Może kogoś zainteresuje opinia jednego z beta-testerów, owej produkcji (Shogun 2).
"Walnę" z "grubej rury":
Kampania polega generalnie na tym samym - podbiciu xx prowincji w ciągu yyy tur... W międzyczasie otrzymujemy jakieś losowe zadania, które po wykonaniu dadzą nam pewną przewagę - od elitarnych jednostek, po czasowe bonusy dla armii, prowincji, etc. Frakcji, owszem jest sporo (nie liczyłem, nawet :P ), ale różnica między nimi polega jedynie na tym, że każda z nich specjalizuje się głównie w innych jednostkach, co daje im możliwość rekrutacji na starcie lepszych jednostek danego typu, mniejszy koszt rekrutacji owych wojsk, tańszy koszt rozbudowy budynków szkolących te oddziały i takie tam...
Co jeszcze... Kiepska kalkulacja auto-bitew, co często zmusza gracza do kierowania nimi. Dochodzi do tego durne AI - dla przykładu - zaatakowało moją twierdzę 3 generałów, którzy mieli 1 oddział pikinierów (czad!). W garnizonie obsadzone miałem 2 oddziały pikinierów, oddział łuczników i oddział pospólstwa. Gdy nastąpił atak, CPU zbliżył się jedynie swoimi pikinierami, których, nim doszli do murów, w połowie wystrzelali moi łucznicy, a tuż po wejściu na górę (wszelka piechota może wspinać się po murach (hic!)), zostali rozgromieni przez moje piesze jednostki. Co robili w tym czasie generałowie? Utrzymywali dystans na granicy zasięgu rażenia moich łuczników i kazał mi czekać do konca gry... Gdyby nie przyśpieszacz czasu, umarłbym chyba przy tym (na szczęście ustawiłem czas bitwy na 20min - można i 40, 60min.) - niemniej jednak zrobiłem sobie przerwę na herbatę.
Z kolei spodobały mi się bitwy morskie. Czuć klimat "Pirates!" w wykonaniu średniowiecznej Japonii... Można wystrzelać załogę, dokonywać abordażu okrętów, spalić je, zatopić, etc...
Wspominałem o Agentach? - Ninja, Metsuke, Mnisi (tylu spotkałem, choć są jeszcze Misjonarze - chrześcijańscy odpowiednicy mnichów) - każdy może narobić bajzlu w drugiej prowincji (od zamachu na generała, sabotażu wojsk, obiektów, przez przekupstwo armii, generałów, aż po bunt), lub wesprzeć armię, czyniąc ją odporną na ataki agentów przeciwnika. Jako, że jestem fanem skradanek, polubiłem Ninja... Jedna prowincję tak nimi gnębiłem, że po jej przejęciu (po prostu do niej wlazłem), zbankrutowałem - oj, można narobić bałaganu... :D
To by było na tyle... Nie grałem we wcześniejsze odsłony tych gatunku, więc nie mam do czego porównywać. :P
Oczywiście to moja prywatna opinia, po 5-cio dniowym obcowaniu z tą grą. Może ktoś znajdzie w niej jakieś "ciekawe" informacje...
Poza tym deweloper nawet nie postarał się, by dać testerom kody (a przydałby by mi się taki na kasę :P ), w związku z tym dostaje ode mnie wielkiego minusa...
Pozdrawiam!