Nad obozem niesie się kakofonia alarmujących rogów.
Wystrzelone z wysokiego klifu płonące strzały pozostawiają za sobą ogniste smugi, a ich lot jest łatwy do przewidzenia. Większość wbija się w piaszczystą ziemię, niewiele trafia w drakkar jarla lub przebija ściany namiotów, a wszechobecna wilgoć znacznie utrudnia powstanie pożaru.
Thorbjorn i Verator
Wracacie do obozu unikając strzał. Dobiegając do paleniska widzicie krzyczących i biegających we wszystkie strony ludzi. Przy wejściu do siedziby jarla zgromadziła się grupa wojów, jeden z hersirów do nich przemawia.
-Najpewniej opanowali cały klif! Trzeba utrzymać zejścia na czas zapakowania się reszty na okręty! Ty, Thorbjorn - zauważył was - biegnij z towarzyszem sprawdzić, co z końmi. I weźcie jakieś tarcze, do cholery! - Wskazuje na stertę uzbrojenia wywleczoną przez drakkar.
W ogólnym zamieszaniu, kierowani zaszczepioną bitewną dyscypliną, bierzecie po okrągłej tarczy i osłaniając się nimi, biegniecie w stronę namiotu koniuszych.
Po dłuższej chwili docieracie do namiotu, kilka spanikowanych koni wybiegła na zewnątrz. Wchodzicie do środka, wnętrze tylko trochę rozświetla ogień strzał, które przebiły płachty.
Na ziemi leży kilka zakrwawionych trupów. Oprócz parskania koni słyszycie jakieś krzątanie. Wchodzicie nieco głębiej między rządy koni i po prawej stronie za trzema końmi znajdujecie trzech obleczonych w czerń typów, przykucniętych i zajętych pakowaniem czegoś.
Nie można ich zajść nie zauważonym, ale może uda się z zaskoczenia ubić choć jednego... lub odejść.
// 3 Vaegirów, na tyle ile widzicie: skórzane kurty do ud, żebrowe hełmy z nosalem i kaptury, krótkie miecze, nadziaki, sztylety, noże do rzucania, przeciągnięte przez głowę zwinięte liny.
// Między wami a nimi 6 metrów, prosta droga środkiem namiotu lub obejściem po prawej za trzema końmi. W pobliżu tylko konie, w ciemności nie widać innych przedmiotów. W rękach macie tarcze i główne bronie.
Leif
Wyrwałeś przed wszystkimi w górę, przed tobą mnóstwo schodów, ale w obłędzie nie czujesz zmęczenia. Mijasz innych biegnących w górę lub w dół, niektórzy próbują cię łapać i coś krzyczą, ale ciebie obchodzi tylko Vladimir. W końcu wpadasz przed strażnicę, niewiele myśląc wbiegasz do środka. Przed sobą widzisz aparaturę Szella, wokół niej z tuzin wyraźnie zgrzanych i ożywionych wojów. Jeden mówi do ciebie.
-Hej! Napij się prawdziwie ognistej wody, istnej ambrozyji! Nic lepszego cię przed śmiercią nie czeka! - wystawia ci przed nos kubek z czymś zalatującym spalenizną i nieznaną ostrą wonią, sam opar drapie cię w nosie i ogrzewa twarz.
Aldred
Widzisz wbiegającego po dwa stopnie Leifa, próbujesz go gonić, ale ciężka kolczuga, tarcza oraz osłabiona noga nie pozwalają ci na takie szaleńcze tempo. Mimo tych przeciwności uparcie pniesz się w górę. Zbiegający w dół widząc swadyjski półtorak, długą kolczugę i ciężką okutą tarczę, biorą cię za kogoś od dowództwa, wyczekują instrukcji.
//Co im mówisz?
Wspinasz się dalej w górę, wypatrując Vladimira, ale widzisz tylko zakrzywione smugi strzał, resztę zasłaniają zakosy ścieżki, nierówności zwalonego klifu i mrok.
Vladimir
Biegniecie ze Mściwojem w dół, nad wami furkoczą ogniste strzały. Po szaleńczym biegu dostajecie się na przejście obok strażnicy, wtedy też zauważacie schodzące po zboczu na linach w stronę strażnicy ciemne sylwetki. Mściwoj woła, żeby iść do strażnicy.
//Ale z was jest banda indywidualistów... :P
//Aha, co do tego nowego obrazka z obozem, to jest nieco pobieżny, odległości są na nim mniejsze niż powinny, także za mało jest namiotów, ludzi, zapomniałem w ogóle o namiocie "szpitalnym", który jest między "stajennym" a zwalonym klifem. Od nich na prawo(na południu) jest też drugie zejście do obozu(którym drużyna przybyła), dzikie i niebezpieczne. Po drugiej stronie obozu, za namiotem-karczmą jest skład z zaopatrzeniem, mnóstwo skrzyń, beczek, worów, itp. Na obrzeżach, po obu stronach strefy małych namiotów są doły kloaczne. Ponadto na całej szerokości wybrzeża są langskipy, ale nie zastanawiałem się jeszcze ile.