Nic na siłe ..sonerze..zamiast Strugackich..polecam Grochole..
To żeś..... lol
@ soner
Eh, bo ty od razu książki kupujesz... wtedy chyba podświadomie się już wymaga nie wiadomo czego, a w każdym razie ja nie lubię jak coś, za co zapłaciłem, nie spełnia jakichś wyimaginowanych wymagań :P Tylko że czemu wymagałem czegoś od, tak właściwie, kota w worku?
Po tej książce miałem pewien niedosyt... ale bardziej mnóstwo refleksji, bo w sumie powieść kończy się dochodząc to podstawowych kwestii i dopisana reszta byłaby nadużyciem autora.
Wcale nie jest napisane, że zginął.
Oni szli do kuli. Trzeba było dwóch ludzi, ponieważ jeden z nich musiał zostać poświęcony anomalii, a stalker od początku o tym wiedział. Przy samej kuli ten młody zbiega, ponieważ nie wiedział co mu grozi, wykrzykując idealistyczne, w ogóle nie przystające do świata hasła, i ginie. Po tym zdarzeniu, widząc straszną śmierć, jak się okazuje, pchanego tylko dobrą wolą młodziana, stalker doznaje wstrząsu. Stary i cyniczny wyga rozlicza swoje życie i robi sobie rachunek sumienia. Szedł do kuli tylko dla siebie, z nadzieją polepszenia swego życia kosztem innych, a tu ktoś młody i niewinny ginie tylko dlatego, że chciał spełnić jakiś całkowicie absurdalny ideał powszechnego szczęścia. I przed obliczem tego niesamowitego czegoś, co ma być wszechmocne, zdaje sobie sprawę jaki jest prymitywny i słaby, że ten cały ludzki świat jest tak mało istotny, i dochodzi do ostatniej konkluzji, mając nadzieję, że jest w nim choć taka mała cząstka dobra, żeby to pomyśleć - o szczęściu dla wszystkich i krzywdzie dla nikogo.
I czy po takim czymś autor mógł jeszcze cokolwiek napisać? :P
EDIT:
Ale tak właściwie to racja, że można było znacznie poszerzyć i rozpisać świat, ludzi tam żyjących, itd. Ale to ma swoje dobre i złe strony... Strugackim takie rozpisywanie się nie było potrzebne do przedstawienia historii głównego bohatera, wtedy ta historia by się gdzieś w tym zgubiła. Poza tym to nie są tacy autorzy, którzy kochają lać wodę jak np. King czy Martin...
W Pikniku jest ciekawy pomysł na universum, no i został rozwinięty... W ogóle wtedy i w tamtym kręgu kulturowym chyba nikt myślał o budowaniu świata, żeby tworzyć jakieś universum...
Tak właściwie to ja nie znam jakichś wielotomowców z państw zza Żelaznej Kurtyny(no teraz to już jest Dukaj, czy ten od Metr 20xx i inni), wszystkie te grube tomiszcza i sagi, to dzieła z Zachodu, Herbert, Card, Simmons... W ogóle s-f raczej nie jest gatunkiem do pisania rozbudowanych i długich dzieł, bo oprócz tego, że w samym tworzeniu nieznanego świata bardzo łatwo o sprzeczności, to jest to gatunek od poruszania wątpliwości, lęków i nadziei dotyczących przyszłości(a trudno rozwlekać dany problem na paręset stron... no Dukaj umie), a nie od opowiadania dziejów rodziny Atrydów... bo w Diunie właściwie s-f zostało tak rozdmuchane, że jest blisko fantasy, dzieje się niby w przyszłości, jest nauka i podróże międzygwiezdne, ale też jakieś moce, mesjasz, rody, rasy... tylko mieczy świetlnych brakuje.
W każdym razie to jest moja opinia o s-f, same komputery i obcy to za mało, ale oczywiście nie znaczy to, że coś jest złe(jak chociażby Diuna).
Kurde, zdecydowanie za dużo i za długo się wymądrzam :P