Długo się myła chcąc jakby zetrzeć pył z jej wizji, później wpatrywała się w krople opuszczające jej włosy,
- nie jestem schronieniem - powiedziała do samej siebie,
- nie może tak być, że... - poczuła mrowienie w ramionach oraz ogromny ból w brzuchu,
- ... - jedynie stęknęła kuląc się i po chwili przybierając pozycję embrionalną.
Jej powieki drżały, widziała skalne podłoże i ogromną jamę ale wiedziała, że jest połączona z innymi, gdy weszła do środka,
śpiew zaś po prawej i po lewej spostrzegła sylwetki wymalowanych mężczyzn, którzy jak tylko przechodziła pomiędzy nimi, padali na kolana i dotykali czołem ziemi.
Obraz nie co się rozjaśnił, gdy weszła głębiej, wtedy też zorientowała się, że ogląda wszystko jakby z wyższej perspektywy, lecz nim się tym zainteresowała na dobre, dostrzegła palenisko, przy którym siedziała młodziutka kobieta i jakby w odświętnych szatach przyzywała ją swą pieśnią, gdy się tylko zbliżyła i chciała zamachać na powitanie, jej oczom ukazał się jej własny cień. Był ogromny i przerażający i w niczym nie przypominał jej własnych kończyn, choc przecież widziała je doskonale,
- powróciłaś - usłyszała głos siedzącego starca przy kamiennej ścianie. Mówił do niej, choć nawet nie otwierał ust a wyglądał jakby był w stanie jakiegoś uniesienia duchowego i jedynie mamrotał coś pod nosem,
- gdzie ja jestem ? - spytała, choć również i ona nie prowadziła konwersacji słownej a jakby w myślach,
- w domu,
- a gdzie to jest ?
- zgubiłaś drogę więc cię przyzwałem, już czas
- czas do czego, co do za miejsce i kim jesteś ?
- jestem po to by prowadzić a ty mi mówić jakiego koloru będzie jutro słońce
- nic z tego nie rozumiem
- obdarto cię ze wspomnień ale wciąż tli się w tobie płomień prozodków i tych co przyjda po tobie jak zdecydujesz,
- jest nas więcej ?
- rodziny czekają na wieści a my na znaki z ust twych,
- nie umiem, ja nie potrafię ja stałam się...
- silniejsza i to też nam powiedziałaś,
- ale skąd mogłam wiedzieć ?
- wróć i odnajdź nas gdy czas będzie ku temu,
- jak was szukać ? - spytała lecz starszy mężczyzna otworzył oczy i spoglądał na nią ze łzami w oczach,
- jak ?! - chciała wrzasnąć lecz zamiast słów zobaczyła przed soba kulę ognia, która rozproszyła się nim dotarła do pobliskiej ściany,
- czas zapomnienia mija, odnajdą cię i zgładzą a tylko ty możesz opowiedzieć im jak ma być dalej. Tam gdzie tęczowy wąż zanika pod płaszczem sokolego oka, zwróć swój wzrok w przestworza i nie szukaj ich na ziemi, lecą z tobą od wieków i tylko tam gdzie horyzont kładzie się do snu znajdziesz swe bezpieczne miejsce. Jeżeli jednak postanowisz bronić rodu, znaj cenę decyzji i wagę samotności w niej, bo samotnie stoczysz bój tak jak to sama przewidziałaś - powiedział i wstając pokłonił się w jej stronę,
- nie ! - krzyknęła, budząc się w kabinie. Woda nadal się po niej lała tak jakby było wszystko jedynie snem na jawie,
- kompletnie mi odbija ? -powiedziała wstając i przykręcając kurki,
- dlaczego ja, a nie ktoś inny na co komu jakieś sowy i....to wszystko nie ma sensu....może Oli...nie nie ona - wyszła susząc się i spoglądając na siebie w zamazanym od pary lustrze,
- przerażę ją i odepchnę od siebie...cóż... - westchnęła i przybrała pokerową twarz, po czym ubrała się w przyniesione rzeczy i opuściła łazienkę.