Od mojego ostatniego posta w tym temacie minęło kilka ładnych tygodni, w przeciągu których parę książek jest za mną. Niestety ubolewam nad tym, że ostatnio czasu na czytanie mam jak na lekarstwo i świetne To! męczę już prawie dwa miesiące, a książka jest taka genialna... Kiedyś ją skończę, ale przy obecnym nakładzie czasu wolnego raczej nie przyjdzie to szybko. :(
Ale gdy jeszcze ów czas miałem, to parę fajnych tytułów pękło. Nie będę wszystkich wypisywał, ale o kilku wspomnę. :)
Po pierwsze, od bardzo dawna sięgnąłem po twórczość Grahama Mastertona i niestety tak jak jego pierwszy utwór, który przeczytałem - niezwykle słaby Sfinks - również dwie ostatnie jego lektury nie przekonały mnie do siebie. Najpierw był to Głód, a jakiś czas później Czarny anioł. Może to tylko mój gust, ale nie polecam tych książek nikomu... Po prostu, jako fan twórczości Kinga, nie dociera do mnie forma horroru jaki prezentuje Masterton. W swych powieściach, w przeciwieństwie do Kinga, by zaciekawić i przerazić czytelnika, stosuje on zupełnie słabe i oklepane motywy, a na dodatek usilnie próbuje eksponować przesadne dawki stosunków seksualnych - często wręcz dewiacje. Również stara się szokować stosując tak prymitywne sztuczki, jak wręcz obrzydliwa i maksymalnie przesadzona doza okrucieństwa - co świetnie pokazuje jak słabym jest pisarzem. Według mnie po prostu nie potrafi w inny sposób wciągnąć czytelnika w akcję i przekazać mu określoną dawkę emocji - co King zrobić potrafi.
A propos Kinga. Również z jego twórczością posuwam się do przodu - ot choćby wspomniane na wstępie, wciąż niedokończone To. :) Jednak również kilka jego dzieł w ostatnim czasie skończyłem. Były to m.in. Cmętarz zwieżąt* , Wielki marsz, Martwa strefa, czy... scenariusz wydany w formie drukowanej Sztorm stulecia. Jak zwykle Mistrz mnie nie zawiódł i jedynie przedostatnia książka (tj. Martwa strefa) nie przypadła mi tak bardzo do gustu. Była to po prostu w pewien sposób powieść obyczajowa z pewną nutką tajemniczości i dość zaskakującymi fragmentami. Oczywiście realizacja całego pomysłu jak najbardziej idzie na plus, ponieważ książka po prostu wciąga i wielokrotnie potrafi zaciekawić pewnymi fajnie zrealizowanymi pomysłami, ale to jednak nie jest poziom Kinga. Mogę ją podsumować jako bardzo dobrą powieść, ale jednak poniżej oczekiwań - oczywiście jest to subiektywne odczucie, a najbardziej pozytywnie wspominam zakończenie.
Jeśli chodzi o Cmętarz zwieżąt to nie muszę nic pisać, bo każdy kto interesuje się tym gatunkiem książek, musi kojarzyć ten tytuł, a osoby czytające prozę Kinga, po prostu znać lekturę muszą. :) Książka świetna, genialna, nie zawiodła mnie nawet przez chwilę, a zakończenie... mistrzostwo. Polecić mogę ją każdej osobie, która lubi horrory - w formie "wyższej" niż twórczość Mastertona. ;)
No i Wielki marsz, czyli książka napisana przez Stephena Kinga, ale pod pseudonimem Richard Bachman. Wydawać by się mogło, że opisywanie jednej jedynej czynności przez cały utwór nie może się udać, ale... nie tylko się udało - to było niesamowite! Ogólnie książka opowiada o tym jak setka młodych osób w "alternatywnej wersji" USA (bliżej im do tworów Orwella, niż do demokracji) staje na starcie wyścigu, który kończy się tam, gdzie padnie przedostatni z uczestników. Akcja zamyka się w klamrę czasową trwającą dosłownie kilka dni, a utwór nie przedstawia nawet w drobnym fragmencie innego ujęcia, niż widzianego z perspektywy uczestników. Po prostu niesamowita do interpretacji powieść (z tego co pamiętam ledwie powyżej 200 stron), która może dać do myślenia. Polecam, bo czasu dużo nikt nad nią nie straci, a przesłań wyciągnąć można masę. :)
Oprócz tego co wyżej złapałem również coś zupełnie odmiennego, czyli Pokój Trappa - druga część serii o kapitanie Trappie (pierwszej książki nie czytałem). Całkiem fajnie i sprawnie zrealizowana lektura z świetnie wykreowanymi postaciami, intrygą grubymi nićmi szytą, która jednak potrafi zaskoczyć i sporą dawką dość specyficznego humoru. Najciekawsza jest sama postać tytułowego kapitana. Takiego umysłowego dewianta, który chyba niczego nie ceni wyżej od pieniędzy, a jednak potrafiącego podjąć dość specyficzne decyzje by upiec trzy pieczenie przy jednym ogniu, chyba do tej pory na kartach żadnej książki nie spotkałem - postać wyjątkowa. Książka natomiast dobra, ale nadspodziewanej rewelacji we mnie nie wzbudziła. ;)
*czytałem w wersji Smętarz dla zwierzaków