Nie mam ochoty rozpisywać się na temat "za i przeciw", odnośnie wegetarianizmu, bo to po prostu dieta. Dieta dla osób, które całe życie siedzą na dupsku, wożą się samochodami i unikają jakiegokolwiek większego wysiłku... lub dla grubasów, którzy myślą, że dzięki temu schudną (jasne... ^^).
... ale NIGDY nie spotkałem się, by jakiś pracownik fizyczny, który pracuje 8-10h dziennie, zadowoliłby się sałatką i kotletami z soi... Przypuszczam, że gdyby jeden z nich znalazł taką "potrawę" na talerzu, to zapewne pierwsze słowa, które padłyby z jego ust, brzmiałyby mniej więcej: "co to za crap?".
Że się nie spotkałeś pewnie wynika z twojej szczątkowej wiedzy na ten temat. A jak się nie wie to albo się najpierw czyta i dowiaduje zamiast pisać takie bzdury jak wyżej albo trzyma jadaczkę zamkniętą.
Jakbym słyszał mojego kumpla – hipisa, wegetarianina, który twierdzi, że jest „naturzystą”, ale mimo to i tak seks uprawia w prezerwatywie.
Swoją drogą może trochę pośpieszyłem się z tym stwierdzeniem, odnośnie pracowników fizycznych, będących jednocześnie wegetarianami, bo właściwie miałem w przeszłości okazję usłyszeć, od mojego sezonowego pracodawcy (na budowie), jak bardzo ch*jowymi i niewydajnymi pracownikami oni są. Poza tym... mam znajomego, z którym niegdyś uprawiałem mini-kulturystykę, który praktykował wegetarianizm przez ok 3 miesiące. Zmienił dietę, ale nie zmienił stylu życia i ćwiczył nadal (i dalej to robi). Powiedział mi, że tak beznadziejnych wyników, to on nigdy nie miał – przypadek? Może...
Nie twierdzę, że wegetarianizm jest zły, tylko, że nie dla każdego się nadaje – wszak każdy organizm inaczej reaguje... Nie pogardzę taką kuchnia, ale też nie porzucę mięsa, które po prostu lubię.
Słyszałem, że można zastąpić roślinami ok 80% (jak nie więcej) substancji pochodzących ze składników zwierzęcych. Idąc takim tokiem myślenia, powinniśmy jeść same tabletki, zwierające dzienne dawki zapotrzebowań na odpowiednie wartości odżywcze. Przypuszczam jednak, że od takiego czegoś, byśmy w grobach dawno leżeli.
Jeżeli miałbym każdy produkt prześwietlać i poznawać jego historię, to padłym z głodu... (...) a to ktoś niehumanitarnie zabił jakieś zwierze (...)Trochę dystansu, ludzie...
Pewnie, najlepiej nie zastanawiać się ani trochę nad tym, co się je. Ani robi. W ogóle najlepiej w ogóle się nie zastanawiać i myśleć, bo się czas tylko traci, nie? A można w tym czasie np. grać.
Można też pisać posty o 2 w nocy – jak kto lubi. Oświeć mnie – całując się z dziewczyną, też myślisz o tym, że kiedyś była z innym i też się z nim całowała (jak nie robiła czegoś więcej ustami, czego nie życzę)? Wątpię... Tak samo, człowiek nie rozczula się nad każdym ziemniakiem, czy też kawałkiem mięsa, które spożywa.
Poza tym wziąłeś pod uwagę tylko 1 typ (a mógłbym i wymieniać i wymieniać...) – niehumanitarnie zabite zwierze... A co, jeśli i rośliny mają swoje uczucia? Zabawy hormonami, sztuczne nawożenie, pakowanie sterydów, faszerowanie ich co roku innymi badziewiami, truciznami na owady (a to bestie, które potrafią przystosować się do wszystkiego, w krótkim czasie), ołowiem, etc... nie są szkodliwe dla nich, jak i dla nas?
Podobno istnieje zdrowa żywność, która kosztuje 4x więcej od tej, którą na co dzień kupujemy. Obawiam się jednak, że nie każdego na taką stać...
Poza tym tak sobie czytam – z jednej strony, zrównują człowieka ze zwierzęciem, adorując jego pierwotne popędy, instynkty, etc. - z drugiej strony przedstawiają go, jako istotę, która odrzuca swoje pierwotne zachowania, nie przyznając się do swoich przodków... Z jednej skrajności w drugą.
I na tym zakończę ten bezcelowy offtop :P
Pozdrawiam!