Jestem tylko szarym użytkownikiem który chce zagrać w grę a nie stać go na nią bądź najbliższy sklep jest 30 km dalej.
Jestem tylko szarym człowieczkiem, który chciałby sobie pojeździć najnowszym Mercedesem, a nie stać mnie na niego, zaś zarobić na niego mi się nie chce, więc... Brzmi żałośnie, prawda? No właśnie. Tak wyglądają wasze tłumaczenia.
Sprawa z oprogramowaniem, grami komputerowymi, jest jasna. Piracisz = jesteś skończona szuja. Można sobie wmawiać, że się tylko testuje, że producent na tym nie traci, że oryginalny towar nie znika, że trzeba sprawdzić przed kupnem, i tak dalej, i tak dalej... Mnóżcie sobie te wymówki, na zdrowie. Prawda jest taka, że moralnie niewiele różni się to od kradzieży luksusowych towarów (trzeba to podkreślić - luksusowych - wszak nie jest to rzecz pierwszej potrzeby) w sklepie. Tych ze sklepu nie kradniecie tylko z jednego powodu - ze strachu przed zostaniem złapanym i późniejszymi tego konsekwencjami. W sieci jesteście bezkarni, toteż mnoży się tu złodziei i różnych pokemonów. Nie ma konsekwencji, to i można robić, co się chce, a jak! Anonimowość tworzy tego typu patologie i sprzyja rozwojowi debilizmu, niestety.
Sprawa legalności się trochę komplikuje, gdy mowa o filmach i muzyce. Według polskiego prawa można tu "beknąć" tylko za udostępnianie ich, za posiadanie już nie. Zasada ma miejsce jednak tylko wtedy, gdy "dzieło" miało już swoją premierę w mediach masowych, gdy zaistniało publicznie. Z moralnego punktu widzenia też sprawa nie jest prosta, bowiem jeśli ściągających nazwie się piratami, to równie dobrze można zacząć ścigać osoby, które nagrywają sobie na
kasety płyty filmy puszczane w telewizji i utwory usłyszane w radio. Tu więc ciężko jest stwierdzić, gdzie znajduje się granica i co jest w porządku, a co nie. Tak czy siak, raczej ciężko mi sobie wyobrazić sytuację, gdy np. po koncercie do zespołu podchodzi jakiś człowiek i mówi "Jesteście świetni! Uwielbiam was i jestem waszym wielkim fanem! Mam na dysku wszystkie wasze albumy ściągnięte z torrentów!" ;)
Mozna posiadać sciągniety plik legalnie przez 24h
Sam tę głupotę wymyśliłeś? Czy tylko powtarzasz idiotyzmy wymyślone przez innych, równie obeznanych z tematem internautów?
Zapłaciłem za film i chyba mam prawo robić z tą rzeczą co chce.
Płacisz za możliwość oglądania, nie za film. To, że wyłożyłeś parę złotych wcale nie oznacza, że jesteś właścicielem filmu, a co najwyżej - nośnika, na którym film się znajduje. Taka "maleńka" różnica.