Mało oryginalnie, ale serie Rowling zaczynam już od kolebki, chyba 4 czy 5-ty raz. Więc jeśli ktoś się jeszcze nie przekonał do młodzieżowej fantastyki to warto- Harry Potter.
Jeśli ktoś zna książki napisane dosyć lekkim językiem, do których można sobie wieczorem usiąść i pochłonąć w całości, to bardzo proszę.
To co się dzieje w Harrym tak od 5 tomu to masakra, najgorzej jak się dorastało mniej więcej tak jak wydawane były książki, to uczucie WTF, kiedy coraz bardziej seria idzie w kierunku jakichś naiwnych uproszczeń, nielogiczności, niespójności dotyczącej magicznego świata, a samemu ma się coraz lepszy aparat poznawczy, który to wyłapuje.
btw
Jeśli ktoś zna książki napisane dosyć lekkim językiem
To jest język prostszy niż budowa cepa :)
Nigdy nie zrozumiem fenomenu Tolkiena.
Hobbita nawet nieźle mi się czytało, ale Władca Pierścieni jest nudny niesamowicie! Nie wiem, może nie odpowiada mi język Tolkiena, taki baśniowy, "przesłodzony".
Baśniowy to jest raczej Hobbit... Władca jest literacko podniosły, patetyczny, klasyczny, stylizowany trochę archaicznie, po prostu stara epopeja. No i pewnie, że jest nudna, tak jak zapewne większość klasyków dla młodego czytelnika(Imho zajebista książka do czytania przed snem, uwalnia melatoninę choćby zastrzyk). Trzeba albo mieć fazę na to albo się urodzić z tolerancją dla takiego stylu i zamiast w młodości Harry'ego - czytać Prusa albo chociaż Verne'a.
Silmariliona przeczytałem dwa razy i chyba więcej do niego nie podejdę, to tak jakby czytać książkę telefoniczną.. Ale jak ktoś ma bzika na punkcie Tolkiena to przeczyta spokojnie ;)
Raczej Biblię...
Dawniej tez zaczytywałem się Tolkienem i Silmarillionem.
Obecnie za najlepszą serię fantasy uważam "Malazańską Księgę Poległych" Stevena Eriksona.
To jest właśnie doskonały przykład człowieka o tej specyficznej tolerancji na literackie niesłychanie podniosłe lanie wody :P Tylko o ile Tolkien jest równy, spójny i w ogóle, to Erikson jak mu wiatr zawieje... :P
Ale najbardziej jestem pod wrażeniem ludzi, którzy lubią i Malazańską Eriksona, i Czarną kompanię Cooka. No nie ogarniam po prostu, przecież to jak antyklerykała zestawiać z Apb Hoserem.