Ja tworzyłem swój zakon, sporo czasu co prawda to zajęło, ale było warto. Jak już skończyłem to byli niepokonani, po wyposażeniu ich w łuki Noldorów plus pancerz zmiji Maltise (chyba tak się to nazywało), tarcze i jakąś szabelkę czarną (nie pamiętam nazwy ale coś z ebonitem) to z każdego przeciwnika dzięki tym łukom sieczkę robili zanim ten do nich zdążył podejść, jak komuś się udało to go szabelką dobijali (lepsi jak dla mnie i tańsi niż noldorscy najemnicy). Ponadto jak tak ponad 50'a moich rycerzy zaczęła strzelać to większość przeciwników padała jak muchy( mając ich około 150 plus z 50-60 jakiś przypadkowych wojaków z łapanki w oddziale bez problemu rozbijałem armie specjalne tych demonów czy nie umarłych w liczbie nawet ponad 1000 przy minimalnych stratach własnych, głównie to ci z łapanki padali), nie wspominając już o zdobywaniu miast i skuteczności z jaką czyścili mury z obrońców, przykładowo jak musiałem wieżą podjechać to garnizon w liczbie około 600 ludu był już wystrzelany zanim dojechała (zostawali jedynie jacyś zblokowani gdzieś na schodach czy takich podobnych miejscach gdzie byli poza zasięgiem strzał). Na maxa ulepszyłem ich pod koniec rozgrywki dopiero (co prawda długo zwlekałem z jego założeniem, korzystając przez dłuższy czas z tego zakonu co w Larii był, chyba Stanowczego Wezwania), ale było warto w moim mniemaniu, mimo znaczących kosztów i potrzebnego na to czasu odwdzięczali się swoją skutecznością, a w zasadzie to byli niepokonani :D