Marco zasalutował porucznikowi. - Nowego rekruta, bo zapewne trochę nas ubyło po porannej zasadzce. - powiedział poważnie - Jest ranny, więc może niech gdzieś spocznie, jeśli mogę prosić. A my możemy udać się do Pańskiego namiotu? Mam wyczerpujący raport. - poprosił porucznika. Jeśli porucznik się zgodził i udali się do jego namiotu, Marco zaczął mówić - Kolonia została zaatakowana przez nieznanego przeciwnika, na pewno wiecie o statkach, które przybiły dzisiaj do portu. Wszystko zaczęło się po zakończonej bitwie pomiędzy ligą a kompanią. Cały legion wrócił do miasta i skierowany został pod południową bramę. Ja jeszcze zahaczyłem po drodze o koszary i dołączyłem trochę później. I całe szczęście, bo nigdy w życiu nie widziałem takiej siły i takiego dźwięku. Nie wiem jakimi działami operują przybysze, ale zniszczyły południową bramę i mur w pył razem z 90% legionu. Miasto bez wątpienia jest stracone dla kompanii. Jako, że napastnicy nie puszczali nikogo żywcem, podjąłem decyzję, że najlepiej będzie wycofać się tutaj i zdać raport. - skończył Marco i w sumie dopiero teraz głęboko odetchnął, rozluźniając się nieco.