Bo Martin od samego początku mówił, że serial pójdzie swoją drogą. Wszyscy (ci czytający) czekają teraz na Wichry Zimy. Po przeczytaniu Tańca Smoków uświadomiłem sobie, że tak na prawdę możemy nie być nawet w 1/3 tego, co chce nam przekazać autor. Przykładowo Deanerys znalazł khal Phono nie wiadomo jak daleko od Meereen, sama królowa jest na drugim końcu świata a zmierza do Westeros i czy to do niej pasuje, żeby porzuciła wyzwoleńców i popłynęła do "domu"? Jon Snow został pchnięty sztyletem, a nadchodzi zima, a mam wrażenie, że tylko on i Tormund realnie zdawali sobie sprawę z zagrożenia. Wogóle ta mała rada Jona to jakiś burdel był. Sprzeciwiali się przeprowadzeniu dzikich za Mur bo co? Bo woleli bronić Westeros przed dzikimi i Innymi jednocześnie? Bo dzicy mogą stać się Innymi i w sumie lepiej im bybyło się obronić? Victarion płynie pod Meereen w kilkadziesiąt okrętów, taka flota mógłby pomóc Deanerys w wojnie z Quarth. A co z Arya, Sansa i Theonem? Czerwony kapłan ze statku Victariona mówi, że Melisandre się pomyliła i to nie Stannis jest wybranym. W takim razie kto? Powoli rozpoczyna się wojna między smokiem a lwem o Żelazny Tron. To dopiero początki...
A tym czasem serial się kończy, chyba sezon VI jest ostatni. Osobiście, dla mnie, twierdzę że serial to jabłko na jabłoni Pieśni, które spadło daleko za Wąskie Morze. Ja obejrzałem sezon I i II i odpuścilem, ponieważ wizerunki postaci są tak zepsute że nie mogę na to patrzeć. Najgorzej pokrzywdzona jest Deanerys, w serialu ciągle powtarza że jest Matką Smoków bla bla bla i wszystko się jej należy, a Quartharczycy mają jej dać okręty, bo tego chce. Ale czy Matka Smoków w książce jest taka? W serialu przypomina swojego brata, obłąkanego Viserysa. Aktorka pasuje do roli i gra świetnie, ale to nie to samo co wychodzi z spod ręki Georga :) Chyba trochę się rozpisałem, ale to z presji czekania na Wichry Zimy ;)