Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Ankieta

    Jak myślicie,mam dalej pisać?

    Jak najbardziej,pisz;)
    116 (62.7%)
    Możesz pisać
    19 (10.3%)
    Obojętne mi to...
    19 (10.3%)
    Zasatanów się czy warto...
    10 (5.4%)
    Nie
    4 (2.2%)
    Kategorycznie przestań
    17 (9.2%)

    Głosów w sumie: 184

    Autor Wątek: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.  (Przeczytany 43457 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Prußak

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 3265
    • Piwa: 253
    • Płeć: Mężczyzna
    • Ten, który mówi sam sobie dobranoc, dobranoc
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #150 dnia: Stycznia 18, 2013, 19:24:35 »
    Ja tam czytałem zawsze, a najśmieszniejsze jest to, że osoba która miała "problemy" napisała nad Aldredem. A dziękuje Ci, że namawiasz kogoś do czytania moich świeżutkich wypocin. Obym tylko nie stracił zapału i chęci, bo ty przez długi czas to miałeś i chwała Ci za to. Poczekam na następną część, którą chętnie przeczytam.
    Pozdrawiam
    Hah jesteśmy chyba jedynym klanem  który  grał z nimi spara  w którym nie było  Wulgaryzmu i kutni Ale za to mecz nie był  fair-play prośby  o  zablokowanie kamery obserwatora nic nie dawały  chociaż  na serwerze był admin...

    Offline Rapodegustator

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1334
    • Piwa: -38
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #151 dnia: Stycznia 19, 2013, 11:00:45 »
    Na SB napisałem ja, ale dla żartów. Mówiłem przecież :)
    Zeby osiagnac rzeczy trudne potrzeba czasu. Zeby osiagnac rzeczy niemozliwe potrzeba go troche wiecej.

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #152 dnia: Stycznia 27, 2013, 19:53:18 »
    *   Niech to szlag...wcieło mi nie wiedzieć czemu cały niemal rozdział, został tylko początek...Ostatnio dziwne rzeczy sie dzieją z kompem, eh, no cóż, Pamiętam jak całość wyglądała to w tygodniu postaram się to nadrobić. Przepraszam za zwłokę i  ten...fail .Na pocieszenie i w oczekiwaniu na "zagubionego rozdziału w akcji", wspomniany wcześniej początek. Właściwie prolog rozdziału 8.
    *


    Rozdział .8.Prolog
       
         Rozdział 8



       "Na ziemiach Carladi trwała dziwna wojna, niepodobna do żadnej innej. Ludzie mieli spotkać się z czymś co przerasta ich najśmielsze oczekiwania. Czy to naturalny cykl, czy być może próba?. Kraina zadrżała w posadach, od jej gór odbija się echem zawodzenie i zew...istoty która po setkach lat powraca na łono życia. Ale czy ona kiedykolwiek tak na prawdę umarła? Czy naprawdę ona istnieje? Splendor dawnej chwały cesarstwa pozostawił po sobie nagie ruiny rozsiane po całej krainie, złowróżebne katakumby, w cieniu których mrok urządził sobie swoje legowisko. Nagie forty które są omijane szerokim łukiem. Przy domowych ogniskach starzy ludzie straszą nimi swoje młode pociechy, ku przestrodze. Aby nie wścibiać nosa tam gdzie sie nie powinno. Każdy, czy to lord, rycerz czy chłop. Każdy bez wyjątku wie podświadomie że nie powinno się nawet wracać myślami do przeszłych lat. Mimo tego że wielu składa hołdy dziękczynne za ostatniego cesarza, za spuściznę jaką po sobie pozostawił. Wszyscy bez wyjątku wierzą że cesarstwo zniszczyli sami ludzie. Obecne królestwa były małymi karłami próbującymi udawać wielkiego pana.
       Pogoda przybrała dla ludzkości niekorzystny wygląd, smaga wiatrami i deszczem. Jakby w jej zamyśle było zatopienie całej krainy. Natura zdaje się już dawno nie dbać o swe włości. Pozostawiając martwe połacie lasów, na wpół żywe zwierzęta. Niczym zawistny młodszy brat, odbiera po kolei ludziom to bez czego stają sie coraz słabsi. Tabuny zdziczałych ludzi, których umysł został zmącony, zniszczony i niezdatny do myślenia. Czy to naturalny bieg, czy trwała nieznana wcześniej choroba?. Plaga śmierci która przygarnia każdego, niespodzianie, i szczuje na końcu swymi dziećmi ludzi zdrowych. Ale czy ci zdrowi i hardzi, czy tak na prawdę i oni zachowali swe człowieczeństwo. Psy Nurvela zostały wypuszczone, dawni wielcy patriarchowie cesarstwa...po raz kolejny poczuli potrzebę ratunku tego co zawsze należało do ich pana. Powstania, od stajennego do wielkich mistrzów. Zniweczą każdą próbę podjęcia walki przez carladyjczyków. I nawet uciekinierzy sprzed setek lat nie pokonają ich, zostali i oni omamieni przez głupców. Bratobójcza walka sprzed setek lat, dziś znowu miała na nowo rozgorzeć, finał był bliski. Wiedział o tym każdy kto pamiętał stare wydarzenia, tylko nie każdy przeczuwał jaki miał być jego koniec.
       Dzień przemijał niczym upadający z drzewa suchy liść, z czasem obracał sie w proch, który porwany podmuchem mógł nieść podwaliny pod nowe drzewa. Cesarscy synowie nazywają siebie wybawicielami, z dniem gdy tak się nazwali sprawili wiele cierpienia temu kto jest prawdziwym wybawcą. Dawne dni zdawały się dla ludzi czymś czego być może nie było. Co mogło być legendą, ignorując jawne oznaki nadchodzącego wydarzenia. Tajemny kult mędrców zgłębiał tą wiedzę od czasów upadku silnego królestwa. Z czasem na powrót chcieli przywrucić nowy ład, pilnując kamienie strażnicze. Wiedzieli co należy robić. Jednak ich plany poszły w rozsypkę wraz z nastaniem nowego ładu. Gdy pierwsze królestwa i plemiona zaczęły na nowo zasiedlać Carladię. Ich królowie bestialsko wymordowali niemal wszystkich którzy znali prawdę, przywłaszczyli sobie większość kamieni. Od tego momentu zaczął się początek końca, to był moment gdy dobrowolnie podpisali wyrok śmierci na siebie, swych ludzi. Teraz błagają tych którzy są kopią synów prawdziwego cesarza. Kłamstwo goni kłamstwo, i żadna ze stron nie może znać tej prawdy która przez wieki leżała pogrzebana pod ziemia. Znają ją tylko nieliczni, a ci z obawy przed skrytobójczym atakiem nie mogą nic zrobić, chociaż ich serca pragną pomóc. Ale czy powinni, po tym w jaki sposób królowie starali się zabić prawdę? Kajdany które spętały ongiś Nurvela zaczęły rdzewieć. On nie jest człowiekiem,ale i tez nie jest od niego w niczym lepszy...jego jestestwo jest nieznane nawet mędrcom. Śmierć była pewna, niepewnym jest tylko początek nowej ery ,czy ta w ogóle miała szanse powstać?..."
    Autor Nieznany - Fragment na wpół spalonego pergaminu znaleziony przez łowców głów w byłej kryjówce bandytów nieopodal Tulgi.Na miejscu jak donoszą strażnicy znaleźli tuzin martwych ciał bandytów, oraz dziwny miecz wbity w ziemię. Twierdzą też że ostrze nieznacznie się żarzy ,jakby emanowało swoim światłem. Żaden kowal w Carladii nie byłby w stanie wykonać takiej broni...a więc do kogo ona należała?.



    *ciąg dalszy rozdziału 8 tak jak wspomniałem,w tygodniu...
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline AdamKur

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1020
    • Piwa: 66
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #153 dnia: Stycznia 27, 2013, 20:27:36 »
    Bardzo fajne ale jest maly blad, mianowicie "istoty ktora
    "My name is Ozymandias, king of kings:
    Look on my works, ye Mighty, and despair!"

    Offline matigeo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1043
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #154 dnia: Stycznia 28, 2013, 01:22:01 »
    Całkiem niezłe, opis jak jakiegoś średniowiecznego Fallouta (rozpad cywilizacji i budowa nowej). W sumie, to z takim tematem to się jeszcze nie spotkałem. Naprawdę dobre.
    Zdarzają się przypadki, że ktoś pisze książkę na podstawie gry (głównie tej bardziej znanej, typu Warcraft II albo Starcraft). Poszerzenie tego mega opowiadania i opublikowanie go nawet na zagranicznych forach...

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #155 dnia: Stycznia 28, 2013, 18:26:06 »
       Oj,moje umiejętności na książkę są dość...mizerne.Koniec  opowiadania kiedyś nastąpi.I już teraz myślę o czym napisać kolejne opowiadanie;)
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Rapodegustator

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1334
    • Piwa: -38
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #156 dnia: Stycznia 28, 2013, 18:29:06 »
    Można na podstawie tego opowiadania napisać książkę. Myślę że nawet fajna by była.
    Zeby osiagnac rzeczy trudne potrzeba czasu. Zeby osiagnac rzeczy niemozliwe potrzeba go troche wiecej.

    Offline huth

    • Wiadomości: 6524
    • Piwa: 451
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #157 dnia: Stycznia 28, 2013, 23:02:13 »
    No fajne, fajne, choć pomysł o zagranicznych forach jest wzięty z kosmosu :) Musiałby to przetłumaczyć obcokrajowiec, inaczej wychodzi tekst napisany obcymi słowami, ale nigdy do końca w obcym języku.

    Adamkur <- aleś czepialski :P Btw w tekście jest bardzo dużo błędów interpunkcyjnych, strasznie trudno to kontrolować samemu(no i niepotrzebnie zajmuje czas).

    Offline matigeo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1043
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #158 dnia: Lutego 09, 2013, 23:41:01 »
    Co z odcinkiem?

    Offline Gandalf7

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 306
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • "noc najciemniejsza jest przed świtem"
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #159 dnia: Lutego 16, 2013, 19:23:24 »
    kiedy pojawi się następna część? nie moge się doczekać :P
    https://clips.twitch.tv/HotQuaintArugulaAllenHuhu

    "Dobra robota Azorek, po każdym wywiadzie leciała dla Ciebie kość leciało dla Ciebie piwko ode mnie i zaraz poleci jeszcze jedno, za świetną robotę i aby mam nadzieję zmotywować Cię do tej idei w przyszłości." Kamillo

    https://www.youtube.com/watch?v=wYoxNbQGS94

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #160 dnia: Marca 16, 2013, 08:51:12 »
       Rozdział.8.


       Minął miesiąc od czasu opuszczenia ruin, jeśli wierzyć słowom Livmera. W tym czasie mała kompania Tervila pokonała kawał drogi .Po drodze nie napotkali jak dotąd żadnej przeszkody, nie licząc małego ...incydentu w jakiejś bezimiennej wsi. Chłopstwo pod wodzą starego najemnika przeganiała kilku żołnierzy swadi którzy najwidoczniej szukali schronienia od ulewy. Widzieli nawet z tak daleka jak jeden ze swadiańczyków uklęknął przed bandą wyjących parobków, by ostatecznie zostać przebitym widłami. Jego towarzysze uszli pokonując rwący nurt, słyszeli krzyki ,kilku penie porwała woda sprowadzając nań śmierć.
       Główne trakty omijali z daleka aby nie przyciągać niepotrzebnej uwagi, oraz by nie wpaść w niepotrzebną walkę. Po czasie Tervil stwierdził że należy uzupełnić zapasy. Na jakieś dwadzieścia mil od ich celu natrafili na mały ufortyfikowany zajazd. Otaczał go drewniany ostrokół, pośrodku górowała karczma i inny mniejszy budynek, zapewne stajnia. Gdy pojechali do bramy u góry pojawił sie strażnik. Nikogo nie zdziwiło ze celował z kuszy w ich stronę, a właściwie w stone Vorda...
       - Kto wy? I czego szukacie?
       Człowiek silił sie na groźny ton, ale niedostatecznie ukrywał poddenerwowanie. Mógł mieć dopiero z dwadzieścia lat, coraz młodsi zostawali zmuszani do służby. Tervil rozłożył ręce aby dać tamtemu do zrozumienia że nie ma złych intencji.
       - Jesteśmy podróżnymi, szukamy strawy i noclegu. Z rana opuścimy zajazd.
       Młody strażnik na moment sie zamyślił, odwrócił się i wykrzyczał aby posłać po kapitana. Po dłuższej chwili obok niego pojawił sie starszy mężczyzna z kapitańskim medalem na piersi. Jego wzrok zlustrował każdego  z nich. Uśmiechnął się i odparł.
       - Nie mamy już wolnych miejsc, chyba że możecie zapłacić potrójną cenę za nocleg, w tedy...coś sie wymyśli. Żebraków nam tu nie potrzeba.
       Vord szybko poszedł za przykładem innych, zaczął przetrząsać każdą kieszeń i sakwę. Po chwili westchnął z rozpaczy. Miał tylko trzy denary. Zapewne to było za mało nawet aby ktoś chciał z nim gadać. Tervil uśmiechnął sie do reszty i z juk wyciągnął małą skrzyneczkę. Uniósł ją wysoko aby żołnierze ujrzeli jego zawartość. W środku połyskiwał brylanty i rubiny, miniaturowy skarbiec można by rzec.
       Twarze strażników od razu sie rozpromieniły ,nawet kapitan stał się zadziwiająco uprzejmy. No tak, przecież złoto rozwiązuje większość spraw.
       - Wybaczcie moi panowie, po prostu muszę rutynowo sprawdzać kto chce wejść do środka. Przezorności nigdy za wiele - spojrzał na młodego i krzyknął do niego, równie dobrze mógł tylko spokojnie powiedzieć bo stał metr od niego - Otwierać bramę, posłania i strawę szykować do cholery!.
       Młody gdyby umiał latać to zapewne by to zrobił by jak najszybciej wykonać polecenie. Za nimi rozległ sie trzask i głośne ostrzegawcze krzyki. Wszyscy obrócili sie dobywając broni. Olbrzymi dąb runął przy kakofonii skrzeczenia ptactwa. Runął łamiąc kilka mniejszych drzew. Z zarośli wynurzyło sie troje drwali, kapitan zmielił przekleństwo i po raz kolejny udowodnił że potrafi mieć donośny głos.
       - Idioci! Nie widzicie że mamy podróżnych? Nie będzie przerwy, macie mi to przerobić na nowe deski! Bo jak mamusie kocham, dokopie wam tak do zadów że popamiętacie aż do grobu, wa jego mać!
       Parobki uwijając się jak w ukropie zaczęli prace, tymczasem brama otwarła się. W środku stało kilku swadiańskich żołnierzy. Bacznie obserwowali każdego z nich. Vord mógłby przysiąc że szeptano o nich jakby byli im znani. Kapirtan poprowadził kompanie do stajni i wskazał miejsca gdzie ich wierzchowce mogą zostać. Oczywiście za drobną opłatą stajenny starannie się nimi zajmie.
       - Tylko mi tu kłopotów nie sprawiajcie, moi chłopcy dawno już nie uczestniczyli w walce - powiedział kapitan po czym szybko dodał - Jestem kapitanem swadiańskiej kompani szermierzy z Ryibelt, Gaus Meier. Gdybyście mieli pytania ,szukajcie mnie w koszarach.
       Wskazał przycupnięty przy murze mały budynek, niedawno mógł służyć za magazyn. No ale cóż, trwała wojna i każdą rzecz można było dobrze wykorzystać.
       Gdy zostali w stajni sami Kerwin konspiracyjnie trącił łokciem Vorda, mówił przy tym tak że i reszta mogła doskonale usłyszeć.
       - Coś mi sie tu nie podoba, nie wiem co ale mam takie przeczucie. Może lepiej kupić prowiant i gdzieś w lesie rozbijemy obóz?
       - Dość już przemokliśmy przez ten czas, dobry sen byłby wskazany. Poza tym, gdy coś będzie nie tak pierwszy dam wam znać. Bez obaw.
       -Tervil...-powiedział Hreth - A co cie tak do łoża ciągnie co? W tej kompani każdy może znieść dwakroć więcej niewygód bez narzekania. Skoro mój człowiek  mówi że coś jest nie tak...to kurwa chyba tak jest co?
       Kapitan zignorował krzykacza i wyszedł z przybocznym, reszta po chwili także ruszyła. Na zewnątrz było już niemal ciemno, za murami pojawiła się mgła, czyniąc otoczenie jeszcze bardziej ponure.
       Gdy weszli do środka zajazdu uderzyło ich jak mało osób tu było. Nawet jednego kupca, po prawdzie był karczmarz, chłopiec który szorował podłogę i kilku swadiańskich żołnierzy. Ci momentalnie przerwali żywą dyskusję gdy zobaczyli obce twarze. Szybko jednak przestali się nimi interesować i wrócili do gry w kości i picia piwa.
       Livmer wraz z Kertebą poszli zamawiać nocleg i strawę, reszta usiadła przy jednym stoliku. Z wyjątkiem Hretha, który bezceremonialnie porwał krzesło i usadowił sie nieco dalej od reszty. Zawadiacko spoglądał na Tervila jakby chciał go zabić samym głupim patrzeniem.
       Vord nie mógł dalej go zrozumieć, skąd w nim nagle tyle agresji i złości. Dlaczego tak bardzo gardził tymi dwoma. Wykorzystując okazje która być może nigdy już mogła się nie nadarzyć zagaił cicho Kerwina.
       - Nie wiem młody...Vordzie. Znaczy...no trudno, możesz coś wiedzieć. I tak nie mam pewności że i mnie wówczas nie okłamano. To stało się podczas założenia naszej bandy. Hreth wraz z Livmerem przedstawili nam swój plan, przygarnęli skazańców lub zwyczajnych banitów. Hreth mówił że nie pochodzi  stąd, ale swej ojczyzny nie chciał nam zdradzić. Mówił tylko że to zakłamana i samolubna kraina. Wiem że Livmer wiedział o nim wszystko, i w tedy musiał złożyć jakąś wybujałą przysięgę że nikomu tego nie zdradzi. Ale ja zdołałem usłyszeć fragment .Wracałem z Elissą...
       - Przepraszam Kerwin, te wspomnienia są dla ciebie bolesne...
       - Bolesne to jest uderzenie młotem, nie ważne. Hreth powiedział że należy do jakiegoś kręgu...mędrców? Lub coś podobnego, i że jego zadaniem jest ochrona ciała oraz przywrócenie cesarstwa. Rozumiesz coś z tego?
       Vord nie mógł szybko przyswoić sobie wiedzy którą właśnie nabył. Kim tak naprawdę był Hreth? Do czego zmierzał? Czy wszystko co do tej pory wydarzyło się w kompani było efektem zamierzonym przez niego. Teraz rozumiał też co miał na myśli Tervil gdy pierwszy raz spotkał Hretha, mówił że mąci tutejszym w głowach. Czy i on sam był manipulowany przez tego człowieka?
       Spojrzał ukradkiem na Hretha, ten właśnie wlepiał wzrok w niego. Vord wzdrygnął się i udał że jego wzrok nagle interesują powieszone na ścianie trofea. On naprawdę mógł to robić? A co jeśli czytał w myślach i o wszystkim wiedział? Co chciał przez to osiągnąć? Tyle pytań i ani jednej odpowiedzi. Niezręczną ciszę przerwał Livmer i Kerteba. Ten drugi przyniósł na tacy jedzenie i wino dla siebie i swojego pana. Z kolei staruszek ledwie postawił na stole tace z prosiakiem i kuflami. Livmer wyłapał wzrokiem siedzącego na uboczu Hretha. On jednak szybko poderwał się z miejsca, wziął dzban piwa i kawał mięsa i ruszył po drewnianych schodach na górę.
       Tervil obserwował całe to niemal teatralne przedstawienie i uśmiechnął się.
       - Uparty jest i zawzięty...to dobrze.
       Cisza jaka panowała przy stole sprawiała że Vord mimo głodu nie mógł zrobić kęsa. I zaczynał nawet żałować że nie zrobił tak jak Hreth. Szybko porwał za kufel i szybko go opróżnił. Od długiego czasu nie maił okazji dobrze zjeść i wypić. Będzie lepiej jak w końcu jednak coś zje...


       Baron Plais smarknął po raz kolejny w chustę, od paru dni trawiła go choroba. Modlił sie aby to nie było nic groźnego. Siedział w przytulnym polowym namiocie ogrzewając ręce nad koksownikiem. Na zewnątrz dalej padało, wiatr smagał płachtą jak oszalały. Do środka wpadł Hektor wraz z Robem. Obaj przemoknięci i trzęsący się z zimna zaczęli sie ogrzewać. Dopiero gdy Plais wymownie chrząknął Hektor zaczął mówić.
       - Jutro dotrzemy do tego miejsca, mam informacje o naszych wrogach. Cała grupa zatrzymała się kawałek drogi stąd w zajeździe. Posłaniec zajechał konia byle nam to jak najszybciej przekazać. Powiedział także że ich kapitan Gaus Meier dołoży wszelkich starań aby ich tam jak najdłużej przetrzymać. Mamy szanse Plais.
       - Barobie Plais! - szybko go poprawił baron - Posłać tam kilkunastu ludzi. Niech tam idą najlepsi strzelcy, wybić ich do nogi, przy życiu zostawić tego blondaska.
       Hektor stęknął znowu z bólu, jak prawie cały czas. Po walce z baronem na arenie był cały poobijany, cud że w ogóle udało mu sie przeżyć cios morgenszterna w pierś...
       Narzuciwszy płaszcz na siebie, Plais wyszedł z dwoma podwładnymi na zewnątrz. Dwudziestka żołnierzy juz odjeżdżała w stronę zajazdu, każdy z nich złożył przysięgę wierności dla tej sprawy. Plais był niemal pewny że uda im sie wykonać dobrze zadanie. W zajeździe mieli jeszcze sporo ludzi, tamta mała banda nie mogła z tego ujść cało. Gestem kazał Robowi podać sobie zwój z listą ludzi. Ogarnął szybko wzrokiem imiona i nazwiska, pozycje i preferencje. Musiał przyznać że te parę tysięcy denarów zrobiło użytek. Miał jakieś dwie setki ludzi. Większość zwerbowano z okolicznych mniejszych fortów, miasto zostawił z niechęcią gildyjnym idiotom. Był przekonany że z  chwilą gdy opuścił mury miasta ,tamci zaczęli spiskować przeciw niemu. Inni baronowie już dawno mobilizowali swoje siły do kampanii. Pytanie co było teraz celem Swadii, bez władcy i dawnej pozycji mogli jedynie sie bronić.
       Grzmot rozległ sie nagle sprawiając że konie zbrojnych zaczęły dziko wierzgać niemal nie wyrywając się z uwięzi. Czekał teraz na kolejne wytyczne od zabójców. Coraz bardziej wszystko wymykało mu się spod kontroli. Czuł się manipulowany, miał też przeczucie że wkrótce będzie tylko marionetką. Pytanie dlaczego tak bardzo zależy zwykłym zabójcom na tym miejscu. Co ich to obchodziło co tam jest. Nie zależało im tylko na swoich kontraktach? Dałby sobie rękę uciąć że oni są kimś innym niż zwykłymi mordercami. Działają przemyślanie, mają asa na każdy pat. Jak niegdyś i Plais, teraz to on wpadł w intrygę której nie mógł rozgryźć. Ale czy na pewno? Miał teraz sporo ludzi przy sobie, a co jeśli by tak przy zajęciu tamtego miejsca ich...Nie, to nie mogło aż tak łatwo pójść, skubańce pewnie i na to byli przygotowani. Dobrowolnie nie dali by mu takiej władzy i siły. Plaisie, ty musisz po porostu pozwolić im ze sobą współpracować. Zrobisz ostatnie zadanie i na tym zakończy się to partnerstwo.
       Kichnął po raz kolejny, głowa wyła niemal od bólu, uporczywego i pulsującego. Zaraził się jakąś chorobą, niech to szlag. Bo akurat teraz to było najbardziej potrzebne. Szybko zagaił Roba.
       - Gdzie ten medyk do cholery? Zaraz się wykończę, czekam w namiocie.
       Plais widział jak Rob się ociąga, sprawiało mu nieukrywaną radość że jego pan cierpi katusze. Po tym wszystkim inaczej z nim porozmawia. Oboje błaznów skończy w rzece .Wyciągnął z kufra lustro, przyjrzał się sobie. Za lewym uchem dojrzał małą czarną plamkę. Co to do diaska było?? Przeraził się i odrzucił precz lusterko.
       - Medyka!!!




       Pomieszczenie było małe, w środku wilgoć i smród pleśni był niemal nie do zniesienia. Odgłosy jęczących z bólu oraz płacz zagłuszał tumult na zewnątrz. Dwójka agentów leżała na prowizorycznych pryczach z ulgą witając wchodzącego do środka medyka. Ten spojrzał na chorych ,zmielił jakieś przekleństwo i podszedł do nich. Habbe dobrze wiedział że ten facet miał w dupie to czy jego pacjenci umrą czy nie. Miał umowę z grabarzem więc śmierć była dla niego bardziej dochodowa niż postawienie kogoś na nogi. Jednak tym razem musiał sie postarać, starszyzna opłaciła całe leczenie jego i Gartana.
       - Jak nogi?- Jeśli znachor chciał być uprzejmy to mówiąc szczerze,nie wychodziło mu to.
       - Już nie boli, ale czy mogę już chodzić?
       - Nie...znaczy teoretycznie tak ale nie wolno nadwyrężać zanadto ścięgien. I codziennie trzeba łykać "Alwe". Kuracja trwa miesiąc, macie szczęście że ktoś bogaty wam to zamówił. Wiecie ilu ludzi zginęło aby to sprowadzić z północnej części vaegirskich lasów?
       Jakiś chory strażnik który jęczał całą wczorajszą noc znowu wpadł w amok. Skórzane pasy którymi go przywiązano do łoża skutecznie go jednak powstrzymały od pewnego ataku. Klął jak napruty marynarz w czasie portowej libacji. Znachor bezceremonialnie wyjął pałkę i uderzył delikwenta. Strażnik na nowo spał.
       - Mam sporo pracy, jeśli chcecie to możecie już wyjść, na zewnątrz czekają na was strażnicy. Mam nadzieje że wy nie jacyś agenci sił wroga. Nie w smak mi ratować życia wrogowi...
       Zapewne nie w smak mu ratować kogokolwiek dodał  w myślach pospiesznie Habbe. Gartan wstał i zaczął się ubierać. Od ostatniego incydentu jego młodzieńczy zapał jakby zgasł. Być może miał poczucie winy że nie udało im sie powstrzymać intruza. Być może także teraz docierało do niego że zginął jeden z nich. Habbe nie miał zamiaru go pocieszać czy coś  w tym stylu. Niech młody obezna się z tym fachem. Niech w końcu się dowie że staż jest ważniejszy niż teoria.
       Po chwili oboje opuścili budynek medyka, Habbe musiał podpierać się laską, każdy krok był trudny i wolny. Uśmiechnął sie pod nosem, prawdopodobnie tym samym jego dni jako agenta są policzone. Jego rodzina straci jedynego żywiciela. Starci zaufanie żony, a tyle razy mu mówiła żeby uważał na to co robi, i jak robi. Cholera, w sumie zawsze musiała mieć racje.
       Odział straży w barwach Halmar wyszedł im naprzeciw. Ich kapitan zdjął hełm i wykonał ukłon.
       - Jesteście wzywani do zamku, mamy was eskortować.
       Gartan popatrzył na starszego kolegę. Był dalej przybity, a wyraz twarzy nie wyrażał żadnych emocji. Oprócz, oczu...Habbe dostrzegł w nich strach, jeśli nie panikę. Co się z nim stało do diaska. Odkąd znaleźli się u znachora był innym człowiekiem. Lata spędzone na śledztwach nauczyły go że  z oczu można odczytać znacznie więcej niż ze słów. Coś go trapiło, tylko co? Nie zadał mu pytania gdy strażnicy chwycili go pod ramiona i ruszyli pośpiesznie.
       - Panowie - warknął Habbe - uważajcie nieco. Każdy zły ruch grozi tym że stracę władze w nogach!
       Kapitan obejrzał sie i uśmiechnął.
       - Taki weteran jak ty nie takie rzeczy znosił. Pobyt w łóżku nieco was rozleniwił widzę.
       Byli już na placu Chana "Gromiącego skały"Surtunna, na placu było mało ludzi. Natomiast patrole straży i naprędce sformowanej milicji były w każdym miejscu. Halmar stawało się z dnia na dzień coraz bardziej niebezpieczne. Z lewej tłum ludzi szamotał się ze strażą. Ci drudzy wyrwali im z rąk kobietę, jej karnacja mówiła że nie pochodziła ze stepowych terenów. Niewiasta błagała o pomoc.
       - Kapitanie, co tam się do cholery dzieje??
       Kapitan spojrzał w lewo i zatrzymał cały odział. Po chwili wymruczał.
       - Nie słyszeliście??
       - Jakim sposobem? Ciągle leżałem u tego psychopaty!
       - To suka nordyckiego lorda Alerica. Straż miała ją na oku od przeszło roku. Przybyła tu nagle, zaczęła uczęszczać do akademii...phi, po co to człowiekowi? Co córka lorda robiła by na obcych ziemiach swojego wroga? Dlaczego jest tu sama. Pomagał jej tutejszy kowal, i tu ciekawostka. Też obcokrajowiec. Tyle że on akurat przybył tu lata temu, za czasów gdy był pokój między każdym królestwem. Nazywa się bodaj...Reiner. Oboje zostaną przesłuchani.
       To było podejrzane, po co nordycki lord ryzykował by życie  własnej córki ? Co ona mogła się dowiedzieć skoro jak widać nikomu nie dała do zrozumienia że jest z lordowskiej krwi. Plebsu nie wpuszczono by do zamku. W grę wchodziło raczej coś innego. Może ucieczka z domu? Może ojciec co rusz podsyłał jej kandydatów na męża? Dość człowiek usłyszał o zwyczajach nordów. A ten Reiner, znał go trochę. Był nieszkodliwy, czytał raz jego rysopis. Wiedział o nim wszystko. Zwykły kowal, który pisał czasem do niejakiego Vorda. Do syna? Tego akurat nie wiedział.
       Kobieta po raz kolejny zawołała o pomoc, w końcu widać całkowicie się poddała swemu losowi. Strażnicy bezceremonialnie związali jej ręce i ruszyli  w stronę zamku. Habbe wyrwał się z rąk żołnierzy i zaczął iść w stronę tej farsy.
       - Ej wy! Macie nakaz na pochwycenie cywila tego miasta??
       Strażnicy stanęli niepewni, kilku na pewno wiedziało kim on jest. W tej samej chwili jednak ochroniarze pochwycili go spowrotem. Kapitan stanął przed nim i zwęził oczy.
       - Nie zapominaj Habbe że nie to jest teraz waszym obowiązkiem, to zwykła łapanka jakich wiele przez ostatni czas. Wy macie ważniejsze rzeczy  do roboty. Bez głupich manewrów!
       Wiele się zmieniło ostatnimi czasy,z wykli żołnierze czuli coraz mniej respektu przed agentami chana. Jednak sprawa tej kobiety nie dawała mu spokoju. Na miejscu pogada ze starszyzną. Taką sprawę rozwiążą w mig. Tylko skąd ten pośpiech aby ich wezwać? Czyżby wpadli w jeszcze gorsze gówno niz ostatnio?

    CDN...
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline matigeo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1043
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #161 dnia: Kwietnia 07, 2013, 20:52:01 »
    Kurczę, byłem przekonany, że ten wątek padł, więc tu nie wchodziłem. Widzę ,że jednak ma się dobrze. :)

    Offline Rapodegustator

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1334
    • Piwa: -38
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #162 dnia: Kwietnia 07, 2013, 23:04:33 »
    A ja myślałem, że to na wieczór Aldred wstawił nowy rozdział pff. No nic no, czekamy!
    Zeby osiagnac rzeczy trudne potrzeba czasu. Zeby osiagnac rzeczy niemozliwe potrzeba go troche wiecej.

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #163 dnia: Lipca 01, 2013, 10:19:10 »

        Ciąg dalszy rozdziału.8.

    "Nawet gwiazdy płaczą razem z tym,kto płacze w nocy"(Talmud)

       Kolejna katapulta posłała ogromny głaz w górę. Ten z niesamowitą szybkością uderzył w blanki posyłając wielu jej strażników na tamten świat. Za przykładem poszły kolejne, rozpoczęło się dosłownie zasypywanie miasta Uxhal.
       Lord Aleric przywdział tego dnia nordycką bojową zbroje, niemal całkowicie zakrywając jego ciało grubym metalem. Obejrzał się za siebie. Z lasu miarowym krokiem wychodziły kolejne odziały rhodockiej armii. Szereg za szeregiem, bataliony weteranów śpiewając dziękczynne pieśni zmierzały z drabinami na ramionach w dół. W dole miasto w wielu miejscach zaczeło płonąć, połowa pocisków które były wysyłane na Uxhal były pokryte łatwopalną substancją, która była ciężka, wręcz niemożliwa do zagaszenia. Odezwały się rogi po prawej.
       Kolejna armia odbijała właśnie w lewo całkowicie omijając miasto. Jej zadaniem było zabezpieczyć flanki i stopniowo spychać wroga w stronę ziem chanatu. W powietrzu było czuć teraz uniesienie i determinacje każdego aby ostatecznie podbić i zniszczyć swadie. Która teraz była słaba i praktycznie bezbronna. W dodatku ich pierwsze miasto było pozbawione wielu żołnierzy, Plais, swoim geniuszem....dobrowolnie osłabił garnizon. To prawie tak,jakby mówił "zapraszam, zajmijcie moje miasto".
       Vordemor zdjął hełm i westchnął, młodzieniec pewnie pierwszy raz był uczestnikiem wojny. Gdyby Aleric mógł czytać w myślach zapewne wyczytałby masę pytań i wątpliwości jego przybocznego. Dotąd milczący lord vaegirski odezwał się.
       - Moje odziały są gotowe uderzyć na swadie od gór...jak wiecie nie mam pokaźnej siły bo mój...król nie myśli o wojnie. Założył sojusz z nordami przeciw bestiom. Ale plwam na to, chce zemsty, chce widzieć tu Plaisa kajającego sie u moich stóp!
       Rozległy się okrzyki radości, które niosły się coraz głębiej i dalej w szeregach rhodoków. Lord dostrzegł wielki wyłom w murach oraz zauważył że brama właśnie padła pod naporem tarana. Teraz wszystkie siły rzucono aby ostatecznie wybić każdego w środku. Gdy wcześniej Vordemor zapytał co z cywilami ,otrzymał jedną odpowiedz, którą Aleric dla pewności po raz kolejny rzekł na głos. Aby każdy żołnierz nie miał wątpliwości.
       - Wybić wszystkich  w środku, każdego, wasi dowódcy wiedzą czego macie szukać. Dopóki tego nie znajdziemy miasto ma nie spłonąć!
       Obok przejechał odział najemnych kawalerzystów, na ich czele jechali Naelda oraz Turegor. Ich celem było pewne miejsce o którym dowiedzieli się stosunkowo niedawno.
       Plan zakładał że swadia padnie w ciągu kilku dni, zostanie uderzona z każdej strony. Ingerencja vaegirów i innych królestw była obecnie mało realna. Zważywszy na to że zakładając pakt przeciw bestiom mają sporo do roboty. Taki układ rzeczy był wręcz wymarzony dla ich sprawy. Już nic nie mogło pokrzyżować im szyków, nic i nikt...



       Vord nie mógł spać tej nocy, nie chodziło nawet o to śmierdzące łózko na którym leżał. Nawet nie o pijacką zabawę na dole. Gdy tylko przymykał powieki momentalnie męczyły go liczne obrazy, ogień, postacie bez wyraźnych kształtów. Selena która coraz bardziej oddalała sie od niego. Powoli nie mógł tego znieść, bał się coraz bardziej że popada w szaleństwo. Skończy jak wielu szaleńców gdzieś przycupnięty nieopodal traktu...
       Energicznie sie podniósł i usiadł, schował twarz w dłoniach. Ciężko westchnął, nie takiego życia by sobie życzył. To co teraz się działo było po prostu straszne i niepojęte. Wpadł w jakiś wir zdarzeń który go stopniowo porywał, im  dalej tym mniej wiedział co się działo wokół. Czyż na samym poczatku nie chodziło tylko o dotarcie do Halmar i odnalezienie Seleny? Następnie pierwszym problemem była przerwa w postaci odsłużenia najemniczej roboty. I tak dalej, więzienie, zabójcy, bitwy, bestie, walka...śmierć i ogień. Ten sam ogień który nie dawał mu już spać. Czy otrzymywał jakieś ostrzeżenia, zupełnie tak jak wielcy wieszczowie? Czy to tylko piętno poprzednich zdarzeń zaczynało mu zajmować umysł. Nie miał pojęcia, nawet nie mógł zgadywać. Nic nie wiedział. Sprawę skomplikowali do tego obcy rycerze i Tervil. Oni twierdzili że niosą pomoc, z kolei Hreth twierdził zgoła co innego. O ile wydawał się być obłąkanym o tyle jego znał dłużnej niż kapitana rycerzy. Czy to miało jednak sens, wierzyć któremukolwiek z nich?
       Nagle poczuł gęsią skórę na rekach, odgłosy na dole nagle ucichły. Zrobiło sie cicho. Wstał i na palcach podszedł do okna, na zewnątrz nie widział zbyt wiele. Na murach stało kilku strażników oświetlani pochodniami. Nic jednak nie tłumaczyło dlaczego poczuł uczucie strachu. Wzięło się z znikąd, instynkt podpowiadał mu że jednak coś dzieje sie niedobrego. Usłyszał odgłosy na schodach, ciężki, ktoś wbiegał na górę. Usłyszał energiczne szarpniecie za klamkę. Drzwi jednak sie nie otwarły, zasuwa była na swoim miejscu. I tu punkt dla niego - pomyślał Vord - za przezorność.
       Gdy ktoś próbował wyważyć drzwi Vord podniósł miecz i stanął po prawej obok drzwi, zabije z zaskoczenia pierwszego który tu wejdzie. Pewne było że ktokolwiek to jest nie ma dobrych zamiarów, i nie przychodzi na kufel piwa by porozmawiać. Niby czemu miało by tak być? Zawsze ktoś próbuje go zabić lub pobić...
       W końcu lichy drewniany rygiel pękł i drzwi z hukiem się rozwarły. Zobaczył pierwszego napastnika, hełm swadiańskiego piechura, to nikt od jego kompanii. Człowiek wchodził z obnażonym mieczem, chciał go zabić. Vord wiedział teraz, albo zaatakuje zaskakując napastników albo wejdzie w walkę z góry skazaną na porażkę. Wykonał zamach od góry, miecz cicho i szybko opadł w dół oddzielając głowę swadiańczyka od reszty ciała. Wypadł na zewnątrz jak wściekły wilk który zagryzie każdego kto spróbuje go niepokoić. W korytarzu dostrzegł znacznie więcej żołnierzy niż na poczatku zakładał, widział jak do innych pokoi próbują się włamać. Kilka drzwi leżało już na podłodze, słychać było charakterystyczne odgłosy towarzyszące walce. Siekł przez pierś pierwszego swadiańczyka. Ten z krzykiem upadł na ziemię, w tedy też większość agresorów zwróciła wzrok na niego. Widział szydercze uśmiechy, Vord wiedział że każdy  z nich widział w  nim słabego przeciwnika. Szybko jednak starł uśmieszek grubemu mężczyźnie, sparował jego atak i sztychem w gardło położył go na ziemi. Kolejni dwaj uderzyli na niego, na zmianę jeden atakował a drugi parował. Ci byli dobrze wyszkoleni, pomyślał, szybko wykonał krok w tył. Wyczekał i sieknął jednego z nich odcinając prawą dłoń, kolejny otrzymał kopniak w krocze, gdy oboje zwijali się na ziemi Vord doskoczył do kolejnego. To był kapitan tutejszego garnizonu. Ich oczy na moment sie spotkały, kapitan prychnął i wykonał szybkie pchnięcie długim mieczem. Vord zaczął się wycofywać, po drodze zdzielił w twarz podnoszącego się żołnierza. Zamarkował cięcie i uderzył celując w lewe ramie. Kapitan przewidział to i wykonując unik momentalnie zasypał Vorda atakami.
       W tedy z tyłu usłyszał krzyki. Przez korytarz niósł się okrzyk bojowy Hretha i Kerwina. Za moment w takim tempie niesienia śmierci dotrą i wspomogą Vorda w walce z tym kapitanem. Ten jakby przeczuwając nieuchronną klęskę przerwał walkę i rzucił się do ucieczki. Vord pobiegł za nim, potknął się o martwego żołnierza. Bezradnie przyglądał się jak uciekinier skacze przez okno w ciemność. Tchórz czy nie, wiadomym było że zechce zebrać ludzi i ponownie uderzyć...
       - Vord! - krzyknął Hreth podając mu rękę - Nie mamy czasu, rycerzyny chyba skuliły ogony i uciekły, nie widziałem ich od jakiegoś czasu. Musimy stąd uciekać, to mi wygląda na zasadzkę.
       - Ciężko tego nie zauważyć...
       - Nie kpij młody, zbieramy się stad!
       Livmer szybko związał żyjących żołnierzy i dobił konających. Kerwin wziął zdobyczną kuszę i poszedł przodem na dół. Zachowując wzmożoną ostrożność zeszli po schodach na dół. Nikogo nie było, kilka krzeseł leżało porozrzucanych w nieładzie.
       - Gdzie Tervil i jego przyboczny do cholery? - wyszeptał Kerwin.
       Hreth zamruczał coś pod nosem o ich zasranym honorze i zniewieściałym uśmieszku. Wyjrzeli przez okna na zewnątrz. Wszędzie leżały ciała, czyżby bestie zaatakowały w tym samym momencie fort? Jeśli tak to gdzie teraz były, powinni słyszeć teraz ryki i ujadanie. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Hreth kopniakiem otwarł drzwi i wychodząc krzyknął.
       - Jestem! Zabije każdego który wejdzie mi w drogę!
       Nierozważne zachowanie, z drugiej strony ktokolwiek był wrogiem tracił pewność siebie. Butne nastawienie najemnika musiało wywrzeć na innych jakiekolwiek wrażenie, nieważne ze może i politowanie....
       - Spokojnie Hret - odezwał się znajomy głos, Tervil wraz z Kertebą siedzieli na wieży strażniczej - Zabiliśmy resztę mając nadzieję że poradzicie sobie sami z tymi w środku. Test zdany wybornie, ale nie spoczywajmy na laurach. Lada moment przybędą tu kolejni, też swadianie, w walce z nimi możemy przegrać.
       Przywódca najemników splunął.
       - A skąd wiesz o jakimkolwiek kolejnym wrogu? To ty wojownik w końcu czy wizjoner??
       Tervil zeskoczył w dół i podszedł do nich, wykonując ten sam sztuczny uśmiech rzekł.
       - Nie uwierzysz ale...z tej wieży świetnie widać jeźdźców z pochodniami, szacuje że dotrą tu już niebawem. Oraz jest ich ze trzy tuziny.
       Gdy Hreth miał coś odpowiedzieć, Kerwin już pokonywał bramę znikając w zaroślach.
       - Lepiej idźmy za jego przykładem - odparł Livmer.
       Gdy wbiegli w zarośla każdy słyszał marudzenie i złorzeczenia Hretha.
       - Ta, lepiej uciekać w krzaki niż stanąć do walki....!
       Prawdopodobnie i do tej pory nie docierało do niego że tę walkę na pewno by przegrali, umysł najemniczego kapitana bywa błyskotliwy i nieodgadnięty...nieprawdaż?




       Habbe i Gartan stali przed radą. Sześciu starców zezowało to na nich to na papiery leżące przed nimi. Założyciel a zarazem przywódca agentów przerwał w końcu ciszę.
       - Nie ukrywam że smutek oblał me serce na wieść o śmierci Jardela. człowiek ten był wielce zasłużonym agentem...Jednak nie mamy czasu na opłakiwanie. Rycerze za morza wszystko nam opisali. Podzielili się z nami ważnymi informacjami. Wy dwaj będziecie kontynuować zadanie. Tym razem nie będzie to obrona krypty pod miastem. Nasi ludzie już ja zabezpieczają...
       Jeden ze starców otworzył opasłe tomisko i podsunął go pod nos przywódcy, Hasira.
       - Dam wam odręcznie sporządzoną mapę....na niej wasz cel. Macie nie dopuścić do otwarcia pradawnej krypty. Waga tego zadania jest tak ogromna że przegrana oznacza śmierć...śmierć nas wszystkich.
       Gartan zaczął w tym momencie kasłać i się krztusić, upadł na kolana. Habbe próbował go uspokoić, ciągle bez skutku. Zapanował zgiełk w środku. Starszyzna w nad podziw szybkim tempie jęła się odsuwać na bok. Strażnicy wołali o medyka. Habbe czuł że to coś poważnego, żyły jego towarzysza przybierały ciemny kolor, szyja nabrzmiała.
       - Gartan! Jak mam ci pomóc???
       Ten spojrzał na starszego kolegę oczami pełnymi strachu. Mimo śliny wyciekającej z jego ust oraz coraz bardziej dygocącym ciele , rzekł.
       - Zabijcie mnie ...na...natychmiast....Nie dopuść...aby obcy zza morza...dobrali sie do czeluści ziemi...w tedy zginie wszystko...
       Następnie nastąpiło kilka rzeczy na raz, Gartan wpadł w istny szał i rzucił się na jednego ze strażników, dwójka innych kopniakami próbowało go odciągnąć. Habbe stał i walczył z coraz bardziej kłębiącymi sie w jego głowie myślami. To zachowanie...przypominało aż nad to zachowanie lansjerów w podziemiach. Jego druh jakimś cudem został opętany szaleństwem mordowania. Wiedział, a raczej czuł że nie będzie można mu już pomóc. Wyłapał wzrok Hasira, i już wiedział co powinien zrobić. Drżącą dłonią wyciągnął miecz. "Przykro mi przyjacielu", w duchu pomyślał, potem nastąpiło szybkie ciecie, głowa Gartana oddzieliła się od reszty jego ciała. Bezpowrotnie unieruchamiając go na wieki.
       Habbe pochylił się nad zwłokami, zaczął przeszukiwać kieszenie. Znalazł tylko w cholewie buta ten sam lśniący sztylet który uratował im życie nie tak dawno. Obrócił go kilka razy w dłoniach. Ostrze było idealnie ostre, bez żadnego draśnięcia. Subtelnie połyskiwało, pulsowało zupełnie jakby żyło swoim życiem. Musiał chyba tak stać długo wpatrując się w sztylet bo dopiero doszedł do jego uszu głos Hasira.
       - Habbe do diaska! Wiesz jak to możliwe ze tego młodzieńca opętał szał?
       - Nie mam pojęcia w ogóle jakim sposobem to sie przenosi. Nie przez dotyk to pewne, sam już dawno stałbym sie żywym trupem. Może ugryzienie czy inne zadrapanie? To też chyba odpada, zostałem wszak ranny...
       - Więc w jaki sposób??
       Habbe przypomniał sobie poprzednie wydarzenia. Układał je w myślach skrupulatnie każde porządkując. Zachowanie Gartana zaczeło sie zmieniać od początku gdy weszli do krypty. Później stopniowo coraz bardziej zaczynał błądzić myślami. Miewał napady strachu, niewytłumaczalnego. Jego oczy były zwierciadłem które opowiadało niemą walkę, z kim? Z czym? Wzdrygnął się momentalnie, czy to oznaczało ze każdy z nich może w każdej chwili zamienić się w potwora? Przejawiając ledwie zauważalne zmiany przed?
       - Nie wiem, ale chciałem zapytać o cel misji jaki został powierzony Gartanowi. Oraz co ci...rycerze wam powiedzieli. Dlaczego zaraz przed śmiercią Gartan powiedział aby nie dopuszczać do krypty przybyszów zza morza?
       Starcy popatrzyli po sobie, w tym samym czasie strażnicy wynosili zwłoki młodzieńca. Hasir odwrócił się i spojrzał na wielką mapę. Błądził palcem po mapie, odchrząknął i spojrzał na resztę rady z zapytaniem malującym się na twarzy. Ci jednoznacznie pokiwali głowami. Odprawiono straż zza drzwi, a Hasir spojrzał głęboko w jego oczy.
       - Gartan miał za zadanie zabezpieczyć wszystkie krypty, miał też zająć i zamknąć główna kryptę w punkcie na mapie który ci nakreśliłem. Rycerze nie powiedzieli nam do końca w jakim celu mamy to zrobić. Powiedzieli tylko że ma to bezpośredni związek z tym co się dzieje w całej Carladii. Że ktoś o niewypowiedzianej mocy właśnie sie przebudza, a za jego cel obrał sobie obrócenie w perzynę całą krainę. Spytasz czy to król czy bóstwo...i oni nie wiedzą kim lub też czym to jest. Jest pradawne i żyło tu na długo przed tym jak pierwszy człowiek postawił stopę na ziemiach Carladii. To on bezpośrednio przyczynił się do zniszczenia Wielkiego Cesarstwa. Wypędził większość ludzi, wielu zamordował. Nim zdołał jednak wszystko zniszczyć ,tamtejsi wielcy wojownicy zdołali go uwięzić gdyż nie możliwe było go zabić. W rożnych zakątkach krainy rozmieszczono krypty ,w każdej użyto kamieni które w jakiś sposób łączyły się z innymi w całej krainie. Niejako pieczętując główną kryptę w której zamknięty jest ten...wytwór. Teraz gdy większość jest otwarta lub osłabiona istnieje spore ryzyko ze ktoś niepowołany zdoła usunąć zabezpieczenia - i tak już słabe - w głównej krypcie...i pozwoli wyjść na wolność temu który pragnie zemsty. Tak przynajmniej opisali nam to przybysze, zaklinając się przy tym że mówią prawdę, wysłano ich tu tylko dlatego aby wspomóc swoich dalekich krewnych.
       - To brzmi jak opowieść którą straszy się swoje dzieci przed snem...a pogoda? Stwory? Wszystko to co teraz przeraża każdego żyjącego?
       - To zasługa "śpiącego", jakimś cudem przybrał na sile od chwili usunięcia pierwszego kamienia. I w jakiś sposób wskrzesza lub opętuje ludzi. Tworzy bestie...które nie powinny mieć racji bytu w naszym, znanym nam świecie. A może nasz świat nie należy do nas, i nie jest takim jakim do tej pory go postrzegaliśmy? Nurtuje mnie pytanie do czego służą same kamienie jeśli nie tylko do ochrony wrót....Dlaczego wielu ludzi ich szuka, kilku nawet je posiada. Dlaczego tak bardzo im na nich zależy. Ponoć sam król Swadii, stary Charlaus niósł go na piersi zaraz przed wyruszeniem na ziemie Rhodoków.
       Habbe usiadł ciężko na krześle, drewno wściekle zaskrzypiało. Pozwolił sobie nalać całą szklanice wina i przechylił ją od razu. Potem kolejny i jeszcze jeden...Kiedy wreszcie stwierdził że alkohol subtelnie zaczyna działać odstawił na bok flaszkę .Zatopił twarz w dłoniach. Myślał, zbierał właściwie każdą usłyszaną historie, próbując ułożyć ją w logiczną całość. Jednak tego nie dało sie logicznie wytłumaczyć. Było to niepojęte i wręcz nierealne.
       - Zastanawiam się...czy rozsądnie jest ufać tym przybyszom. Skoro oni zjawili się tu w tym samym momencie gdy wszystko zaczeło się dziać...Równie dobrze mogą kłamać chcąc nam zagrozić lub tez przywłaszczyć sobie Carladie. Może przybyli tu bo stwierdzili że muszą odebrać to co kiedyś należało do nich.
       Starcy wlepiali teraz w niego wzrok, jak wilki okrążające ofiarę. Gotowe na sygnał rzucić się nań i rozszarpać go na kawałki. Nic takiego nie nastąpił. Zaskakująco spokojnym i opanowanym głosem przemówił starzec po lewej, Jysta.
       - Podobną tezę zasugerowałem Hasirowi gdy rycerze opuścili to miejsce. Byli pewni siebie, zaczynałem momentami odnosić wrażenie że coś celowo zatajają przed nami, że nie mówią całej prawdy. Lata jakie spędziłem na byciu agentem sprawiają że łatwo odgaduje gdy ktoś kłamie lub zataja kilka faktów. Może to tez z drugiej strony zwykłe przewrażliwienie przez te wszystkie lata...
       -Jyst - odrzekł Hasir- Ja też nie będę ślepo wykonywał ich poleceń, zdaję sobie sprawę że ci ludzie są bardziej rozwinięci od nas pod każdym względem. Każdy z was tutaj widział ich rynsztunek, ich dziwne przyżądy których przeznaczenia możemy tylko odgadywać. Wysłąłem stosowny list do samego Wielkiego Chana. W ślad za naszymi agentami ruszy spory odział wojskowy. Może nawet sie skuszę i ruszę wraz z nimi...czuję że cokolwiek się stanie, nie będzie to zwłykłe zabespieczanie krypty...
       I tak samo pomyślał teraz Habbe, wstał i podszedł do drzwi.
       - Wyruszam natychmiast, niech reszta ludzi czeka na mnie przy bramie.
       Nie wyszedł jednak w stronę wyjścia, skierował swoje kroki w lewo. Gdy doszedł do schodów prowadzących na dół usłyszał krzyk kobiety. Kat zapewne zaczął..."zbieranie informacji". Musiał się śpieszyć i w porę zaprzestać tego szaleństwa. Osobiście wypyta nordkę o kilka rzeczy. Potem zadba aby ją wypuszczono. Niespodzianie poślizgnął się i runął na dół. Obił sobie czoło, lewe ramie zawyło od bólu. Przez moment zakręciło mu się w głowie grożąc że za moment straci przytomność. Usiadł na moment, dopiero kolejny, głośniejszy krzyk przerwał rozczulanie się nad sobą.
       Niech to szlag, pomyślał, tyle miał do załatwienia że musiałby się rozdwoić aby na czas załatwić wszystko. Musiał także odesłać swoja rodzinę do głównej cytadeli by tam na jego nieobecnośc byli bezpieczni...
       Dopadł do grubych drzwi i kopniakiem otworzył je. Za mocno, słaba noga przypomniała że jeszcze nie jest gotowa na takie akty heroizmu. Zagryzł wargi i wyłapał wzrokiem zaszokowanego kata. Ten stał nie z narzedziami tortur...był niemal całkowicie rozebrany i lezał na związanej nordce. Ta związana i naga próbowała go z siebie zrzucić, jednak bezskutecznie.
       Nim oprawca zdołał zejść samodzielnie otrzymał szybki cios w szczękę. Upadł i próbował wstać.
       - Ty kutasie! - wycedził przez zęby Habbe - Może tak się zabawimy?
       Zdzielił męzczyzne kilkakrotnie w twarz, gdy uznał że jego twarz przypomina rozbitego pomidora zaprzestał. Szybko podszedł do kobiety i rozciął więzy .Ta błyskawicznie chwyciła za wielki pogrzebacz leżący na ziemi i zawadiacko zaczeła nim wymachiwać w jego stronę. Habbe rozłożył szeroko ręce i najsopkojniej jak mógł powiedział.
       - Spokojnie, nic ci nie zrobię...jestem agentem tego miasta, przybywam by cie wypuścić na wolnośc...
       Ta szybko okryła sie podartą suknią ale nie przestała celowac żelastwem w jego stronę. Po chwili opuściła broń i z ulgą odrzekła.
       - To ty próbowałeś nie dopuścić do aresztowania mnie, teraz dopiero cie poznałam. Dziwne metody przesłuchań u was panują...
       Habbe spojrzał na kwilącego kata i rzekł.
       - Na kilku normalnych zawsze znajdzie sie bestia, nie mniej inna od tych które atakują całe wsie. Mam do ciebie parę pytań...ale nie tutaj. Udamy sie do innego miejsca, gdzie nikt nas nie podsłucha.
       - Jak wyjdziemy obok straży? I czy mogę ci zaufać mimo twoich zapewnień?.
       - Kobieto ja mam dzieci i żonę...
       Kobieta na ostatnie zdanie spochmurniała, jedna, samotna łaza spłyneła po jej policzku.
       - Wyjdziemy tajnym wyjściem, z przezorności muszę zakryć twoje oczy, sama rozumiesz, już nie było by to tajne przejście, nieprawdaż?
       Usłusznie się zgodziła i wyszła trzymana za ręke wraz z nim. Czas naglił, i kazda godzina była dobrowolnym poddaniem się czemuś z krypty..
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: "Calradia,kraina straconych szans"powieść.
    « Odpowiedź #164 dnia: Lipca 01, 2013, 10:24:22 »
        No to trochę przyszło wam czekać na kolejny rozdział który swoją drogą nie jest tak długi jak mi sie wstępnie wydawało. Tawerna chyba celowo "odchudza" mój tekst aby mi pokazać że nadal za mało napisałem;)
       Myślę że każdy wyczuwa atmosferę napięcia w opowiadaniu (lub nie, zależy kto czyta to ze zrozumieniem) .Nie trudno zgadnąć że zbliżamy sie do wielkiego finału...No ale właśnie czy aby zdajemy sobie sprawę jak to sie zakończy? Czy w ogolę sie zakończy by definitywnie napisać. Koniec opowiadania? Heh, koniec tych przemyśleń;)Wracam do pisania.
    Edit: Niedawno natrafiłem na konkurencje opowiadania o Carladii( na Tawernie), niebawem wezmę sie za lekturę i zobaczę jaka to inną wizje ma autor na losy tej tajemniczej krainy;)
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)