Germanie, Celtowie, Galowie walcząc z Rzymianami stosowali różne myki i sztuczki. Grecja to zarówno flota Aten i falanga Sparty, tyż wychodzi różnie, pomimo wspólnoty kulturowej. Zakładam, że mówiąc o Nubii wcale nie musiałbym stosować tylu analogii co o Słowianach w epoce brązu. Jaki jest najlepszy sposób walki dla oddziałów w epoce napoleońskiej - lepsze były francuskie kolumny, czy angielska linia? No i ta wspólnota kulturowa Apaczów i ułanów,... hmm. Jak lepiej walczyć z husarią - kozackim taborem, czy szeregami pikinierów, a może ostrzałem prasłowiańskiej artylerii? No coś w tym jest, pewne rozwiązania są po prostu praktyczne, ale nie zapędzajmy się z tym na tyle, żeby uwierzyć, że da się odtworzyć po tkaninie z Bayeux detale z życia Normanów. Nie nie pomyliłem się - Normanów. To wymaga dużo wyobraźni, żeby na podstawie tych rysunków wpaść na to, że tam przedstawiona jest kometa. Analogią jest tu wykorzystanie wyobrażenia o życiu Normanów, do rekonstrukcji sposoby walki Wikingów. Analogią na podstawie analogii, do sposobu walki Bolesława Chrobrego. Zaś Biskupin to analogia powstała na bazie analogii, do odtworzenia analogii. Jest pewne ryzyko błędu, większe nie przy brązach z Beninu - prawda? Normanowie to potomkowie Wikingów, tak jak Amerykanie to potomkowie Niemców, czy Szkotów. Co ma w tym do rzeczy Świętosława? Filip II - takie hasełko - otwieramy osobny temat żona a związki kulturowe - jest szansa, że Świętosława była księżniczką, której małżeństwo pełniło bardziej rolę ceremonialną niż polityczną? Powiadasz, że słabo siedzę w średniowieczu - a kto mocno? Andrzej Michałek, może posługiwać się szczególnym językiem, ale ostatecznie szyk kolumnowo-klinowy, to banda facetów, która leci do przodu, starając się swoim impetem przepchnąć drugą taką bandę. Ogarnie się to jakoś rozumem, podobnie jak to, że regest znaczy tyle co dokument. Pewnie, macie dużo racji, armię macedońską odtworzono na podstawie jednej zachowanej tarczy - też możliwe, że ktoś to robił mozaikę mógł coś tam namieszać, ale ostatecznie sztuka starożytności jest łatwiejsza w odbiorze, niż sztuka wczesnego średniowiecza - litości.
Dla mnie i tak najfajniejszy jest pomysł wykorzystania kodeksów szermierczych do odtwarzania walki w wczesnym średniowieczu. To jest perełka, którą trzeba umieć docenić - Traktat o wychowaniu królewicza - 1502. :) Pierwszy polski traktat o szermierce. Niemieckie traktaty szermiercze w XI wieku zawierają przemyślenia na temat moralności, szczegóły dotyczące produkcji miodu i porady i w stylu - chwyć przeciwnika i upadnij z nim na dupę, na rysunkach widać pamperki, które się uśmiechają i trzymają w wyciągniętych dłoniach miecz - i to tyle. No dobra, powiedzmy, że masz szczegółowy traktat dotyczący szermierki taki już rozwinięty, w takim sensie jak to rozumiemy dzisiaj - czyli dzieło Camillo Agrippy - zrekonstruuj teraz na tej podstawie system dowodzenia i budowę oddziałów w XVI, możesz prześledzić, kogo żoną jest córka Henryka Walezego, o przepraszam, był bezdzietny mogą być wątpliwości, nie tak jak w przypadku Świętosławy. :)
Do rzeczy:
jeśli robimy moda na biblii, nie chodzi o moda, a o podejście do problemu jak biblie interpretować to są dwa scenariusze - albo leci się po całości i przedstawia się wszystko tak jak to widzieli Żydzi - czyli wychodzi z tego coś na kształt "Króla Skorpiona", na szczycie ziguratów stoją kapłani i królowie chłepczący ludzką krew, plaga much poprzedza armie trupów wzywanych demonicznymi zaklęciami, armie Egiptu nie mają końca - czyli zakładamy takie podejście w stylu fantasy czy,
starając się zachować tyle ile to możliwe pozory realności odtwarzamy istniejący wtedy świat, zgodnie z stanem aktualnej wiedzy?
Na ile serio traktować w tym wszystkim biblię? Ja uważam, że istotnie stała wieża Babel, nie znaczy to że z nieba spadały żaby.