Chodzi mi raczej o to, czy gra po całkowitej zmianie mechaniki, sposobu przedstawiania świata, interakcji z otoczeniem itp. itd. nadal może być zaliczana jako kontynuacja serii i sygnować się tą samą nazwą. Moim zdaniem nie. Obecne "Fallouty" to tylko gry osadzone w świecie Fallouta, nic więcej, a sam fakt korzystania z tego samego uniwersum w mojej opinii nie upoważnia gry do korzystania z miana "sequela". Produkty Bethesdy nijak się mają do tego, co oferował pierwowzór i nie powinny się w taki sposób pod markę podpinać.
Dobrym przykładem jest tu Fallout Tactics - lekka zmiana nazwy już sugeruje, że mamy do czynienia z grą, która odrywa się od schematu serii, a jednocześnie jest z nią w jakimś stopniu połączona... Choć nadal FT jest dla mnie znacznie bardziej falloutowy, niż F3, New Vegas i F4 razem wzięte.
Prosty przykład - gdyby tak FIFA od następnej części została managerem piłkarskim, to wciąż byłaby to FIFA? No nie za bardzo. A przecież nadal mamy piłkę nożną, nadal dwudziestu dwóch gości biega za nadmuchanym kawałkiem skóry i próbują go władować do bramki przeciwnika. Niby wiele rzeczy zostaje po staremu, a jednak wszystko się zmienia i jest to już zupełnie inna gra, będąca jakby profanacją dotychczasowej serii. Co innego, gdyby gra została wydana pod nazwą FIFA MANAGER...
Sumując, nie miałbym żadnych pretensji, gdyby tylko twórcy/wydawcy nie umieścili przy nazwie numerków 3 i 4. Sugeruje to bowiem kontynuację serii, co w tym wypadku jest po prostu kpiną.