy zbyt wysokie podatki! Pięćset denarów miesięcznie, teraz mamy płacić tysiąc? Nie zapłacę tyle!
       - Zgadzam się z nim - rzekł drugi-  Ani denara więcej, nie może baron tak robić, chłopstwo pomrze z głodu gdy i my będziemy musieli podnieść im pańszczyznę!
       - A co mnie to obchodzi? Delinard, niechaj ziemia mu lekką będzie, robił źle obniżając wam podatki. I co z tego wynikło? Miasto ledwie się trzyma, ale o nie, ja przywrócę mu lata świetności. Won  mi  stąd!
       Z pomocą straży krzykacze w końcu opuścili sale audiencyjną. Skrybowie oraz doradcy patrzyli na niego ze zdziwieniem, ale żaden z nich nie ośmielił się przemówić. Plais energicznie wstał podszedł do nadal piszącego skryby i wyrwał kilka stron, ten z lękiem spojrzał na niego.
       - Tu nie ma nic do zapisywania, zrozumiano?
       Skryba pokiwał twierdząco głową, baron udał się do swojej komnaty, czas wysłać list...
       


       Był już wieczór, gwiazd jak zawsze od jakiegoś czasu nie było widać. Skryły sie za całunem ciemności, z utęsknieniem chciały by spojrzeć na ziemie pod nimi. Panowała absolutna cisza nie licząc odgłosów kopyt, dziesiątki jeźdźców w połyskujących zbrojach gnało w stronę łuny pożaru.
       Tervil miał w głowie tylko jedną myśl, by na czas zdążyć z odsieczą. Po części winił siebie za to że ci biedni obrońcy musieli sami walczyć. A teraz za pewne nikt  z nich nie żył. Przebudzony za wszelką cenę chciał w końcu wyjść na wolność a co za tym idzie musiał posłać znaczna liczbę popleczników. Wiedział że ruin Tehlrog pilnuję mała garstka ludzi. Ludzi którymi gardził i całkowicie nie wierzył w ich siłę. Musiał też wiedzieć że Cesarscy są w Carladi. Czas okrutnie im nie sprzyjał, ponaglił rumaka do jeszcze większego wysiłku. Normalne konie dawno by padły po tak zabójczym tempie i w dodatku z nałożonym kropierzem.
       Wtedy z lewej z lasu dojrzał poruszenie, Kerteba też to zauważył, wydał szybkie rozkazy i połowa ludzi skierowała się w tamtą stronę. Rozległo się zawodzenie jakby z tysięcy udręczonych dusz. I w tedy właśnie rozpoznali z kim mają do czynienia. Xevirle! Ich pan wiedział co chcą zrobić i chciał za wszelką cene im to uniemożliwić. Potężnie zbudowane humanoidalne istoty. Swoista hybryda człowieka. Był rosły na dwa metry, miał dwoje oczu, całkowicie zamglonych , każdy był całkowicie łysy, w miejscu gdzie powinien być nos miały tylko dwie dziury. Na myśl przywodziło to pysk nietoperza. Mimo umięśnienia skórę miały tak cienką że doskonale było widać każdą żyłę, niemal sine ciało. Czy tak ostatnio wyglądali? Przebudzony lubił się tak bawić kosztem ludzkiego strachu. Przyoblekłszy ich w formę jakiej najbardziej by się bali tutejsi ludzie. Każdy dzierżył potężne miecze i topory, kilku miało dwakroć większe od siebie łuki. Tak zwane "latające kosiarze".
       Zaryzykował spojrzenie w tył raz jeszcze i sie przeraził. Kerteba rozpoczął potężną szarże, ludzie ze śpiewem na ustach nacierali. Wtedy potężne strzały zrzuciły kilku na ziemie. Część przybijając do ziemi. Kilku się podniosło i kontynuowało natarcie. Rozległ się trzask łamanych lanc, ryki poczwar oraz krzyki ludzi. Oby Kerteba sobie poradził z nimi. Bo jeśli tutaj zaatakowały ich w takiej liczbie to co się dzieje w ruinach??
       Niecała dwudziestka rycerzy pognała z Tervilem na czele przez polanę. Zamek rósł w oczach, a wraz z nim rosły ...odgłosy walki. Czyli obrońcy nadal się trzymali? Zadziwiające, nie wierzył że mogą tak długo sie bronić.
       - Panowie, ci ludzie przelewają krew. Teraz musimy z całych sił postarać się przepędzić wroga. Pamiętajcie, każdy z nas jest synem cesarskim, do boju!
       Rozpoczęło się natarcie, zastępy nordów ,już przemienionych, zwróciły swój wzrok na nowego wroga. Pierwsze szeregi zostały na miejscu zmasakrowane. Powoli jednak impet szarży malał...


       Po tym jak istny koszmar wpadł na obrońców sprawy szły w gorszym kierunku. Zostali zepchnięci w tył, walka na murach przypominała teraz osaczonego przez wilki jelonka. Hreth z nadludzką siłą powalił w końcu dziwnego przeciwnika. Krwawił jednak z tuzina ran i ledwo trzymał sie na nogach. Vord przeciął przeciwnika i sparował kolejny cios topora. Tym razem zdrętwiała dłoń nie wytrzymała i upuściła miecz. Szaleniec powtórzył atak i młodzian musiał wykonać unik wpadając na kolejnego przeciwnika. Szaleniec z rykiem zdzielił go w twarz z pięści. Vord przyklęknął, wtedy Kris zabijając swojego przeciwnika wpadł między niego a poczwary, siekł dwoma mieczami i pomógł mu sie podnieść. Nic nie mówił jak zwykle miał to w zwyczaju, dyszał ciężko , na prawe oko nic nie widział, krew z czoła całkowicie je zalewała. Najemnik podniósł miecz i uderzył w kolejnego, był nim starzec bez zębów i z wielkim garbem. Cholera, pomyślał, nie ma szans żeby wyjść z tego cało. Po lewej na murach usłyszał przez moment krzyk przerażenia Elissy. Spojrzał w tamtą stronę i zobaczył jak kobieta została powalona przez tłustego norda. Zaklął głośno i zaczął przebijać się w tamtą stronę.
       - Vord!!! - ryknął Hreth - Trzymaj szyk do cholery co ty robisz?!
       Zignorował go i w końcu dopadł do schodów, kolejny krzyk kobiety, usłyszał nad sobą potężne uderzenie i spojrzał w górę. W odpowiednim momencie, chwycił w locie spadającą najemniczkę. Spojrzała na niego i lekko sie uśmiechnęła.
       - Mówiłeś mi kiedyś...że przyjdzie czas że zapragnę twojej pomocy...udało ci się.
       Położył ją na ziemi i poczuł coś ciepłego na dłoniach. To była krew, z brzucha kobiety wylewały się wnętrzności. Nachylił się nad nią niepomny szalejącej wokół walki.
       -Wyjdziesz z tego Elissa...słyszysz??
       Pokiwała przecząco głową, spojrzała oczami  coraz bardziej mętnymi.
       - Dziękuję ci Vordzie...teraz jest mi dobrze, przy tobie jestem bezpieczna. Chwilkę odsapnę, obudź mnie jak będzie po wszystkim...
       Otrzymał bolesne kopnięcie w żebra i upadł na ziemie. Nad nim stał ten sam tłusty szaleniec, z rykiem zamachnął się ogromnym berdyszem. Vord przeturlał sie na bok i uderzył z wrzaskiem na niego. Atakował tak szybko i zawzięcie że tamten nie był w stanie sie bronić. Po prostu przyjmował na siebie kolejne dzikie cięcia. W końcu gdy wydawało się chłopakowi że nord padnie, ten rzucił sie na niego i chwycił za gardło. Z lekkością podniósł go do góry z głupowatym wyrazem twarzy. Zaczynał się dusić, siekł coraz słabiej w rękę która go trzymała, bez skutku. On nie czuł bólu, czy tak właśnie ma zginąć? Zaduszony na śmierć? Resztką woli i siły kopnął go w krocze, ku jego zdumieniu bez efektu. W tedy rozległ się świst i bełt wbił się w głowę napastnika. Po chwili oboje upadli na ziemie. Spojrzał do góry masując gardło i łapczywie łykając powietrze. To Kerwin, wyłapał wzrokiem Elissę i szybko zbiegł na dół zabijając po drodze zastępującego mu drogę norda.
       Kerwin spojrzał na niego a potem uklęknął przy kobiecie. Próbował ją budzić, klepał delikatnie po twarzy...ujął jej dłonie i po chwili zaczął cicho łkać. Elissa nie żyła, Vord podszedł do najemnika i poklepał go po ramieniu, nie powiedział nic, bo cóż niby miał mówić. Powoli do niego docierało co się przed chwilą stało.
       - Skurwysyny zapłacą mi za to! -  wycharczał kerwin - Każdy co do jednego!
       Po tych słowach ucałował w czoło najemniczkę i z rykiem rzucił się w mase wroga, Vord ruszył za nim. Gdy zabijał przed oczami miał obraz niedawnej uczty, śmiech i spojrzenia Elissy, przypominał sobie jaki miała charakter. A teraz od tak...zginęła. W pewnym momencie Kerwin zwalił się z nóg jak długi, w nodze tkwił mu topór do rzucania. Najemnik nie dawał jednak za wygraną, osłaniając się jego ukochaną kuszą siekł mieczem. Vord z trudem stanął przed nim i przyjmował na siebie wściekle ataki. Jeśli ma umrzeć w tak beznadziejnej sytuacji, zrobi to ale ginąc za kogoś. Za przyjaciół, postawi na szalę swoje życie. Dla każdego z nich bez wyjątku. Vaegirski wojownik obok pokiwał w jego stronę głową w uznaniu. I rąbał potężną szablą nacierających przeciwników. Vord wiedział że ich dni są policzone, zabierze jak najwięcej tych cholernych nordów ze sobą.


       


    ..."Lękajcie się mnie albowiem sprawię że wasze życie zamieni się w koszmar. Noworodki zaczną umierać, zwierzęta chorować. Pogoda będzie groźna i nieprzewidywalna, brat bratu wrogiem.Nadchodzi kres Carladii,kres wszystkiego co wam znane,tak było od zawsze,i teraz też tak się stanie.Nic was nie ochroni,już niedługo przyjdę po was wszystkich...."

    Fragment przepowiedni "Dni Mroku" Tom3, ustęp 7, autor nieznany.
    « Ostatnia zmiana: Sierpnia 03, 2012, 09:35:28 wysłana przez Aldred »
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Rapodegustator

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1334
    • Piwa: -38
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #94 dnia: Sierpnia 01, 2012, 17:06:35 »
    Czyżby to było zakończenie? Nie mówię nic, ale jeśli tak, to bardzo niespodziewane. Wszyscy wyrżnięci, Calradia nieocalona, wszystko stracone... bezsensowna śmierć. Tak przemija chwała tego świata.
    Zeby osiagnac rzeczy trudne potrzeba czasu. Zeby osiagnac rzeczy niemozliwe potrzeba go troche wiecej.

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #95 dnia: Sierpnia 01, 2012, 17:51:40 »
    Chyba nie myślisz że cokolwiek na ten temat zdradzę?;)Pamiętaj nic nie trwa wiecznie,z drugiej strony wiara czyni cuda. Pytanie jak będzie w tym przypadku...
    Ja wiem,wielu z Was chciało by widzieć tam rycerzy którzy w pojedynkę gromią setki wrogów(Jak w singlu m&b ,wy vs grabieżcy),ale ja stawiam na brutalną realność,nikt nie jest nad-człowiekiem.Każdy ma wady,cechy,uczucia i plany. A to że dzieje się jak sie dzieje w Carladii...no cóż,od poczatku usilnie to powtarzam,to moja wizja na tę krainę,jej losy,przeszłość,postaci,całą tą tajemniczą otoczkę ukrywającą się przed naszymi oczami gdy gramy. Tak to widzę...
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Rapodegustator

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1334
    • Piwa: -38
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #96 dnia: Sierpnia 01, 2012, 18:33:09 »
    Wiem o tym że nic nie trwa wiecznie. Samochody, pieniądze, dziewczyny, władza. Wszystko minie, prędzej czy później.
    Wielu by chciało, ale to niestety musi być brutalna realistyczność, a nie teletubisie gdzie każdy jest dla siebie miły i jest rozwiązanie.

    Mam jedno pytanie jednak odnośnie tego ostatniego rozdziału: nie zrozumiałem, czy garstka obrońców to byli ci najemnicy i Vaegirzy, czy może Vaegirzy walczyli z Nordami w szturmie?
    Zeby osiagnac rzeczy trudne potrzeba czasu. Zeby osiagnac rzeczy niemozliwe potrzeba go troche wiecej.

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #97 dnia: Sierpnia 01, 2012, 20:13:22 »
    Szturm odpierali najemnicy pod wodzą Hretha ,swadianie(dwudziestka),kilkunastu vaegirów oraz nordów.Oni byli tu wcześniej zostawieni przez Brulle do pilnowania ruin.;)
    « Ostatnia zmiana: Sierpnia 01, 2012, 21:32:36 wysłana przez Aldred »
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Inkaska

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 547
    • Piwa: 11
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #98 dnia: Sierpnia 03, 2012, 08:16:39 »
    Wreszcie przeczytałem całość. Muszę Ci pogratulować talentu. Ta opowieść naprawdę bardzo wciąga, ale za ten BUL...

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #99 dnia: Sierpnia 03, 2012, 09:34:34 »
    Rozdział .4.



       Dwójka postaci w kapturach skrywających twarze szła w mroku nocy przez ulice Halmar. O tej porze nie było nikogo na ulicach, nie licząc patroli straży. Obchodny co rusz zapalał kolejne pochodnie które szybko gasły, gdy ujrzał dwójkę ludzi pośpiesznie zeszedł im z drogi.
       Minęli cmentarz i skierowali sie w stronę magazynów na zboże, oboje zastygli w bez ruchu przy rogu ulicy, po drugiej stronie panowała absolutna cisza. Oboje wiedzieli czego się spodziewać i co mają zrobić. Poprawili szable u pasa i nasłuchiwali. W końcu wyższy z nich szeptem zwrócił sie do towarzysza.
       - Mam nadzieję ze nasi informatorzy nas nie wystawili. Jeśli dzisiaj nie uda nam się rozbić tej szajki przemytników to jutro szybko zwiną się z miasta.
       Drugi z nich nic nie odrzekł tylko obserwował przyległą do magazynów drogę. Wyjął za pasa kartkę i raz jeszcze sprawdzał ilu może ich być.
        - Czytasz to już piaty raz Habbe, mamy efekt zaskoczenia. To tylko przemytnicy, żaden z nich nie zabiłby nawet leżącego człowieka. To będzie dla nas...trening.
        - Lardel do licha wiem o tym. Ale dobrze wiesz że lubię wszystko dokładnie zaplanować. Nie chcę żeby chociaż jedna szuja nam sie wymknęła. Pamiętasz jak w Sunegate uciekł nam jeden złodziej? Przez to że mnie w tedy nie posłuchałeś, już gnoja miałem na celu z kuszy.
        W cieniu wrót do jednego z magazynów pojawiła się postać, na chwile stała w bez ruchu po czym zniknęła za rogiem. Oboje szybko lecz po cichu przebiegli drogę i stanęli za tym właśnie rogiem. Habbe wychylił się po czym zerknął na towarzysza, gestem kazał mu także się wychylić. Wśród licznych skrzyń i beczek dostrzegli dwójkę postaci przygarbionych, potem rozległo sie ciche skrzypienie i trzask. Ludzie dosłownie rozpłynęli się wśród skrzyń.
       -Zamaskowane wejście - wyszeptał Habbe -  Czyli nie mają meliny w magazynie lecz pod nim. Że też akurat ten magazyn musiał być najstarszy w mieście, w tedy budowano piwnice pod nim aby mięso szybko sie nie psuło.
       -I co z tego? Tym lepiej dla nas, tam będzie ciasno, nie wykorzystają przewagi liczebnej. Mówię ci to już setny raz, wpadnijmy tam i zróbmy co trzeba, chciałbym jeszcze dziś coś wypić.
       Cicho skradając się doszli do skrzyń i zaczęli macać grunt ,Habbe w końcu uśmiechnął się pod nosem i chwycił za gruby sznur, lekko szarpnął nim i wśród śmieci ukazała się drewniana klapa.
       Nagle coś za nimi sie poruszyło, ujrzeli jak przez drogę idzie kolejna postać w ich stronę. Czyzby kolejny szmugler?
       - Schowaj się, tego tu musimy złapać żywcem - rzekł Habbe w tym samym czasie kucając za przegniłą beczką.
       Słyszeli coraz wyraźniejsze kroki, kimkolwiek on był niezbyt konspiracyjnie sie zachowywał, był teraz naprzeciwko beczki za którą schował się Habbe.
       - Kto tu jest?-wycharczał przepitym głosem.
       Lardel zrobił to do czego go uczono. Zakradł się do człowieka od tyłu i za całych sił uderzył pałką w tył głowy. Szybko go zakneblowali i związali. Habbe znalazł spękaną mise wypełnioną deszczówką i chlusnął w twarz nieprzytomnego.
       Człowiek się ocknął, jego karnacja mówiła im że nie jest stąd, może rhodok? Habbe przystawił mu nóż do gardła.
       - Jeśli zaczniesz wzywać pomocy zabiję cie. Potrzebujemy informacji a ty ją nam udzielisz, dobrze przyjacielu?
       Nieznajomy przytaknął głową i gdy już mógł mówić, cicho wyszeptał.
       - Kim jesteście?
       - Nieważne - Lardel był wyraźnie zniecierpliwiony, widać było po nim że pragnie w końcu walki. Co jak co ale po dwóch miesiącach śledztwa chyba mu sie należała - Czym handlujecie i dla kogo pracujecie. Śpiewaj wszystko a skończysz tylko w lochach.
       - Myślicie że jak wam powiem to uda wam się znaleźć lidera? On nie wybacza zdrady, nawet w najlepiej strzeżonym lochu mnie zabije. Gówno wam powiem. Śmierć będzie dla mnie najlepszym wyjściem.
       Czyli mają przed sobą zaślepionego typa który bezgranicznie i służalczo wykonuje rozkazy. Ale Habbe wiedział że każdego da się złamać. Nie było człowieka który zniósł by "proces pozyskiwania informacji", co też zakneblowali go spowrotem i wrzucili za mały kamienny murek obok, Habbe zadbał o to aby dodatkowo przywiązać go do uschniętego ale bardzo grubego drzewa. Na wypadek gdyby ptaszek chciał im odfrunąć w czasie gdy oni będą zajmowali sie jego kolegami na dole.
       Upewniwszy się że są sami otworzyli powoli klapę, przed nimi widniała dziura ciemności, na dół prowadziły stare schody. Oboje bez słowa zeszli na dół zamykając wejście. Lardel wyjął za pasa małą kłódkę i łańcuch, szybko zaryglował wyjście. Albo oni wyjdą  stąd albo tamci, tylko jedna strona zwycięży.
       Ku zdumieniu obu mężczyzn schody ciągle prowadziły na dół, mimo coraz większego chłodu kropelki potu pojawiły sie na karkach. Każda akcja, mniejsza czy większa niosła ze sobą pewną dozę ryzyka. Na każdą szli ze świadomością że to może być ta ostatnia. Jak do tej pory z każdej wychodzili cało. Przez dziesięć lat służby jako tajny wywiad Wielkiego Hana nie raz mogli zginąć, niejednokrotnie ocierali sie o śmierć. Często śmiejąc jej się w twarz. Byli weteranami jeśli chodzi o ciche akcje. Jednak od roku coraz częściej nie mogli dokończyć powierzonych im zadań. Do tej pory nie rozwikłali zagadki masowych zaginięć w Halmar. I ostatnie dwie misje ...Habbe wolał sobie teraz ich nie rozpamiętywać. Fakt jednak że na samą myśl o tym co w tedy widzieli napawał go lękiem. Człowieka który przecież widział wszystko, gwałty, zabójstwa, morderstwa całej rodziny, szpiegów innych królestw, tajne stowarzyszenia działające na szkodę Khanatu i nie tylko.
       Odrzucił precz te myśli, schody stawały się coraz bardziej zdradliwe, były wytarte przez czas, śliskie i niebezpieczne. Jakby zapraszały gości, chodźcie i połamcie sobie nogi. Na dole przez moment odbił się echem jakiś głos. Jednak był bardzo zniekształcony i nie do końca było pewnym czy to na pewno głos człowieka. Może belki tak pracowały i trzeszczały . Pod ziemią człowiek zaczyna wszytko odczuwać inaczej. Wzrok był upośledzony, teraz dotyk i słuch był przewodnikiem.
       Po długim i mozolnym schodzeniu stanęli na pewnym gruncie, faktycznie to była niegdyś piwnica, na ile mogli dojrzeć widzieli zniszczone i dawno porzucone skrzynie oraz beczki, po prawej leżał rozwalony wózek transportowy, z tego magazynu od lat już nie korzystano. Aż dziwne że władze nie zamknęły go całkowicie, czyżby dobrowolnie zgadzali się aby ktoś tu mógł mieszkać lub się ukrywać? Po pewnym czasie byli w kropce, doszli do końca piwnicy a nie napotkali nikogo. Gdyby tu byli czekając na atak z zasadzki to Habbe by to wyczuł. Tu nikogo nie było, ale jak to u licha możliwe? Przecież oboje widzieli jak ci ludzie tu wchodzili.
       - Może gdzieś jest inny korytarz?
       Błyskotliwy Jardel, był z nim od samego poczatku i znał go bardzo dobrze ale mimo to czasem nie mógł pojąć jakim cudem on przeszedł szkolenie.
       - Gdybyś czytał więcej i oglądał plany miasta oraz zabudowań to byś wiedział że pod magazynem znajduje się tylko jedno pomieszczenie. Nie ma budowniczego który odważyłby się na większą piwnice. To zbyt ryzykowne.
       Jardel zamruczał coś pod nosem i oparł się o belkę, w tedy coś zatrzeszczało i towarzysz zniknął w czarnej dziurze. Habbe zdumiony nieco podszedł tam i dopiero teraz zrozumiał, towarzysz przypadkiem odkrył tajne wejście. Mina leżącego musiała być teraz zaiste głupkowata. Pomógł mu wstać nie ukrywając rozbawienia tą sytuacją.
       - Gratuluję, odkryłeś sprytnie zamaskowane przejście. Masz nosa Jardel.
       -Nie kpij,l epiej szykuj się na kolejne zejście...
       Habbe minął go i spojrzał nachylając się przy gruncie. Faktycznie,przejście prowadziło na dół, schody jednak były tu niemal jak nowe. Ale jakim cudem? Przecież to niemożliwe, uważnie czytał plany budynku, nie było tam nic o kolejnym przejściu. Przemytnicy byli za głupi aby sami wykonali taką profesjonalną robotę. Znał wielu inżynierów i dałby sobie rękę uciąć że nikt nie byłby w stanie wykonać czegoś takiego. Co oni ukrywali do licha? Dlaczego zwykli złodzieje ukrywali się tak głęboko pod miastem. Co oni tam chowali? Szykowała się naprawdę nieciekawa robota, a co za tym idzie podwyżka. Zaczął się zastanawiać czy nie rozsądniej było by wrócić i wezwać do pomocy straży. Zabezpieczyli by piwnice a reszta zeszła by na dół. Z drugiej strony niechybnie stracili by dużo czasu a i ich szczury uciekły by i pewnie nigdy tu nie wracając.
       - Co robimy Habbe? Mam coraz bardziej złe przeczucia, wdepnęliśmy w większe gówno niż na początku myśleliśmy.
       - Wiem wiem, ale musimy tam zejść, jak nie my to kto? Zobaczymy co tam mają, jak stwierdzę że nie podołamy temu sami to wrócimy i wezwiemy straż.
       Towarzysz przełknął głośno ślinę, bał się na pewno,  ale nie chciał tego zbytnio okazywać. Strugał zawsze bohatera, to teraz miał iście heroiczne zadanie. Habbe przysiągł sobie że jak będzie po wszystkim to jak nie pije to tym razem schleje się jak świnia. A dzieciom kupi kosz zabawek sprowadzanych z północy. A potem, z tydzień wolnego. Ostatnio za dużo pracowali, ani raz się nie skarżąc na to jaka mają ciężką prace. Tym razem będzie musiał, za dużo tego.
       Zaczeli powoli schodzić na dół wodząc palcami po ścianach. Przez moment poczuł wibracje jakby cały korytarz się zatrząsł. Za nim po cichu wyraził te same zmartwienie Jardel. Cholerni przemytnicy, co kolejna grupa to jeszcze zmyślniejsze kryjówki. A on musiał łazić w ciemności tylko po to aby ich aresztować, w ostateczności zabić.
       Po długim czasie schody się skończyły i znaleźli się w szerokim korytarzu prowadzącym na wprost. Było tu diabelnie zimno, przed sobą coraz częściej słyszeli odgłosy jakiejś pracy. Jak walenie młotem w ścianę, czyżby próbowali jakiegoś podkopu ?. W swojej karierze tylko raz zetknął sie z sytuacją gdy pewien chłop przez dwa lata kopał podkop pod zamkiem Uhhun, dostał się do piwniczki lorda i wykradł mu co do jednej butelczyny wina. Było o tym głośno, mieli go stracić ale przygarnął go niejaki Artimener mówiąc że ma zadatki na dobrego inżyniera. Może trafili teraz na bandę Artimenerów?
       Jardel trącił go łokciem, pod ścianą leżała jakaś postać. Cicho podeszli i Habbe prawie jęknął na głos, to był lansjer z lordowskimi insygniami, straż przyboczna tutaj? Ale jak? Zapowiadało się coraz ciekawiej, Jardel dobrze powiedział, wdepneli w ogromne gówno...


    CDN...
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Jan Zamoyski

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 47
    • Piwa: 0
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #100 dnia: Sierpnia 04, 2012, 15:43:45 »
    Całkiem ciekawe opowiadanie niektórym się zdaje że wielcy poeci od tak mieli talent i na momencie zapierniczali ołówkami/klawiszami. Fakt ! czasami zdarzają się wyjątki ale na niektóre prace można czekać tygodniami, miesiącami ba nawet i latami. Sam kiedyś pisałem różne rzeczy na swoim blogu - wiersze, powieści, erotyki oraz artykuły do różnych portali. Lecz z czasem natłok spraw, pracy, biegu ..... wyjazdów za granicę odebrał mi pewien potencjał.

    chcę tylko napisać abyś ćwiczył i ćwiczył a będzie coś fajnego z tego.
    "To mniey boli "

    Florian Szary

    Offline Rapodegustator

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1334
    • Piwa: -38
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #101 dnia: Sierpnia 04, 2012, 15:48:58 »
    Pisał że zajmuje się czymś z tym związanym.
    Zeby osiagnac rzeczy trudne potrzeba czasu. Zeby osiagnac rzeczy niemozliwe potrzeba go troche wiecej.

    Offline Jan Zamoyski

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 47
    • Piwa: 0
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #102 dnia: Sierpnia 04, 2012, 15:50:47 »
    to znakomicie raph
    "To mniey boli "

    Florian Szary

    Offline matigeo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1043
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #103 dnia: Sierpnia 14, 2012, 00:49:28 »
    Nie było mnie 2 tygodnie, a tu nowy odcinek... super!

    Cytuj
    pewien chłop przez dwa lata kopał podkop pod zamkiem Uhhun, dostał się do piwniczki lorda i wykradł mu co do jednej butelczyny wina. Było o tym głośno, mieli go stracić ale przygarnął go niejaki Artimener mówiąc że ma zadatki na dobrego inżyniera. Może trafili teraz na bandę Artimenerów?

    Świetne! Więcej postaci z gry proszę.

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #104 dnia: Sierpnia 18, 2012, 15:51:00 »
    Więcej postaci z gry?To jakich waszym zdaniem było by dobrze ukazać w opowieści?Kogo i dlaczego,i co ona mogła by wnieść do tego świata?
    Pisać mi na PW jak co.Tych których wybiorę ,poinformuję w tym poście,zedytuje go tylko.Tak więc macie chwilę dla siebie gdyż kolejna część już wkrótce;)
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)