Jan z Czarnkowa
-Moim zdaniem, szacowni towarzysze, powinniśmy podzielić armię na trzy kolumny. Nie byłyby zbyt daleko od siebie - ewentualna pomoc a razie ataku pozostałych kolumn powinna być szybka. Lecz tym sposobem, pohańcy być może nie zorientują się w naszej liczebności i chwycą przynętę, atakując którąś z kolumn, ufni, że to całe nasze siły. Wówczas jedna z kolumn mogłaby ruszyć bezpośrednio z odsieczą, zaś druga - oflankować lub nawet całkiem otoczyć przeciwnika, co umożliwi nam rozbicie całych zaangażowanych w walkę muzułmańskich sił - patrzę po twarzach wojowników i kapitana, po czym kontynuuję:
-Jeśli chodzi zaś o taktykę, to wówczas sugeruję umieścić strzelców i piechotę na jakimś wzniesieniu, Żyd, którego spotkałem w Konstancji, mówił mi, że w Ziemi Świętej dużo jest równin. Nie wiem, czy to prawda, ale jeśli tak, to piechotę łatwo będzie mogła otoczyć i rozbić wraża kawaleria, zwłaszcza, że nie są to twardzi mieszkańcy Północy, a ludzie nie zwykli do walki prawdziwą bronią. Co zaś się tyczy kawalerii, sądzę, że powinniśmy podzielić ją na lekką i ciężką. Lekką musiałby dowodzić ktoś, kto ma posłuch u rycerzy i zmysł taktyczny. Otóż lekka jazda ruszałaby na przeciw wrażych szyków, po pewnym czasie walki pozorowała odwrót - i tu w tym głowa tejże osoby - powinna ten moment wyczuć i zmusić jazdę do odwrotu, ale tylko pozornie chaotycznego. Wówczas niewierni puszczą swoje szyki i rzucą się za jeźdźcami, a na nich spadnie z boku nasza doborowa jazda rycerska, co złamie ich siłę. Dobije ich ogień strzelców oraz lekka jazda, która w międzyczasie zawróci. Zapewniam was, że ta metoda działa - wielokrotnie pokonywałem tak siły margrabiów braniborskich - kończę mój wywód, sięgając po antałek z rumem i pociągając spory łyk.