- Wątpię - odpowiedział Gabriel, po czym kontynuował - Klub jest jednym z najpopularniejszych w mieście, kainici i ludzie mogą się bawić do woli. No, prawie wszyscy poza pewnym klanem, który musi siedzieć w podziemiach Elizjum. Oho, chyba nasza kolej - powiedział, gdy winda zjechała na dół i z niej wyszła
kainitka, która skierowała swoje kroki do baru. Gdy podążyłeś wzrokiem za jej kierunkiem, Gabriel powiedział
- strzeż się tego klanu. Ona jest assamitką, prawdziwą mistrzynią zabijania. Ale warto poznawać nowych kainitów.. Nigdy nie wiesz czy przychodzą do Ciebie jako gość, czy jako kat - po czym skierowaliście się do windy. Weszliście, Gabriel wcisnął guzik i wjechaliście na górę. Gdy wysiedliście, stanęliście już przed obliczem
Księcia. Wyczułeś od niego istną potęgę, musiał być dużo starszy od Ciebie, nie masz pojęcia o ile, ale na pewno jest silniejszy niż twój Ojciec. Ten stał przed szybą, która widocznie lustrem weneckim i podziwiał albo wszystkich, albo kogoś konkretnie. Po chwili stania w milczeniu przemówił:
- Jestem niezmiennie zaskoczony, że zdecydowałeś pojawić się w końcu, Gabrielu.
- Tak Książę, wiem że pewne sprawy.... mogły nas poróżnić, ale..
- Nie zajmujemy się dzisiaj przypadkiem Dennisona - przerwał mu Książę -
i lepiej byś nie wracał do tej sprawy. Rozumiem, że postanowiłeś przedstawić mi swojego neonatę?
- Tak Książę, chciałem go oficjalnie przedstawić przed władzą Camarilli - odparł Gabriel.
- No cóż, nie stójcie jak kołki, siadajcie proszę - po czym sam usiadł w masywnym fotelu i zaczekał aż sami usiądziecie.
- Powiesz coś Veselinie? - spytał Ciebie Książę.