themeChłopak uśmiechał się, patrząc Ci głęboko w oczy. Rana w jego boku krwawiła bardzo mocno, przebijając się przez jego strój i mundur na zewnątrz. Z kącika ust strużka krwi powoli płynęła w kierunku ziemi, a jego oddech był ciężki i charczący. Drgania jego ciała, które następowały po sobie zwiastowały, że nie jest on w najlepszym stanie... i że nadchodzi śmierć. Mimo to, Emar uśmiechał się tak jak zawsze - wesoło, pogodnie. Podniósł rękę i... położył Ci ją na policzku. Delikatnie po nim przesunął, a następnie opadła bezwładnie.
- Haha... - zaśmiał się ponuro. - Jestem tchórzem. Boję się walki, boję się śmierci. Cały czas... starałem się zaimponować Tobie. - mówił ciężko, z trudnością. - To nie tak miało wyglądać... nie tak szybko. Marco... - zatrzymał się, a uśmiech zszedł z jego ust. - Nie mam już nic do stracenia. Wyrzucili mnie z armii za, jak to mówili, elyńskie zwyczaje. Od tamtego czasu, byłem napiętnowany i ja... - zaczął kaszleć ciężko, a z ust lała mu się krew. - I uznałem, że lepiej będzie mi umrzeć gdzieś w walce. Ale... poznałem Ciebie. Wiem, to żałosne. - syknął z bólu. - Ale ja...
Mężczyzna wsparł się ciężko na ramionach i podniósł nieco tak, że Wasze twarze się zrównały. Dostrzegłeś na jego twarzy ogromny ból.
- Wybacz mi... nie sądziłem, że jesteś z nimi. Masz cel, masz misję. - uśmiechnął się ciężko. - I zanim mnie dobijesz chciałbym. - jego głos coraz bardziej się rozmywał, że miast dźwięków wydawał już tylko powietrze. Wtedy zaczął się zbliżać do Ciebie... jednak nie dotarł, gdyż opadł bezwładnie na plecy, bezsilnie. Nie umarł, gdyż dyszał jeszcze, lecz oczy miał zamknięte, a oddech ciężki. Z twarzy jednak nie schodził mu uśmiech...