Dla mnie sprawa jest taka, że pisarz tworząc książkę ma jakąś wizję, nie wymyśla zakończenia po napisaniu nawet jednego rozdziału, zna je nim zacznie pisać. Martin wzoruje się na wojnie 2 róż. Wygrał ją Tudor. Aegon Targaryen ma wszelkie cechy Henryka Tudora i popiera go Varys. Poprze go Dorne.
Teraz wystarczy aby Varys użył swoich wpływów i oddał Sanse Stark Aegonowi, w zamian za szereg obietnic dla Baelisha. Ma to uargumentowanie historyczne (Tudor poślubił Elżbietę York, która jednak bardziej pasowałaby do młodej Lannisterówny co także jest możliwe. Trzyma się ją w Dorne a w ten sposób Aegon mógłby przekonać do siebie skałę. Choć małżeństwo z Sansą dałoby mu północ).
Właściwie małżeństwo Aegona z Sansą skończyłoby książkę. Północ, Dorzecze, Dolina, Dorne stanęłyby po stronie smoka. Historia nadawałaby się na przykazanie, jakim królem trzeba być. Tywin, Robert, Stannis, Joffrey, Robb wszyscy mają wady i to tak wyeksponowane. Aegon wydaję się być właśnie bez wad, aż nasuwa się dodana w serialu rozmowa Tywina z Tommenem jakim królem trzeba być. Może gdzieś tu kryję się sens, dodania jej do serialu.