E tam od razu Stalin. W średniowieczu nikt się piechotą nie przejmował - swoją czy wrażą, każda była g. warta (przynajmniej do pojawienia się piechoty zaciężnej). Jazda szarżowała przez swoich piechurów, bo tak było wygodnie, więc większość rycerzy w sytuacjach kryzysowych zapewne rzuciłaby się pędem w stronę najbliższej warowni porzucając to, co nie jest istotne (czyli piechotę). No, ale wtedy trzeba liczyć się z tym, że sporą część wojska trza zebrać od nowa.
Inna sprawa, trzeba ogarniać okolicę. Jeśli operujesz na swoim terytorium to wioski, miasta i zamki dostarczają Ci informacji na temat wrażych oddziałów. To daje rozeznanie w siłach przeciwnika na tyle wystarczające, by nie dać się okrążyć i zajść od tylca. Inaczej jest gdy bawimy się na terytorium wroga. Tylko po co wjeżdżać wgłąb wrogiego państwa?;)
Więc proszę mnie tu do "Słońca narodu sowieckiego" nie porównywać.
Edit: jeśli jesteś marszałkiem to już w ogóle nie widzę problemu z byciem w okrążeniu.