Jan z Czarnkowa
Fetor gnijących ciał odpycha mnie od tego miejsca, jednakże sam widok mnie nie przeraża - wiele rzeczy widziałem na lubusko-brandenburskim pograniczu. Powstrzymując chęć odejścia, zatykam nozdrza, i podchodzę do ludzi, których przed wejściem chciał ostrzec ów nieznany mi człowiek. Pomimo zatkanego nosa, staram się wyraźnie wymówić słowa:
- Wybacz waszmość, i ty waćpanno, ale sądzę, iż powinniśmy opuścić to miejsce, i udać się do innej oberży...