Thorgrim - Cavaron - Garwald
Z zażenowaniem i politowaniem zauważyliście, gdy jeden z waszych nowych kompanów, zamiast tak jak wy popędzić do ranionej osoby, skierował się w stronę ustrzelonego krówska. Gdy znaleźliście się przy postaci, zauważyliście, że to mężczyzna w sile wieku - lecz nie starzec - wyglądający jak setki innych, żyjących z dnia na dzień rolników. Tyle tylko, że ten leżący przed wami ledwie chwilę temu wyszedł z doszczętnie zniszczonej wioski... Zauważyliście również, że gdyby nie przykrywający go popiół, kurz i ślady spalenizny, to mógłby uchodzić za zadbanego ponad miarę - zauważyliście na nim dość schludną odzież (jak na wieśniaka żyjącego w wiosce pośród głuszy), całkiem białe zęby, równo przystrzyżone włosy i, mimo zniszczonych od pracy dłoni, zadbane paznokcie. Jedną rękę wciąż przyciskał do krwawiącego brzucha, a ilość krwi mogłaby sugerować naprawdę ciężką ranę.
Cavaron - wiedziałeś, że mężczyzna jeszcze żyje i spróbowałeś udzielić mu pomocy wykorzystując swą moc magiczną i lata nauki w Akademii. Niestety wiedziałeś również to, że rana jest bardzo paskudna, a ofiara straciła bardzo dużo krwi - szanse na pomoc były wręcz znikome. Udało ci się jednak uzyskać połowiczny sukces, gdyż zaklęcie uśmierzyło ból leżącej u twych stóp postaci, a on sam odzyskał na chwilę świadomość.
Zanim zszedł na dobre powiedział tylko: "Jeszcze stoi..." i gdy próbował na coś wskazać, jego dłoń bezwładnie opadła w połowie drogi do celu, który miał na myśli. Odrywając wzrok od martwego mężczyzny, zauważyliście, że wasi nowo poznani przyjaciele ruszyli w kierunku resztek zabudowań i usłyszeliście tylko: "- Weseley, nie stój tak tylko sprawdź tą chatę za tobą! Może jest tam coś wartego i przydatnego do sprzedania! Im to już się nie przyda!"
Thomas Weseley
Stałeś oparty o drewniany płot, widząc kątem oka jedno z dogorywających zabudowań. Widziałeś również całą sytuację jaka przed chwilą zaszła na polanie niedaleko ciebie, tylko nie zrozumiałeś słów, które wyszeptał ranny... a teraz już martwy. Z marazmu tej sytuacji wyrwał cię głos twego pracodawcy, który widocznie dostrzegł okazję do łatwego zarobku i krzyknął do ciebie: "-Weseley, nie stój tak tylko sprawdź tą chatę za tobą! Może jest tam coś wartego i przydatnego do sprzedania! Im to już się nie przyda!".
Verator
Przez chwilę obserwowałeś całą scenę jaka rozgrywała się pośród traw polany, lecz już po chwili znudziło cię to przedstawienie i rozkazałeś Weseley'owi przetrząśnięcie chaty za płotem, o który się opierał jedząc marchew. Po czym krzyknąłeś w stronę pozostałej dwójki obiboków, którzy już chwilę później byli razem z wozem u bram wioski. Nim zeskoczyli z zaprzęgu byłeś już w chacie do której zmierzałeś. Uderzyło cię to, że nie miała ona niemal żadnych klamotów w izbie. Oczywiście mogły one spłonąć w pożarze, ale chyba pozostałyby jakieś ślady po nich? Nie było po prostu niczego... stołu, krzeseł, łóżek, kufrów... jedna wielka pustka.