Nie no ja rozumiem, że może się książka podobać. Jednak uczenie się takich nieistotnych faktów dla samego uważania się megafanem i ekspertem jest nienormalne i powinno się ich izolować.
Wiesz, ci ludzie szukają lepszego świata. Są nim zafascynowani i chcą go poznać, jedynym źródłem poznania jest zaś literatura. Nasz świat wydaję się im nudny, więc uciekają w tamten. No i oczywiście dochodzi motyw, "jestem lepszym fanem, niż Ci co raz przeczytali, myślą, że są fanami a nie wiedzą jakie gacie miał Robb Stark w czasie krwawych godów! Pfff, pozdro poćwiczcie porażki!"
Rozumiem więc megafanów, ale wolę tych którzy własnie biorą książki o historii Anglii i szukają podobieństw. Kto jest "twórcą króli", Warwickiem który najpierw był głównym "chorążym" Yorków a potem sprzymierzył się z Lancasterami. Frey? Bo przecież królowi Warwick wypominał małżeństwo z Woodville, chciał go zeswatać z własną córką. Bolton? A może ta postać, istotna dla konfliktu została gdzieś indziej umiejscowiona.
Tu, moim zdaniem Martin okroił wszystko, zostawił motyw zdrady spowodowanej tym, że z oczekiwanego małżeństwa pozostały nici i wydania córki za wroga, króla Edwarda. Czyli wychodzi Frey. Choć możliwe, że nowe książki rzucą trochę nowego światła na ten temat. Robb Stark ogólnie zaś pasuje właśnie do postaci Edwarda, który będąc młodym chłopakiem stanął na czele Yorków, wziął potajemny ślub i wygrał. Autor widać, chcąc odrzucić cukierkową formę, zamordował Robba.