Kurde, gra we mgle, to dopiero coś. Zaczynamy grę, widoczność tylko na parę metrów, ruszamy naprzód maszerując blisko siebie nie wiedząc gdzie się znajduje przeciwnik, każdy stara się wyostrzyć zmysły, aż tu nagle przed naszymi oczami wyłania się wrogi oddział nordyckich wojowników już w gotowości zasypać nas swoimi toporkami. Rzeź się zaczyna, dowódca każe nam zewrzeć szyki i ruszyć do ataku. Każdy daje z siebie wszystko, aby tylko wyjść cało z tej walki. Nikt nie wie, ilu jeszcze wrogów pozostało na polu bitwy z powodu marnej widoczności, ale każdy się domyśla, że koniec bitwy jest już bliski, a to z powodu rzadszych jęków umierających ludzi.