Siedziba Ligi skryta była w samym sercu lasu. Niepozornie, za wzgórkami, za bagnami... znajdowała się ogromna polana, na której bojownicy elyńscy rozbili swe obozowisko. Zewsząd otoczone było siatkami maskującymi, ażeby nie zdradzać swej pozycji, a palenie ognia było surowo zakazane - dopuszczalne były jedynie pochodnie. Mnogość namiotów, a wśród nich ten największy, w którym przywódca się mieścił.
Stałeś na środku głównego placu wraz z trzema innymi Elynami, prawdopodobnie też nowozrekrutowanymi. Przed Wami stał zaś Porucznik Gerber, wysoki mężczyzna o jasnej cerze, krótkich, jasnych blond włosach i z pokaźną szramą, ciągnącą się od linii włosów, przez prawe oko, aż do policzka. Ubrany był w kirys, zbrojone nogawice i militarne buty. Trzymał pochodnię, rozświetlając panujący wszędzie mrok.
- Rekruci - zabrzmiał jego ciężki niczym topór głos. - Dzisiaj, po wypełnieniu inicjacji, misji wstępnych, stoicie u bram walki o naszą wolność. Jedyne, co musicie teraz zrobić, to powtarzać za mną słowa przysięgi. Wówczas będziecie mogli podjąć służbę. Tymczasem! - wykrzyknął i stanął na baczność. - Baczność, prawa ręka na pierś, lewa do góry! Powtarzajcie za mną - Przysięgam bronić honoru ludu swego, dziedzictwa i historii swej. Przysięgam służyć wartościom Elyne, wszystkim cnotom i dobrociom, przez wieki opiewanym przez swą ojczyznę. Przeto przysięgam, że oddam krew, pot i łzy w wyższej sprawie, a dla wyzwolenia ojczyzny mej, Elyne, strach porzucę i życia swego pierś nadstawię.