Cavaron
Mijał już kolejny tydzień od czasu gdy opuściłeś przyjazne granice rodzimego Tevinter. Niestety wyruszając w drogę, twe ambicje i oczekiwania – patrząc na nie z perspektywy czasu – znacznie przewyższały bieżące dokonania. Opuszczałeś rodzinne strony w poszukiwaniu przygód i okazji do zdobycia sławy. Niestety, wydaje się, że świat twe pragnienia i oczekiwania brutalnie sprowadził na ziemię, gdyż rzeczywistość poza Akademią Magii w Tevinter okazała się dużo bardziej przyziemna i małostkowa niż tego byś oczekiwał u zarania podróży. Jednak na przekór wszystkiemu, nadzieja i dobre nastawienia wciąż cię nie opuściły. Ledwo kilka dni temu, w drodze z Antivy, mijałeś urzekająco piękne Wildervale w Wolnych Marchiach – może to ono nastroiło cię tak pozytywnie do dalszej wyprawy? Samą Antivę opuściłeś po tym jak w rozmowie z jednym z kupców, który niedawno powrócił z Val Royeaux, dowiedziałeś się, że w mieście tym jeden z tamtejszych baronów poszukuje zdolnego maga do rozwiązania uporczywego problem. Twój zapał trochę ostygł, gdy dowiedziałeś się, że żegluga ze stolicy Antivy została wstrzymana z powodu niekorzystnych wiatrów i czeka cię co najmniej dwutygodniowa podróż przez kontynent. Jednak nawet to nie wpłynęło na twoją decyzję – wyruszyłeś następnego dnia z samego rana... I tak, po przeszło tygodniowej podróży czeka cię kolejny nocleg w drodze, gdyż mimo wykreślenia najlepszej drogi na posiadanej przez ciebie mapie Thedas, nie udało ci się dotrzeć przed zmierzchem do Cumberlandu, by zaokrętować się tam na jedną z łodzi i resztę drogi pokonać na jej pokładzie.
Thorgrim
Ile można spędzić czasu na chlaniu w karczmie? Naszły cię ostatnio przygnębiające myśli i, w chwili trzeźwości, zadałeś sobie właśnie to pytanie. Ktoś z twoimi umiejętnościami – dysponujący taką siłą i zdolnościami – wciąż przesiadujący, przepijający i przegrywający w kości? Przecież jeszcze kilka lat temu, służąc w armii Fereldenu, stawałeś przeciw pomiotom w wielu bitwach, choćby na ulicach Denerim w bitwie, która zanim się jeszcze zakończyła, została owiana legendą. Od najmłodszych lat stąpałeś na polu walki, a na dodatek – jak nieliczni z krasnoludów – rozwijałeś swą sferę mentalną marząc o tym by dostąpić w przyszłości zaszczytu zostania Patronem. Wykorzystując jedną z nielicznych chwil trzeźwości postanowiłeś przejrzeć ogłoszenia oferujące pracę i zarobek. Tak jak się mogłeś spodziewać małe mieściny nie mogą poszczycić się szerokim asortymentem propozycji zarobkowych – przekładając na twoje: „tam gdzie piwo tanie, robota gówno płatna”. Wybrałeś jedną jedyną pozycję, na widok której nie miałeś ochoty uciec z powrotem do karczmy i jeszcze tego samego dnia znalazłeś się na statku – raczej łajbie – płynącej przez Morze Przebudzonych. Po trwającej ledwie noc podróży zszedłeś na ląd w jakiejś mieścinie, którą czym prędzej opuściłeś w drodze do Nevarry gdzie czekało na ciebie zlecenie. Teraz jednak zaczęło zmierzchać, a jak sam zauważyłeś zboczyłeś znacząco z obranej drogi, więc rozglądasz się za miejscem do przeczekania nocy.
Verator
Mało kto miałby ochotę będąc w sile wieku, w pełnym tego słowa znaczeniu, wyruszać w kolejną podróż po to by zarobić na własne życie – i własne zachcianki. Niestety, wydawałoby się, że pech nigdy cię nie opuszczał, a jedynie wziął sobie dłuższą przerwę w uprzykrzaniu twego życia. Jesteś jednak zbyt zdeterminowany i zahartowany przez życie by takie ckliwe spostrzeżenia mogły rzutować na twe decyzje. Postanowiłeś odbudować swój majątek, to go odbudujesz! Ferelden powstający z popiołów po ostatniej pladze jednak pełen jest wszelkiej maści kupców, przemytników, handlarzy i straganiarzy. Po prostu wiesz, że na tym przepchanym dobrami rynku nie dorobisz się takich pieniędzy jakich pragniesz. Postanowiłeś więc, wykorzystując dawne znajomości, wyruszyć do Orlais, które może okazać się idealnym punktem zaczepnym w drodze do zarobku. Oczywiści nie pomyliłeś się ani o jotę. Po przybyciu do Val Royeaux odszukałeś swego dawnego kontrahenta i wypominając mu dawne czasy, zastraszając, negocjując, przekonując, obiecując i nagabując, udało ci się po skandalicznie niskiej cenie zakupić partię towaru, którą wiedziałeś, że sprzedasz z dużym przebiciem w Starkhaven w Wolnych Marchiach. Nie pozostało ci więc nic innego jak wyruszyć w podróż... Tak właśnie znalazłeś się po kilku dniach w połowie drogi, która do tej pory nie sprawiła ci najmniejszych trudności i masz nadzieję, że taki stan utrzyma się do końca „kursu”. Teraz jednak musisz rozejrzeć się za dogodnym miejscem do przeczekania zbliżającej się nocy.
Thomas Weseley
Nie wiesz jeszcze czy znalazłeś swe miejsce w świecie i plan na resztę życia. W tej chwili nie widzisz jednak innego wyboru, więc musisz zadowolić się tym co przyniósł ci los. Pragnąłeś zaciągnąć się do wielkiej wyprawy na północ, byłeś już u progu placówki werbunkowej najemników, gdy do twych uszu dotarła przedziwna rozmowa dwóch, wydawałoby się, kupców. Nic w tym dziwnego w końcu to Val Royeaux, jednak zaciekawiła cię na tyle, że podszedłeś bliżej, a gdy się skończyła jeden z rozmówców rzucił ci propozycję. Rozpoznał w tobie najemnika – co zdecydowanie podbudowało twoje ego – i zaproponował przyzwoitą gotówkę za ochronę w wyprawie handlowej do Wolnych Marchii. Wyprawa na północ miała się rozpocząć dopiero za 3 miesiące, a podróż w tę i z powrotem zajęłaby ci co najwyżej miesiąc. Dlatego, i oczywiście dla zapłaty, nie zastanawiałeś się długo i zgodziłeś się wyruszyć z kupcem w roli ochroniarza. Podróż wydawała się mijać szybciej niż początkowo planowałeś, gdyż ledwie po kilku dniach byliście w połowie drogi do celu, tj. Starkhaven w Wolnych Marchiach. Zaczynało zmierzchać więc zacząłeś wyglądać odpowiedniego miejsca na nocleg.
Garwald
Wierzysz w Kamień, nawet „wysokie sklepienie” na powierzchni nie sprawiło, że twa wiara weń osłabła. Wciąż wiesz, że Kamień jest z tobą i z tobą pozostanie – bez znaczenia jak potoczą się twe losy. Wszakże prócz Kamienia masz jeszcze swój topór... Swoją bitewną lutnię, niezastąpionego i wyjątkowego towarzysza w upiornym tańcu śmierci. W Orzamarze życie nigdy nie było proste, a bezustannie czyhające zagrożenie sprawiło, że od młodości pole walki było twym domem, a bliskość śmierci najlepszym przyjacielem. Kasta Wojowników musi jednak wypełnić swoją powinność z honorem... Teraz jednak, wiedziony ciekawością świata i rządzą przygód opuściłeś jedyny znany ci świat i wyruszyłeś w poszukiwaniu własnej ścieżki na powierzchnię. A może tak miało być od samego początku? Jednak ktoś, kto ledwie przed chwilą porzucił swe dawne życie i podjął najtrudniejszą decyzję, jaką tylko krasnolud podjąć może, nie ma czasu na poruszanie spraw, które i tak od niego nie zależą – może w ogóle w nie nie wierzy? Przeznaczenie? Los? Opatrzność? Kogo to obchodzi gdy świat na powierzchni mieni się tysiącem kolorów... Tak oto nogi przywiodły cię do miejsca, które w przeszłości zmieniało władców niemal na zwołanie – do Cumberlandu. Jednak nim poznałeś mieścinę, choćby powierzchownie, podjąłeś decyzję o jej opuszczeniu. Tak oto wyruszyłeś w kierunku Kirkwall obierając najkrótszą możliwą drogę, przez las Planasene. Nim jednak do niego dotarłeś zaczęło zmierzchać – dlatego rozpocząłeś rozglądać się za miejscem do zaobozowania na noc.
ACHTUNG!!!
1) Jak zapewne zauważyliście dwie postaci są razem – Verator i Thomas Weseley. Im odpis przyjdzie łatwiej niż pozostałym, bo mają większe pole do manewru.
2) Ogólnie rzecz biorąc są to wpisy zaczynające i może wydawać się, że nie macie dużego pola do manewru (bo go nie macie ^^; w żadnym przypadku nie przeskakujcie do kolejnego dnia!). Celem tych wpisów ma być rozpoczęcie przygody, a wy (prócz szukania miejsca spoczynku – cóż za zbieżność!) możecie napisać coś od siebie, jakieś przemyślenia, etc. Od następnego wpisu wszystko poleci już klarowniej.
3) Good luck & have a fun!