Jacy są wasi ulubieni pisarze, których nie czytaliście? ;)
Dobre pytanie, jak na tę chwilę, to chyba będzie Clark i
Wells Orwell, pierwszego nie czytałem, bo wiem że to mi zburzy wspaniałe wspomnienia filmowe(poza tym staram się najpierw przerobić polskie stare sci-fi), a drugiego bo chce sobie za jednym razem wziąć te wszystkie antyutopie razem z Huxleyem, Borgessem i co tam jeszcze jest. W sumie znajdzie się więcej autorów, no bo kurczę... trudno żeby ambitna literatura amerykańska XX wieku mi nie podeszła jak Steinbeck, McCarthy czy Kesey i Heller mi się podobają. Pewnie Tomasz Mann też :P A także Homer, Shakespear, Goethe, itp. skoro Boska komedia czy Słowacki są dla mnie spoko.
Pewnie polskich pisarzy będzie sporo, tylko że ich nawet jeszcze nie znam :P To się nazywa świadomość nieznanego... Ale czasem sięga się po jakąś wywołaną książkę i jakoś nie chwyta aż tak, żeby chcieć więcej danego autora czytać np. Vonnegut i Rzeźnia nr 5, czy Golding i Władca much, dobre książki, ale jakoś to nie to... W sumie przez takie podejmowanie twórczości jednego autora aż do wypalenia lub przeczytania wszystkiego(tak jakoś mam), to się bardzo zwalnia z czytaniem wielu innych 'must read'ów i poznawaniem innych autorów...
Asimova czytałem tylko jedną część z Fundacji, no kiedyś trzeba nadrobić, choć aż tak mnie to nie chwyciło. Co innego Strugaccy, tu też tylko 'Piknik...', ale tu już ciągnie dalej.
btw. do Dostojewskiego, Tołstoja, Sołżenicyna cię nie ciągnie? W sumie to chyba wstyd przyznać, ale ja oprócz Mistrza i Małgorzaty nic nie wiem z rosyjskiej literatury :P