Nie ma wojen, wojen domowych, zamachów stanu, rozruchów społecznych, katastrof naturalnych, noworodki nie umierają w ogromnych ilościach jak w twoim ukochanym średniowieczu, gdy masz wypadek przyjedzie karetka, są otwarte granice.. móglbym wymieniac bez końca...... zaiste parszywe czasy. Piszesz jak rozpuszczony emo dzieciak. Buuuu nje ma monarhji moje zycie nje ma sensu buuuu
Apetyt rośnie w miarę jedzenia Trebron. Mamy lepiej niż nasi przodkowie. Gdy niknie strach czy nie ogłoszą mobilizacji bo jakiś malarz z wąsem doszedł do władzy za miedzą, pojawia się inne pragnienie.
Zawsze chodzi o jedno "mieć lepiej". I w tym nie ma nic dziwnego, to bardzo korzystne! Gdy zwalczyliśmy głód w Europie, przecież nie pozostaliśmy na etapie który pozwalałby nam funkcjonować. Ba! Pojawiła się otyłość, która nigdy w dziejach nie objęła tak wielu osób. Nie jest to może przykład, "lepszego" sztandarowy, ale pozwala nam zauważyć, że ludzie ciągle dążą do lepszego i czasem przesadzą!
Czasy więc mamy wyjątkowo korzystne, ale gdyby udało się nam wypracować porządny rodzimy przemysł, zmniejszyć bezrobocie, wysłać sporo kobiet do domów, zamieniając mniej rentowne miejsca pracy w dorywcze dla studentów, zwiększyć rangę uczelni itd. to mogłoby być lepiej.
I to o wiele, wiele lepiej.
Naszym celem w obecnej sytuacji powinno być to aby Polska była maksymalnie bezpieczna. Realizujemy to będąc w UE i NATO. Jest dobrze! Nie mogą nas bezkarnie jak Ukrainy najechać. Ale strzeżonego Pan Bóg strzeże, więc warto działać by było lepiej (nie tylko w tej dziedzinie, taka polityka się przyda). Jak widać, wojny toczy się teraz w sposób nowy, oparty na siłach specjalnych. My takowe mamy bardzo dobre. Nasz kraj byłby jednak nawet dla Rosji zbyt ciężkostrawnym daniem gdyby rozwinąć to na zasadzie:
1. Siły specjalne- Grom + kilka nowych tego typu oddziałów stale szkolonych. Nie kupować sprzętu od USA czy Niemiec tylko próbować tworzyć samemu coś właśnie pod te jednostki. Chodzi o to, że i tak w razie agresji szansa, że nasza armia zostałaby szybko rozbita są spore. Grunt aby mieć siły które mogłyby jednak choć ratować sytuację.
2. Armia stała - utrzymałbym na obecnym poziomie 100k, albo zmniejszył nawet do 50k. Dalej chodzi tu jak u góry o siły które mogłyby wraz z armiami reszty NATO stawiać opór i godnie reprezentować kraj poza granicami. Sens jej powinien być taki aby cały czas być gotowym i móc wspomóc trzon sił wojskiem regularnym. W przypadku spóźnionej mobilizacji takie siły są bezcenne.
3. Armia Obywatelska- każdy w domu ma tyle broni, ilu mężczyzn gotowych do odbycia służby. Zamkniętą, elegancką w szafeczkach. Co rok, kilka dni szkolenia za które pracodawca ma obowiązek wypłacać pensję dalej. Nie chodzi tu o jakieś : strzyżenie, lewo, prawo, powstań, padnij tylko o zajęcia z obsługi broni posiadanej w domu, testy psychologiczne (czy może jednak lepiej te broń odebrać...) i wszystko w dobrych warunkach. Po kilku godzinach powrót do domu, przygotowane hotele dla tych którzy nie mogą itd. Podobny system działa w Szwajcarii. Nawet w przypadku klęski, przejście do partyzantki nie pozostawiałoby chętnym problemów z bronią.
Ktoś powie, że Rosja i tak zmiotłaby nas z powierzchni ziemi. To prawda. Dalej jednak planując dane operacje bierze się pod uwagę straty, czas i sens. Jeśli przeciwnik uznałby, że odniesie zwycięstwo pyrrusowe nie zaatakuje albo zacznie negocjować po wstępnych walkach chcąc uniknąć kolejnego Afganistanu. Zresztą nie tylko Rosji by się to nie spodobało. Jestem pewien, że w Unii podniesiono by larum, że Polacy nie dość, że są tacy, siacy i owacy to jeszcze są uzbrojeni! Na dłuższą metę, uzbrojonym narodem ciężej się kieruje. Przyjęcie jakiegoś niekorzystnego dla interesów Polski w Unii traktatu, byłoby trudniejsze gdyby władza nie miała w tym poparcia ludzi- uzbrojonych.
Co do twoich argumentów na temat monarchii. Obejrzyj sobie film WP:Powrót Króla xD Serio aby monarchia wróciła koniecznym byłoby aby pojawił się bohater. Nie, nie jakiś dziadek który mówi, że jego dziadek był królem. Chodzi o bohatera, typu bohatera. Kogoś kogo wybrano by prezydentem! ( Tak we Francji przywrócono Cesarstwo. Ludwik Napoleon został prezydentem, a gdy kończyła mu się kadencja, jedyna na jaką mógł zostać wybranym dokonał zamachu stanu. Chłopi go popierali, bo błędnie uznawali Napoleona I za wcielenie rewolucji i dawania chłopom ziemi xD) A nie kogoś kto by ogłosił, że ma "prawa" którymi mogę podetrzeć sobie tyłek. Właśnie w chwili próby gdy dla narodu pojawia się być albo nie być, pojawiają się tacy jak Czarniecki, Kościuszko, Sobieski, Piłsudski (Tutaj kulturowo być albo nie być. Kozaków Warszawa żegnała kwiatami a gdyby nie 2 powstania, to raczej byłoby z tym bardzo krucho...) itd. Takich ludzi wybrano by na króla, na zasadzie " Należy mu się!". Gdyby Kościuszko wygrał, możliwe, że odsunięto by pretensję do tronu Wetinów. Dzisiaj takiej osoby po prostu nie ma. Byłoby to szukanie na siłę człowieka który w EU wzbudziłby śmiech i niczym pierwszy Walezjusz na tronie francuskim zostałby nazwany "Król znajda".