A propos Clancy'ego to czytałem "Czerwony sztorm". Nie podobał mi się. Za dużo bohaterów, za dużo imion, bardzo się w niej gubiłem, a czytało się baardzo ciężko i topornie.
Chyba każda Clancy'ego ma to do siebie, że jako political fiction (czasami zwane również political thriller) musi realnie kształtować akcję, a raczej nie da się "odtworzyć" funkcjonowania państwa, agencji rządowych, tajnych misji, dyplomacji, etc. posługując się jedynie 4-oma bohaterami 'na krzyż'.
Piszę tego posta jednak z innego powodu. ;]
Ostatnio sięgnąłem po jedną z nowszych odsłon twórczości Stephena Kinga, a mianowicie "Ręka Mistrza". Książka opowiada - o ile tak można napisać, w stosunku do narracji z perspektywy pierwszej osoby - o 'losach' Edgara Freemantle'a, który w wyniku wypadku na budowie traci rękę, sprawność, poprzez zgruchotanie miednicy oraz odnosi ciężki uraz mózgu. Pierwsze rozdziały książki są idealnym preludium, w którym bohater nie zawsze świadom tego co robi, traci żonę, ochotę do życia oraz dzieląc się majątkiem oddaje wartą miliony firmę budowlaną. Brzmi to jak wstęp do jakiegoś obyczajowca Grocholi, ale to wprowadzenie jest wprost idealne do tego co dzieje się później... Symptomy tego, że coś się zmienia Edgar odczuwa, gdy w wyniku wypadku na ulicy zostaje potrącony pies, którego dusi on prawą ręką, którą... stracił w wyniku wypadku na budowie, a następnie dopada go ogromny głód, który niejako wymusza pochłonięcie na wpół surowego mięsa - nie, nie tego psa. ;] Następnie przeprowadza się on na Florydę, na wyspę Duma Key, gdzie odkryje w sobie wielkie pokłady zdolności plastycznych...
Więcej zdradzać nie będę, gdyż mógłbym popsuć ewentualnym czytelnikom zabawę, a uważam, że po książkę warto sięgnąć. Po książkach Mistrza takich jak:
"Miasteczko Salem",
"Bastion",
"Sklepik z Marzeniami" oraz
"Lśnienie", był to mój jak łatwo policzyć piąty kontakt z jego twórczością. Jednak w przeciwieństwie do wymienionych powieści, które traktowane są już jako swoista kanwa gatunku horror/thriller, "Ręka Mistrza" jest dość młodą powieścią, gdyż King ukończył ją w czerwcu 2007 roku, a w Polsce została wydana rok później nakładem Prószyński & S-ka. W utworze tym King idealnie odsłania fragment po fragmencie intrygę, w którą zamieszani są nie tylko ludzie... Nastrój świetnie budują elementy, które pojawiają się, lecz nie wiadomo czego dotyczą, bądź z czym są związane, by kilka rozdziałów później wpadły w pasujące miejsce i wyjaśniły wszystko. Do tego perspektywa pierwszoosobowa świetnie pokazuje wszystkie czynniki, które determinują taką, a nie inną postawę Freemantle'a. Może sama głębia psychologiczna jaka zbudowana jest wokół eks-budowlańca nie powala jak zmiana zachodząca w Jack'u Torrance'ie w
Lśnieniu, ale również na tym polu King spisał się świetnie. Sam utwór, nie jest może rasowym horrorem jak np. "Miasteczko Salem", ale gdy akcja się rozkręci, to same wizje niektórych obrazów, mimo tego że nie wiemy jeszcze co w nich jest nie tak, potrafią pobudzić fantazję, a po pewnej wizycie w 'Wielkim Koralu' wszystko wskakuje na szósty bieg i nie można się oderwać od lektury...
Mogę na prawdę wszystkim fanom twórczości Mistrza polecić tę lekturę, gdyż jestem niemal pewien, że się nie zawiodą. Natomiast osobom, które chciałyby dopiero zacząć z nim przygodę radzę sięgnąć najpierw po jedną z jego sztandarowych powieści jak np.:
"Carrie",
"Misery,
"Lśnienie", bądź niezwykle głęboki w przekazie
"Bastion". Natomiast według mnie "Ręka Mistrza" zasługuje na solidne 8+/10, a może nawet na dobrą dziewiątkę, lecz wiadomo, że książka musi w pamięci się wyleżeć i dopiero z perspektywy czasu można określić ją jako wybitną, bądź zapomnieć o niej po miesiącu... Tak jak wspomniany
"Bastion" mimo swoistego ogromu nie wywarł na mnie zaraz po zakończeniu wielce pozytywnego wrażenia, tak z czasem zakorzeniał się coraz głębiej w mojej pamięci i na prawdę skłaniał do przemyśleń. Dziś uważam go za jedną z najlepszych książek jakie w życiu przeczytałem...