Sam, bez lordów, zdobyłeś zamki i miasta i zdołałeś je utrzymać? Jak?
W czym ty widzisz problem? W Każdym mieście werbuję żolnierzy, których później awansuję do Hired Blade. Stawiam na surgery i praktycznie nikogo z nich nie tracę. W ekwipunku mam łuk, dwa opakowania strzał i Sword of War. Jeżdzę na Spirited Courser. Mam Great Helmet, Coat of Plates, Mail Buts i najlepsze rękawice. W drużynie zawsze trzymam 30 Hired Blades i 10 Crossbownmanów. Zasuwamy na piechotę, ale w czasie walki nic nam nie daje rady. Najpierw jadę ja i rozwalam ile się da, a potem dobiegają moi żołnierze i dobijają to co pozostało. Zamki też łatwo się zdobywa, ale trzeba wcześniej zainwestować w engineer. Najpierw każę moim trzymać pozycję w bezpiecznej odległości. Ide z łukiem i wybijam wrogich łuczników, potem ide z piką dźgam tych co pozostali przy drabinie, potem wołam swoich, biorę z ziemi jakiś miesz lub topór i siekam, siekam i siekam. Gdy już coś zdobywam, to zostawiam tam obstawę. Na początek byle kogo, a potem, gdy wykształcam więcej Hired Blade to zostawiam 20 HB i 10 Crossbownmanów - takiej obstawy nikt mi nie atakuje. No i wspominałem już, że im nie tzreba płacić żołdu. Złąpanych do niewoli lordów nie wypuszczam nawet za sporą kasę. Po co mają mi się zbroić. niech lepiej jeżdżą ze mną. Szkoda że złąpanych lordów nie można zostawić w jakimś lochu. Z podatków zbiera się dużo kasy na nowych wojów. NPC uzbrajam w to co zbiore z pola bitwy, bo szkoda na nich kasy. Im więcej masz posiadłości tym łatwiej idzie gra, bo tym więcej kasy masz.
Gdy będę grał w następną wersję, to nie będę wdawał się w dyskusje z lordami i bawił się w odbijanie tronu. Szkoda inwestować w perswazję. A stosunki z lordami co chwilę się psują. Lepiej od razu wybrać frakcję do odstrzału i brać się za nich po kolei, mając dobre stosunki z resztą. W ten sposób można opanować całą mapę i zakończyć grę, bo co to za gra, kiedy zniszczysz wszystkie frakcje i zostaną tylko bandyci, piraci i dezerterzy. Grę można przejść w jeden dzień, powaga. Trochę to smutne.
Przejadło mi się na razie i prędko nie zagram znowu.
Z czego zauważyłem, w wersji 952 Praven jest nie do zdobycia. Chyba, że poprzez rozkazanie atakowania swoim jednostką bez naszego udziału, ale co to za przyjemność. Wrogowie mają spawn point w takim miejscu, że nie da się do nich dotrzeć.
Wg mnie zdobywanie miast jest stanowczo za łatwe. Pokonałem z 50 jednostek w trzech etapach, miasto już było moje, po bitwie miałem 250 jeńców.
Owszem, jest tam spawn point, ale i tak czasem mi się odaje wykończyć tam wszystkich (albo strzelanie z łuku z podskoku, albo mieczem przez ścianę w rogu po prawej stronie). Czasem jeden zostawał mi, wtedy wciskałem TAB i atakowałem jeszcze raz. Ci których zabiłem w poprzednim ataku, rzecz jasna nie zmartwychwstawali i miasto było o wiele słabsze.
To prawda, że miasta za łatwo się zdobywa.