Niestety, jestem leniwy więc nie chcę mi się przytaczać cytatów, ale skoro Solejók nalega, to przypomnijmy sobie o co (przynajmniej mnie) chodziło:
W żaden sposób nie neguje odwagi, bohaterstwa i nie odmawiam prawa do gniewu, którym odznaczali się powstańcy, oni zrobili co mogli, często w wyniku własnej inicjatywy dokonywali więcej pożytecznych rzeczy, niż w toku wykonywania rozkazów. Dowództwo AK, obecni tam ludzie, znający realia i dostając najrzetelniejsze (bo często widziane własnymi oczami) informacje podjęli się tak straceńczej walki, tak nieprzemyślanej, a zamiast oszczędzać ludzkie życia, można powiedzieć że zgubnie nim szafowali - cała "strategia" oparła się na paru mrzonkach - zdobycie arsenału, opanowanie lotniska, pomoc wojsk alianckich (o które zabiegali bardzo chaotycznie, a realizacja warunków ewentualnej pomocy nie doszła do skutku), wszystko pozostawało poniekąd w sferze domniemań. Pozytywizm to często o wiele bardziej (wbrew pozorom) wymagająca życiowa doktryna - jakkolwiek zabrzmi to brutalnie, ale próbujcie podejść do tego w sposób właśnie w sposób długofalowy - śmierć w imię Ojczyzny, często bywała ucieczką od trudu życia codziennego i upokorzeń, to piękny i odważny gest choć czasem spowodowany brakiem alternatywy, ale tak na prawdę trudniej nie raz jest przeżyć z godnością, nie kolaborując, znosząc upokorzenia, ale żyć i nauczać kolejne pokolenia dbać o kondycję kultury, później dbać o dobrą kondycję państwa z dalszą perspektywą, czyli zajmowanie się ekonomią, każdą gałęzią, ale solidarnie - żywym przykładem były inicjatywy pracy organicznej, która zakładała po zaborach powstanie Polski, w której właścicielami fabryk, czasem jeszcze posiadłości ziemskich, pól, firm byli Polacy, którzy mogli potem z dumą zapewnić dobry start i wciąż żywego ducha nowym pokoleniom, na podsumowanie - oddanie życia za naród to wybitne poświęcenie, wielka odwaga, porzucenie rodzin, bliskich, swoich dokonań, odwaga wobec śmierci, a szczególnie tym co po niej nastanie, ale nie da się ukryć, że postawa pozytywistyczna również ma swoje walory, a także nie trzeba wyrzekać się przy niej swojej godności, można to zrobić dumnie. Co do możliwości oceny - znów się zgodzę z przedmówczynią, to dla mnie jest najważniejsze - wymiana poglądów, ocena, dotarcie do optymalnego rozwiązania, jest to niczym logiczna łamigłówka, czasem okazja do spostrzeżeń, często z domieszką przekonań i własnych wartości, które jednak w ostatecznym rozrachunku nie powinny przysłaniać obiektywnej oceny, ale na tym polega ta jakże wciąż nowa u nas demokracja, Ty chcesz mieć prawo do swojego poglądu, a ja do swojego, nie możemy go sobie zabronić do póki to wciąż tylko poglądy (w granicach rozsądku, a te przykładowo reguluje polskie prawo - faszyzm). Czasem myślę, czy AK może świadomie nie wzięła na swoje barki odpowiedzialności za ten rozruch, tą urażoną polską dumę i romantyczny zryw, może spodziewali się że powstanie jest nieuniknione? A w związku z tym chcieli chociaż zapewnić odrobinę organizacji, na tyle na ile mogli, bo być może spodziewali się że ludzie sami prędzej czy później upomną się o prawo zemsty i prawo do walki, a gdyby Warszawiakom odmówiono tego prawa czy nie wyszli by sami na ulicę tym samym spisując Polskę na jeszcze większe straty, jeszcze więcej bezpowrotnie przelanej krwi? Oczywiście, że nie mogę sobie nawet wyobrazić co musieli przeżywać, przez lata okupacji, jakich okrucieństw nie doznali, ale tu widać znów, jak nie raz ciężko przyjąć pozytywistyczną postawę, by odłożyć broń i w zaciszu murowanych piwnic już nie tylko marzyć chaotycznie, ale odpowiedzialnie planować nową Polskę. Oczywiście, łatwo napisać mi to sprzed klawiatury w ciepłym domu, ale odrzucając emocje i zostawiając do rozsądkowi i kalkulacji - to nie musiało przebiec, aż tak krwawo, a co gorsza tak nieefektywnie...
P.S. Co do sprawiedliwej wojny, to bodajże św. Tomasz z Akwinu podał jej powody (również w oparciu o starożytne i wczesnośredniowieczne wzorce), ale jak już pisałem w pierwszym zdaniu ;)