W sumie większość opinii mi przychylnych już się pojawiła, jednak pozwolę sobie na zsumowanie tego.
Według mnie Powstanie Warszawskie było błędem, do którego martyrologiczna Polska z trudem się przyznaje. Wielu młodych, wybitnych, ale także zwykłych ludzi oddało swoje życie na barykadach, w zawalonych piwnicach, wąskich kanałach, z bronią w ręku lub bez niej. Jak wspomniała chociażby Beanshee, winić można jedynie dowództwo AK, które mimo niepowodzenia akcji "Burza", wciąż wierzyli, lub chcieli wierzyć w szczere intencje Związku Radzieckiego. Co do uzbrojenia o którym wspomniał Harry - zdawali sobie sprawę z ogromnie niedostatniego uzbrojenia gdzie około jeden na siedmiu Powstańców miał broń palną, ponieważ liczyli się z tym, że lada chwila Sowieci wspomogą ich w walce o stolicę i naród. Wielu polskich, a także zagranicznych oficerów zakładało, że Powstanie utrzyma się samodzielnie do 6-8 dni (!), gdy wiemy że stolica walczyła 9 tygodni. Z bólem trzeba przyznać, że dezinformacja na najwyższych szczeblach AK i ówczesnego rządu, doprowadziła do tego jakże niefortunnego epizodu, który nie przyniósł nic pozytywnego poza symbolem i martwymi bohaterami.
To oczywiste, że bohaterstwo, patriotyzm (niestety, tak często dziś mylony ze zgubnym nacjonalizmem) i oddanie Powstańców wymaga ogromnej czci, szczególnie (osobiście) boli mnie to, że w czasie corocznych uroczystości motłoch (jak adekwatnie określił ich prof. Władysław Bartoszewski), którym kierują różne namiętności próbuje wyeksponować się kosztem tychże bohaterów.