Jan z Czarnkowa
-Myślę Waszmościowie, że nie macie racji. Przebijać się do obrońców - bezsens. Jeśli oblężenie trwało już wtedy, gdy byliśmy w Messynie, to zapewne mają duże niedostatki w prowiancie. Musieliby wyżywić kolejne kilka tysięcy mężów wraz z naszym przybyciem. Dalej, jazda, która jest naszym rdzeniem, prym wiedzie w polu. Tu jest tłok i obawiam się że pomimo bitności naszych rycerzy oraz Opatrzności Bożej nie zdołamy rozbić szarżą tylu pohańców. Ostatnia zaś propozycja jest równie nie trafiona - do oblężeń potrzebna jest piechota, której u nas nie uświadczysz, jeno sami nowicjusze. Z tego powodu, proponuje Waszmościom, by lekka jazda sprowokowała atakiem piekielników. Wyciągnie ich na otwarte pole, a tam ubije ich nasze rycerstwo. Jeśli zaś wróg za nami nie podaży, wówczas sformujemy oddziały, które będą bez przerwy pogan nękały - atakowały tabory, oddzielone i zdezorganizowane oddziały - kończą, rzucając jeszcze raz spojrzenie w stronę obozu oblegających.