- Oby... mam nadzieję, bo inaczej to jesteśmy posiekani! Tak tak, nie przeszkadzam, idź. - odrzekł i sam udał się do swojego kolegi. Ty zaś poszedłeś do medyka, który właśnie odchodził od postrzelonego.
- Ach tak, drzazgi. Akurat mam szczypce, załatwimy to szybko. - powiedział i zaczął wyjmować drzazgi, co nie było jakoś specjalnie bolesne, ale było odczuwalne. W międzyczasie mówił. - Wasz kolega dostał kulkę, która utkwiła gdzieś w płucach. Próbowałem zrobić co się dało, ale to zbyt ciężka rana jak na warunki polowe. Zmarł. Zostanie pochowany na żołnierskim cmentarzu.
Po kilku minutach medyk odłożył szczypce i przemył Twoją twarz jakimś specyfikiem, zamknął swoją torbę i odchodząc, rzekł.
- Teraz wszystko powinno być w porządku. Proszę wybaczyć, mam ręce pełne roboty.